Człowiek z Hawru (Le Havre)
Marcel Marx (André Wilms) był gwiazdą muzyczną, jest pucybutem, mieszka w Hawrze - francuskim miasteczku nad kanałem La Manche, o którym mało kto pamięta. Mężczyzna ma żonę, ukochaną Arlette (Kati Outinen), oraz psa Łajkę, wszyscy wiodą wspólne, szczęśliwe, choć skromne życie. Pewnego dnia na swojej drodze Marcel spotyka czarnoskórego chłopca (Blondin Miguel), uciekiniera z nielegalnego kontenera. Mężczyzna to człowiek o "złotym sercu", dlatego też ze wszystkich sił, będzie chciał pomóc małemu "dezerterowi".
Człowiek z Hawru, to najnowszy film fińskiego reżysera Akiego Kaurismakiego, zawiera on elementy dramatu i komedii. Jednym z jego atutów, jest świetna gra aktorska André Wilmsa, wcielającego się w postać Marcela Marxa - człowieka o dwóch "twarzach". Z jednej strony cechuje się on ogromnym optymizmem, a jego dewizą wydaje się być hasło: "Carpe diem". Z drugiej zaś, jest to osoba zrównoważona, gdy sytuacja tego wymaga, empatyczna. Obie te "osoby" łączy jedno: "gołębie serce".
Jeśli ktoś oglądał poprzednie dzieła fińskiego reżysera, wie, że jest on artystą tworzącym kino autorskie - nie potrzebuje "ściągać" od innych. Z tego tytułu ma prawo, do przekazywania ważnych dla niego treści "po swojemu". Człowiek z Hawru osadzony wydaje się być w latach pięćdziesiątych (zdjęcia w stylu retro), wskazuje na to chociażby sceneria otaczająca bohaterów czy też ich kostiumy. Cała autorskość polega jednak na tym, iż równie dobrze cała akcja filmu, mogłaby rozgrywać się we współczesnym świecie (czas nie jest jednoznacznie sprecyzowany). Aki Kaurismäki nie tylko reżyseruje, jest także autorem scenariusza, który może wydawać się najsłabszym ogniwem produkcji. Jego naiwność i prostota, mogą wielu odrzucać, jednak należy się zastanowić, czy owej produkcji potrzeba "Bóg wie" jakiego scenariusza? Moim zdaniem nie, historia o miłości, przyjaźni, poświęceniu, to historia prosta. Najważniejszy w niej jest przekaz, w tym przypadku jest on bardzo silny i wyrazisty.
Polecam dzieło Kaurismäkiego każdemu, kto lubi filmy różne od tych, które serwuje nam Hollywood. Lubicie dobrze "zagrane" kino, okraszone "czarnym humorem"? Musicie obejrzeć Człowieka z Hawru.