seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Morocco
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Sweden

seen from Netherlands
seen from United States
seen from United States
Oskubała firmę i uciekła. Jest list gończy
Oskubała firmę i uciekła. Jest list gończy
Bożena Micał (50 l.) miała spokojną i stabilną pracę, ale też lepkie palce do firmowych pieniędzy. Bezczelnie okradła swojego pracodawcę i uciekła. Teraz prokuratura w Ropczycach na Podkarpaciu wydała za nią list gończy. źródło informacji: FAKT Author:
View On WordPress
Gość.
Do Instytutu przybył Gość.
Wysiadł z helikoptera. Był wysoki i wąski jak stara topola. Gdy postawił pierwszy krok na lądowisku podmuch wiatru o mało nie wciągnął go w śmigła maszyny. Zobaczył niebezpieczeństwo, po czym uprzejmie dygnął i przytrzymał kościstą dłonią nieco śmieszne nakrycie głowy. Gest był pełen zrozumienia, jakby kłaniał się kolejnemu z praw fizyki, których usłużnie postanowił przestrzegać. Długa głowa Gościa wpadła głęboko się w kapelusz. Spod ronda blado zamigotały nerwowe oczka. Witający go profesorowie ruchami rąk przepraszali za wszystko.
Ja byłam tam przez przypadek, oficjalny komitet organizowała Grażynka z Działu Procesów. Ale to właśnie moją dłoń Gość uścisnął jako pierwszej. Zamigotał oczami, zaskoczony że przez rękawiczkę nie czuć ciepła mojej ręki.
Profesorowie szybko zabrali go do Laboratorium
Od razu stanęli przy Maszynie Ścieralności i zawstydzeni tłumaczyli problem przez dwie godziny. Widziałam to z pewnej odległości, bo znalazłam sobie miejsce przy bulgoczących kolbach. Niewiele słyszałam. Grażynka poczęstowała mnie biszkoptem z galaretką i truskawkami. Jadłam i patrzyłam jak Gość cierpliwie oddycha gdy inni do niego mówią. Wdech, pięć wyrazów, wydech, pięć wyrazów, koniec zdania, skinienie zaświadczające o skupieniu uwagi, początek nowego zdania, wdech, pięć wyrazów, wydech...
Po jakimś czasie wszyscy profesorowie zamilkli. Podłużny Gość nadal stał i oddychał jakby słuchał nieistniejącej muzyki. Niepewność, która zrodziła się z ciszy zaczęła niepokoić zebranych, a ja wyraźnie poczułam smak rozgryzanej właśnie truskawki. Przełknęłam ślinę wymieszaną z sokiem owocu spływającą do mojego gardła, a wtedy Gość wyciągnął cienką skórzaną teczkę, otworzył ją i zaczął wyjmować z niej kątowniki.
Teownik, ceownik, płaskownik, zetkownik.
Wyjął małą kulkę i zawiesił ją na cienkiej żyłce pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym. Przyjrzał się jej z uwagą. Drugą ręką wcisnął pękaty przycisk na pulpicie. Maszyna kaszlnęła i wyrzuciła z rury kłębuszek fioletowego dymu. Dym płynąc w powietrzu uformował się w kształt bujnego męskiego zarostu, którego od dawna nikt nie strzygł, ani nie czesał. Kulka rozpięta między palcami zadrgała nerwowo. Obłok zbladł i zrobił się niewidzialny. Gość chwycił w dłoń potężny płaskownik i przez chwilę wraz z trzymanym przedmiotem wyglądał jak wielka litera H.
Gość w kształcie litery H skłonił się w pół i podniósł przód Maszyny. Wepchnął metal pod spód. Położył Maszynę na płaskowniku. Wszyscy tkwili w bezruchu, stężało powietrze i zaległa cisza. Gość spojrzał na konstrukcję, naburmuszył się, nadął wargi i wypuścił powietrze. Z jego ust wydobyło się cichutkie sympatyczne „poh...”.
Nacisnął twardą gumę przycisku raz jeszcze. Maszyna zaczęła się rozpędzać z miłym narastającym szmerem, jakby pomrukiem górskiego wiatru. Po chwili dźwięk przerodził się w drażniący zgrzyt. Gość naburmuszył się ponownie, a nawet nasrożył, a zgromadzeni wokół profesorowie spojrzeli na niego z wyrazem najszczerszego lęku. Nagle szybkim ruchem chwycił kulkę zawieszoną na żyłce i cisnął nią z całych sił w hałaśliwe urządzenie. Pocisk uderzył w kryształowy pulpit, który roztrzaskał się na tysiąc kawałków. Tłum westchnął, a Szczepan z Działu Nazewnictwa ukrył twarz w dłoniach. Maszyna podskoczyła niezgrabnie i z rury wypadł kołtun włochatych farfocli, które piszcząc rozpierzchły się skrywając swe ciałka w ciemnych kątach Laboratorium. Maszyna wróciła do przyjemnego "Mmm...", a Gość rozchmurzył się pierwszy raz od przyjazdu. Jego uśmiech wyglądał jak promień słońca łamany przez spokojną falę jeziora. Z rury maszyny wypłynął gęsty zielony dym, który zaczął wić się po podłodze i zaplatać się w precyzyjne warkocze. Szczepan pierwszy krzyknął: "Hurra!", a inni podchwycili i unieśli na rękach gościa, który o mało co nie zahaczył głową o lampę niezdarnie wiszącą u sufitu.
Odłożyłam talerzyk z niedojedzonym biszkoptem, który nasiąkł resztkami rozgrzebanej galaretki. Grażynka położyła mi dłoń na ramieniu. "Wszystko będzie dobrze" powiedziała.
CDN