Intouchables: Rozdział 13
Tytuł i link do oryginału: Intouchables (Nietykalni)
Autorka: Anne
Tłumaczka: Kejt
Banner: Najlepsza Ola
Zgoda: Jest i to bardzo entuzjastyczna.
Pairing: Larry; pobocznie Niam
Opis: Harry Styles jest bogatym mężczyzną, który może mieć wszystko, czego tylko pragnie. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest osobista pielęgniarka, która będzie jego oczami i nogami. Louis jest chłopakiem z ulicy. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest podpis. Dostaje znacznie więcej.
Oparte na filmie ,,Nietykalni”.
Ilość słów: 3 729
~*~
Następny tydzień polegał głównie na przygotowaniach do przyjęcia. Gemma próbowała przekonać rodziców do kupienia większej choinki, ale nie udało jej się. Po części dlatego, że Liam się na to nie zgodził (Przerabialiśmy to już, Gemma i nie wierzę ci) a poza tym, Robin uważał, że to nie jest dobry pomysł (Będziemy musieli ją potem wynieść na dwór, więc to nie ma sensu). Jednakże Harry’emu udało się przekonać Nialla do wyjścia z nim w poszukiwaniu prezentu dla Louisa, a Liam jak zwykle nalegał, żeby pozwolili mu jechać z nimi. Harry postanowił tym razem mu się nie sprzeciwiać. Gemma i Anne wyszły, aby kupić sukienki na przyjęcie, więc w domu zostali tylko Zayn, Louis i Robin. Zayn i Robin byli na dole, dyskutując o czymś, co dotyczyło przyjęcia, podczas gdy Louis leżał na swoim łóżku i słuchał muzyki. Kochał pomagać swojemu chłopakowi, ale czasem potrzebował przerwy. Do przyjęcia i jego urodzin zostały dwa dni, wszystkie pokoje były już udekorowane, a Louis zniósł do salonu tony krzeseł. Najwyraźniej miał przyjechać też jakiś zespół, ponieważ wszystkie krzesła były skierowane w stronę sceny, a Louis modlił się, żeby to nie było nic z tych klasycznych gówien, które słuchał Harry, ponieważ jeżeli chodziło o niego, to nie był pewny, czy uda mu się mieć otwarte oczy przez cały występ. Zdążył już zasugerować, żeby puścić coś z jego playlisty, ale Gemma uprzejmie mu przypomniała, że rap prawdopodobnie nie przypadnie do gustu gościom.
Nagle zobaczył, że światło od jego krótkofalówki zaświeciło się na czerwono, co oznaczało, że ktoś chciał się z nim skontaktować. Wyjął słuchawki z uszu, aby usłyszeć, jak Zayn go prosi, aby zszedł na dół. Westchnął i zsunął się z łóżka, owijając słuchawki wokół szyi, po czym zszedł na dół. Po drodze wyłączył muzykę, aby niewyraźnie usłyszeć odgłosy z salonu. Wszedł do niego przez główne drzwi i zobaczył Robina z Zaynem stojących na scenie, a między nimi para wykurwistych głośników, które sprawiły, że niemal wywrócił stojące krzesła. Gdy podszedł bliżej, zauważył, że cała muzyczna instalacja była od Dr Dre i musiał powstrzymać się od piśnięcia. Kilka dni temu powiedział Harry’emu, że od wieków chciał dostać Beatsy, ale utknął ze swoimi słuchawkami, które miał owinięte na szyi, odkąd tylko udało mu się je ukraść. Harry jedynie się zaśmiał, gdy to usłyszał, a Louis doszedł do wniosku, że w sumie mógłby je sobie kupić. Zapisał sobie w głowie, aby sprawdzić swoje konto bankowe i zobaczyć, czy może wybrać się do miasta, żeby je kupić na urodziny. Wołanie jego głosu wyrwało go z przemyśleń.
