Bartek co się sromu uląkł
Widziałam, który to odlajkował moją stronę na fejsie! Widziałam i nie pierdol, że to nie ty, bo widziałam. Widzę to do dziś, jak czytasz ckliwe historie z mojego wyjątkowego życia, a żona patrzy ci przez ramię i blednie, a po chwili cały blok słyszy jej skrzek - Bartłomiej! Skurwysynie! i jazda na pełnej kurwie - żeś obibok, że czytasz bezeceństwa, a na koniec pięciopalczasty śmierć cios w serce - żeś wczoraj konia walił i wrzucił papier do kosza, że dzieci to potem wąchają, jak se idą ogryzek wywalić po jedzeniu. I że pytają, co tak cuchnie. Co cuchnie?! O masz! Zapomniał wół jak cielęciem był?! Jakżeś się gnojku ścigał przez maminą macicę, kto pierwszy do jaja, to ci zapach plemników nie przeszkadzał? A jak ojciec sobie po pracy skórką porusza, to już ci śmierdzi? Bachory to teraz są niewdzięczne. Ja mojemu staremu zawsze mówiłam - patrz tata, jaka dupera wyrosłam, masz plemiki pierwsza klasa, powinieneś je butelkować i wejść z tym na giełdę. To tyle, chciałam tylko powiedzieć, że wiem, że to ty Bartek odlajkowałeś mojego fanpejdża i serdecznie ci współczuję, żeś się ożenił z tyranem, ciemiężcą i terrorystą. Głupi jesteś, a na twoją żonę będę wołała Amon Göth, jak ją spotkam na osiedlu. Albo Amon Tobin, jeszcze nie wiem, zależy od nastroju. Miałam dziś napisać notkę o takim Patryku, z którym byłam na studniówce, a który przeszedł przez życie nie mając nóg, ale tak mnie ten Bartek wkurwił, że pakuję sobie drugie sniadanie i idę pod okno do Mariana, porzucam kamieniami, może mnie wpuści i poradzi co dalej. I co, słabo? Słabo, ale idźcie z reklamacją do Bartka Pantoflarza, żyjącego w cieniu sromu. Żegnam.
















