Tytuł i link do oryginału: Number One Fan (Fan Numer Jeden)
Autorka: harrysprostate
Tłumaczka: Kejt
Zgoda: Wiadomość wysłana. Autorka jest nieaktywna od dłuższego czasu.
Pairing: Larry
Opis: Głównym bodźcem była nieprzyzwoitość Harry’ego oraz potrzeba bycia wypieprzonym, połączona z drużyną piłki nożnej, potrzebująca motywacji. Umowa była prosta - na każdym meczu trener przyznawał nagrodę dla najlepszego zawodnika. Najlepszy zawodnik, czyli najbardziej wartościowy gracz, który zdaniem trenerów dał z siebie wszystko. Kto zdobył tą nagrodę, mógł wziąć do domu kapitana cheerleaderek – Harry’ego i trochę się z nim zabawić.
Umowa Harry’ego pomogła zespołowi poprawić się. Drużyna nie przegrała ani jednego meczu odkąd umowa weszła w życie, a Harry był nagrodą. Nie było to dla nikogo zaskoczeniem, no bo spójrzcie prawdzie w oczy, każdy chciał wypieprzyć Harry’ego.
Ilość słów: 1 138
~*~
Mecz przebiegał tak jak zwykle i szczerze mówiąc Harry niezbyt interesował się piłką nożną, co nie było zbyt mądrym posunięciem z jego strony skoro niemalże każdego dnia kibicował drużynie, ale nie dbał o to. Dzisiaj obiecał sobie, że będzie oglądał mecz ze szczególną uwagą, aby przypilnować Louisa, czy dobrze grał. Nie pozwoliłby pieprzyć się innemu chłopakowi, skoro Louis mu to obiecał. Brunet zauważył, że Louis dawał z siebie wszystko bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i zastanawiał się, czy to dlatego, że tak jak on był podekscytowany dzisiejszą nocą. Harry starał się dopingować Louisa w każdy możliwy i znany mu sposób. Harry wiedział jak męczące musiało być bieganie cały czas za piłką po boisku. Nie chciał, aby szatyn się poddał i zwolnił, więc szybko ogarnął doping.
- Ja mówię ,,nie”, a wy ,,zatrzymuj się”. Gotowi, dobra! Nie!
- Zatrzymuj się!
- Nie!
- Zatrzymuj się!
Celowo wybrał ten okrzyk wiedząc, że w czasie biegu Louis mógł zdać sobie sprawę ze sprośnego znaczenia tych słów. Chciał mu także przypomnieć co czeka go po meczu, jeśli dalej będzie tak dobrze grał. I podziałało. Harry ledwo dostrzegł uśmiech, który pojawił się na twarzy Louisa, gdy zaczął biec szybciej, przejął piłkę od przeciwnika i zaczął z nią biec. Kędzierzawy był pozytywnie zaskoczony skomplikowanymi ruchami wykonywanymi przez Louisa, gdy przemykał między zawodnikami. Pomimo to bardziej skupiał się na tym jak wyglądał w stroju, niż na jego umiejętnościach.
Ciało Louisa było niesamowite, a jego strój dodatkowo to uwydatniał. Opinał ciało we właściwych miejscach i wspaniale eksponował każdy mięsień i zakrzywienie. Dzięki temu Harry mógł się na niego gapić i okej, ślinił się przy tym. Brudny umysł Harry’ego z łatwością wyobraził sobie jak każda część jego ciała pomoże mu doznać przyjemność w sypialni. Szczególną uwagę zwrócił na szerokość ramion i rąk, gdy jego mięśnie były napięte w czasie biegu. Serce bruneta przyspieszyło, gdy pomyślał, że Louis był tak silny, że mógł go z łatwością zdominować. Dobrze się składało, ponieważ Harry kochał być przytrzymywany i sponiewierany. Powoli zmierzył wzrokiem ciało Louisa, gdy zastanawiał się, jakby to było zostawiać ślady wzdłuż jego opalonych pleców w czasie pieprzenia go. Harry wiedział, że przez te myśli będzie rozgrzany i nerwowy zanim zdążą w ogóle zacząć. Myśl o trzymaniu się Louisa w czasie ciągłego pieprzenia go, gdy oczy podążają za ruchami jego bioder oraz sposób w jaki się poruszają, gdy biega i kopie piłkę. Louis zawsze mocno wypychał biodra do przodu, przez co nie mógł powstrzymać się od wyobrażania jak głębokie byłyby jego pchnięcia. Brunet przygryzł wargę, gdy spojrzał na jego tyłek. Był taki piękny, jędrny i pięknie wypełniał piłkarskie szorty. Warknął do siebie, ponieważ chwytanie za ten tyłek w czasie pieprzenia byłoby tak gorące, ale oczywiście pod warunkiem, że Louis zgodziłby się. Harry obserwował sposób w jaki mięśnie nóg Louisa spinały się i uwydatniały jeszcze bardziej, gdy biegł dysząc. Wszystko w Louisie było tak silne i męskie, że ciało Harry’ego rozgrzewało się i drżało przez przypływ ciepła. Było to niemalże bolesne, nim powstrzymał się od gwałtownego nabrania powietrza i oczyścił swoje myśli. Miał jeszcze mnóstwo czasu na myślenie o tym później.
Zbeształ się w myślach, ponieważ miał kibicować, a nie obczajać piłkarzy. Zrobił to w samą porę, ponieważ gdy myślami wrócił na ziemię, Louis kopnął mocno piłkę i trafił prosto w lewy róg bramki. Piłka z łatwością przeszła obok bramkarza i uderzyła w tył bramki, przez co szatyn podskoczył i wyrzucił pięść w powietrze, wiwatując.
- DAAAALEJ LOUIS! – krzyknął i skinął głową w stronę cheerleaderek, dając im znak co mają zrobić. Gdy wiedział, że Louis patrzył, podstawa szybko uniosła Harry’ego w górę, dzięki czemu wyrzucił ręce do góry i zaczął wiwatować.
- D-A-L-E-J
- Dalej po zwycięstwo!
- Dalej whoo!
- Zrób to dobrze!
Harry powtarzał okrzyk aż do zdarcia gardła, kołysząc powoli biodrami, gdy klaskał w dłonie. Gdy wiedział, że za chwilę zostanie opuszczony na ziemię, wyrzucił swoją nogę w powietrze, aby Louis jeszcze raz mógł zajrzeć pod jego spódniczkę. Potem został bezpiecznie rzucony w ramiona podstawy. Zachichotał cicho, gdy zobaczył jak Louis oddychał z trudem, wracając na boisko i będąc już na wpół twardym w swoich szortach. Harry był zadowolony wiedząc, że to wszystko przez niego.
~
Nim minęła połowa meczu, wynik wynosił 3-1, co oznaczało, że drużyna Louisa wygrywała. Grał wspaniale, przez co kędzierzawy czuł dumę. Był w tak dobrym humorze, że nawet pozwolił sobie myśleć, że to jego zasługa. Oczywiście wiedział, że Louis miał wrodzony talent, ale dodatkowa motywacja sprawiała, że był jeszcze lepszy w tym co robił. Harry nie mógł pozwolić, aby ta motywacja spadła. Nie martwił się, że Louis nie wygra – po prostu chciał mieć wciąż okazję do drażnienia się z nim.
Za każdym razem, gdy Louis spoglądał na niego, robił coś sugestywnego lub sprośnego, aby przypomnieć szatynowi prawdziwy powód, dla którego starał się o nagrodę dla najlepszego zawodnika. ,,Motywacja” Harry’ego dla Louisa oznaczała przekraczanie granic. Mogło to być coś prostego jak powolne oblizanie ust, gdy wymieniali ze sobą spojrzenia przez boisko. Mogło to być też coś bardziej ekstremalnego, jak potrząsanie biodrami i sprośne schylanie się, gdy Louis był na ich połowie boiska. Harry kochał uwagę, a sposób w jaki Louis reagował na niego sprawiał, że nie przestawał tego robić. Brunet był szczęśliwy, że Louis wyładowywał swoją seksualną frustrację na boisku. Dzięki temu grał najlepiej, jak umiał. Dotykały go zawroty głowy, gdy szatyn grał, ponieważ wiedział, że był powodem, dla którego jego seksualna frustracja nie będzie trwała zbyt długo.
Gdy mecz wciąż trwał, Harry zaczął w końcu normalnie wiwatować i tańczyć, jednak za każdym razem, gdy Louis przebiegał obok niego, można było wyczuć napięcie. Harry wiedział, że kibice i rodzice na widowni byli prawdopodobnie zbulwersowani jego zachowaniem, ponieważ to niebezpiecznie podchodziło pod ,,rzeczy, które mogą zostać uznać za pornografię”. Ale Harry miał to gdzieś odkąd wiedział, że jego ciało podniecało Louisa i miał zamiar wykorzystać to jako swoją zaletę.
Harry położył dłonie na swojej klatce piersiowej i zatrzepotał rzęsami, gdy kciukami przebiegał po koszulce, a potem po sutkach. Ułożył usta w kształt litery ,,o”, ponieważ to było tak przyjemne. Jego sutki były tak delikatne i sama myśl, że prawdopodobnie Louis i inni na niego patrzyli, dodatkowo go nakręcała. Wydał z siebie cichy jęk, gdy uszczypnął prawy sutek, bo chociaż wiedział, że Louis nie mógł go usłyszeć, to wiedział, że szatyn obserwował jego wyrazy twarzy, więc uważał to za dobry pomysł.
Louis obserwował jak Harry bawił się swoimi cholernymi sutkami tuż przy linii na boiska na najważniejszym meczu w tym sezonie. Czy on wiedział co to w ogóle wstyd? Ale pomimo to Louis skłamałby, gdyby powiedział, że nie podobało mu się to. Harry był tak chętny do bycia uległym i praktycznie byłby w stanie zrobić wszystko, aby pobudzić i zmotywować Louisa. Zrobiłby cokolwiek sprośnego, aby zdenerwować Louisa, przez co kopnąłby piłkę mocniej, zabrał piłkę przeciwnikowi, biegł szybciej i zaczął krzyczeć do innych zawodników, aby upewnić się, że jego zespół robił dokładnie to, co musiał, aby wygrać.
Tytuł i link do oryginału: Number One Fan (Fan Numer Jeden)
Autorka: harrysprostate
Tłumaczka: Kejt
Zgoda: Wiadomość wysłana. Autorka jest nieaktywna od dłuższego czasu.
Pairing: Larry
Opis: Głównym bodźcem była nieprzyzwoitość Harry’ego oraz potrzeba bycia wypieprzonym, połączona z drużyną piłki nożnej, potrzebująca motywacji. Umowa była prosta - na każdym meczu trener przyznawał nagrodę dla najlepszego zawodnika. Najlepszy zawodnik, czyli najbardziej wartościowy gracz, który zdaniem trenerów dał z siebie wszystko. Kto zdobył tą nagrodę, mógł wziąć do domu kapitana cheerleaderek – Harry’ego i trochę się z nim zabawić.
Umowa Harry’ego pomogła zespołowi poprawić się. Drużyna nie przegrała ani jednego meczu odkąd umowa weszła w życie, a Harry był nagrodą. Nie było to dla nikogo zaskoczeniem, no bo spójrzcie prawdzie w oczy, każdy chciał wypieprzyć Harry’ego.
Ilość słów: 3 220
~*~
To zaczęło się kilka miesięcy temu w trakcie sezonu. Drużyna piłki nożnej przegrała kilka meczów pod rząd, przez co cała szkoła była zdenerwowana. Ale nie mieli powodu, dla którego nie mieliby starać się bardziej. Gdy wracali na boisko i starali się odnaleźć przyczynę, dlaczego nie dawali z siebie więcej, odkryli, że chodziło o motywację. Zawodnicy nie mieli powodu, dla którego mieliby się starać. W pewnym sensie mieli rację. Coraz mniej osób przychodziło na ich mecze i coraz mniej osób się nimi interesowało. Właśnie wtedy Harry wraz z zespołem cheerleaderek wkroczyli do akcji.
Harry kochał być cheerleaderką. Kochał w tym wszystko. Kochał podskakiwanie i przewracanie się. Kochał być tak rozciągnięty, aby móc wykonać wszystkie figury. Kochał być kapitanem drużyny cheerleaderskiej i nie przejmował się, że było to uważane za babskie. Harry był kobiecy i nie ukrywał tego. Na każdym meczu, pokazywał się w swoim stroju gotowy do kibicowania.
Jego strój był taki sam jak strój dla dziewczyn. Nosił ciemnoniebieską, pomarszczoną na dole spódniczkę, która opinała jego biodra. Lubił ją, ponieważ podskakiwała w czasie chodzenia, a wtedy wszyscy gracze gapili się na niego.