- Louis? – spytał go Zayn. Louis odwrócił się twarzą do swojego przyjaciela.
- Tak, wołałeś mnie, prawda? – chłopak przytaknął i wskazał palcem na głośniki. – Potrzebuję twojej opinii. Te głośniki są na czas po koncercie, gdy goście będą pić i jeść w papierowym pokoju, po prostu… - Louis uniósł dłoń, aby mu przerwać.
- Papierowy pokój? – zapytał. Robin przytaknął. – To pokój, w którym robimy papierkową robotę. Gemma nazywała to ,,papierowym pokojem” gdy była mała i tak już się przyjęło. To prawdopodobnie pokój, w którym składałeś wniosek o pracę. Wiesz który? – Louis przytaknął. Oczywiście, że pamiętał ten pokój. To był pokój, w którym on i Harry spotkali się po raz pierwszy. Kurwa, to był pokój, gdzie dowiedział się, że Harry nie widzi. Teraz wydaje się, że minęły wieki od tamtego czasu.
- Więc, o co chciałeś spytać? – odparł Louis. Robin wykonał dziwny ruch dłonią. – Potrzebujemy jakiejś muzyki w tle. Zayn mówi, że zna się na dobrej muzyce, ale ja się z nim nie zgadzam. Muzyka, którą nam proponuje niezbyt pasuje. – Zayn westchnął, pocierając swoje czoło.
- Chris Brown jest idealny.
- Nie dla naszych gości!
Louis uniósł dłoń, aby im przerwać.
- Robin, o jakiej muzyce w takim razie myślałeś?
- No nie wiem? Coś bardziej starego? Jak The Beatles?
Zayn prychnął pod nosem.
-Robin, oni przyjdą po dwóch godzinach klasycznej muzyki. Daj tym ludziom trochę przerwy.
Louis wstrzymał oddech i spojrzał na Robina z rozszerzonymi oczami.
- Dwie godziny klasycznej muzyki? – wykrzyknął piskliwym głosem. Robin uniósł brew.
- Tak? Robimy tak każdego roku. Nikt ci nie powiedział? – Louis warknął, a Zayn zachichotał, klepiąc go po ramieniu.
- Przeżyjesz, bracie.
- Nie. – Louis potrząsnął głową. – Umrzemy z nudów. – najwyraźniej jego modlitwy nie zostały wysłuchane. Cholera. – Mogę wykorzystać swoje urodzinowe życzenie, żeby to się nie zdarzyło? – zapytał z miną zbitego szczeniaka.
- Nie, nie możesz. A teraz nam pomóż. – zarządził Robin. Louis warknął i umieścił dłoń na szczycie jednego z głośników dla fizycznego i psychicznego wsparcia.
- Może zrobię dla was playlistę, a potem wybierzecie lub odrzucicie niektóre piosenki? Co wy na to? Znam trochę dobrej muzyki.
Robin uniósł brew i zapadła między nimi cisza, gdy Louis czekał na jego odpowiedź. Westchnął.
- W porządku. Tylko coś niedziwnego.
- Zdefiniuj słowo ,,dziwny”. – powiedział Louis. Zayn zachichotał. Wiedział, że poprosi go o pomoc i pozwoli dodać kilka jego piosenek, więc szybko na to przystał.
- Nic zbyt alternatywnego i głośnego, co będzie walić po twarzy. Pamiętaj, że twoja publika chce spokojnej muzyki, która będzie lecieć w tle.
Louis pokiwał głową.
- Czy to wszystko?
Robin zastanowił się przez chwilę.
- I żadnego rapu. Tylko tyle.
Szczęka Louisa opadła.
- Żadnego rapu? To przyszłość naszego narodu! To dzięki temu, wszystko jeszcze się toczy!
Robin uparcie pokręcił głową.
- Deal, czy nie?
Louis westchnął dramatycznie, ale ostatecznie uścisnął jego dłoń. Zayn uśmiechnął się szeroko.
