Bez Radwańskiej pusto i głucho
Najbardziej charakterystycznym elementem tegorocznego turnieju WTA Katowice będą niestety puste trybuny w Spodku. Już rok temu nie było szału z frekwencją, ale wtedy Agnieszka Radwańska była bez formy, odpadała z turniejów już po pierwszych meczach. Teraz miało być inaczej. Wszak nasza mistrzyni przyjeżdżała do Katowic w blasku zwycięstwa w turnieju Masters i jako półfinalistka trzech tegorocznych dużych turniejów. Po raz pierwszy miała wygrać na rodzinnej ziemi, na oczach rodaków. Jednak po jej wycofaniu się w przeddzień rozpoczęcia zawodów, umarła nadzieja na atmosferę sportowego święta.
Oczywiście pierwsze rundy każdego turnieju (poza tymi wchodzącymi w skład Wielkiego Szlema) nie są sportowymi wydarzeniami na miarę meczów piłkarzy ręcznych lub nożnych. Turniej tenisowy rozkręca się dosyć leniwie, apogeum osiągając w weekend. Oczywiście najbardziej zagorzali kibice tenisa oraz specjaliści od tej dyscypliny emocjonują się od pierwszego dnia, ale nawet oni nie porzucają swoich codziennych zajęć, nie biorą wolnego w pracy, by przez cały tydzień siedzieć w Spodku i oglądać jak zielona piłeczka lata z jednego końca kortu na drugi. Rok temu mieli Radwańską na wyciągnięcie ręki – były sesje autografów, można było zrobić sobie zrobić z nią zdjęcie. W tym roku atrakcją mają być Kristyna Pliskova (88. miejsce w rankingu; nie mylić z jej siostrą Karoliną, 18. rakietą świata) oraz Kirsten Flipkens (59. miejsce).
Wszyscy szykowali się na weekend, na kulminację, na fetowanie zwycięstwa swojej faworytki. Ale nie przyjadą, bo już w niedzielę, gdy Radwańska ogłosiła wycofanie z turnieju, zaczęli na Facebooku proponować odsprzedanie biletów. Głównie na weekend. Do tanich nie należą – oficjalnie na półfinały i finał za bilet normalny musisz każdorazowo zapłacić 90 lub 140 zł, a po dwóch stronach siatki mogą stanąć np. Alize Cornet i Camila Giorgi. Z całym szacunkiem dla tych pań, ale nie są to wirtuozki, dla których poświęcę cały dzień i kilka stówek wraz z dojazdami. Poczekam cierpliwie jeszcze rok. Może wtedy pojadę na “Agnieszkę Radwańską – nową mistrzynię Wimbledonu”?