Demon On My Tongue>>I just watched the conjuring so I pictured Harry ugly as hell. And if you’ve ever read the house of night books that name Rheaper sounds like that nasty raven/human guy, those books were wild.
Harry is a demon and wants what's inside Louis. (He also wants Louis).
"You're the Reason I Come Home"-tłumaczenie/rozdział #3
Opis: Louisowi wydaje się, że sam poradzi sobie ze swoimi problemami, Harry natomiast, ma zbyt wiele problemów, by w ogóle je zliczyć.
Albo
Opowieść o dwóch przeciwnych biegunach, które spotykają się po dwóch stronach pianina, na terapii, w placówce zaraz za miastem.
Pairing: Larry, Ziam, Niam (w pewnym sensie)
Autorka: lostinsanity ♡
Tłumaczenie: feelthestyles (ja)
Ilość słów rozdziału: ok. 1k
Nagłówek: moja kochana shelleme ♡
Oryginał: x
Zgoda: Jest!
Note: Bardzo krótki rozdział, ale nie miałam czasu przetłumaczyć więcej. Przepraszam za tygodniowe opóźnienie :c
Mam nadzieję, że Wam się spodoba! Miłego czytania x
>> rozdział poprzedni <<
Dnie mijają,zamieniając się w tygodnie, tym sposobem mijają aż dwa tygodnie. Dwa pełne tygodnie, które Harry spędza myśląc o Louisie, który go nienawidzi. Błaga, by zostawić go w spokoju w łóżku, ale nikt mu na to nie pozwoli. Wyciągają go z pokoju siłą.
Zayn zachowuje się jak pokojówka, ścieląc za Harrym łóżko i odkładając wszystkie rzeczy w odpowiednie miejsca, nawet jeśli prawdziwa sprzątaczka, której za to płacą, przyjdzie dziś by zmienić pościel.
Przez te dwa tygodnie Harry nie chce słuchać gry Louisa, więc w końcu decyduje się wyjść na zewnątrz z Zaynem, który leży na trawie i wpatruje się w chmury, i Niallem, który kopie piłkę. Harry zostaje w tyle, przyklejony do jednej z ławek i się im przygląda. Liam zostaje w środku, samotnie czytając książki. Harry chętnie dotrzymałby mu towarzystwa, gdyby nie to, że nie chce w jakikolwiek sposób zbliżać się do Louisa. Nie chce słyszeć melodii jaką gra.
Tak naprawdę nikt nie zwraca uwagi na Harry’ego. On sam mało mówi, stał się nawet bardziej cichy, teraz niemalże dorównuje Liamowi.
Zayn jest nieco oschły w stosunku do Nialla, ale za to blondyn je coraz więcej i więcej, staje się silniejszy. Jest silny na tyle by nawet dołączyć do grupy chłopaków grających w football. Liam jest z niego dumny, za każdym razem kiedy w porze posiłków, Niall zjada coraz większą część swojej porcji. Harry widzi jednak jak zmęczone są oczy Zayna, kiedy patrzy na Liama, jak bardzo jest smutny. Harry go rozumie, wie jak to jest, czuć się tak nostalgicznie. Wie, że można się tak czuć dopóki nie zacznie ci to sprawiać fizycznego bólu.
Czasami Harry przyłapuje się na tym, że myśli o muzyce Louisa. Przeważnie dzieje się tak w dni, w które czuje jak znowu otacza go ciemność i smutek. Czuje wtedy, że nie pozostało mu już nic. W pewien dziwny sposób brakuje mu tego dźwięku pianina, muzyki, a nie chłopca, który na nim gra.
Desperacko stara się nienawidzić Louisa, chciałby nienawidzić go całym sobą, ale po prostu nie potrafi. Wmawia sobie, że jest inaczej, ale wcale nie jest.
Dlatego siedzi na zewnątrz, odwrócony plecami do pokoju, w którym codziennie gra chłopak, pozwalając mu siebie nienawidzić. Nie potrafi się na niego gniewać.
***
Harry czuje, że coś jest nie tak. Wraca z lunchu, ma teraz czas dla siebie, nie słyszy grającego pianina.