Pod spódniczką nie miał niczego. Wiedział, że nieprzyzwoicie było biegać bez bielizny, ale nie przejmował się tym, ponieważ ten dreszczyk emocji był tego wart. Zaczął chodzić bez bielizny, ponieważ nie chciał zakładać bokserek pod spódniczkę, a innych majtek nie miał. Pierwszy mecz był dla niego bardzo stresujący – czuł się jak zła dziwka ze świadomością, że gdy spódniczka podskakiwała do góry, jakiś szczęściarz mógł zobaczyć jego goły tyłek. Szybko się do tego przyzwyczaił i nauczył to lubić, a nawet wykorzystywać jako atut. Uwielbiał, gdy delikatny materiał idealnie ocierał się o jego gołe uda, penisa i tyłek. Uwielbiał reakcje zawodników, gdy wsuwali dłonie pod spódniczkę Harry’ego i odkrywali, że pod kusym materiałem nie było nic oprócz nagiej skóry. W szczególności uwielbiał fakt, że wystarczyło pochylić się, podciągnąć spódniczkę i był gotowy do pieprzenia. Promieniał, gdy był świadom, że wyglądał zdzirowato i łatwo, przez to jak kusa i krótka była jego spódniczka.
Jego koszulkę z trudem można było nazwać koszulką, ponieważ zakrywała jedynie klatkę piersiową, pozostawiając brzuch całkowicie odkryty. Cienki, jasnoniebieski materiał sprawiał, że jego sutki były widoczne, przez co nie mogły umknąć niczyjej uwadze. Miał na sobie również wysokie pończochy i tenisówki, które musiał założyć. Uwielbiał to, jak wyglądał w tych pończochach – dzięki nim jego wyraźnie ogolone nogi wydawały się o wiele dłuższe, zwłaszcza gdy założył do nich spódniczkę.
Dość szybko odkrył dwa fakty – nienawidził strojów dla mężczyzn i polubił uniform dziewczęcy. Niektórzy mogliby pomyśleć, że chłopak przechadzający się w crop topie i spódniczce jest dziwny, ale jeśli poznaliby Harry’ego osobiście, przestaliby tak myśleć. A może i nie, ale Harry naprawdę to lubił i nie przejmował się, jeśli innym się to nie podobało. Noszenie spódniczki sprawiało, że czuł się seksownie i ładnie, a silni chłopcy, tacy jak on, nie przejmowali się zdaniem innych. Mimo wszelkich przeciwności Harry lubił się tak ubierać. Lubił jak jego ciało wyglądało w tym stroju - lubił czucie materiału przy swojej skórze i lubił, gdy wszyscy zawodnicy gapili się na niego, nawet jeśli ryzykowali przyłapaniem.
Harry lubił czuć się zdzirowato, a czasami lubił być nawet małą dziwką. Gdy wychodził na boisko w swojej wyciętej koszulce i spódniczce, która ledwo zakrywała jego tyłek, mógł poczuć na sobie wygłodniałe spojrzenia, a właśnie tego pragnął. Wiedział, że zawodnicy patrzyli na niego jak na kawałek mięsa, ale czuł się przez to seksowny i pożądany, a on zrobiłby wszystko dla tego uczucia.
Był świadomy wpływu jaki wywierał na drużynę piłki nożnej. Wiedział, że zwyczajne przejście obok nich sprawiało, że przez moment skupiali na nim uwagę. Wiedział, że gdy uniesie swoją długą nogę nad głową, chłopcy będą starać się stłumić jęk, podążając wzrokiem za tym, co działo się na boisku. Harry dokładnie wiedział o czym myśleli, gdy starali się patrzeć wszędzie, byle nie na niego. Wiedział, że pochylanie się przed nimi sprawiłoby, że zaczęliby potykać się o własne nogi, ponieważ wszystko, co chcieli zrobić to chwycić jego tyłek przez kusy materiał. Wiedział to, gdy któryś z nich spojrzał na niego, a myśli o wypieprzeniu cheerleadera przecinał jego umysł, co ekscytowało Harry’ego. Brunet kochał tą silną część jego i kochał również fakt, że mógł zaoferować coś drużynie.
Głównym bodźcem była nieprzyzwoitość Harry’ego oraz potrzeba bycia wypieprzonym, połączona z drużyną piłki nożnej, potrzebująca motywacji. Umowa była prosta - na każdym meczu trener przyznawał nagrodę dla najlepszego zawodnika. Najlepszy zawodnik, czyli najbardziej wartościowy gracz, który zdaniem trenerów dał z siebie wszystko. Kto zdobył tą nagrodę, mógł wziąć do domu kapitana cheerleaderek – Harry’ego i trochę się z nim zabawić.
Umowa Harry’ego pomogła zespołowi poprawić się. Drużyna nie przegrała ani jednego meczu odkąd umowa weszła w życie, a Harry był nagrodą. Nie było to dla nikogo zaskoczeniem, no bo spójrzcie prawdzie w oczy, każdy chciał wypieprzyć Harry’ego.
Doświadczenia Harry’ego z drużyną piłkarską były bardzo pozytywne. Umowa weszła w życie w połowie sezonu tego roku i od tamtego czasu, przespał się z czterema kolesiami. Uwielbiał to i jako pierwszy przyznałby, że był dziwką na kutasa i puszczał się na prawo i lewo. Nie wspominając już o tym, że cała drużyna była cholernie gorąca, a każdy z chłopaków miał ogromnego kutasa, a on wiedział jak się nim posługiwać. A Harry nie miał żadnych skrupułów w byciu pieprzonym przez któregoś z nich po każdym meczu.
Ale tak jak wszystkim, Harry’emu też ktoś wpadł w oko i można było nazwać tą osobę crushem. Zawsze miał coś do kapitana drużyny, Louisa Tomlinsona. Był zabawny, miły, atrakcyjny, towarzyski i miał wszystko, czego Harry pragnąłby w swoim chłopaku. Oczywiście byli przyjaciółmi, ale nigdy nie doszło do niczego więcej. Harry nie był pewny dlaczego, biorąc pod uwagę niezliczoną ilość napięć seksualnych między ich dwójką. Drażnili się ze sobą, robili to całkiem często, ale niestety, Louis nie zdobył jeszcze nagrody dla najlepszego zawodnika.
To nie było tak, że nie zasługiwał na nią, a Harry osobiście uważał, że powinien ją zdobyć na każdym meczu. Jednakże odkąd Louis był kapitanem, zawsze musiał głosować na kogoś innego, nawet jeśli to on powinien być zwycięzcą. Harry był pewny, że to może się zmienić na dzisiejszym meczu. Dzisiaj był mecz, który mógł ich zakwalifikować do mistrzostw, a któryś z kapitanów zawsze wygrywał tą nagrodę. Harry nie rozumiał dlaczego musieli w ogóle grać. Jeśli chodziło o niego, mógłby od razu wyciągnąć Louisa ze szkoły i błagać o wypieprzenie go tak mocno, jak tylko mógł, oczywiście jeśli by chciał. Później doszedł do wniosku, że Louis pewnie chciał najpierw zagrać. Poza tym granie oznaczało dla Harry’ego możliwość popatrzenia się na gorących, spoconych, agresywnych dla innych kolesi biegających po boisku, a kto mógłby się temu oprzeć?
Na szczęście dzisiaj był mecz i wszystkie cheerleaderki musiały przyjść do szkoły w swoich kostiumach. Połowa drużyny, wliczając w to Louisa i cheerleaderki byli w swoich strojach, przez co wyglądali gorąco, a już w szczególności Louis. Ich kostium był dość prosty i pasował do uniformów cheerleaderek.
Koszulka była jasnoniebieska i o takim samym odcieniu jak crop topy cheerleaderek, a ich szorty tak samo ciemnoniebieskie, jak ich spódniczki. Harry poczuł jak powietrze w sali się zmieniło, gdy przyszedł na pierwszą lekcję. Mógł poczuć na sobie kilka par oczu, ale odkąd piłkarze były rozrzuceni po różnych klasach, Harry mógł pójść wszędzie i być akceptowanym.
Zdecydował się porozmawiać z Louisem. Podszedł prosto do niego z szerokim uśmiechem rozkwitającym na jego twarzy.
- Dzień dobry, kapitanie. Gotowy na dzisiejszy mecz? Będzie tak dobrze… - Harry zamilknął, gdy pochylił się, opierając się łokciami o ławkę i uśmiechając do starszego chłopaka.
- Tak. – przytaknął szybko Louis, a jego oczy wędrowały powoli wzdłuż ciała Harry’ego. Wymusił prosty uśmiech, ponieważ doskonale wiedział, w co pogrywał Harry i nie miał zamiaru dać mu tej satysfakcji – świadomości, że podobało mu się to, co robił. – Pracowaliśmy naprawdę ciężko przez cały sezon, więc mam nadzieję, że pójdzie tak dobrze, jak ostatnio.
Harry przytaknął z powagą, a jego oczy zatrzymały się na ustach Louisa, gdy mówił do niego. Powoli oblizał swoje pulchne usta, aby go trochę podniecić i odpowiedział.
- Tak, ostatni mecz był naprawdę mocny. Ale lubię jak jest mocno. To sprawia, że wszystko jest… interesujące – mruknął pod nosem, posyłając Louisowi najbardziej niewinny uśmiech na jaki tylko mógł się zdobyć, nawijając powoli loczki na swoje palce.
Szczęka Louisa nieznacznie opadła. Zawsze był pod wrażeniem jak Harry potrafił sprawić, że wszystko w jego ustach brzmiało tak sprośnie, gdy czegoś pragnął. Chciał tego i każdy wiedział, że Harry był małą kokietką i wszystko w nim było seksowne. Louis wciąż się zastanawiał jak mógł brzmieć tak jednoznacznie, gdy tylko tego chciał, rozmawiając o czymkolwiek. Być może to przez jego powolny i głęboki głos. Głos, przez który Louis się zastanawiał, czy brzmiałby tak samo nisko i chropowato w czasie pieprzenia go. A może wzrósłby o kilka oktaw, stając się wysokim i zniszczonym? Louis uśmiechnął się do siebie nieco złośliwie, wiedząc, że do końca tej nocy pozna odpowiedź. Zamrugał kilka razy, gdy uświadomił sobie, że Harry wciąż czekał na jego odpowiedź. Zdecydował się grać w jego grę, nie dając Stylesowi poczucia kontroli nad nim.
- Tak, naprawdę ciężki i szybki. I brutalny. Lubisz gdy jest brutalnie? Jesteś w stanie to znieść? – spytał powolnym głosem, zastanawiając się jak na to zareaguje, ponieważ przez większość czasu ściągał na siebie uwagę zawodników, nie dając im szansy na odpowiedź.
Harry westchnął cichutko w reakcji na jego słowa, ponieważ do cholery wiedział, że wtedy nie rozmawiali już o meczu piłki nożnej.
- Zawsze potrafię to znieść… - zamilknął. – Mogę przyjąć to w każdym miejscu, a i tak będę błagał, żebyś nie przestawał. Zawsze błagam o więcej… - Harry dyszał w swoją pulchną, dolną wargę, która była utkwiona między jego zębami, gdy wymieniał spojrzenia z Louisem.
- Twoje sutki są twarde. –wymamrotał Louis, gdy jego wzrok powędrował w dół, wzdłuż jasnoniebieskiej koszulki Harry’ego, aby zobaczyć, że jego sutki przyciskają się do materiału. Zastanawiał się jak mógł tak szybko zareagować na tak nagłą zmianę tematu.
Harry nie poddał się i po chwili nachylił się w jego kierunku, szepcząc mu do ucha.
- Chcesz wiedzieć co jest jeszcze twarde? – niski głos Harry’ego był jeszcze bardziej ochrypły, a Louis zacisnął oczy, gdy brał głęboki oddech, ponieważ nie mógł się tam podniecić. Ledwo powstrzymywał się od wypieprzenia go, ale nim mógł odpowiedzieć, zadzwonił dzwonek.
- W porządku, zajmijcie swoje miejsca. – rozkazał nauczyciel, a Louis jeszcze nigdy nie był tak wdzięczny, ale jednocześnie zły, że lekcja się zaczęła.
Harry powoli odsunął się od Louisa, wyciskając pocałunek na jego szczęce i uśmiechnął się.
- Powodzenia, to będzie dobry mecz. – wyszeptał powoli, nim stanął, chichocząc przy tym niewinnie. Zajął swoje miejsce, kołysząc biodrami, a jego spódniczka nieco podskakiwała, przez co Louis mógł spojrzeć na jego tyłeczek.
