MateriaFest - Behemoth
Najwyższa pora opisać to co było w centrum zainteresowania. Występ polskiej death metalowej kapeli pomimo wielu protestów i modlitw doszedł do skutku.
Z góry zaznaczę, że nie jestem fanką Behemotha głównie z powodu mojej awersji do skandali i niepotrzebnego szumu. Miałam parę podejść do słuchania ich, ale nie dosłuchałam "The Satanist" do końca i zaprzestałam tych prób. Oczywiście dałam nim czysta kartę aby usłyszeć ich po raz pierwszy na żywo i przekonać się co sobą zaprezentują.
W bardzo dobrym humorze po świetnym koncercie Riverside ruszyłam wraz z Hubertem pod scenę. Po doświadczeniach z Woodstocku, które były bardzo pozytywne sądziłam, że miejsce pod sceną zagwarantuje nam obecność największych fanów, a nie pijanych pozerów. Oczywiście ta tendencyjna już wypowiedź sugeruje, iż było dokładnie odwrotnie. Stałam w drugim rzędzie od barierek przede mną bodajże para, obok mnie również. Obserwowałam sobie kulturalnie rozstawianie sprzętu i zaczęła się schodzić dzicz. Przede mnie nagle władowała się dziewczyna ponieważ znała się z parą po mojej lewej, skazana zostałam na wąchanie jej tłustych włosów przez resztę wydarzenia bo udawała głuchą gdy prosiłam o zmianę miejsca. Po mojej prawej znaleźli się nagle bardzo, bardzo pijani i/lub coś więcej panowie po pięćdziesiątce. Jedna z najlepszych ich wypowiedzi: "Jak zobaczę w końcu zaraz Behemotha to już tylko mi się marzy zobaczyć Morbid Angel". Ze względu na to jak się rozpychali mój chłopak musiał przejść i stać z mną.
Zaczął się koncert. Pod scenę zaczęli się pchać pijani ludzie. W połowie pierwszego kawałka było masakrycznie ciasno, a za nami ciągle ktoś się rozpychał. Miałam wrażenie, że próbują rozkręcić pogo tuż pod sceną. Bez sensu, wiem. Pogo na Behemocie to jak...
Panowie za nami zaczęci się mocno popychać i to głownie na nas. Jakoś dałam radę zrobić jedno dobre zdjęcie zanim dostałam pięścią w głowę z wylgarnymi krzykami o zabraniu telefonu. Wszyscy w okół też kręcili a ja robiąc jedno zdjęcie dostałam po łbie. Mój chłopak tego nie zauważył jak ustaliliśmy potem. Stał za mną mając na plecach worek otrzymany jako gadżet przy zakupie biletów. Jeden mężczyzna rozpychał się co raz gorzej i w końcu Hubert się zdenerwował i cofną się raptownie krzycząc, żeby się uspokoili. Uznali to chyba z początek dobrej zabawy bo zaczęli się gorzej rozpychać. Dziewczyna, której mój telefon tak przeszkadzał wyparowała a mężczyzna, którego mój chłoptak odepchnął wyraźnie się go wystraszył bo zaczął się chować za innym jeszcze bardziej pijanym facetem i to jego popychał teraz na nas. W trakcie kolejnej próby odepchnięcia ich podarli ulubioną kurtkę Huberta. Wściekliśmy się niesamowicie i postanowiliśmy odejść na tył publiki.
Odeszliśmy może dziesięć metrów i nagle zrobiło się luźno. Wszyscy stali i kulturalnie słuchali muzyki. Jakbyśmy nagle przenieśli się w inny wymiar. Oczywiście w tym miejscu gdzie staliśmy dalej był kocioł. Wystaliśmy resztę koncertu gdzieś w odległości podobnej do miejsca technicznego. Powoli się uspakajaliśmy po tych zdarzeniach. Przeszedł obok nas jeden chłopak i coś powiedział do Huberta. Wiecie co powiedział? “Trzeba było mu przyj*bać. Będzie się taki cwel pod sceną rozpi*rdalał”.
Co zauważyłam pod sceną to, że Orion ma niesamowicie grube palce. Cytując Huberta “Bałbym się dostać tą łapą”. Naprawdę ludzie te łapy są gigantyczne jakby pracował na roli od siódmego roku życia. Z pozytywnych rzeczy muszę przyznać, że ostatni numer był świetny. Może dlatego, że w końcu mogłam się wsłuchać w tą muzykę.
Podsumowując ten arcydługi wywód. Koncert pełna klasa a publiczność, którą przyciągnął ten zespół była co najmniej żałosna.