Zazwyczaj można usłyszeć melodię aż z końca korytarza. Wkłada ręce w kieszenie swojego szlafroka i wygląda przez małe okno w drzwiach. Deszcz pada strugami, dokładnie oddając to jaki humor ma Harry. Skoro Louisa prawdopodobnie nie ma w pokoju, Harry decyduje się wejść do środka, przecież nic się nie stanie jeśli usiądzie obok Liama lub obejrzy film, który dziś włączyli.
Czuje dziwny ciężar na piersi, kiedy siada na pustej kanapie, naprzeciw telewizora, podciągając nogi pod brodę. Leci jakiś stary film, o którym nigdy nie słyszał, ale ma nadzieje, że pomoże mu to skupić się na czymś innym, niż tylko powtarzaniu w głowie mantry o tym jak bardzo nienawidzi samego siebie.
Tytuł pojawia się na ekranie i Harry zamyka na chwilę oczy, by wsłuchać się w melodię czołówki. Lecz kiedy jego oczy są zamknięte, chłopak czuje jak dwie dłonie przyciskają go od tyłu i podskakuje na swoim siedzeniu.
-Akuku! –Mówi głos, ten sam głos, który wrzeszczał na niego dwa tygodnie temu.
Harry odwraca się, a Louis zabiera ręce i trzyma je blisko siebie. Serce Harry’ego podskakuje mu do gardła, ale wie, że ostatnią rzeczą jakiej chce to by Louis dowiedział się, że w jakiś dziwny sposób za nim tęsknił.
Harry marszczy brwi i wraca do patrzenia w telewizor, odpychając Louisa ramieniem.
-Och, więc tobie wolno tak robić, a mi już nie? –Pyta Louis. Krzyżuje ręce na piersi i obchodzi sofę by usiąść tuż obok Harry’ego. Brunet odsuwa się do niego, wbijając swoje ciało w oparcie kanapy. Nie ma pojęcia o co chodzi Louisowi. Teraz zachowuje się tak uroczo podczas gdy ostatnim razem omal nie pobił Harry’ego na śmierć.
Jego serce niemalże obija mu żebra, ledwo słyszy własne myśli. Boi się, że Louis może usłyszeć ten łomot. Zdobywa jednak odwagę by się odezwać.
-Możesz proszę powiedzieć czego ode mnie chcesz? –Słowa wypowiedziane są bardzo cicho. Nie miał na celu zabrzmieć wrednie. On naprawdę chce dowiedzieć się, co się do cholery dzieje, by tylko jego obawy przed tym, że Louis zaraz go uderzy, odeszły.
Uśmiech znika z twarzy Louisa, jego spojrzenie ciemnie i chłopak patrzy teraz nieśmiało na swoje dłonie.
-Chciałem przeprosić, wiesz…za wtedy. –Harry czuje własne serce w przełyku, przełykając ciężko ślinę.
-Wiesz mam tak jakby problemy z emocjami, ze złością. W sumie mam też kilka innych problemów, pomaga mi granie na pianinie, więc kiedy ktoś mi przeszkadza po prostu tracę nad sobą panowanie.
Harry patrzy na niego, a ich oczy spotykają się. Louis wygląda na tak bardzo szczerego, że Harry jedynie wzdycha i potakuje. Nic nie mówi, po prostu czeka, aż Louis znów się odezwie.
-Wiesz… -Zaczyna z chichotem. –Widziałem jak oglądasz mnie kiedy gram. Nie jestem ślepy, tylko dlatego, że gram, nie znaczy, że nie widzę nic poza klawiszami. Siedziałeś tam. –Wskazuje prosto na kanapę stojącą obok wolnego pianina. –Codziennie, nie robiłeś kompletnie nic, patrzyłeś tylko jak gram. –Usta Harry’ego unoszą się lekko na to wspomnienie pięknych melodii, które zwykły go uspokajać. –I za każdym razem obczajałeś mój tyłek kiedy wstawałem. –Louis dodaje z zadziornym uśmiechem i mruga. Harry od razu się rumieni.
-Masz rację. –Przyznaje Harry. Czuje, że jego serce wcale się nie uspokoiło, za to on czuje się trochę lepiej wiedząc, że Louis nie ma złych zamiarów. –Nie mogę uwierzyć, że to widziałeś.
-Jak mógłbym nie zauważyć? Nie jesteś zbyt dyskretny. –Śmieje się Louis, Harry uważa, że to najcudowniejsza rzecz na świecie. –Chyba nie miałem okazji odpowiednio się przedstawić. Jestem Louis.
