— final thread ✖ han yeonhee main verse
Czy Yeonhee obawiała się śmierci? Zdaje się jak każdy, tylko głupiec by się nie bał. Prawdopodobnie tu nie chodzi o śmierć samą w sobie, a to co się stanie z bliskimi, z tobą. Niewiadoma zawsze w jakiś stopniu przeraża. Czy nasze wierzenia okażą się prawdziwe, czy może coś, co zawsze wypieraliśmy okazało się prawdą. To, że Hannie grała w kotka i myszkę z mrocznym Kosiarzem było wiadome nie od dziś. Wiele biskich doskonale wiedziało, że ma wiele tajemnic i z pewnością nie są to sekrety, które chcieliby poznać. Tylko, że młoda kobieta nie chciała się ich pozbyć, to wszystko się jej podobało, sprawiało że była tym, kim i jaka była. Czy się bała? Tak, zdecydowanie. Dlatego też w takie dni jak ten miała pewne rytuały, bez których nie wyszłaby z domu. Przygryzła wargę zerkając na pustą kartkę i koperty leżące na blacie. Westchnęła cicho i zaczęła wraz z tchnieniem kreślić kolejne słowa do kolejnych osób. Kiedy tylko miała trudniejsze zadanie, które mogło się skończyć źle zostawiała na stole w salonie parę listów do najważniejszych osób w jej życiu, a również coś w rodzaju ostatniej woli i klucze do mieszkania oraz studia. Doskonale wiedziała, że służby porządkowe przyszłyby do jej mieszkania w takiej sytuacji i znalazłaby to, a wtedy trafiłyby w odpowiednie ręce. Kiedy tylko szykowała się już do wyjścia, spojrzała na koperty zaadresowane do poszczególnych osób; Peng Weiyunan, Lee Taeyong, Han Yeoreum, Park Jinyoung, Lee Jungho i najgrubsza, bo to na niego tym razem padło posiadanie kluczy do własności Yeonhee, Choi Seungho. Następnie odhaczyła w głowie rzeczy, które miała zrobić - dodatkowa kuweta, dodatkowa miska z suchą karmą, Carbon u sąsiadki, która ma podobnej wielkości psa. Wszystko gotowe. Zagryzła wargę, miała złe przeczucia, ale wiedziała, że jeżeli nie wyjdzie, wtedy jej los będzie już z góry przesądzony. Wzięła Devila na ręce i ucałowała jego główkę. “Kocham cię diable, jak nie wrócę bądź dobry dla Jamesa.” Powiedziała cicho, po czym odstawiła futrzaka na ziemię i opuściła mieszkanie.
Przeczucie, które towarzyszyło Yeonhee od wyjścia z domu najwyraźniej było prorocze. Kiedy tylko znalazła się w odpowiednim miejscu, wiedziała, że nie ma szans, a jednak nie chciała poddawać się bez walki. Byłoby to zupełnie nie w jej stylu by tak po prostu się poddać, a do końca swoich chwil chciała pozostać sobą. Wszystko było już po wszystkim, oprawcy tatuatorki zdążyli już uciec, a ona sama ostatkami sił spojrzała w wyjątkowo bezchmurne niebo i ostatnim oddechem posłała w przestrzeń bezgłośne przepraszam.

















