Hm co tu zrobić dlaczego miły gest najpierw wywołuje uśmiech na twarzy a później smutek dlaczego mam głębokie poczucie że nie zasługuje
Że oszukuje i ich i siebie myśląc że jest inaczej
Dlaczego myślę że nie powinienem się cieszyć że nie powinno się dawać mi powodów do szczęścia
Dlaczego pobożne życzenia dotyczące tego że się zmienię że będzie lepiej mieszają się a wręcz zalewane są przeświadczeniem że mi się nie uda że jestem naiwnym myśląc że cokolwiek może mi się udać
Czuję się jakbym sam wewnętrznie się z siebie śmiał sam siebie wyśmiewał…
A tak w ogóle chciałem zadzwonić… chciałem zadzwonić w dobrej sprawie… chciałem zrobić komuś… wiedziałem że… że tak się powinno zachować… że ten telefon może dla tej drugiej osoby dużo znaczyć… znaczyć tyle że nie jest sam, nie zostaję sam ktoś o mnie myśli i troszczy się o mnie…
Myślę, że też bym chciał w podobnej sytuacji uzyskać taki telefon od kogoś dlatego chciałem zadzwonić…
Chciałem zadzwonić w poniedziałek po pracy ale coś mnie rozproszyło, we wtorek po pracy ale coś mnie rozproszyło we środę po pracy i…
I prawdopodobnie gdyby nie to, że mam dzisiaj rozmowę z dzikich i to że głupio by mi było przyznać się, że nie pamiętałem, nie nie, doskonale pamiętałem tylko znajdowałem sobie kolejne wymówki by nie dzwonić, nie teraz, teraz mi ktoś może przerwać, teraz ktoś może podsłuchać, ktoś wejdzie coś powie a ja będę w trakcie trudnej rozmowy, będzie widać po mnie, że jest to trudna rozmowa i powiem coś głupiego… tak powodów powodów jest bez liku powodów jest więcej niż liści na drzewach nawet latem…bo teraz w ogóle nie ma liści na drzewach…
Ale skoro idę na dzikie - zadzwoniłem…. zadzwoniłem powiedzieć że wybieram się na pogrzeb i dostałem wolne i że jakby chciał to mógłbym go podwieźć…
wiem że nie ma samochodu i że jeszcze niedawno był chory…
I zadał mi, znaczy podziękował, tak, powiedział że to miły gest ale już się z kimś umówił ale… ale oprócz tego spytał się mnie bo zdziwił się, że wybieram się na ten pogrzeb i zapytał się czy naprawdę znałem tą osobę…
I ja coś tam się wykręciłem że bardziej jako jego znajomego i w sumie no to jak się widzieliśmy to faktycznie był na spotkaniach gdzie ja byłem zaproszony przez J i tamten był zaproszony przez J…
czy ja go znałem czy jest ktokolwiek kogo znam?... jestem tak bardzo wyobcowanym tak bardzo z boku wszystkiego nie angażującym się w nic tak bardzo bojący się odezwać czy mógłbym kogoś poznać naprawdę poznać?....
Jak mówię o sobie, że nie mam gadki ale jestem bardziej zadaniowy to wymówka?
Chciałbym powiedzieć że mogę zdobyć jakąś relację tym że potrafię być przydatny że potrafię wykonać jakieś zadanie pomóc w przeprowadzce doradzić w sprawie zdrowotnej czy właśnie podwieźć gdzieś ale czy… czy wtedy kogoś poznam?... co to znaczy poznać kogoś? znać kogoś? czy ja tak właściwie znam J?
Może faktycznie nie mam nie mam prawa iść na ten pogrzeb ciekawe czy gdyby zginęło J to bym miał takie prawo…..
byłem tam, stałem z boku, cały czas myślałem o tym czy mam prawo do tego by tu stać… czy ktoś uzna że zawłaszczyłem sobie ten przywilej… że żeruję na tej śmierci… oddałem kwiaty grabarzom i uciekłem…..
przeziębiłem się ostatnio, niby nic szczególnego, taka aura...
to tylko katar, próbuję jak się da by pracować tak by inni nie zwracali na to uwagi, nie czuje się źle, nie na tyle by pójść do lekarza czy brać urlop...
ale dwa spojrzenia na to:
1.domowy - "specjalnie się pochorowałeś by mieć wymówkę by nie musieć robić", "wcale nie jesteś chory tylko symulant", "i tak masz tam pojechać pomóc ojcu"
2.pracowy - "jak się dziś czujesz? nie rozłożyło cię?"
i moja reakcja:
1.tak wcale nie jest tak źle, pojadę pomóc
2.tak wcale nie jest tak źle, mogę pracować
i znów, reakcja na moją reakcję:
1."myślałby by kto, ojciec ma mieć więcej siły niż taki młody chłopak, nic nie myślisz o jego zdrowiu, nic"
2."dlaczego tak na mnie burnąłeś?!"
[przepięcie mózgowe]
że co????
to... to czy ty?... czy ty faktycznie pomyślałaś o moim samopoczuciu? o mnie? a nie o tym czy podołam? czy nie będę zarażał? czy nie będę problemem na najbliższe dni?
naprawdę ktoś mógł tak o mnie pomyśleć? a ja co?!?
odepchnąłem to jak kolejny atak!?!?!
ja pierdolę....
ale jestem zrąbany.... jak bardzo, bardzo mam już siebie dość.....
osoby które znają mnie z zupełnie innych historycznych twarzy
ciekawie czy opowiadając o mnie zgadłyby że mówią o jednym człowieku
jedna szczególnie dawno nie widziana, dziś zjawiskowo piękna, przypomniała mi o ostatnich 20 straconych latach... skąd wywnioskowałem że i ona ich nie straciła skoro widzimy się w tym samym miejscu? przynajmniej zachowała urodę z jaką się całowałem na pamiętnym ognisku na koniec szkoły.....
"- 9 lat już tam pracujesz?! boże ja w jednym miejscu wytrzymuję zazwyczaj tylko kilka miesięcy
może to już sierpień ale drzew tu nie ma a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach... nic nie przypływa....
znów kilka kłótni i obrażania się na siebie i przełykania łez... brakuje mi kogoś choć wiem że nie chciałbym jej teraz tym zadręczać... nigdy nie chciałem jej zasmucać... ale zawsze miałem poczucie że i tak wie i rozumie... buźka....
z jednej strony można skupić się na tym że znowu się wymądrza, że musi pokazać ci że wie lepiej, że znowu gada i gada a ty tylko trzymasz telefon przy uchu i potakujesz, że musiała strasznie się nudzić że zadzwoniła właśnie do ciebie....
ale można się też skupić na tym, że chciało jej się zadzwonić do ciebie, że pomyślała że to co ma do dodania może być dla ciebie ważne i pozytywne dla twojego dobrostanu, że znalazła czas na wakacjach by zadzwonić, że o tobie myśli, że powiedziała ci tyle miłych słów i pochwał....