-Harry. –Odpowiada brunet, a starszy chłopak uśmiecha się do niego. Ma naprawdę ładny uśmiech, obejmujący całą jego twarz, nie tylko usta.
-Więc… -Dodaje Louis, pociągając nogi na sofę by móc je skrzyżować. –Co ty na to, żebyśmy obejrzeli ten film?
Harry przytakuje i obydwoje zwracają się w stronę telewizora. Udaje, że nie widzi jak Louis powoli zbliża się do niego podczas trwania filmu. Czuje się tak dobrze kiedy Louis zasypia spokojnie na jego ramieniu.
"You're the Reason I Come Home"-tłumaczenie/rozdział #2
Opis: Louisowi wydaje się, że sam poradzi sobie ze swoimi problemami, Harry natomiast, ma zbyt wiele problemów, by w ogóle je zliczyć.
Albo
Opowieść o dwóch przeciwnych biegunach, które spotykają się po dwóch stronach pianina, na terapii, w placówce zaraz za miastem.
Pairing: Larry, Ziam, Niam (w pewnym sensie)
Autorka: lostinsanity ♡
Beta: moja najlepsza Kirby ♡
Tłumaczenie: feelthestyles (ja)
Ilość słów rozdziału: ok. 3k
Nagłówek: moja kochana shelleme ♡
Oryginał: x
Zgoda: Jest!
Note: W tym rozdziale dowiecie się trochę o historii Ziama i przekonacie się z czym boryka się Louis. Miłego czytania x
PS Prompty, które mam w skrzynce, trochę tam posiedzą, bo stwierdziłam, że zrobię z nich coś dłuższego.
Co do "Red Wine Series" (o którą ku mojemu zdziwieniu pyta wiele osób) to następna część pojawi się w ciągu tygodnia lub na weekend.
PAMIĘTAJCIE ŻE BOHATERZY CIERPIĄ NA RÓŻNE CHOROBY PSYCHICZNE etc, MUSICIE TO BRAĆ POD UWAGĘ ROZWAŻAJĄC TO JAK REAGUJĄ NA NIEKTÓRE RZECZY I JAK SIĘ ZACHOWUJĄ
>>> Rozdział poprzedni <<<
***
Tego wieczoru przy kolacji, Harry po raz pierwszy od miesiąca jaki tu spędził, słyszy głos Liama. Wszyscy skończyli jeść. Zayn ostrożnie układając plastikowe sztućce kładzie je na talerzu, by potem starannie nakryć wszystko serwetką. Oprócz Nialla oczywiście, on nie tknął swojego posiłku. Po prostu jak zwykle rozkrawa jedzenie na malutkie kawałeczki by roznieść je po całym talerzu. Nie wziął do ust dosłownie niczego, nawet nie spróbował. Dokładnie widać wychudzoną twarz, jego obojczyki wystają spod koszulki. Wątłe i delikatne nadgarstki, ramiona i nawet biceps. To oczywiste, że wcale mu się nie poprawia. Można by nawet uznać, że jest z nim coraz gorzej.
Liam podnosi się lekko na krześle, gdzie siedzi obok Harry’ego. Podciąga swoje rękawy i Harry w końcu widzi oraz rozumie o jakiej traumie mówili. Jego ręce pokryte są bliznami pooparzeniowymi. Harry stara się nie gapić, ale przez to, że chłopak ukrywał to tak długo, lokaty zaczyna zastanawiać się jeszcze bardziej co mu się stało.
-Jedz. –Liam mówi do Nialla, a twarze pozostałych kamienieją by spotkać czekoladowe spojrzenie oczu Liama.
Zayn sięga przez stół i chwyta go za nadgarstek.
-Liam? Możesz powiedzieć coś więcej? Dla mnie? –Mówi miękko, słychać desperację w jego głosie, kiedy próbuje wyciągnąć z chłopaka chociażby jedno, dodatkowe słowo.
Liam jedynie opuszcza głowe i zaciska mocno usta. Niall powoli przeżuwa kawałek steka. Harry obserwuje go kątem oka. Blondyn zjada prawie całą porcję, nawet jeśli po tym czuje, że zaraz zwymiotuje. Harry dostrzega błądzący po twarzy Liama uśmiech zadowolenia i dumy.