- Mam ją przygotować do dzisiejszego wieczoru? – Robin przytaknął na jego słowa.
- To daje mi trochę czasu, żeby wybrać przekąski. – Zayn poklepał Louisa po ramieniu. – Powodzenia z muzyką, stary! Zawołaj mnie, jeśli będziesz potrzebował pomocy. Jestem w kuchni.
- A kiedy ty w niej nie jesteś?
Zaśmiał się, gdy odchodził, a Robin podążył za nim. Gdy Zayna już nie było, Robin odwrócił się i zobaczył jak Louis sprawdza głośniki ze swoimi słuchawkami w uszach.
- Louis? – spytał, na co ten odwrócił się do niego, upuszczając słuchawki.
- Tak?
- Zamierzasz zostać?
Louis zamrugał kilka razy.
- Co masz na myśli? – spytał zmieszany. Robin wzruszył ramionami.
- Jesteś tutaj dłużej niż jakakolwiek pielęgniarka wcześniej. Zamierzasz zostać? – Louis wyprostował się i skrzyżował ręce na piersi, chcąc pokazać, że czuje się tym urażony.
- Nigdy nie zostawiłbym Harry’ego. – odpowiedział pewnie.
Zapadła między nimi krótka cisza, gdy mierzyli się nawzajem spojrzeniami. Po chwili mężczyzna uśmiechnął się do niego.
- Jesteś dobrym chłopakiem, Louis. – powiedział, po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi i zostawiając tam Louisa z zaskoczonym wyrazem twarzy.
- Nawet nie masz pojęcia. – wymamrotał do siebie, po czym włożył słuchawki do uszu.
–
- Harry myślę, że przyszedł czas, żebyś mi wytłumaczył dlaczego tu jesteśmy. Chcę wiedzieć dlaczego ryzykujemy nasze życia przebywając w tej części Londynu. – Liam wyglądał nerwowo przez szybę, starając się w nic nie wjechać. Byli w najbiedniejszej części Londynu i ulice tutaj były tak wąskie, że nawet Niall był zdenerwowany. Jakieś dziecko mogło tu w każdej chwili wybiec na środek ulicy, a Liam stawał się coraz bardziej przerażony za każdym razem, gdy widział kogoś wymieniającego się narkotykami. Chciał po prostu stąd wyjechać tak szybko, jak tylko się dało. Harry westchnął.
- Przecież ci mówiłem. To przez urodzinowy prezent dla Louisa.
- I co planujesz mu podarować, kolego? – spytał Niall.
- Jeżeli powiesz, że narkotyki, to cię zabiję, Harry. – syknął Liam. Harry wybuchnął śmiechem. – Nie martw się, Liam. Adres, który ci podałem to adres Louisa. Pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zaprosić jego rodzinę na urodziny. Tęskni za nimi.
Liam wstrzymał oddech i zaczął kaszleć tak mocno, że musiał zatrzymać auto, aby odzyskać oddech. Bardzo dokładnie pamiętał swoją rozmowę z Louisem. O tym jak jego mama wykopała go z domu, a w szczególności to, jak obiecał, że nie powie o tym Harry’emu. Kurwa. On nawet nie powiedział Niallowi. Chłopak poklepał go po plecach.
- W porządku, kochanie? – Liam przytaknął szybko. – Tak! W porządku. Po prostu… - Liam ostrożnie dobierał słowa . – Co jeśli odmówią? – spytał. Harry wzruszył ramionami.
- W takim razie będziemy próbować. Ale w razie czego mam pomysł na inny prezent, więc spoko. Zdobędziemy go w drodze powrotnej. Nie martw się, Li. I tak pewnie nie mają co robić. – Liam po swojej prawej dostrzegł dwóch mężczyzn, którzy wymieniali się czymś między sobą i o mój Boże, z pewnością mają co innego do roboty.