- Tak, taki będzie. – wymamrotał do siebie, ponieważ Harry siedział już na swoim miejscu, posyłając wszystkim ten swój niewinny uśmiech. Pieprzone droczenie się. Louis warknął cicho do siebie, gdy dostrzegł, że jest twardy w swoich szortach, ale wiedział też, że po meczu będzie miał Harry’ego z powrotem dla siebie. Miał nadzieję, że dzień w szkole minie mu szybko, ponieważ nie był zbyt cierpliwy, zwłaszcza gdy czegoś pragnął.
~
Lekcje minęły mu całkiem szybko, co było dziwne, ponieważ zwykle dni kiedy mieli mecze ciągnęły się w nieskończoność. Dzień minął na wymienianiu spojrzeń z Louisem, jak również na kilku ‘’niewinnych rozmowach”. Harry modlił się, żeby Louis wygrał dziś nagrodę dla najlepszego zawodnika, ponieważ oboje byli zbyt sfrustrowani, żeby się ze sobą nie pieprzyć. W głębi duszy wiedział, że wygra. Szatyn był wystarczająco utalentowanym piłkarzem, aby zdobywać tą nagrodę na każdym meczu, ale był tak miły, że chciał dać też szansę innym na bycie w centrum uwagi. Dzisiaj była kolej Louisa na zabłyśnięcie, a Harry nie mógł się doczekać.
~
Do czasu gdy Harry i inne cheerleaderki wyszły na boisko, trybuny zdążyły się już zapełnić, a piłkarze byli gotowi. Brunet przygryzł swoją dolną wargę, gdy czekał aż drzwi do szatni otworzą się, ponieważ nie mógł się doczekać, aż zobaczy Louisa. Gdy zawodnicy zaczęli wchodzić na boisko, Harry wiwatował głośno i entuzjastycznie, upewniając się, że patrzy na Louisa.
Gdy wyszedł, Harry krzyknął głośno, gdy unosząc swoją nogę nad ramieniem.
- Tak, dajesz Tomlinson! – dokładnie wiedział co robić, bo gdy uniósł nogę nad ramieniem, jego spódniczka uniosła się, przez co każdy miał widok na jego kutasa. Harry posłał Louisowi najszerszy uśmiech, na jaki tylko mógł się zdobyć, gdy wymieniali się spojrzenia.
Oczy Louisa rozszerzyły się i niemalże potknął się o własne nogi, gdy zobaczył, że Harry dosłownie go oślepiał. Chłopak ostrożnie postawił nogę z powrotem na ziemi, gdy uświadomił sobie, że Louis musiał to zobaczyć, ponieważ podbiegł do niego.
- Powinieneś trzymać swoje nogi zamknięte, dziwko. – wymamrotał mu do ucha, gdy podszedł do cheerleaderek i chwycił jego biodra, przez co ich ciała były do siebie przyciśnięte. Harry zaskomlał cicho w reakcji na ten szorstki dotyk, a jego oddech zaczął drżeć. Nigdy nie mógł się nadziwić jak szybko i łatwo mógł zostać zdominowany.
- Powinieneś się rozgrzewać, jeśli chcesz wygrać nagrodę dla najlepszego zawodnika. – wyszeptał, a jego oczy zamknęły się, po czym wszedł w kontakt wzrokowy z Louisem, który patrzył na niego ze skupieniem.
- Zamierzam wygrać, a potem wypieprzyć cię do nieprzytomności. Mam zamiar wypieprzyć ten próżny, mały uśmieszek z twojej twarzy. Będziesz kulał przez kilka dni jak już z tobą skończę. Wszyscy sąsiedzi usłyszą jak robię ci dobrze i jak rżnę cię niczym prawdziwą dziwkę w tej zdzirowatej spódniczce. Brzmi dobrze, księżniczko? – syknął niskim głosem, a jego gorący oddech uderzył w szyję młodszego chłopaka, gdy trzymał mocno jego biodra, aby utrzymać go w miejscu.
Oddech Harry’ego utknął w jego gardle, nim wydał z siebie potrzebujący jęk w reakcji na słowa Louisa.
- Tak, Louis, tak bardzo chcę, żebyś mnie pieprzył. – wymamrotał drżącym głosem. Harry w przeciągu sekundy potrafił przejść z pewnego droczenia się do uległego błagania o zniszczenie go. Nie potrafił zareagować w inny sposób, zwłaszcza gdy miał przed sobą tak wspaniałego, dominującego mężczyznę, który dokładnie mówił, co miał zamiar z nim zrobić. – Dlaczego po prostu nie olejemy meczu i pojedziemy do domu? – zasugerował słodkim głosikiem, gdy patrzył na Louisa swoimi ogromnymi, zdesperowanymi oczami.
Louis uśmiechnął się ironicznie na tak szybką zmianę nastawienia. Był wyraźnie zdeterminowany, aby zostać wypieprzonym i byłby w stanie zrobić wszystko, aby to dostać, co niezmiernie podniecało Louisa.
- Shh, kochanie. Muszę zagrać, aby sprawiedliwie wygrać swoją nagrodę, a potem podnieść wynik. Nie byłoby fair z mojej strony, gdybym tak nie zrobił, prawda? – wyszeptał mu do ucha delikatnym, opanowanym głosem pomimo, że był tak samo podniecony jak on. Louis całkiem zignorował fakt, że byli na meczu, a ich rozmowa była zbyt sprośna, aby mogła być przeprowadzana przy innych. Nie przejmował się, jeśli ludzie się na nich gapili, a nawet pozwolił im na to. Przynajmniej mogli zobaczyć i wiedzieć, że miał zamiar dzisiaj wrócić do domu z Harrym.
Harry wydał z siebie dźwięk protestu, ale nie sprzeczał się, ponieważ wiedział co robić i jak być wyzwaniem dla Louisa. Jego całe ciało zaczęło się rozgrzewać z żądzy i potrzeby bycia wypieprzonym, gdy szatyn zaczął szeptać do jego ucha, więc naprawdę nie był w nastroju do dyskusji.
- Dobrze. – westchnął Harry, a jego pulchne usta uformowały się w uroczy grymas, ponieważ był niecierpliwy i naprawdę chciał Louisa, ale jego pracą było motywowanie i nagradzanie zawodników, gdy wygrają, więc miał zamiar to zrobić.
Louis posłał Harry’emu próżny uśmiech, gdy zobaczył jego grymas.
- Nie bądź smutny. – nakazał, ale ton jego głosu był delikatny. – Mam zamiar pieprzyć cię miło i mocno, po tym jak skopię im tyłki. – mruknął, gdy schylił się, aby chwycić tył ud Harry’ego i unieść go, aby jego nogi były owinięte wokół talii szatyna. Louis użył obu rąk, aby chwycić talię Harry’ego i złączyć ich usta w szorstkim i gorącym pocałunku.
Harry pisnął i wydał z siebie zaskoczony jęk, gdy został uniesiony i poczuł jak usta Louisa łączą się z jego, ale szybko oprzytomniał i zaczął odwzajemniać pocałunek. Uniósł dłonie, aby przeczesać palcami delikatne włosy Louisa, starając się pogłębić pocałunek. Pocałunek był szorstki i miał wrażenie, że Louis zostawiał siniaki na jego ustach, gdy Harry z trudem za nim nadążał. Brunet zwykle dawał radę, ale jego desperacja sprawiała, że był niedbały. Większość pocałunków Harry’ego składała się po prostu z cichych jęków, gdy Louis prowadził pocałunek, ale najwyraźniej żaden z nich nie miał nic przeciwko.
Harry nie mógł sobie przypomnieć kiedy stał się tak zdesperowany - chyba zawsze był, ale wtedy dosłownie biadolił w usta Louisa. Przez to jak zaczęło kręcić mu się w głowie, stracił zdolność logicznego myślenia i zauważył to dopiero wtedy, gdy Louis podniósł go swoimi silnymi ramionami. Jego mięśnie wybrzuszyły się, gdy go podniósł i poradził sobie z całym ciężarem ciała Harry’ego, trzymając go w miejscu, gdy z łatwością go całował.
- Jesteś taki silny. – jęknął w jego usta, gdy dyszał i szarpał delikatnie włosy Louisa, chcąc się czegoś chwycić. Wiedział, że musiał się uspokoić, ponieważ na litość boską, obściskiwali się na boisku, ale było to zupełnie zbędne, więc postanowił spróbować się zrelaksować, gdy Louis poruszał językiem w jego ustach i trzymał go mocno w miejscu.
- Zawsze jesteś tak zdesperowany i potrzebujący. To cholernie gorące. Sprawię, że poczujesz się bardzo dobrze, kochanie. Po prostu bądź dobrym chłopcem i dopinguj mnie w tej swojej ślicznej spódniczce. – obiecał Louis, a jego głos był stłumiony, ponieważ wciąż poruszali ustami. Jednakże wiedział, że mimo to Harry zrozumiał.
Louis zabrał dłoń z talii Harry’ego, aby móc wsunąć ją pod spódniczkę, chwycić tyłek bruneta i warknąć w niedowierzaniu, gdy wszedł w kontakt z gołymi pośladkami, ponieważ nie miał na sobie pieprzonej bielizny.
- Jesteś taką dziwką, nie mając na sobie żadnej bielizny. Boże, wypieprzę cię, Harry. Mógłbym po prostu podwinąć twoją spódniczkę i zrobić ci palcówkę właśnie tutaj, jeśli miałbym na to ochotę. Na tym boisku, na oczach wszystkich. Chciałbyś, żebym to zrobił, prawda? Chciałbym, żeby wszyscy zobaczyli jaką dziwką jesteś dla mnie. – warknął, gdy przygryzł dolną wargę Harry’ego i ścisnął jeszcze raz jego pośladek.
Policzki Harry’ego były zarumienione przez to, jak Louis go podniecał i już był bałaganem. Każde słowo Louisa sprawiało, że biadolenie i jęki opuszczały usta Harry’ego i dosłownie piszczał, gdy jego nagi tyłek został dotknięty. To sprawiło, że Harry zaczął dyszeć jeszcze bardziej, ponieważ byli przy ludziach i każdy w pobliżu mógł usłyszeć ich sprośną wymianę zdań. Kwilił, próbując opieprzyć Louisa za droczenie się z nim. W tamtym momencie byłby w stanie błagać go, żeby coś z nim zrobił. Powiedziałby Louisowi, że widownia może na nich patrzeć, ale on potrzebował Louisa właśnie tu i teraz i miał w dupie, że ktoś mógł zobaczyć. Harry nie miał czasu, aby spleść sensowne zdanie, ponieważ ktoś przerwał im głośnym gwizdnięciem.
- Tomlinson, mam nadzieję, że ci nie przerywamy, ale musisz zabrać swój tyłek na boisko! Masz mecz do wygrania! – wykrzyknął trener.
Louis warknął i delikatnie odstawił Harry’ego na ziemię, który na szczęście był zbyt szczęśliwy i oszołomiony, aby zaprotestować. Szatyn wykorzystał moment, aby podziwiać na jak wypieprzonego wyglądał i przygryzł wargę, gdy to robił. Loki Harry’ego były rozczochrane, policzki ciemnoczerwone, oczy rozszerzone i nieco pociemniałe, a pulchne usta ogniście czerwone i opuchnięte od pocałunków. Jeżeli taka była jego reakcja na całowanie, to co będzie robić w czasie pieprzenia go? Louis westchnął, gdy zobaczył rozczarowany wyraz twarzy bruneta.
- Pamiętaj co ci powiedziałem, księżniczko. Później. – obiecał Louis, wyciskając delikatny pocałunek na jego czerwonych ustach, nim wybiegł na boisko.
Minęło kilka minut, nim Harry’emu przestało kręcić się w głowie i czuł, że trzyma się na własnych nogach bez potykania się. Potem wrócił do miejsca dla cheerleaderek, zajął swoje miejsce, ponieważ zawodnicy zdążyli już wejść na boisko i zacząć mecz.
Tytuł i link do oryginału: Intouchables (Nietykalni)
Autorka: Anne
Tłumaczka: Kejt
Banner: Najlepsza Ola
Zgoda: Jest i to bardzo entuzjastyczna.
Pairing: Larry; pobocznie Niam
Opis: Harry Styles jest bogatym mężczyzną, który może mieć wszystko, czego tylko pragnie. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest osobista pielęgniarka, która będzie jego oczami i nogami. Louis jest chłopakiem z ulicy. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest podpis. Dostaje znacznie więcej.
Oparte na filmie ,,Nietykalni”.