*
Zayn znowu szkicuje coś w zeszycie, który zdaje się nie mieć końca, podczas gdy tej nocy Harry po prostu leży w łóżku. Spogląda na bezkształtny sufit, który mieni się odcieniami ciemności. Jedyne źródło światła to lampka na biurku Zayna, która oświetla tylko jego szkicownik. Harry wyobraża sobie, że właśnie obserwuje nocne niebo. Gwiazdy, które płoną jasnością pośród nieskończonej otchłani. Brakuje mu nocnego nieba, gwiazd i księżyca. Chciałby mieć coś jak te gwiazdy, coś co rozjaśni ciemną otchłań jego myśli. Coś co pozwoli mu zapomnieć o bólu, choćby na chwilę.
Nagle Zayn wyrywa kartkę z zeszytu, zamykając go. Starannie układa ołówki na biurku. Sięga po rolkę taśmy i ostrożnie przykleja rysunek na ścianę nad jego łóżkiem. Harry przerywa swoje głębokie myśli i przekręca się by spojrzeć w jego kierunku.
To Liam. Jego oczy są jasne, rozświetlają całą twarz, na której widać szeroki, szczery uśmiech. Oczy marszczą się w kącikach. Zaynowi naprawdę udało się uchwycić szczęście chłopaka na rysunku. Szczęście, którego Harry nie widział na jego twarzy w prawdziwym życiu. Albo Zayn jest wspaniałym artystą, albo…
-Znałem Liama, zanim tu trafiliśmy. –Mówi nagle. Czuje, że Harry się na niego gapi, więc wie, że czeka na wyjaśnienia.
-Ja byłem pierwszy. Moje ZOK było tak zaawansowane, że nie mogłem robić dosłownie nic. Ale potem Liam stracił rodzinę w pożarze. Nie mówił, nie jadł, nie spał, nie robił nic. Nikt nie wiedział co z nim zrobić, więc wujek wysłał go tutaj. –Wzdycha, odwracając się do portretu.
-Nie widziałem jego uśmiechu tak długo, że prawie go zapominam. Brakuje mi go. Nadal go kocham.
Harry otwiera usta by coś powiedzieć, ale wtedy słyszy jak Zayn cicho płacze. I tak nie wiedziałby co powiedzieć. Zayn kocha Liama, a jedyne o czym Harry może teraz myśleć to to, że Liam uśmiechał się dziś kiedy Niall zjadł swój obiad. Wraca do gapienia się w sufit. Tym razem myśli o bliznach Liama, zastanawia się czy jego rodzina wysyła mu jakąkolwiek siłę. Dla Zayna zresztą też, bo widać, że ten chłopak cierpi razem z nim.
*
Harry nie mówi zbyt wiele. Nie tak jak Liam, nie aż tak ekstremalnie mało, ale wyraźnie jest bardzo cichy. Nie lubi dzielić się tym co czuje, nie chce nikogo do siebie dopuścić. Harry jest typem osoby, która chowa wszystko w sobie. Woli zapakować swoje uczucia głęboko w środku, schować do pudełka i zakneblować. Trzyma swoje uczucia w puszcze Pandory, przepełnionej bólem. Czasami jednak, nie może opanować słowotoku, wszystko z siebie wylewa, nie rozumiejąc własnych słów. Po tym zazwyczaj czuje się pusty i zarazem pełny. Jak nowonarodzony.
To zdarza się podczas jednej z jego sesji.
Kiedy wchodzi do pokoju i zamyka za sobą drzwi i staje oko w oko, a raczej biel w biel, z doktor Russell. Ubrana jest w różowy top i ciemne spodnie, siedząc spokojnie na fotelu. Chłopak spodziewa się, że sesja ta, nie będzie różnić się niczym od pozostałych. 45 minut zadającej pytania doktor Russell, na które Harry odpowiada albo jednym słowem. Godzina potakiwania, z poduszką przyciśniętą mocno do jego piersi, podczas spoglądania na zegar. Znów odliczałby minuty do końca spotkania.
Nie spodziewa się jednak tego, że otworzy przed nią wspomnianą puszkę swoich uczuć, które dziś w nim narastają.
Siada na sofie i zdejmuje swoje szpitalne kapcie. Pomijając fakt, że jeszcze nie otworzył się przed tą kobietą, to zaczął czuć się całkiem komfortowo w jej towarzystwie. Poprawia głowę na poduszce i krzyżuje ręce na piersi. Jest zmęczony, a jego głowa boli. Ma nieodparte uczucie, że coś złego ma się wydarzyć. To sprawia, że jego serce szybciej bije, tak jakby siedział tam zespół rockowy.