- Nie podoba mi się ten pomysł, Haz. Pojedźmy po ten drugi prezent i spadajmy stąd. – powiedział szczerze, ale Harry skrzyżował ręce na piersi.
- Nie. Jeśli się nie zgadzasz, to poproszę Nialla, żeby mnie tam zabrał.
- Niall jest po mojej stronie.
- W takim razie Zayn.
- Zayn też będzie po mojej stronie.
- To Gemma.
Liam warknął.
- Harry, nie możesz zobaczyć co się dzieje, ale zaledwie trzy stopy od nas są mężczyźni, którzy wymieniają się narkotykami. – Harry zamilkł.
- Uhm, nie dojechaliśmy jeszcze, prawda?
Liam spojrzał na nawigację. Prychnął pod nosem.
- Nie, nie masz racji. Za dwie minuty będziemy na miejscu. – Niall westchnął i położył dłoń na ramieniu Liama.
- Po prostu jedź. Nikt nas nie skrzywdzi. Ciesz się, że wzięliśmy gorszy samochód, w porządku? Gdybyśmy jechali Ferrari mielibyśmy większy problem. No dalej, odpal samochód i przejdźmy przez to. – Liam spojrzał na Nialla, ale ten oczywiście zrobił minę zbitego szczeniaczka. Spojrzał przez swoje ramię, aby zobaczyć Harry’ego ze skrzyżowanymi ramionami na piersi i westchnął przegrany.
- Dobrze. – odpalił auto i zaczął jechać w kierunku miejsca zagłady. Modlił się do wszystkich bogów, żeby jego mamy nie było w domu. Z drugiej strony, Louis powiedział mu, że ma cztery siostry, a ich ojciec odszedł, więc nie spodziewał się spotkać wściekłego ojca. On i Niall mogli sobie poradzić z czterema siostrami. I mamą. Chyba.
Do czasu, gdy nawigacja poinformowała go, że dotarli do celu swojej podróży, zebrał w sobie wystarczająco dużo pewności siebie przez swoje przemyślenia, aby zaparkować samochód między dwoma dość ubogo wyglądającymi autami, wysiąść i wsadzić Harry’ego do wózka. Niall stanął przy jego boku i razem zaczęli popychać Harry’ego w kierunku jezdni.
- Okej, więc… gdzie to jest? – zapytał Niall. Stali przed budynkiem z niezliczoną ilością mieszkań. Harry zdobył dokładny adres, tylko brakowało w nim jednej rzeczy – numeru mieszkania.
Liam wyszeptał o mój Boże, gdy usłyszał obok siebie jakiś głos.
- Hej! Ty jesteś Harry Styles, prawda?
Oczy Harry’ego wyraźnie rozszerzyły się słysząc nieznajomy glos, a Liam spanikował. Widział jak młody mężczyzna z uśmiechem na twarzy, zaczął iść w ich kierunku. Wyglądał dość schludnie jak na chłopaka z tej części miasta - trochę jak Louis, gdy spotkał go po raz pierwszy, ale miał przeczucie, że jego intencje całkowicie różniły się od tych Louisa. Niall odwzajemnił uśmiech i chciał odpowiedzieć na jego przywitanie, ale Liam pociągnął go za rękaw.
- Niall, zostań tu. – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. Blondyn wydawał się być zmieszany. Mężczyzna wciąż szedł w ich kierunku, a Liam zdążył już stanąć przed Harrym, odpychając Nialla za siebie. – Niall, zostań. – syknął i teraz nieznajomy mężczyzną stał przed nim. Wyprostował się, mając nadzieję, że wyglądał na tyle przerażająco, aby odstraszyć go od siebie. Ten jedynie się uśmiechnął i wskazał na Nialla.
- Oh, więc ty jesteś Niall? Miło was poznać! – Niall spoglądał na nieznajomego chłopaka zza Liama. Liam nigdy nie widział tego gościa i wnioskując po wyrazie twarzy swojego chłopaka, on również.