Ilość słów: 3 729
~*~
Następny tydzień polegał głównie na przygotowaniach do przyjęcia. Gemma próbowała przekonać rodziców do kupienia większej choinki, ale nie udało jej się. Po części dlatego, że Liam się na to nie zgodził (Przerabialiśmy to już, Gemma i nie wierzę ci) a poza tym, Robin uważał, że to nie jest dobry pomysł (Będziemy musieli ją potem wynieść na dwór, więc to nie ma sensu). Jednakże Harry’emu udało się przekonać Nialla do wyjścia z nim w poszukiwaniu prezentu dla Louisa, a Liam jak zwykle nalegał, żeby pozwolili mu jechać z nimi. Harry postanowił tym razem mu się nie sprzeciwiać. Gemma i Anne wyszły, aby kupić sukienki na przyjęcie, więc w domu zostali tylko Zayn, Louis i Robin. Zayn i Robin byli na dole, dyskutując o czymś, co dotyczyło przyjęcia, podczas gdy Louis leżał na swoim łóżku i słuchał muzyki. Kochał pomagać swojemu chłopakowi, ale czasem potrzebował przerwy. Do przyjęcia i jego urodzin zostały dwa dni, wszystkie pokoje były już udekorowane, a Louis zniósł do salonu tony krzeseł. Najwyraźniej miał przyjechać też jakiś zespół, ponieważ wszystkie krzesła były skierowane w stronę sceny, a Louis modlił się, żeby to nie było nic z tych klasycznych gówien, które słuchał Harry, ponieważ jeżeli chodziło o niego, to nie był pewny, czy uda mu się mieć otwarte oczy przez cały występ. Zdążył już zasugerować, żeby puścić coś z jego playlisty, ale Gemma uprzejmie mu przypomniała, że rap prawdopodobnie nie przypadnie do gustu gościom.
Nagle zobaczył, że światło od jego krótkofalówki zaświeciło się na czerwono, co oznaczało, że ktoś chciał się z nim skontaktować. Wyjął słuchawki z uszu, aby usłyszeć, jak Zayn go prosi, aby zszedł na dół. Westchnął i zsunął się z łóżka, owijając słuchawki wokół szyi, po czym zszedł na dół. Po drodze wyłączył muzykę, aby niewyraźnie usłyszeć odgłosy z salonu. Wszedł do niego przez główne drzwi i zobaczył Robina z Zaynem stojących na scenie, a między nimi para wykurwistych głośników, które sprawiły, że niemal wywrócił stojące krzesła. Gdy podszedł bliżej, zauważył, że cała muzyczna instalacja była od Dr Dre i musiał powstrzymać się od piśnięcia. Kilka dni temu powiedział Harry’emu, że od wieków chciał dostać Beatsy, ale utknął ze swoimi słuchawkami, które miał owinięte na szyi, odkąd tylko udało mu się je ukraść. Harry jedynie się zaśmiał, gdy to usłyszał, a Louis doszedł do wniosku, że w sumie mógłby je sobie kupić. Zapisał sobie w głowie, aby sprawdzić swoje konto bankowe i zobaczyć, czy może wybrać się do miasta, żeby je kupić na urodziny. Wołanie jego głosu wyrwało go z przemyśleń.
- Louis? – spytał go Zayn. Louis odwrócił się twarzą do swojego przyjaciela.
- Tak, wołałeś mnie, prawda? – chłopak przytaknął i wskazał palcem na głośniki. – Potrzebuję twojej opinii. Te głośniki są na czas po koncercie, gdy goście będą pić i jeść w papierowym pokoju, po prostu… - Louis uniósł dłoń, aby mu przerwać.
- Papierowy pokój? – zapytał. Robin przytaknął. – To pokój, w którym robimy papierkową robotę. Gemma nazywała to ,,papierowym pokojem” gdy była mała i tak już się przyjęło. To prawdopodobnie pokój, w którym składałeś wniosek o pracę. Wiesz który? – Louis przytaknął. Oczywiście, że pamiętał ten pokój. To był pokój, w którym on i Harry spotkali się po raz pierwszy. Kurwa, to był pokój, gdzie dowiedział się, że Harry nie widzi. Teraz wydaje się, że minęły wieki od tamtego czasu.
- Więc, o co chciałeś spytać? – odparł Louis. Robin wykonał dziwny ruch dłonią. – Potrzebujemy jakiejś muzyki w tle. Zayn mówi, że zna się na dobrej muzyce, ale ja się z nim nie zgadzam. Muzyka, którą nam proponuje niezbyt pasuje. – Zayn westchnął, pocierając swoje czoło.
- Chris Brown jest idealny.
- Nie dla naszych gości!
Louis uniósł dłoń, aby im przerwać.
- Robin, o jakiej muzyce w takim razie myślałeś?
- No nie wiem? Coś bardziej starego? Jak The Beatles?
Zayn prychnął pod nosem.
-Robin, oni przyjdą po dwóch godzinach klasycznej muzyki. Daj tym ludziom trochę przerwy.
Louis wstrzymał oddech i spojrzał na Robina z rozszerzonymi oczami.
- Dwie godziny klasycznej muzyki? – wykrzyknął piskliwym głosem. Robin uniósł brew.
- Tak? Robimy tak każdego roku. Nikt ci nie powiedział? – Louis warknął, a Zayn zachichotał, klepiąc go po ramieniu.
- Przeżyjesz, bracie.
- Nie. – Louis potrząsnął głową. – Umrzemy z nudów. – najwyraźniej jego modlitwy nie zostały wysłuchane. Cholera. – Mogę wykorzystać swoje urodzinowe życzenie, żeby to się nie zdarzyło? – zapytał z miną zbitego szczeniaka.
- Nie, nie możesz. A teraz nam pomóż. – zarządził Robin. Louis warknął i umieścił dłoń na szczycie jednego z głośników dla fizycznego i psychicznego wsparcia.
- Może zrobię dla was playlistę, a potem wybierzecie lub odrzucicie niektóre piosenki? Co wy na to? Znam trochę dobrej muzyki.
Robin uniósł brew i zapadła między nimi cisza, gdy Louis czekał na jego odpowiedź. Westchnął.
- W porządku. Tylko coś niedziwnego.
- Zdefiniuj słowo ,,dziwny”. – powiedział Louis. Zayn zachichotał. Wiedział, że poprosi go o pomoc i pozwoli dodać kilka jego piosenek, więc szybko na to przystał.
- Nic zbyt alternatywnego i głośnego, co będzie walić po twarzy. Pamiętaj, że twoja publika chce spokojnej muzyki, która będzie lecieć w tle.
Louis pokiwał głową.
- Czy to wszystko?
Robin zastanowił się przez chwilę.
- I żadnego rapu. Tylko tyle.
Szczęka Louisa opadła.
- Żadnego rapu? To przyszłość naszego narodu! To dzięki temu, wszystko jeszcze się toczy!
Robin uparcie pokręcił głową.
- Deal, czy nie?
Louis westchnął dramatycznie, ale ostatecznie uścisnął jego dłoń. Zayn uśmiechnął się szeroko.
- Mam ją przygotować do dzisiejszego wieczoru? – Robin przytaknął na jego słowa.
- To daje mi trochę czasu, żeby wybrać przekąski. – Zayn poklepał Louisa po ramieniu. – Powodzenia z muzyką, stary! Zawołaj mnie, jeśli będziesz potrzebował pomocy. Jestem w kuchni.
- A kiedy ty w niej nie jesteś?
Zaśmiał się, gdy odchodził, a Robin podążył za nim. Gdy Zayna już nie było, Robin odwrócił się i zobaczył jak Louis sprawdza głośniki ze swoimi słuchawkami w uszach.
- Louis? – spytał, na co ten odwrócił się do niego, upuszczając słuchawki.
- Tak?
- Zamierzasz zostać?
Louis zamrugał kilka razy.
- Co masz na myśli? – spytał zmieszany. Robin wzruszył ramionami.
- Jesteś tutaj dłużej niż jakakolwiek pielęgniarka wcześniej. Zamierzasz zostać? – Louis wyprostował się i skrzyżował ręce na piersi, chcąc pokazać, że czuje się tym urażony.
- Nigdy nie zostawiłbym Harry’ego. – odpowiedział pewnie.
Zapadła między nimi krótka cisza, gdy mierzyli się nawzajem spojrzeniami. Po chwili mężczyzna uśmiechnął się do niego.
- Jesteś dobrym chłopakiem, Louis. – powiedział, po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi i zostawiając tam Louisa z zaskoczonym wyrazem twarzy.
- Nawet nie masz pojęcia. – wymamrotał do siebie, po czym włożył słuchawki do uszu.
–
- Harry myślę, że przyszedł czas, żebyś mi wytłumaczył dlaczego tu jesteśmy. Chcę wiedzieć dlaczego ryzykujemy nasze życia przebywając w tej części Londynu. – Liam wyglądał nerwowo przez szybę, starając się w nic nie wjechać. Byli w najbiedniejszej części Londynu i ulice tutaj były tak wąskie, że nawet Niall był zdenerwowany. Jakieś dziecko mogło tu w każdej chwili wybiec na środek ulicy, a Liam stawał się coraz bardziej przerażony za każdym razem, gdy widział kogoś wymieniającego się narkotykami. Chciał po prostu stąd wyjechać tak szybko, jak tylko się dało. Harry westchnął.
- Przecież ci mówiłem. To przez urodzinowy prezent dla Louisa.
- I co planujesz mu podarować, kolego? – spytał Niall.
- Jeżeli powiesz, że narkotyki, to cię zabiję, Harry. – syknął Liam. Harry wybuchnął śmiechem. – Nie martw się, Liam. Adres, który ci podałem to adres Louisa. Pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zaprosić jego rodzinę na urodziny. Tęskni za nimi.
Liam wstrzymał oddech i zaczął kaszleć tak mocno, że musiał zatrzymać auto, aby odzyskać oddech. Bardzo dokładnie pamiętał swoją rozmowę z Louisem. O tym jak jego mama wykopała go z domu, a w szczególności to, jak obiecał, że nie powie o tym Harry’emu. Kurwa. On nawet nie powiedział Niallowi. Chłopak poklepał go po plecach.
- W porządku, kochanie? – Liam przytaknął szybko. – Tak! W porządku. Po prostu… - Liam ostrożnie dobierał słowa . – Co jeśli odmówią? – spytał. Harry wzruszył ramionami.
- W takim razie będziemy próbować. Ale w razie czego mam pomysł na inny prezent, więc spoko. Zdobędziemy go w drodze powrotnej. Nie martw się, Li. I tak pewnie nie mają co robić. – Liam po swojej prawej dostrzegł dwóch mężczyzn, którzy wymieniali się czymś między sobą i o mój Boże, z pewnością mają co innego do roboty.
- Nie podoba mi się ten pomysł, Haz. Pojedźmy po ten drugi prezent i spadajmy stąd. – powiedział szczerze, ale Harry skrzyżował ręce na piersi.
- Nie. Jeśli się nie zgadzasz, to poproszę Nialla, żeby mnie tam zabrał.
- Niall jest po mojej stronie.
- W takim razie Zayn.
- Zayn też będzie po mojej stronie.
- To Gemma.
Liam warknął.
- Harry, nie możesz zobaczyć co się dzieje, ale zaledwie trzy stopy od nas są mężczyźni, którzy wymieniają się narkotykami. – Harry zamilkł.
- Uhm, nie dojechaliśmy jeszcze, prawda?
Liam spojrzał na nawigację. Prychnął pod nosem.
- Nie, nie masz racji. Za dwie minuty będziemy na miejscu. – Niall westchnął i położył dłoń na ramieniu Liama.
- Po prostu jedź. Nikt nas nie skrzywdzi. Ciesz się, że wzięliśmy gorszy samochód, w porządku? Gdybyśmy jechali Ferrari mielibyśmy większy problem. No dalej, odpal samochód i przejdźmy przez to. – Liam spojrzał na Nialla, ale ten oczywiście zrobił minę zbitego szczeniaczka. Spojrzał przez swoje ramię, aby zobaczyć Harry’ego ze skrzyżowanymi ramionami na piersi i westchnął przegrany.
- Dobrze. – odpalił auto i zaczął jechać w kierunku miejsca zagłady. Modlił się do wszystkich bogów, żeby jego mamy nie było w domu. Z drugiej strony, Louis powiedział mu, że ma cztery siostry, a ich ojciec odszedł, więc nie spodziewał się spotkać wściekłego ojca. On i Niall mogli sobie poradzić z czterema siostrami. I mamą. Chyba.
Do czasu, gdy nawigacja poinformowała go, że dotarli do celu swojej podróży, zebrał w sobie wystarczająco dużo pewności siebie przez swoje przemyślenia, aby zaparkować samochód między dwoma dość ubogo wyglądającymi autami, wysiąść i wsadzić Harry’ego do wózka. Niall stanął przy jego boku i razem zaczęli popychać Harry’ego w kierunku jezdni.
- Okej, więc… gdzie to jest? – zapytał Niall. Stali przed budynkiem z niezliczoną ilością mieszkań. Harry zdobył dokładny adres, tylko brakowało w nim jednej rzeczy – numeru mieszkania.
Liam wyszeptał o mój Boże, gdy usłyszał obok siebie jakiś głos.