-Dzień dobry Harry. –Mówi doktor Russell, w typowym dla siebie głosie. Chłopak zamyka oczy i bierze głęboki oddech, próbuje pozbyć się ścisku w jego klatce piersiowej, nieskutecznie.
-Jak się dziś czujesz?
Harry otwiera usta by jak zwykle odpowiedzieć „w porządku”, ale to kompletnie co innego opuszcza jego buzię.
-Nie mam pojęcia co tak ciągnie mnie do chłopaka, który gra na pianinie każdego popołudnia. Nie mogę przestać o nim myśleć.
Harry zaciska wąsko usta tak szybko jak słowa wydostają się z niego, ale jest już za późno. Wyraz twarzy doktor Russel mówi sam za siebie. Wygląda na rozczuloną i jednocześnie zaskoczoną i dumną. Harry jest przerażony. Wie, że nie powinien był mówić tego nikomu, nawet swojej terapeutce. Ironią jest to, że jest ona osobą, z którą powinno się dzielić różnymi rzeczami, ale nie takimi rzeczami.
Taka jest prawda. Harry nie może pozbyć się myśli o bezimiennym chłopaku. Nie wie o nim kompletnie nic. Nie wie nawet jak brzmi jego głos czy jaki kolor mają jego oczy, bo zawsze śledzą klawisze pianina. Natomiast jego muzyka, jego niesamowita zdolność naciskania palcami w odpowiednich bez patrzenia na nuty. Tak piękna i perfekcyjna, że nie możesz przestać słuchać. Melodia chłopca od pianina brzmi jakby wkładał w to całą swoją duszę. Harry chciałby mieć takie zdolności. Taką pasję, która pozwoliłaby mu jakoś przetrwać całe zło. Bezimienny chłopak zawsze słodko się uśmiecha kiedy gra. Niby to tylko muzyka, tylko hałas, ale ma tak wielki wpływ na Harry’ego, że mógłby siedzieć tam godzinami i bez końca, nie robiąc zupełnie nic innego. Nikt nigdy nie upomniał tego chłopaka, że zagłusza oglądanie filmu, wszystkim podoba się jego muzyka. Harry chciałby wiedzieć choćby odrobinę więcej o chłopcu, który zajmuje wszystkich swoją sztuka i tworzy dla nich miejsce, w którym można się uspokoić.
Szybkość bicia jego serca wymyka się spod kontroli, bo doktor Russell nic jeszcze nie odpowiedziała. Wie, że zrobił źle. Powiedział coś złego, a teraz wygląda jak spisany na straty dzieciak. Chciałby się zwinąć i zniknąć, udając, że nigdy nie istniał.
-Louis. –Oznajmia wkrótce kobieta. Harry nie bardzo wie o co chodzi, dopóki nie zdaje sobie sprawy, że to jego imię. Imię chłopca od pianina.
-Jest uroczym chłopcem, naprawdę. Jeśli czujesz to o czym właśnie mi powiedziałeś to po prostu spróbuj z nim porozmawiać.
Harry łapie jej spojrzenie, jego oczy są ogromne i widać w nich coś na kształt strachu i przerażenia.
-Co jeśli mnie nienawidzi?
Doktor Russel chichocze cicho i odpowiada.
-Nie nienawidzi cię. Po prostu z nim porozmawiaj, wszystko będzie w porządku.
Sesja trwa dalej, a ręce Harry’ego pocą się coraz bardziej i zaczynają drżeć. Jedyne na czym może się teraz skupić to rozmowa z chłopakiem, którego imię w końcu poznał.
*
Lunch prawie się kończy. Harry obserwuje sposób w jaki Zayn patrzy na Liama, patrzącego na Nialla, który wisi nad pół pustym talerzem. Połowa cheeseburgera leży na talerzu, wygląda dziwnie i nieapetycznie, bo pierwszym co zrobił Niall, było zjedzenie sałaty i pomidorów. Wystarczył uśmiech Liama i blondyn był w stanie zjeść połowę porcji, więcej nie da rady.