- A kim ty jesteś, jeśli mogę spytać? – powiedział nieco podejrzliwie.
- Oh, jak głupio z mojej strony. – chłopak zauważył, że nie pachniał jak trawka. To chyba dobrze o nim świadczyło. Chwycił dłoń Liama i potrząsnął nią. – Jestem przyjacielem Louisa. Pracuje dla was, prawda?
Liam zabrał swoją dłoń w zmieszaniu, ale Harry zabrał głos.
- Tak, pracuje! Jesteś Stan? – twarz Stana rozświetliła się, gdy próbował spojrzeć na niego, ale Liam mu to uniemożliwił, ponieważ wciąż mu nie ufał.
- Tak, to ja! Ty jesteś Harry, prawda?
- Oh, Louis opowiadał mi o tobie! Odsuń się, Li. – Niall pociągnął Liama w swoją stronę, co pozwoliło Stanowi spojrzeć na Harry’ego, który siedział w swoim wózku. Pochylił się i przeczesał dłonią jego loki, co wskazywało na to, że wiedział, że Harry jest niewidomy. Liam nie mógł uwierzyć, że w ogóle na to pozwala. Nie mógł uwierzyć jak bardzo Louis i Stan byli do siebie podobni. Nie mógł uwierzyć w całą tą sytuację. Postanowił po prostu cieszyć się uczuciem szczęścia, że wiedział, że Harry jest niewidomy i chwycił dłoń Nialla, aby dodać sobie otuchy. Chłopak uśmiechnął się do niego, aby dać mu siłę, której potrzebował, nim znów spojrzał na Stana i Harry’ego. Harry uśmiechał się do chłopaka.
- Wiesz, Louis robi dokładnie tak samo przez cały czas. – powiedział Harry. Stan zaśmiał się.
- Tak myślałem! Więc co tutaj robicie? Słyszałem, że nie jest to rodzaj sąsiedztwa, do którego jesteście przyzwyczajeni.
- Chcieliśmy zaprosić rodzinę Louisa na naszą imprezę z okazji jego urodzin. – powiedział Liam, robiąc krok w jego stronę. Stan odwrócił się do niego. – Tak przy okazji jestem Liam, przyjaciel Louisa. – Stan pokiwał głową.
- Przyjechaliście w samą porę! Myślę, że jego mama nie będzie chciała przyjść, ale nie ma jej teraz w domu. Lottie pewnie dopiero co wróciła ze szkoły z Daisy i Phoebe. Możesz też nie spotkać Fizzy. Wiecie gdzie jest ich mieszkanie?
Harry zmarszczył brwi.
- Dlaczego jego mama nie chciałaby zobaczyć swojego syna? – Stan spojrzał na Liama, który potrząsnął głową i wyszeptał bezgłośnie nie. Wyglądało na to, że chłopak załapał o co chodzi.
- Nie mają ze sobą zbyt dobrych relacji. Ale jestem pewny, że pokochacie Lottie! Może mógłbym pójść z wami? Lottie pozwoli wam wejść do środka, jeśli będziecie ze mną. Jest najlepszą siostrą, jaką ktokolwiek mógłby mieć. – Stan był bystry, a próba zmiana tematu udała się, ponieważ Harry przytaknął. Niall popchnął Harry’ego do przodu, a Stan zaczął ich prowadzić. Tak zaczęła się ich wędrówka.
- Od razu wiedziałem, że to wy. Tak eleganccy goście nawet nie wiedzieliby, że takie miejsce istnieje. A teraz chcę wiedzieć. Jak się sprawuje Louis? Minęło sporo czasu odkąd go ostatnio widziałem!
- Dobrze! Jeśli chcesz się z nim zobaczysz, możesz również przyjść na przyjęcie świąteczne. – odpowiedział Harry.