- Hej! Ty jesteś Harry Styles, prawda?
Oczy Harry’ego wyraźnie rozszerzyły się słysząc nieznajomy glos, a Liam spanikował. Widział jak młody mężczyzna z uśmiechem na twarzy, zaczął iść w ich kierunku. Wyglądał dość schludnie jak na chłopaka z tej części miasta - trochę jak Louis, gdy spotkał go po raz pierwszy, ale miał przeczucie, że jego intencje całkowicie różniły się od tych Louisa. Niall odwzajemnił uśmiech i chciał odpowiedzieć na jego przywitanie, ale Liam pociągnął go za rękaw.
- Niall, zostań tu. – powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu. Blondyn wydawał się być zmieszany. Mężczyzna wciąż szedł w ich kierunku, a Liam zdążył już stanąć przed Harrym, odpychając Nialla za siebie. – Niall, zostań. – syknął i teraz nieznajomy mężczyzną stał przed nim. Wyprostował się, mając nadzieję, że wyglądał na tyle przerażająco, aby odstraszyć go od siebie. Ten jedynie się uśmiechnął i wskazał na Nialla.
- Oh, więc ty jesteś Niall? Miło was poznać! – Niall spoglądał na nieznajomego chłopaka zza Liama. Liam nigdy nie widział tego gościa i wnioskując po wyrazie twarzy swojego chłopaka, on również.
- A kim ty jesteś, jeśli mogę spytać? – powiedział nieco podejrzliwie.
- Oh, jak głupio z mojej strony. – chłopak zauważył, że nie pachniał jak trawka. To chyba dobrze o nim świadczyło. Chwycił dłoń Liama i potrząsnął nią. – Jestem przyjacielem Louisa. Pracuje dla was, prawda?
Liam zabrał swoją dłoń w zmieszaniu, ale Harry zabrał głos.
- Tak, pracuje! Jesteś Stan? – twarz Stana rozświetliła się, gdy próbował spojrzeć na niego, ale Liam mu to uniemożliwił, ponieważ wciąż mu nie ufał.
- Tak, to ja! Ty jesteś Harry, prawda?
- Oh, Louis opowiadał mi o tobie! Odsuń się, Li. – Niall pociągnął Liama w swoją stronę, co pozwoliło Stanowi spojrzeć na Harry’ego, który siedział w swoim wózku. Pochylił się i przeczesał dłonią jego loki, co wskazywało na to, że wiedział, że Harry jest niewidomy. Liam nie mógł uwierzyć, że w ogóle na to pozwala. Nie mógł uwierzyć jak bardzo Louis i Stan byli do siebie podobni. Nie mógł uwierzyć w całą tą sytuację. Postanowił po prostu cieszyć się uczuciem szczęścia, że wiedział, że Harry jest niewidomy i chwycił dłoń Nialla, aby dodać sobie otuchy. Chłopak uśmiechnął się do niego, aby dać mu siłę, której potrzebował, nim znów spojrzał na Stana i Harry’ego. Harry uśmiechał się do chłopaka.
- Wiesz, Louis robi dokładnie tak samo przez cały czas. – powiedział Harry. Stan zaśmiał się.
- Tak myślałem! Więc co tutaj robicie? Słyszałem, że nie jest to rodzaj sąsiedztwa, do którego jesteście przyzwyczajeni.
- Chcieliśmy zaprosić rodzinę Louisa na naszą imprezę z okazji jego urodzin. – powiedział Liam, robiąc krok w jego stronę. Stan odwrócił się do niego. – Tak przy okazji jestem Liam, przyjaciel Louisa. – Stan pokiwał głową.
- Przyjechaliście w samą porę! Myślę, że jego mama nie będzie chciała przyjść, ale nie ma jej teraz w domu. Lottie pewnie dopiero co wróciła ze szkoły z Daisy i Phoebe. Możesz też nie spotkać Fizzy. Wiecie gdzie jest ich mieszkanie?
Harry zmarszczył brwi.
- Dlaczego jego mama nie chciałaby zobaczyć swojego syna? – Stan spojrzał na Liama, który potrząsnął głową i wyszeptał bezgłośnie nie. Wyglądało na to, że chłopak załapał o co chodzi.
- Nie mają ze sobą zbyt dobrych relacji. Ale jestem pewny, że pokochacie Lottie! Może mógłbym pójść z wami? Lottie pozwoli wam wejść do środka, jeśli będziecie ze mną. Jest najlepszą siostrą, jaką ktokolwiek mógłby mieć. – Stan był bystry, a próba zmiana tematu udała się, ponieważ Harry przytaknął. Niall popchnął Harry’ego do przodu, a Stan zaczął ich prowadzić. Tak zaczęła się ich wędrówka.
- Od razu wiedziałem, że to wy. Tak eleganccy goście nawet nie wiedzieliby, że takie miejsce istnieje. A teraz chcę wiedzieć. Jak się sprawuje Louis? Minęło sporo czasu odkąd go ostatnio widziałem!
- Dobrze! Jeśli chcesz się z nim zobaczysz, możesz również przyjść na przyjęcie świąteczne. – odpowiedział Harry.
- Niestety nie mogę! Mam kolację z Dave’m. Obiecałem mu już dwa miesiące temu, że pojadę z nim, aby odwiedzić jego rodzinę. Nie mogę tego odwołać. Ale z chęcią wpadłbym do was innym razem, jeżeli mi na to pozwolicie.
Niall przytaknął mu z entuzjazmem.
- Pewnie! Wpadaj kiedy chcesz.
Zapadła między nimi krótka cisza, która została przerwana przez Stana.
- Więc, Harry, mój człowieku.
- Tak?
- Louis dobrał się do twoich majtek, czy coś w tym stylu?
Szczęka Liama opadła w szoku, a Niall wybuchnął śmiechem. Twarz Harry’ego przybrała ciemny odcień czerwieni, a Stan po prostu śmiał się na widok całej tej sceny. Odpowiedź wydawała się być oczywista.
- Widzę, że tak. – stwierdził.
Harry stanowczo potrząsnął głową.
- Mam na myśli.. tak właściwie to my nigdy… ale się całowaliśmy! – zaczął się plątać. – Ale jest świetnym chłopakiem! Ja… my spędzamy ze sobą dużo czasu! Po prostu… - Stan zaśmiał się i położył dłoń na ramieniu Harry’ego.
- Nie musisz się tłumaczyć. Wiedziałem to od momentu, gdy otworzył usta, aby o tobie powiedzieć. – Harry był teraz zaciekawiony, ale Stan znów zmienił temat i zaczął opowiadać ich historie z college’u, które wielokrotnie rozbawiły całą trójkę. Liam teraz mógł dostrzec dlaczego ta dwójka się ze sobą przyjaźniła. Stan był świetnym chłopakiem, ale mógł sobie wyobrazić nauczycieli, którzy mieli z nimi ogromny problem.
Zatrzymali się przed drzwiami, obok których był zniszczony dzwonek. Ze środka dochodziły krzyki i Liam zaczął się zastanawiać, co Stan miał na myśli mówiąc, że przybyli w samą porę, ale po chwili chłopak po prostu walnął trzy razy pięścią w drzwi. Głośno.
- Lottie otwórz drzwi! To ja, Stan! – krzyknął. Liam chwycił prawe ramię Harry’ego, aby pokazać mu, że był tam z nim, a Niall zrobił to samo, tyle że na jego lewym ramieniu. Harry, który wyraźnie się spiął, zrelaksował się nieco na swoim wózku. Usłyszeli jak ktoś krzyczy głośne IDĘ!
Po chwili drzwi się otworzyły, aby chłopcy mogli zobaczyć żeńską wersję młodego Louisa. Trzymała dłoń jednej z bliźniaczek, podczas gdy druga płakała na jej ramieniu. Nim zdążyła zauważyć z kim przyszedł Stan, ten zdążył już wziąć płaczącą dziewczynkę i wejść do środka.
- Phoebe, zgadnij kto przyszedł! Wujek Stan! – dziewczynka od razu przestała płakać i spojrzała na niego z rozszerzonymi oczami. Liam zgadywał, że bliźniaczki miały jakieś pięć lat. Stan gaworzył do niej i ocierał jej łzy i smarki swoim rękawem. Dziewczynka się rozweseliła i owinęła ramiona wokół szyi chłopaka.
- Wujek Stan! Wujek Stan! – krzyknęła, na co ten jedynie się zaśmiał, zabierając ją z zasięgu wzroku Liama.
Po chwili poczuł na sobie spojrzenie drugiej bliźniaczki i starszej siostry Louisa, gdy gapiły się na nich. Cóż, bliźniaczka gapiła się na Nialla, ale siostra patrzyła na Harry’ego.
- Ty jesteś Harry Styles. – stwierdziła, patrząc na niego zaciekawiona. Harry przytaknął powoli.
- Tak, to ja.
- Louisa tutaj nie ma. – powiedziała, nim odwróciła się i spróbowała zamknąć przed nimi drzwi. Jednak Liam był szybszy i zablokował je swoją nogą oraz użył dłoni, aby siłą znów je otworzyć. Uśmiechnął się do niej, ale ta wyglądała na nieufną.
- Wiemy to! Chcieliśmy o coś spytać. – wyciągnął dłoń w kierunku Lottie, aby ją uścisnąć. – Jestem Liam. Pielęgniarz Harry’ego. – przytaknęła, po czym powiedziała Lottie i zwróciła się do bliźniaczki.
- Daisy pójdziesz do wujka Stana i Phoebe, dobrze? Przyjdę tam za chwilę. – Daisy wyglądała jakby chciała zaprotestować, ale jedno spojrzenie jej siostry wystarczyło, aby przytaknęła i natychmiast pobiegła do innego pokoju, z którego dochodził głos Stana. Lottie otworzyła drzwi i gdy wchodzili do środka, poszła do kuchni. Liam popychał Harry’ego, a Niall szedł za nim i jedyną rzeczą którą zauważył to to, jak małe było ich mieszkanie. Jego prywatna łazienka prawdopodobnie była większa od całego mieszkania. Była tam tylko kuchnia z czterema krzesłami, co wydawało się dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że w tym domu mieszkało co najmniej pięć osób, nie licząc Louisa. Stół był pokryty kupą brudnych naczyń, które musiały zostać umyte. Wyglądało na to, że nie mieli salonu ani telewizji. Wózek inwalidzki Harry’ego był wystarczająco duży, aby zająć cały pokój, więc Liam i Niall mieli problem z zamknięciem za sobą drzwi. Były tam jeszcze trzy inne pokoje. Z pokoju po prawo dochodziły podekscytowane głosy bliźniaczek, a drugi pokój był zamknięty. Po jego lewo była otwarta łazienka z toaletą. I to wszystko, co mógł zobaczyć. To była prawdopodobnie powierzchnia jaką zajmowały wszystkie jego łazienki, przez co od razu poczuł się winny. Czuł się winny przez to, że mieszkał w tak dużym domu. I przez osądzanie Louisa przez cały czas. Spojrzał na Nialla, który gapił się na łazienkę. Ich spojrzenia się spotkały, a Liam przygryzł wargę.
- Kawy? – spytała Lottie, zabierając brudny kubek ze stolika.
- Uhm, nie dziękujemy. – odpowiedział Niall z uprzejmym uśmiechem. Lottie wzruszyła ramionami i postawiła kubek znów na stole.
- Przepraszam za ten bałagan. Nie miałam jeszcze czasu, żeby pozmywać naczynia. Usiądźcie. – zaczęła zbierać brudne naczynia, a Niall podszedł, aby jej pomóc. Uśmiechnęła się do niego.
- Niall Horan. Drugi pielęgniarz Harry’ego. – Liam odsunął krzesło, aby móc jakoś dosunąć Harry’ego do stołu. Usiadł między nim i Lottie, a Niall usiadł naprzeciwko ich. Był w stanie spojrzeć na widok za oknem i już zaczynał tęsknić za ich pięknym ogrodem. Wszystko co widział to ulice, mieszkania i rupiecie. Louis musiał się czuć, jakby wylądował w raju, gdy się do nich wprowadzał.
- Więc… - zaczęła. – O co chcieliście zapytać?
Liam poklepał Harry’ego po ramieniu, aby dać mu znać, że była jego kolej na odezwanie się. Chłopak odwrócił głowę w kierunku Lottie.
- Wiesz, że urodziny Louisa są w przyszłym tygodniu? – Lottie przytaknęła, jednak natychmiast się poprawiła, dodając ciche tak. – Cóż, chcieliśmy zaprosić trochę jego rodziny w ramach niespodzianki. Organizujemy wtedy przyjęcie świąteczne i może chciałabyś przyjść? Ale jeśli wolisz przyjść wieczorem i zjeść z nami kolację to nie ma sprawy.