-Nie mogę. –Mamrocze, odsuwając od siebie jedzenie. Zayn patrzy na talerz z poirytowaniem. Przeszkadza mu to, że naczynie stoi nierówno na stole, ani na środku, ani w żadnej dobrej części. Przesuwa je więc z powrotem do Nialla.
-Próbowałem, naprawdę.
Liam patrzy na niego z czułym spojrzeniem. Widać, że jest z niego dumny. Wiedząc co robi, Harry widzi smutne oczy Zayna, który jest wyraźnie zraniony, bo to on chciałby być tym któremu Liam poświęcałby swoją uwagę. Coś mówi Harry’emu, że może i Zayn kochał Liama, ale Liam nigdy nie kochał Zayna. Nie w ten sposób.
Pielęgniarka wstaje by przyjrzeć się pacjentom. Zegar wybija drugą. Niall wstaje i wyrzuca resztę kanapki do kosza, ale ma świadomość, że przecież próbował.
Cała czwórka wychodzi ze stołówki, a ręce Harry’ego znów zaczynają się trząść. Przypomina sobie rozmowę z doktor Russell na poprzedniej sesji. Im bliżej jest do sali wielofunkcyjnej, tym bardziej słychać kojącą melodię, która dociera do jego uszu i rozgrzewa przyjemnie jego skórę. Kręci mu się w głowie na samą myśl rozmawiania z chłopakiem. Słowa doktor Russell odbijają się echem w jego głowie, wyzwalając w nim tyle pewności siebie by wejść do pokoju. Zayn, Liam i Niall poszli na dwór.
Jak zwykle chłopak o imieniu Louis, Harry zapomina czasami, że przecież zna jego imię, siedzi przy pianinie. Jego kasztanowe włosy zasłaniają jego twarz. Palce błądzą po klawiszach, a jego ciało buja się lekko w rytm muzyki, którą sam komponuje. Podchodząc bliżej, Harry widzi, że oczy Louisa są zamknięte, a on nosi okulary, to sprawia, że jeszcze łatwiej jest mu go podziwiać. Gra, jedną z najpiękniejszych melodii jakie Harry kiedykolwiek słyszał, nawet nie patrząc na klawisze. Jest naprawdę wspaniały.
Nie wie jak zacząć rozmowę, szczególnie dlatego, że Louis wydaje się być tak bardzo zajęty grą. Po prostu staje za pianinem, jego kolana ledwo dotykają zgięcia pleców Louisa. Czeka na przycichnięcie muzyki. Harry zastanawia się jak to możliwe, że chłopak nie ma zapalenia stawów przez sposób w jaki gra.
Wyciąga rękę i lekko stuka Louisa w ramię, nagle chłopak przestaje grać. Odwraca się by spojrzeć na Harry’ego. To pierwszy raz kiedy Harry może zobaczyć go w całości. Pierwszy raz kiedy widzi jak niebieskie są jego oczy, to nawet głębszy odcień od tych Nialla.
Louis jest przepiękny, nawet bardziej od Zayna, który jest piękny w ten mroczny sposób. Twarz Louisa wygląda jak twarz anioła, od czubka nosa, aż po wydętą wargę. Ma ostre kości policzkowe i wyrzeźbioną szczękę. Jego brwi są zmarszczone i wygląda na zdezorientowanego, a nawet na złego, ale jego prostokątne okulary i grzywka temu zaprzeczają. Harry czuje, że jego szczęka opadła na widok chłopaka, nie może nawet znaleźć odpowiednich słów.
Zamiast niego mów Louis. W sumie to nie mówi, on krzyczy. Dosłownie wybucha.
-Szukasz czegoś? –Wrzeszczy, na co Harry odsuwa się w tył. Czuje, że w tym momencie wszyscy odwrócili się by na nich spojrzeć. Czuje jak jego serce przyśpiesza, a dłonie zaczynają się pocić i drżeć. Jego pierś staje się coraz bardziej ciasna.
-Nie wiesz, że jeżeli ktoś coś kurwa robi, to nie przychodzisz po prostu i przeszkadzasz?! Nie myślisz o nikim innym tylko o sobie?!
Harry czuje, że jego czy zaczynają piec. Tak dawno nie płakał, ale czuje zbliżające się łzy. Louis nadal na niego krzyczy, co sprawia, że czuje się coraz gorzej.
-Nikt cię nie nauczył, że się ludziom nie przeszkadza?! Pewnie nie! Jesteś jakimś psem?!