- Niestety nie mogę! Mam kolację z Dave’m. Obiecałem mu już dwa miesiące temu, że pojadę z nim, aby odwiedzić jego rodzinę. Nie mogę tego odwołać. Ale z chęcią wpadłbym do was innym razem, jeżeli mi na to pozwolicie.
Niall przytaknął mu z entuzjazmem.
- Pewnie! Wpadaj kiedy chcesz.
Zapadła między nimi krótka cisza, która została przerwana przez Stana.
- Więc, Harry, mój człowieku.
- Tak?
- Louis dobrał się do twoich majtek, czy coś w tym stylu?
Szczęka Liama opadła w szoku, a Niall wybuchnął śmiechem. Twarz Harry’ego przybrała ciemny odcień czerwieni, a Stan po prostu śmiał się na widok całej tej sceny. Odpowiedź wydawała się być oczywista.
- Widzę, że tak. – stwierdził.
Harry stanowczo potrząsnął głową.
- Mam na myśli.. tak właściwie to my nigdy… ale się całowaliśmy! – zaczął się plątać. – Ale jest świetnym chłopakiem! Ja… my spędzamy ze sobą dużo czasu! Po prostu… - Stan zaśmiał się i położył dłoń na ramieniu Harry’ego.
- Nie musisz się tłumaczyć. Wiedziałem to od momentu, gdy otworzył usta, aby o tobie powiedzieć. – Harry był teraz zaciekawiony, ale Stan znów zmienił temat i zaczął opowiadać ich historie z college’u, które wielokrotnie rozbawiły całą trójkę. Liam teraz mógł dostrzec dlaczego ta dwójka się ze sobą przyjaźniła. Stan był świetnym chłopakiem, ale mógł sobie wyobrazić nauczycieli, którzy mieli z nimi ogromny problem.
Zatrzymali się przed drzwiami, obok których był zniszczony dzwonek. Ze środka dochodziły krzyki i Liam zaczął się zastanawiać, co Stan miał na myśli mówiąc, że przybyli w samą porę, ale po chwili chłopak po prostu walnął trzy razy pięścią w drzwi. Głośno.
- Lottie otwórz drzwi! To ja, Stan! – krzyknął. Liam chwycił prawe ramię Harry’ego, aby pokazać mu, że był tam z nim, a Niall zrobił to samo, tyle że na jego lewym ramieniu. Harry, który wyraźnie się spiął, zrelaksował się nieco na swoim wózku. Usłyszeli jak ktoś krzyczy głośne IDĘ!
Po chwili drzwi się otworzyły, aby chłopcy mogli zobaczyć żeńską wersję młodego Louisa. Trzymała dłoń jednej z bliźniaczek, podczas gdy druga płakała na jej ramieniu. Nim zdążyła zauważyć z kim przyszedł Stan, ten zdążył już wziąć płaczącą dziewczynkę i wejść do środka.
- Phoebe, zgadnij kto przyszedł! Wujek Stan! – dziewczynka od razu przestała płakać i spojrzała na niego z rozszerzonymi oczami. Liam zgadywał, że bliźniaczki miały jakieś pięć lat. Stan gaworzył do niej i ocierał jej łzy i smarki swoim rękawem. Dziewczynka się rozweseliła i owinęła ramiona wokół szyi chłopaka.
- Wujek Stan! Wujek Stan! – krzyknęła, na co ten jedynie się zaśmiał, zabierając ją z zasięgu wzroku Liama.
Po chwili poczuł na sobie spojrzenie drugiej bliźniaczki i starszej siostry Louisa, gdy gapiły się na nich. Cóż, bliźniaczka gapiła się na Nialla, ale siostra patrzyła na Harry’ego.
- Ty jesteś Harry Styles. – stwierdziła, patrząc na niego zaciekawiona. Harry przytaknął powoli.
- Tak, to ja.
- Louisa tutaj nie ma. – powiedziała, nim odwróciła się i spróbowała zamknąć przed nimi drzwi. Jednak Liam był szybszy i zablokował je swoją nogą oraz użył dłoni, aby siłą znów je otworzyć. Uśmiechnął się do niej, ale ta wyglądała na nieufną.