- Wolałbym pójść na kolację. – dodał Niall. – Przyjęcie jest nudne jak cholera.
Lottie uśmiechnęła się grzecznie, wzdychając przy tym.
- Z chęcią bym przyszła, ale moja mama nie pozwala nam utrzymywać z nim kontaktu. Nawet nie przyszedł, żeby nas odwiedzić. Więc nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Ale chciałabyś? – spytał pełen nadziei.
- Ja… tak. – dziewczyna znów westchnęła i spuściła głowę. – Tęsknię za nim, ale mnie zostawił. Znowu. A obiecał, że tego nie zrobi. Powinnam być zła, prawda? – zachichotała, aby ukryć łzy zbierające się w jej oczach. – Ale nie jestem. Nie winię go za to. Moja mama uważa, że jest złą osobą, ale ja nie. Wiecie to, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby was tutaj. – wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się. – Przepraszam za moją chaotyczność.
Liam potrząsnął głową.
- Lottie, on by nigdy ciebie nie opuścił. To twoja mama sprawiła, że odszedł.
Dziewczyna uniosła głowę.
- Naprawdę?
- Tak, powiedział mi o tym. – w reakcji na słowa Harry’ego, Liam i Niall zmarszczyli brwi.
- Naprawdę? – powiedzieli jednocześnie.
Liam prychnął pod nosem.
- Tak. Ale nigdy nie chciał odejść. Twoja mama ci nie powiedziała? – Lottie wzruszyła ramionami.
- Nie chce o tym rozmawiać. Gdy ją pytałam, gdzie jest, odpowiadała, że odszedł.
- Mam pytanie. – wtrącił się Niall. – Wygląda na to, że wiesz, że Louis mieszka z nami, ponieważ znałaś Harry’ego. W takim razie skąd wiedziałaś, że odszedł?
- Wrócił do domu po tym jak złożył podanie o pracę. Był przekonany, że jej nie dostanie – uśmiechnęła się. – Ale jednak się udało. Po tym moja mama wysłała mnie na dwór, a gdy wróciłam, nie było już jego rzeczy.
Zapadła między nimi krótka cisza.
- Jeżeli wciąż chcesz przyjść, to może mogłabyś przyjść sama? – zaproponował Harry. Lottie spojrzała na niego z rozszerzonymi oczami.
– Na przyjęcie świąteczne?
Harry wzruszył ramionami.
- Jeśli uda ci się przekonać twoją mamę, Liam mógłby cię przywieźć, a potem przenocowałabyś u nas. Albo mógłby cię odwieźć później do domu.
- Moja mama i Felicite będą tego wieczoru w domu, aby opiekować się bliźniaczkami. Powiem, że idę na kolację z przyjaciółmi i się zgodzi.
- Liam przyjedzie po ciebie około szóstej, dobrze?
- Dziękuje wam tak bardzo. – odpowiedziała z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. – odpowiedział Niall.
- Mogę zadać ci pytanie, Panie Styles? – spytała, zwracając się do Harry’ego.
- Oh, błagam, po prostu Harry.
- Czy on tęskni za mną?
Po sposobie w jaki przygryzła wargę, Liam mógł wywnioskować, że odpowiedź była dla niej naprawdę ważna. Daisy i Phoebe śmiały się za zamkniętymi drzwiami, a Liam mógł usłyszeć jak Stan naśladuje głos potwora. Uśmiechnął się.
- Wciąż trzymasz moje zdjęcia pod materacem? – zapytał Harry. Oczy Lottie wyraźnie się rozszerzyły. – Tylko to mi o tobie powiedział. – dodał ze wzruszeniem ramion. Promienny uśmiech przeciął jej twarz.
- W takim razie teraz definitywnie muszę pojechać, żeby skopać mu tyłek.
Tytuł i link do oryginału: Intouchables (Nietykalni)
Autorka: Anne
Tłumaczka: Kejt
Banner: Najlepsza Ola
Zgoda: Jest i to bardzo entuzjastyczna.
Pairing: Larry; pobocznie Niam
Opis: Harry Styles jest bogatym mężczyzną, który może mieć wszystko, czego tylko pragnie. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest osobista pielęgniarka, która będzie jego oczami i nogami. Louis jest chłopakiem z ulicy. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest podpis. Dostaje znacznie więcej.
Oparte na filmie ,,Nietykalni”.
Ilość słów: 2 156
~*~
- Harry, nie przeczytam ci Pięćdziesiąt twarzy Greya.
- Proszę, Louis! Niall powiedział, że jest naprawdę dobra. – Harry wydął wargi.
- Cóż, Niall jest kłamliwym skurczybykiem.
- Nie jest! – znów to zrobił. Louis odwrócił się, aby stanąć twarzą w twarz z młodszym chłopakiem.
- Harry Stylesie. Mówię ci to pierwszy i ostatni raz. Nie ma mowy.
- W porządku, dobra. W takim razie opowiedz mi coś. – Harry skrzyżował ramiona na piersiach. Siedział na czerwonej kanapie w bibliotece. Niall wyszedł, po tym jak Louis skończył mu czytać Niekończącą się opowieść i polecił im Pięćdziesiąt twarzy Greya. Tak czy siak nie chciał tego czytać. Harry był pewien, że przeczytałby, gdyby postawił mu wybór – opowiedzenie własnej historii, lub czytanie tej książki.
Louis chodził właśnie między półkami, szukając czegoś o bardziej odpowiedniej tematyce, ale zatrzymał się, słysząc prośbę Harry’ego o opowiedzenie mu czegoś, co sam wymyślił. Kiedyś opowiadał historie swoim siostrom przed snem. Zazwyczaj były to baśnie, ale czasem zawierał w nich morał, z czego był naprawdę bardzo dumny. Ich ulubioną była baśń o dziewczynce w czerwonych butach. Szczególnie Daisy i Phoebe zawsze o nią prosiły. Uśmiechnął się na myśl o swoich siostrach. Powinien spytać Harry’ego, czy mógłby je wkrótce odwiedzić. Mógłby bez problemu iść do ich szkoły, aby uniknąć matki.
Podszedł do Harry’ego i położył dłonie na jego kolanach, aby dać mu znak, że jest tam przy nim.
- W porządku. O czym? Mam wiele opowieści w zanadrzu.
Harry uśmiechnął się.
- Chcę twoją ulubioną.
Louis usiadł na kanapie obok Harry’ego i położył ramię na jego plecach.
- To nie jest moja ulubiona, ale mogę ci opowiedzieć o dziewczynce w czerwonych butach, jeśli chcesz.
Harry położył głowę na ramieniu Louisa i odwrócił ją w jego stronę. Przytaknął i uśmiechnął się. Louis szybko zmierzwił jego włosy, biorąc głęboki oddech.
- Dawno, dawno temu żyła sobie dziewczynka o imieniu Harriet. Miała brązowe, kręcone włosy oraz policzki z dołeczkami.
- Klasycznie. – prychnął pod nosem.
- Zamknij się, Styles.
- Kontynuuj.
- W porządku. Harriet żyła na ulicy, ponieważ była sierotą. Jej stopy zawsze były bose, nim stara kobieta zlitowała się nad nią i ją adoptowała. Harriet wyrosła na miłą kobietę, która kochała tańczyć.
Louis zauważył, że uśmiech Harry’ego poszerza się i przysunął się bliżej tak, że ich nogi się dotykały. Harry zastygł na chwilę, lecz po chwili zrelaksował się pod wpływem dotyku, gdy Louis mówił dalej.
- Pewnego dnia w czarnych butach Harriet zrobiły się dziury. Staruszka dała jej pieniądze i poprosiła, żeby kupiła sobie nowe. Nie mogła z nią iść, ponieważ nie pozwalał jej na to stan zdrowia, więc Harriet poszła sama. Jednak zamiast kupić w sklepie obuwniczym porządną parę czarnych butów, kupiła śliczne, czerwone buty do tańca. Wkrótce miała się odbyć impreza, więc chciała skorzystać z ostatniej szansy i pokazać swoje umiejętności taneczne.
Spojrzenie Harry’ego powoli przeniosło się z twarzy Louisa na podłogę. Chłopak od razu przerwał swoją opowieść i ścisnął jego ramię.
- Powiedziałem coś nie tak? – spytał, martwiąc się o swojego przyjaciela. Harry w reakcji na jego słowa jedynie potrząsnął głową, przygryzając wargę.
- Nie, tylko… mów dalej.
Louis uniósł brew, ale było dla niego jasne, że Harry nie chciał o tym rozmawiać. Zrobił notatkę w swojej głowie, aby spytać o to później Nialla. Zaczął głaskać jego włosy.
- Starsza pani była bardzo rozczarowana, więc zakazała jej pójścia na tą imprezę. Niedługo potem, staruszka zachorowała i lekarz dał Harriet syrop, który musiała pić co trzy godziny. Dziewczyna postanowiła po kryjomu iść na imprezę i wrócić tuż przed tym, jak starsza pani miała przyjąć napój. Nie zauważyłaby, ponieważ spała. Tak więc Harriet poszła na imprezę, lecz po drodze spotkała młodego mężczyznę. Spytał ją co miała zamiar zrobić z tymi pięknymi butami i opowiedziała mu o swoich zamiarach z dumnym uśmiechem na twarzy. ,,Byłaś bardzo poszkodowana” powiedział jej, wskazując na jej buty. ,,Powinnaś być już tancerką na zawsze.” Lecz Harriet nie zwracała na niego uwagi, tylko poprawiała swoje włosy w odbiciu okna. Facet jedynie uśmiechnął się i odszedł. Tego wieczoru, tańczyła ze wszystkimi chłopakami i każdy pokochał jej buty oraz to, jak tańczyła. Po dwóch godzinach, Harriet nie mogła przestać tańczyć. Ludzie mówili jej, żeby zrobiła sobie przerwę, poszła do domu, ale miała wrażenie jakby te buty zostały uszyte specjalnie na jej stopę i same z siebie tańczyły. Wszyscy prowadzili ją przez miasto, póki jej stopy nie zaczęły krwawić. Płakała i błagała ludzi o pomoc, ale wszyscy ją ignorowali, nazywając ją ,,samolubną Harriet”. Widziała, że słońce wschodziło i zachodziło, a ona wciąż tańczyła. Dopiero potem pomyślała o staruszce, która czekała na nią w samotności i nagle pojawił się ten sam mężczyzna co przedtem. ,,W końcu pomyślałaś o kimś innym, niż o sobie. Nieco za późno, ale wybaczam ci to. Pomogę ci.” Po tych słowach wskazał znów na buty i w końcu zeszły z jej stóp i zaczęły tańczyć wzdłuż ulic starego miasta. Harriet podziękowała mężczyźnie i wróciła do domu na boso, płacząc i czując się winna. Gdy dotarła tam, błagała starszą panią o przebaczenie, lecz była tak szczęśliwa widząc ją, że nie ukarała jej. Kilka dni później polepszyło się jej, ale od tamtego dnia, Harriet nie spuszczała jej więcej z oczu i już nigdy nie była samolubna. A potem żyli długo i…?
Harry westchnął, a mały uśmiech wpełznął na jego twarz.
- I szczęśliwie.
Louis widział jak Harry dryfował na granicy snu.
- Jesteś zmęczony, Curly? – Harry przytaknął. – Utniesz sobie tutaj krótką drzemkę, tak?
Louis wstał z kanapy i chwycił poduszkę, aby podłożyć ją pod głowę Harry’ego. Ułożył go i jeszcze raz zmierzwił jego włosy.
- Pójdę zrobić ci kanapkę, żebyś mógł ją zjeść, gdy się obudzisz, w porządku? – Harry pokiwał głową i zamknął oczy. Louis przygryzł wargę i zastanawiał się, czy może go pocałować.
Pocałunek wciąż był dla niego nierozwiązanym problemem. Louis doskonale wiedział, dlaczego Harry był tak zmęczony. On również był. Obudził się raz, ponieważ Harry warczał w śnie i po tym, gdy upewnił się, że zasnął, niedługo potem on także to zrobił. Louis wciąż myślał o pocałunku i o tym, co to z nim zrobiło.
To przyniosło mu uczucie, którego myślał, że prędko nie doświadczy: uczucie bycia zakochanym. Ale nie chciał wymuszać uczuć na Harrym i właśnie dlatego powstrzymał się przed pocałunkiem.
Do czasu, gdy podjął jakąkolwiek decyzję, widział jak oddech Harry’ego się wyrównywał, co wskazywało na to, że całkiem już zasnął.
Louis westchnął i podszedł do drzwi. Odwrócił się, aby jeszcze raz spojrzeć na śpiącego chłopca. Jego usta były lekko rozchylone, a ciało skulone niczym mała piłeczka. Zamknął po cichu drzwi i oparł się o nie z ogromnym uśmiechem na twarzy. Boże, wpadł po uszy.