-P-prze-przepraszam. –Bełkocze Harry, ale Louis nie pozwala mu dokończyć.
-Zejdź mi z oczu! –Krzyczy, Harry może poczuć jego ślinę na swojej twarzy. Jego wrzask jest tak głośny, że uszy Harry’ego zaczynają boleć. Zastanawia się dlaczego nikt nadal go nie odciągnął ani nie uspokoił.
-Jeśli znowu chcesz zepsuć mi grę, to lepiej tego nie rób wychudły kutasie!
Harry otwiera lekko usta, walcząc by łzy nie opuściły jego oczu. Nie udaje mu się to i dwie z nich spadają po jego policzkach, po jednej z każdego oka. Louis parska śmiechem. Drwi sobie z Harry’ego.
-Aww teraz dziecko się rozpłacze. –Kpi, a jego usta formują nieprzyjazny uśmiech.
-Dorośnij i zachowaj się jak pierdolony facet, a nie jak cipka!
W końcu Louis popycha Harry’ego. Chłopak potyka się do tyłu i niemalże upada na tyłek. Poprawia się i zaczyna płakać. Po prostu nie może tego znieść. Nie przywykł do tego, że ktoś znęca się nad nim w ten sposób. To nie powinno mieć miejsca, szczególnie nie w miejscu takim jak to, które powinno pomóc mu poczuć się lepiej.
-Proszę zostaw mnie samego. –Skomle cicho, ale Louis chwyta go za kołnierz koszulki, a Harry widzi jego unoszącą się w zwolnionym tempie pięść.
-Dostajesz teraz nauczkę, że nie przeszkadza się mi kiedy gram! –Wrzeszczy, ale zanim jego pięść spotyka policzek Harry’ego, dwaj pielęgniarze chwytają go od tyłu i wyprowadzają z pokoju.
Harry patrzy w oszołomieniu na to jak chłopak nadal się z nimi wykłóca, kopie i krzyczy kiedy go za sobą ciągną. Jego wrzask odbija się echem w umyśle Harry’ego. Zaczyna mu się kręcić w głowie, ledwo oddycha. Zdaje sobie sprawę, że nie wziął oddechu przez cały ten czas. Jego ciało zaczyna się trząść, czuje, że jego lunch próbuje wydostać się na zewnątrz z jego żołądka. Serce bije w zawrotnym tempie, poci się, a nogi się pod nim uginają. Zanim uświadamia sobie co właśnie robi, biegnie przez korytarz dopóki nie trafia do pokoju swojego i Zayna. Zatrzaskuje drzwi, stawiając krzesło pod klamką i kładzie się na łóżko, płacząc gorzko. Tak bardzo chce cofnąć czas, chce obudzić się z tego koszmaru. Zamiast tego zasypia niespokojnie, a zaraz po tym pielęgniarki dostają się jakoś do środka by sprawdzić czy nadal żyje.
Nie chce żyć.
Wszystkim czego chciał było powiedzenie Louisowi, że pięknie gra.
skomentuj ♡
Mam nadzieję, że trochę zaczynacie się przekonywać do tego opowiadania.
Based on the movie and the musical of the same name. Harry is a well known wedding singer who ironically gets stood up on his own wedding. Louis is a waiter who is engaged to the wrong guy. Harry helps him with the wedding plans and both realizes that they are falling for each other.
Feel The Chemicals Burn Into My Bloodstream - AO3, Chaptered (complete), fluff, smut, fave PLEASE READ THIS I LOVE IT SO MUCH ITS LONG BUT ITS WORTH IT!!
“Alright, alright. No need to bite,” Harry says, holding his hands above his head in a general gesture of surrender.
Louis quirks an eyebrow and his foot nudges Harry’s as he moves to sit straight. “If that’s what you think biting is, you’ve got another thing coming, Styles.”
Harry blinks at him before he feels his face flush and inside the marrows of his bones there’s pulses of heat, pulses of fire spreading through him. “Is that a threat, your Highness?”
“That’s a promise,” Louis answers just as the car halts to a stop. “One I intend to keep.”
Harry is a journalist with a lot of secrets and Louis is the future king of the United Kingdom; they live together for 60 days.
Harry is an accused rapist and murderer, and is placed into a mental rehab on plead of insanity. Louis Tomlinson, his therapist, tries to aid him to mental stability, but that requires more than just talking.