@hearbin enquired : “ i know you think that i don’t see it , but i do . ”
Wyjście z nałogu, to coś, co James obiecał sobie już dobrych kilka lat temu, kiedy to ponownie przysiadł do muzyki, chcąc zająć czymś kłopotliwe myśli. Otrzymując naganę za naganą odnośnie braku poprawy własnego śpiewu, przeplecionego z zadymionymi płucami, mężczyzna miał w głowie porządny kocioł, z którego tez nie szukał zbytnio ucieczki. Chociaż był to dość spory problem, z którym się zmagał, to nigdy realnie nie próbował z niego zrezygnować. A przynajmniej nigdy nie zrobił tego szczerze, bez namowy osób trzecich, które koniec końców przegrywały z jego prawdziwą miłością do psucia własnego zdrowia.
Wzdychając głęboko, wyszedł na zaplecze klubu, w którym grał tego wieczoru, co by po raz kolejny oddać się chwili wytchnienia. Odkaszlnął momentalnie, gdy w jego dłoniach znalazł się papieros i zapalniczka. Doskonale wiedział, że istnieje wiele innych sposobów na wyzbycie się tremy oraz wszelako pojętego stresu przed wyjściem na scenę, aczkolwiek zawsze udawał, iż wcale tak nie jest i brnął dalej we własne bagno. Z chwilowego transu wybudził go znajomy głos.
“ i know you think that i don’t see it , but i do . ”
“Damn it.” Prychnął tylko krótko do siebie, momentalnie odwracając wzrok i pokręcił głową w odpowiedzi na jej słowa, a jego dłoń opadła na wysokość biodra, skąd również zrzucił papieros na ziemie, depcząc go niemal od razu. To nie tak, że on próbował zrobić wszystkim na przekór, ale to jego wątpliwa umiejętność separacji z trującym przyjacielem dawała za wygrana, a on nie próbował się bronić. „Zawsze potrafisz znaleźć się w odpowiedniej chwili…” Mruknął pod nosem, opierając barki o brudna ścianę budynku. „Ktoś mnie tutaj ewidentnie śledzi!” Dodał żartobliwie, rzucając w jej stronę delikatny uśmiech.