–
- O kurwa!
Niall i Liam przerwali swój pocałunek, słysząc kolejny głos. Spojrzeli na Louisa z wyraźnie widocznymi wypiekami na policzkach.
- Tak strasznie przepraszam! Nie chciałem wam przeszkodzić!
Niall uśmiechnął się i odchylił się nieco od Liama.
- Nic się nie stało. Potrzebujesz czegoś?
Louis wskazał na ladę, gdzie stał już lunch dla niego i Harry’ego. Liam pokiwał niezręcznie głową i podał Louisowi paczki. Chłopak wymamrotał ciche ,,dziękuje”, wciąż będąc nieco zdenerwowanym. Louis już się odwrócił, aby wyjść, lecz po chwili spojrzał przez ramię, patrząc jeszcze raz na parę.
- Uhm, chłopcy?
Niall posłał mu mały uśmiech.
- Tak?
- Tylko szybko zapytam. Czy Harry przed wypadkiem tańczył?
Niall wymienił z Liamem spojrzenie, którego nie potrafił zrozumieć. Po długim czasie wpatrywania się w siebie, Liam spojrzał w końcu na Louisa.
- Był w tym naprawdę dobry. Był skupiony na robieniu kariery, ale potem nadszedł wypadek. Myślimy, że to właśnie dlatego się zmienił. Tańczenie było dla niego swego rodzaju marzeniem. – wytłumaczył mu Liam.
Oczy Louisa rozszerzyły się, gdy przytakiwał.
- Mogę wziąć Harry’ego jutro na zakupy?
Liam zmarszczył brwi w reakcji na to niespodziewane pytanie.
- Pewnie. Jeśli tylko chcesz. Ale czemu tak nagle o to pytasz?
Louis uśmiechnął się.
- Świąteczna impreza już wkrótce, prawda? Myślę, że Harry potrzebuje pary czerwonych butów do tańca.
Dziwne spojrzenia, jakie wymienili między sobą Niall i Liam nie mogły zostać niezauważone przez Louisa, gdy odwrócił się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
–
Już następnego dnia Louis wynosił Harry’ego z auta, aby usadzić go w wózku. Harry wciąż się śmiał z Louisa, który wpadł na obściskujących się Liama i Nialla.
- Ale to musiało być tak dziwne! – kolejny raz wybuchnął śmiechem, a Louis przewrócił oczami, uśmiechając się na widok dołeczków, które pojawiły się w policzkach Harry’ego.
- Cóż, może ty wjechałeś na ich sesję obściskiwania się, ale po prostu ci o tym nie powiedzieli.
Harry chwycił się za brzuch, błagając Louisa, aby przestał. Louis popchnął go w kierunku dużego sklepu z szyldem ze złotymi literami ,,Boutique”. Liam powiedział im, żeby poszli do tego sklepu, ponieważ ludzie znali tam Harry’ego. Nie miał zamiaru kupić mu tylko garnitur, ale również buty. Louis miał ogromne plany na ten świąteczny wieczór. U nich w domu święta były wielkim wydarzeniem. Kupiłby dziewczynkom, wliczając w to również mamę, coś, co zawsze chciały. Zeszłego roku podarował Daisy misia, a Phoebe lalkę Barbie. Nigdy nie pokochały bardziej żadnych zabawek, niż te. Felicite i Lottie podarował bilety na koncert Little Mix, nowego girlsbandu, o którym nie mogły przestać mówić. Swojej mamie podarował naszyjnik, który kilka lat temu pokazała mu w sklepie. Nie powiedział jej w jaki sposób go zdobył.
A dla Harry’ego był to czas na dobre święta. Ponieważ jeżeli zapraszasz na nie Louisa Tomlinsona, jest twoim świętym Mikołajem.
Dzwonek przy drzwiach wydał z siebie cichy dźwięk, gdy Louis wepchnął Harry’ego do środka. Sklep był ogromny i udekorowany w stylu domu Harry’ego. Kobieta w kostiumie podeszła do nich i uśmiechnęła się z wymuszeniem. Miała długie plecy, co pasowało do jej stroju.
- Dzień dobry, panie Styles. W czym mogę dzisiaj panu służyć?
Harry uśmiechnął się do niej.
- Szukam garnituru. Tak przy okazji, to Louis. Jest tutaj, żeby mi pomagać.
Kobieta uśmiechnęła się do Louisa i uprzejmie potrząsnęła jego dłonią.
- Dzień dobry, panie… - zmrużyła oczy, patrząc na niego, a Louis dodał ,,Tomlinson”. Pokiwała głową i przedstawiła się jako Allison. Wskazała dłonią na tył sklepu, gdzie Louis zobaczył tuziny półek z garniturami.
Jasna cholera.
Tam było całkiem sporo… garniturów.
Louis starał się zachowywać normalnie i pozostać z niewzruszonym wyrazem twarzy. Chciał wyjść z siebie widząc tą ilość garniturów w jednym sklepie.
- Więc, Harry, czego tym razem szukasz? – zapytała ich Allison.
- Myślałem znów o niebieskim garniturze. Nic zbyt specjalnego. – Allison pokiwała głową i zniknęła między półkami. Harry odwrócił się do Louisa. – Możesz się rozejrzeć, jeśli chcesz. Allison wie, jak mnie ubrać w te garnitury, więc nie musisz pomagać. A to trochę zajmie. Poza tym ty też potrzebujesz garnituru, ponieważ przyjeżdża cała moja rodzina.
Louis prychnął pod nosem.
- Nie chodzę w garniturach. Ale rozejrzę się skoro mnie tak ładnie prosisz. Mają tu też buty?
Harry pokiwał głową.
- Na początku sklepu razem z normalnymi ubraniami. – Allison wróciła z całą półką garniturów, a Louis zmierzwił włosy Harry’ego, po czym zostawił go z dziewczyną. Zmierzał na przód sklepu z jedną myślą w swojej głowie. Musiał znaleźć parę czerwonych butów. Wiedział, że to było niemożliwe, ale miał zamiar tańczyć z Harrym na jego urodzinach. Na tamten moment, był to jedyny prezent, jaki pragnął dostać.
Póki co nie miał pojęcia jak to zrobić, ale chciał przywrócić Harry’emu nadzieję. A jeżeli oznaczało to kupno czerwonych butów, czuł się z tym w porządku. To było właśnie to, co Louis musiał zrobić.
Nie miał zamiaru kupować absurdalnych czerwonych butów jak dla klauna, ale prosta para w gwiazdki mogła być, ponieważ pokrywały się z pomysłem, na jaki wpadł. Jedyne czerwone buty jakie dostrzegł były właśnie w gwiazdki. Miał nadzieję, że rozmiar będzie pasował. Wyglądały na ogromne – zupełnie tak jak stopy Harry’ego.
Szedł między wieszakami z ubraniami i zatrzymał się, gdy zobaczył blezer na wieszaku. Nigdy nie widział Harry’ego w blezerze, ale był pewny, że wyglądałby w nim dobrze. Liam powiedział mu, że Harry zawsze zakładał garnitur, gdy przyjeżdżała jego rodzina.
Louis wpadł na genialny pomysł i zdjął niebieski blezer z półki oraz pasującą do niego białą koszulę. Potem podszedł do półki ze spodniami i wyjął trzy różne pary białych spodni, które uważał, że będą pasować na Harry’ego. Nawet nie wysilił się, żeby spojrzeć na cenę.
Po chwili wrócił na tyły sklepu, gdzie słyszał jak Harry i Allison prowadzą między sobą rozmowę w przymierzalni. Starał się zignorować dokuczliwe uczucie zbierające się w jego piersi i bezwstydnie odsunął zasłonę. Harry właśnie zdejmował z siebie koszulę, ale zatrzymał się w trakcie. Louis upuścił wszystkie ubrania na ziemię i zdjął z niego całkiem koszulkę.
- Louis, co ty robisz?
Louis odwrócił się do Allison, posyłając jej fałszywy uśmiech.
- Allison, niech przymierzy to, proszę. Chcę zobaczyć jak będzie w tym wyglądać. – Allison posłała mu zmieszane spojrzenie, ale przytaknęła i wzięła od niego ubrania. Louis usiadł na krześle przed przebieralniami i czekał na wyjście Harry’ego.
Po kilkuminutowej zabawie telefonem, Allison wypchnęła Harry’ego z przymierzalni. Szczęka Louisa opadła, gdy tylko zobaczył Harry’ego. Harry uśmiechał się prawdziwym, szczęśliwym uśmiechem. Zarówno koszula jak i blezer były nieco za duże, ale i tak ten outfit był idealny.
Wyglądał idealnie.
Harry był idealny.
- Zapomnij o cholernych garniturach, Harry. Zakładasz to.
Tytuł i link do oryginału: Intouchables (Nietykalni)
Autorka: Anne
Tłumaczka: Kejt
Banner: Najlepsza Ola
Zgoda: Jest i to bardzo entuzjastyczna.
Pairing: Larry; pobocznie Niam
Opis: Harry Styles jest bogatym mężczyzną, który może mieć wszystko, czego tylko pragnie. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest osobista pielęgniarka, która będzie jego oczami i nogami. Louis jest chłopakiem z ulicy. Jedyną rzeczą jakiej potrzebuje jest podpis. Dostaje znacznie więcej.
Oparte na filmie ,,Nietykalni”.
Ilość słów: 2 022
~*~
- Śniadanie, młody! – Niall otworzył drzwi swoim ramieniem, niosąc talerz tostów i herbatę dla młodszego chłopca. Opadł na łóżko, pomagając usiąść prosto Harry’emu, po czym postawił talerz na kredensie. Niall nie mógł nie zauważyć, że uśmiech Harry’ego wydawał się nigdy nie schodzić z jego twarzy.
- Przyniosłem ci tosty z masłem orzechowym. Spóźniłeś się na śniadanie, leniwy dupku.
Harry przytaknął, a dołeczki w jego policzkach stały się jeszcze bardziej widoczne.
- Miałem ciężką noc. – odpowiedział. Niall przytaknął, ponieważ został już poinformowany o jego ataku paniki. Cieszył się, że Louis tak dobrze sobie z tym poradził, chociaż kompletnie nie wiedział, co zrobić. Podał Harry’emu tosty.
- Wiesz, zbliżają się święta. Zapraszamy znów twoją rodzinę?
Harry warknął i przetarł twarz wolną dłonią.
- Czy Gemma nie może tego zorganizować? Albo moi rodzice? Tak przy okazji, gdzie ona jest?
Niall westchnął.
- Powiedzieli, że byłoby dobrze, gdybyś miał jakieś zajęcie. Nie widziałem jej dzisiaj rano, więc pewnie była na nocowaniu. Chcesz, żebym napisał do niej sms-a? – Harry przytaknął, a Niall wyjął swój telefon, aby do niej napisać. Kątem oka widział jak chłopak znów promiennie się uśmiecha. Prychnął pod nosem.
- Okay, stary, wyrzuć to z siebie. Promieniejesz jak słoneczko. Powiedz mi, co przegapiłem?
Twarz Harry’ego stała się zmieszana.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
Niall nacisnął przycisk ,,wyślij” i odwrócił się do Harry’ego, aby móc odczytać każdą emocję, która pojawiała się na jego twarzy.
- Gówno prawda. Nie widziałem cię tak szczęśliwego odkąd twoi rodzice przyjechali do ciebie. A teraz powiedz mi. Co sprawiło, że jesteś taki szczęśliwy?
Harry odwrócił twarz w jego stronę z małym uśmiechem.
- Dlaczego myślisz, że jest to coś, a nie ktoś?
Niall znów prychnął i delikatnie go klepnął. Harry wydał z siebie cichy śmiech.
- Okej, tak, to jest ,,ktoś”.
Niall wyszeptał niemalże niesłyszalnie, wlewając mleko do herbaty Harry’ego.
- Tak, właśnie to powiedziałem.
Wiedział, że jeśli cisza ciągnęłaby się zbyt długo, Harry zacząłby czuć się niekomfortowo i powiedziałby, kto to jest. Więc Niall mieszał cierpliwie herbatę, czekając aż to z siebie wyrzuci.
I zrobił to.
- Louis i ja całowaliśmy się.
Niall wyprostował się ze zdziwionym wyrazem twarzy, wylewając przy tym cały kubek herbaty na dywan. Przeklął pod nosem i zaczął wycierać herbatę chusteczkami, próbując odzyskać oddech i sformułować jakąś sensowną odpowiedź na wyznanie Harry’ego. Harry udawał, że nie słyszał przekleństwa, więc zajął się skubaniem swojego tosta.
Niall odchrząknął i przerwał ciszę, którą spowodował.
- Więc… lubisz go?
Harry przygryzł wargę.
