Walentynki według Love 5
Love 5 był konwentem dla zakochanych, w powietrzu czuć było miłość, a także smród nieogarniętego syfu jaki nasz fandom nie widział od czasów afery Magiconu- ten temat rozszerzę w następnym artykule. Na sam początek, opowiem Wam o samej imprezie.
Jak na konwent improwizowany, czyli taki do jakich przyzwyczaiła nas firma "Miohi", która notabene od roku jest na skraju bankructwa (niestety, straty w imprezach przewyższają zyski), nie było tak źle. Oczywiście muszę podkreślić fakt, że był to jeden z konwentów z pudełka, gdzie większość, bo ponad 70-80% atrakcji była prowadzona przez PZTA, które ciągnie kasę od naszej wspaniałej firmy za gównianą robotę. Nigdy nie zrozumiem tego fenomenu. Zgłaszają się do mnie fajne osoby, które ZA DARMO zrobią dla mnie atrakcje (bo co to dla mnie taka jedna wejściówka na konwent), konwentowicze poczują falę nowych atrakcji, sumiennie przygotowanych przez ludzi, którzy się naprawdę starają, to nie! Lepiej wydać po 200 złotych na 5-10 leniwych dup, którzy nie dość, że obrażają uczestników, to sami nie prezentują wysokiego poziomu intelektualnego.
Jeżeli już mowa o PZTA (związkiem to oni są w snach), powiem Wam dlaczego nie warto zgłaszać atrakcji na konwenty "Miohi" i bez sensu się denerwować. Specjalnie dla naszych "Twórców Atrakcji" wypunktuję to, żeby nie pogubili się w tym tekście, bo jeszcze nie poradzą sobie z czytaniem podczas kradnięcia kolejnej atrakcji od ludzi, którzy się do nich przykładają:
21 Stycznia – Informacja o Love 5 trafia do sieci. Automatyczna informacja o 4 (sic!) salach dla PZTA i automatyczna akceptacja atrakcji ze strony firmy.
22 Stycznia – jak w zegarku publikacja na “tajnej grupie” planu atrakcji o jednoznaczniej nazwie pliku “Miłość 5- We won't bankrupt - The Plan “.
PZTA otrzymuje automatyczną akceptację na każdy konwent firmy "Miohi" oraz dodatkowe wsparcie pieniężne od Ciasnej Oli za prowadzenie sal oraz "premie".
Szkoła pod Love 5 była wybrana przemyślanie, a jednocześnie bezmyślnie. Budynek należy do Wyższej Szkoły Zarządzania (zapłacili około 15 tys. zł), co daje nam o wiele więcej możliwości- chociażby, przez przypadek, nie może zadzwonić do szkoły zatroskany rodzic, który dziwi się, że takie pornograficzne imprezy odbywają się w placówce, do której uczęszcza jego dziecko. Było to zabezpieczenie takie, jakie jest stosowane w Krakowie podczas Magnificonów- nikt "Miohi" nie wyprosi z Hali TS Wisły, bo zapłacili, koniec sprawy. Po drugie, takiej szkoły nie "spalisz" co to oznacza? Można w niej zrobić po raz kolejny imprezę. Krążą jednak nieoficjalne plotki, że Ciasna Ola chce zrezygnować z orgowania i Love 5 był jej ostatnim konwentem jako organizacja. Szczerze powiedziawszy, ile bym się z niej nie nabijał, ona trzyma firmę w ryzach. Bez niej rozpadnie się to wszystko jeszcze szybciej.
Dlaczego placówka ta była wybrana bezmyślnie? Brak warunków sanitarnych do prowadzenia takiej imprezy. Na uczelniach wyższych budynki AWFu są jedynymi budynkami wyposażonymi w prysznice. Ale cóż to za problem, przecież firma może spokojnie zamówić kontenery, prysznice na świeżym powietrzu, będzie zabawa! Cieszcie się, że tej zimy nie było takich mrozów, bo by Wam dupy poodpadały podczas mycia się. Przeziębienie gwarantowane, w porównaniu z B 5, gdzie w nocy było o wiele cieplej. Choć budynek wyglądał pięknie na zdjęciach, był po prostu za ciasny. Dla wystawców był to konwent udręk i ściskania się na korytarzach. Jak na tak mały konwent jakim jest Love, było ich po prostu za dużo. Uczestnicy kradli na potęgę. Przykładem jest sklep z mieczami, na którym skradziono jedną z droższych broni. Ochrona, która była poinformowana natychmiastowo, powiedziała, że jest już za późno i ta osoba na pewno już uciekła. Dziękujemy za pomoc! Mówiąc już o ochronie, w nocy postanowili się bawić alkomatem i zmuszali ludzi do dmuchania, choć w ogóle nie mają takich uprawnień! Pamiętajcie o tym, jeżdżąc na jakikolwiek konwent! Niestety, wielu wystawców przeklina imprezę jako najbardziej stratny konwent, choć jeszcze rok konwentowy na dobre się nie rozkręcił. Wyjątkowym wystawcą był Der- znany z B-Teamu. Prowadził "Bubble Tea u Dera", gdzie ceny były niesamowicie małe, a efekt przeczyszczenia i grypy żołądkowej murowany!
Chciałbym też poruszyć fakt traktowania konwentowicza jak bydło. Oznakowanie, brak zabezpieczenia danych, o czym będzie w moim następnym artykule, a przede wszystkim nauka grania w tetris in real life.
Jadąc na ten konwent, uczestnik musiał mieć świadomość, że będzie wykorzystywał wszystkie swoje zmysły, aby nie zdeptać współkonwentowiczów w 2 salach, gdzie mieściły się sleepy. Szczęście miał ten, który nikogo nie podeptał i nie został podeptany. Później otworzono dwie dodatkowe sale na sleepy, które i tak zostały szybko przepełnione. Dodatkową atrakcją prowadzoną przez rozwydrzonych konwentowiczy, było wyrzucanie toreb i plecaków sobie nawzajem przez okna- ochrona oczywiście miała to głęboko w dupie.
Co do złodziejstwa na konwentach- niestety, jest coraz gorzej. Nie tylko wystawcy są poszkodowani. Portfele, ubrania, kosmetyki, buty... W tym momencie gimbaza jest w stanie ukraść Wam wszystko.
Z konwentu na konwent, firma robi coraz gorsze imprezy. Ludzie są traktowani jak wyciskarka pieniędzy, mydlą nam oczy pięknymi budynkami, które nie są dostosowane pod imprezę, PZTA robi gówniane, ukradzione atrakcje, złodzieje się mnożą... Tak, piszcie dalej, że socjal zajebisty, bo i tak nic innego nie możecie określić tym mianem... Specjalnie dla Oli- miłego pobytu za granicą, mam nadzieję, że pokażesz zagranicznym facetom, iż jesteś kobietą z ciężką ręką i wagą.
