- Wiemy to! Chcieliśmy o coś spytać. – wyciągnął dłoń w kierunku Lottie, aby ją uścisnąć. – Jestem Liam. Pielęgniarz Harry’ego. – przytaknęła, po czym powiedziała Lottie i zwróciła się do bliźniaczki.
- Daisy pójdziesz do wujka Stana i Phoebe, dobrze? Przyjdę tam za chwilę. – Daisy wyglądała jakby chciała zaprotestować, ale jedno spojrzenie jej siostry wystarczyło, aby przytaknęła i natychmiast pobiegła do innego pokoju, z którego dochodził głos Stana. Lottie otworzyła drzwi i gdy wchodzili do środka, poszła do kuchni. Liam popychał Harry’ego, a Niall szedł za nim i jedyną rzeczą którą zauważył to to, jak małe było ich mieszkanie. Jego prywatna łazienka prawdopodobnie była większa od całego mieszkania. Była tam tylko kuchnia z czterema krzesłami, co wydawało się dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że w tym domu mieszkało co najmniej pięć osób, nie licząc Louisa. Stół był pokryty kupą brudnych naczyń, które musiały zostać umyte. Wyglądało na to, że nie mieli salonu ani telewizji. Wózek inwalidzki Harry’ego był wystarczająco duży, aby zająć cały pokój, więc Liam i Niall mieli problem z zamknięciem za sobą drzwi. Były tam jeszcze trzy inne pokoje. Z pokoju po prawo dochodziły podekscytowane głosy bliźniaczek, a drugi pokój był zamknięty. Po jego lewo była otwarta łazienka z toaletą. I to wszystko, co mógł zobaczyć. To była prawdopodobnie powierzchnia jaką zajmowały wszystkie jego łazienki, przez co od razu poczuł się winny. Czuł się winny przez to, że mieszkał w tak dużym domu. I przez osądzanie Louisa przez cały czas. Spojrzał na Nialla, który gapił się na łazienkę. Ich spojrzenia się spotkały, a Liam przygryzł wargę.
- Kawy? – spytała Lottie, zabierając brudny kubek ze stolika.
- Uhm, nie dziękujemy. – odpowiedział Niall z uprzejmym uśmiechem. Lottie wzruszyła ramionami i postawiła kubek znów na stole.
- Przepraszam za ten bałagan. Nie miałam jeszcze czasu, żeby pozmywać naczynia. Usiądźcie. – zaczęła zbierać brudne naczynia, a Niall podszedł, aby jej pomóc. Uśmiechnęła się do niego.
- Dziękuje. Chyba nie usłyszałam twojego imienia? – Niall odwzajemnił uśmiech.
- Niall Horan. Drugi pielęgniarz Harry’ego. – Liam odsunął krzesło, aby móc jakoś dosunąć Harry’ego do stołu. Usiadł między nim i Lottie, a Niall usiadł naprzeciwko ich. Był w stanie spojrzeć na widok za oknem i już zaczynał tęsknić za ich pięknym ogrodem. Wszystko co widział to ulice, mieszkania i rupiecie. Louis musiał się czuć, jakby wylądował w raju, gdy się do nich wprowadzał.
- Więc… - zaczęła. – O co chcieliście zapytać?
Liam poklepał Harry’ego po ramieniu, aby dać mu znać, że była jego kolej na odezwanie się. Chłopak odwrócił głowę w kierunku Lottie.
- Wiesz, że urodziny Louisa są w przyszłym tygodniu? – Lottie przytaknęła, jednak natychmiast się poprawiła, dodając ciche tak. – Cóż, chcieliśmy zaprosić trochę jego rodziny w ramach niespodzianki. Organizujemy wtedy przyjęcie świąteczne i może chciałabyś przyjść? Ale jeśli wolisz przyjść wieczorem i zjeść z nami kolację to nie ma sprawy.