- Ja… - westchnął i oparł głowę o swoją lewą dłoń. – Nie wiem. Ale chyba tak?
- To nie wystraczy. – Niall potrząsnął głową. – Chciałbyś być z nim w związku?
Harry zmarszczył brwi.
- Każdy tego chce. Jest idealnym chłopakiem.
Niall spojrzał na brązową plamę na dywanie i natychmiast poczuł się winny, przez przesadną reakcję. Powinien wiedzieć, że to w końcu nadejdzie, ale wciąż czuł zdziwienie na myśl, że jego najlepszy przyjaciel wyznał, że zakochał się w chłopaku.
- Nie zgadzam się z tym. Ale to znaczy, że go lubisz.
Źrenice Harry’ego rozszerzyły się, co potwierdziło obawy Nialla.
- Tak jest, kolego. – Niall przytaknął, siląc się na spokojny ton. - Może powinieneś go zaprosić na randkę?
Harry potrząsnął głową.
- Nie mogę ryzykować. Jeśli będzie chciał pójść na randkę, sam to zaproponuje, prawda?
- To bardzo prawdopodobne. – powiedział Niall. – Mógłbym się rozejrzeć i zobaczyć, czy cię lubi?
Harry wyglądał na zaskoczonego.
- Naprawdę mógłbyś to dla mnie zrobić?
Niall dał mu delikatnego szturchańca.
- Zrobię wszystko dla mojego przyjaciela, aby zdobył swojego chłopaka. – Harry uśmiechnął się wesoło i rozłożył swoje ramiona, aby Niall mógł go przytulić. Niall był naprawdę szczęśliwy, że po tych wszystkich latach, gdy dziewczyny przychodziły i odchodziły od niego, w końcu znalazł osobę, którą kocha. Po wypadku Gemma przestała bawić się w swatkę i powiedziała Harry’emu, aby znalazł ,,prawdziwą miłość”.
Niall, Liam i Zayn przyszli wieczorem i mogłoby się wydawać, że są zaprzysiężeni, aby być tam dla Harry’ego, ponieważ wiedzieli, że prawdziwa miłość nie jest dla niego łatwą rzeczą do zdobycia. Wiele dziewczyn odwiedzało go, ale wszystkie zostały odesłane przez Gemmę, która widziała prawdę wypisaną w ich fałszywych uśmiechach. ,,Pieniądze”. Mówiła to zawsze Niallowi, gdy o to pytał. To była prawda, wiele dziewczyn przychodziło tu tylko po to, aby zgarnąć fortunę, jaką by zdobyły poślubiając Harry’ego, ale Niall zdążył polubić już kilka z nich. Ufał Gemmie na tyle, że wiedział, że nigdy nie pozwoliłby Harry’emu wejść w bliższą relację z osobą, która nie była dla niego odpowiednia.
Gdy Harry z zadowoleniem jadł swoje tosty, Niall odkrył, dlaczego nigdy nie wypaliło mu z dziewczynami. A Harry po prostu nie był zainteresowany tą płcią. Przynajmniej tak myślał. Wiedział, że nie był to odpowiedni czas, na pytanie o to, ponieważ Harry wciąż walczył ze swoimi emocjami. Niall powinien już się domyślić wieki temu. Czasem był taki tępy.
Tej nocy miał zamiar zapytać Zayna i Liama, czy nie słyszeli coś na temat uczuć Louisa do Harry’ego. Ponieważ jeżeli jego najlepszy przyjaciel był zakochany w osobie, która odwzajemniała to uczucie, przyszłość Harry’ego mogłaby być bardziej świetlana niż wcześniej. Nawet od wypadku Harry nie był już taki jak kiedyś. Wydawał się jeszcze bardziej samotny niż wcześniej, a Niall robił wszystko, aby odzyskać starego Harry’ego, ale nic nie pomagało. Harry wciąż wierzył, że już zawsze będzie sam.
Przynajmniej do teraz.
——-
Półnagi Zayn był już zajęty krojeniem warzyw, gdy Niall wszedł do kuchni około piątej wieczorem. Spodziewał się, że wpadnie również na Liama, ponieważ nie widział go przez cały dzień. Niall kręcił się koło Harry’ego, obserwując ich dwójkę, gdy czytał mu książkę. Doszedł do wniosku, że byliby idealną parą, która kocha siebie nawzajem. Ale Niall był najbardziej przymilną i romantyczną osobą na świecie, więc potrzebował swojej odskoczni, jaką był Liam. Zayn również mógł wygłosić swoją opinię na ten temat, ponieważ zawsze wiedział kto był w kim zakochany. Jemu nigdy nie udało się tego osiągnąć. Jednak był pewny jednej rzeczy – musi powiedzieć im o pocałunku. Miał nadzieję, że pozostanie to sekretem między ich trójką.
Liam planował przyjęcie świąteczne z Gemmą, które miało się odbyć w przeciągu kilku dni. Harry’emu udało się namówić Gemmę, żeby zorganizowała to w sposób, który Niall przypadkowo odkrył. Nikt w domu tak naprawdę nie lubił tej imprezy z wyjątkiem pana i pani Styles. To była również swego rodzaju powitalna impreza, ponieważ wracają na dwa dni po ich trzymiesięcznej nieobecności.
Harry będzie szczęśliwy, gdy wrócą. Zawsze był. Tak naprawdę nie miał żadnej więzi z resztą rodziny, więc Niall rozumiał, dlaczego Gemma, Anne i Robin byli dla niego tak ważni. Byli tam dla niego przez całe życie i wiedział, że wciąż będą go kochać bez względu na wszystko. On, Liam i Zayn obiecali mu to samo, ale Niall i tak miał wrażenie, że Harry żył w strachu, iż pewnego dnia znikną. Ale wciąż był tam, aby utwierdzić go w przekonaniu, że jest inaczej.
Niall usiadł na ladzie i patrzył jak Zayn kroił warzywa w ciszy. Blondyn zaczął się zastanawiać, czy Zayn zauważył więź, jaka niedawno połączyła Harry’ego i Louisa.
- Nie uważasz, że Harry jest ostatnio naprawdę szczęśliwy? – spytał zwyczajnym tonem. Zayn prychnął pod nosem, po czym wszedł na chwilę w kontakt wzrokowy z Niallem.
- Nie możesz być aż tak tępy, Niall. – powiedział, nim zaczął kontynuować swoją pracę.
Niall wzruszył ramionami.
- Wiem to, ponieważ mi powiedział.
Zayn upuścił swój nóż, aby spojrzeć zszokowany na Nialla.
- Harry powiedział ci, że lubi Louisa?
Niall zaczął się śmiać, widząc tak bardzo podobną do niego reakcję na tą wiadomość.
- Tak serio to nie, ale powiedział, że się całowali.
Zayn rozchylił buzię i odwrócił się całkiem do Nialla.
- Wow. To… - przygryzł wargę, próbując ubrać to w słowa. – Wcześnie. Tak myślałem, że to wkrótce się stanie, ale nie wiedziałem, że tak szybko. Widziałem, że Harry buja w obłokach, ale nie byłem pewny, co do Louisa.
- Ja też. – przytaknął Niall. – Ale obserwowałem ich dwójkę przez cały dzień i… - pomachał dłońmi. – Nie potrafię nawet tego popisać. Prawdopodobnie Liam i ja mniej się do siebie lepimy.
Zayn zaczął się śmiać.
- Nie byłbym tego taki pewien.
Po chwili usłyszeli dwa znajome głosy, które zawzięcie ze sobą dyskutowały.
- Nie, Gemma, choinka nie może być większa od tej z zeszłego roku. Tamta sięgała aż sufitu, to teraz chcesz zrobić w nim dziurę, żeby się zmieściła?
- Po prostu chcę większą choinkę, aby świętować przyjazd do domu mamy i taty, czy proszę o tak wiele?
- Cóż, tak? Posłuchaj, możemy bardziej udekorować dom, kupić specjalne ciasto, ale…
- Ale to nie będzie konieczne, ponieważ zaopatrzymy się w większe drzewko.
Liam wydał z siebie sfrustrowane warknięcie i podszedł do Nialla, aby położyć głowę na jego ramieniu.
- Kochanie, powiedz jej coś, żeby się zamknęła. Nie mam zamiaru dać jej większej choinki.
Usłyszeli ciężkie westchnienie ze swojej prawej strony.
- Zayn. Liam nie chce kupić większej choinki. – chłopak przewrócił oczami i potrząsnął głową.
- Jestem po stronie Liama, przykro mi kochanie.
Liam wyrzucił pięść w powietrze z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Nie będzie większego drzewka.
Gemma potarła swoje skronie ze zmęczeniem.
- Potrzebujemy więcej dziewczyn w tym domu.
Niall zaśmiał się i ze wściekłością potrząsnął głową.
- A tak serio to nie, nie potrzebujemy. Nawet nie jestem w stanie wytrzymać z jedną.
- I właśnie dlatego jesteś gejem. – powiedziała ze słodkim uśmiechem. Niall wymusił uśmiech w odpowiedzi, unosząc kciuka ku górze, na co Gemma się zaśmiała.
Zayn odwrócił się, aby stanąć twarzą w twarz z Gemmą, patrząc na nią pytająco.
- Miałabyś coś przeciwko gdyby… gdyby jeszcze więcej osób w tym domu było gejami?
Gemma zamrugała na niego kilka razy, a po chwili powoli potrząsnęła głową.
- Oczywiście, że nie. Chcesz mi powiedzieć, że interesują cię chłopcy?
- Mnie nie, ale Harry’ego tak. – stwierdził z lekkością. W przeciągu sekundy oczy Gemmy z małych stały się ogromne, gdy zakryła usta dłonią.
- Zayn, myślałem, że to miała być tajemnica. – warknął Niall, na co ten jedynie wzruszył ramionami.
- Tak czy siak wszyscy wiedzą. – Gemma stanowczo potrząsnęła głową, na co Liam zmarszczył brwi.
- Gemma, mówisz poważnie? Nie widziałaś jak się uśmiechał na myśl o Louisie? Harry nie był tak szczęśliwy od wypadku. Myślałem, że to dość oczywiste. – Gemma powoli uniosła dłonie, aby uwolnić swoją wargę od przygryzania. Powoli przytaknęła i spojrzała w górę na twarze Liama i Nialla, którzy się do niej uśmiechali.
- Może powinnaś porozmawiać o tym z Harrym. – zasugerował Niall. – Uważam, że sam jeszcze nie jest pewny, kim jest.
Gemma przełknęła ciężko ślinę.
- Chłopcy… wiecie, że nie mam nic przeciwko gejom. Nie mam w ogóle nic przeciwko temu, że Harry jest gejem! Ale to po prostu…
- Louis. – stwierdził Liam, na co Gemma przytaknęła. - Jest w porządku, wiesz? – powiedział Liam, krzyżując ramiona na piersi. Głowy wszystkich osób odwróciły się w jego stronę z głośnym ,,co”, na co ten tylko wzruszył ramionami. - Wiem, że od samego początku nie pałaliśmy do siebie sympatią, ale porozmawiałem z nim rano. On też martwi się o Harry’ego, wiesz? Nie w sposób, do którego już przywykliśmy. Ale mam ochotę się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza, że Harry również się o niego martwi.
Niall spojrzał na swojego chłopaka z rozszerzonymi oczami.
- Liam Payne, nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to od ciebie usłyszę.
- Nie mówię, że go lubię, Niall. – powiedział stanowczo. – Ale jestem w stanie go tolerować, to wszystko.
Niall musnął jego usta i uśmiechnął się.
- Cóż, to dobrze. Też go lubię, więc możemy być teraz dużą rodzinę.
Niall i Liam uśmiechnęli się do siebie, zagubieni we własnym świecie, a Zayn zauważył, że Gemma zaczęła obgryzać swoje paznokcie, co pokazywało jak bardzo zdenerwowana była. Podszedł do niej i chwycił jej nadgarstki.
- Przestań. – powiedział tylko, ale Gemma potrząsnęła głową. – Co się dzieje?
- Martwię się, Zayn. – zabrała swoje dłonie. – Wiem, że to szybkie, pewnie, ale jeśli to uczucie rzeczywiście jest odwzajemnione, to w normalnym przypadku byłabym podekscytowana, ale… - zamilkła na chwilę, a Zayn stawał się coraz bardziej zdenerwowany.
- Ale co, Gemma?
Spojrzała na niego swoimi dużymi, zielonymi oczami.
- Tata go nie polubi. Nie ma niczego przeciwko homoseksualistom, ale chce, żeby Harry poślubił kogoś ze swojej „warstwy społecznej”. Nawet nie potrafi zaakceptować faktu, że przyjaźnię się ze służbą. Louis jest chłopcem z ulicy, Zayn. Robin nie ucieszy się z tego powodu. Ani trochę.