- Wolałbym pójść na kolację. – dodał Niall. – Przyjęcie jest nudne jak cholera.
Lottie uśmiechnęła się grzecznie, wzdychając przy tym.
- Z chęcią bym przyszła, ale moja mama nie pozwala nam utrzymywać z nim kontaktu. Nawet nie przyszedł, żeby nas odwiedzić. Więc nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Ale chciałabyś? – spytał pełen nadziei.
- Ja… tak. – dziewczyna znów westchnęła i spuściła głowę. – Tęsknię za nim, ale mnie zostawił. Znowu. A obiecał, że tego nie zrobi. Powinnam być zła, prawda? – zachichotała, aby ukryć łzy zbierające się w jej oczach. – Ale nie jestem. Nie winię go za to. Moja mama uważa, że jest złą osobą, ale ja nie. Wiecie to, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby was tutaj. – wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się. – Przepraszam za moją chaotyczność.
Liam potrząsnął głową.
- Lottie, on by nigdy ciebie nie opuścił. To twoja mama sprawiła, że odszedł.
Dziewczyna uniosła głowę.
- Naprawdę?
- Tak, powiedział mi o tym. – w reakcji na słowa Harry’ego, Liam i Niall zmarszczyli brwi.
- Naprawdę? – powiedzieli jednocześnie.
Liam prychnął pod nosem.
- Tak. Ale nigdy nie chciał odejść. Twoja mama ci nie powiedziała? – Lottie wzruszyła ramionami.
- Nie chce o tym rozmawiać. Gdy ją pytałam, gdzie jest, odpowiadała, że odszedł.
- Mam pytanie. – wtrącił się Niall. – Wygląda na to, że wiesz, że Louis mieszka z nami, ponieważ znałaś Harry’ego. W takim razie skąd wiedziałaś, że odszedł?
- Wrócił do domu po tym jak złożył podanie o pracę. Był przekonany, że jej nie dostanie – uśmiechnęła się. – Ale jednak się udało. Po tym moja mama wysłała mnie na dwór, a gdy wróciłam, nie było już jego rzeczy.
Zapadła między nimi krótka cisza.
- Jeżeli wciąż chcesz przyjść, to może mogłabyś przyjść sama? – zaproponował Harry. Lottie spojrzała na niego z rozszerzonymi oczami.
– Na przyjęcie świąteczne?
Harry wzruszył ramionami.
- Jeśli uda ci się przekonać twoją mamę, Liam mógłby cię przywieźć, a potem przenocowałabyś u nas. Albo mógłby cię odwieźć później do domu.
- Moja mama i Felicite będą tego wieczoru w domu, aby opiekować się bliźniaczkami. Powiem, że idę na kolację z przyjaciółmi i się zgodzi.
- Liam przyjedzie po ciebie około szóstej, dobrze?
- Dziękuje wam tak bardzo. – odpowiedziała z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. – odpowiedział Niall.
- Mogę zadać ci pytanie, Panie Styles? – spytała, zwracając się do Harry’ego.
- Oh, błagam, po prostu Harry.
- Czy on tęskni za mną?
Po sposobie w jaki przygryzła wargę, Liam mógł wywnioskować, że odpowiedź była dla niej naprawdę ważna. Daisy i Phoebe śmiały się za zamkniętymi drzwiami, a Liam mógł usłyszeć jak Stan naśladuje głos potwora. Uśmiechnął się.
- Wciąż trzymasz moje zdjęcia pod materacem? – zapytał Harry. Oczy Lottie wyraźnie się rozszerzyły. – Tylko to mi o tobie powiedział. – dodał ze wzruszeniem ramion. Promienny uśmiech przeciął jej twarz.
- W takim razie teraz definitywnie muszę pojechać, żeby skopać mu tyłek.










