#beer #whisky #jackdaniels #watch #drum #drumkit #drumset #drummer #drummergirl #metal #metaldrummer #metalband #metalhead #metalgirl #rockgirl #cymbals
almost home
art blog(derogatory)

blake kathryn
taylor price
noise dept.

Kiana Khansmith
dirt enthusiast
No title available
Jules of Nature
Acquired Stardust
🪼
Peter Solarz

oozey mess

tannertan36
Lint Roller? I Barely Know Her

No title available
hello vonnie

JBB: An Artblog!

ellievsbear
I'd rather be in outer space 🛸

seen from Germany

seen from Türkiye
seen from Trinidad & Tobago
seen from Portugal

seen from Malaysia

seen from Mexico

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from Serbia

seen from United States

seen from United States
seen from Australia
seen from United States
seen from Germany

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
seen from United States
@pani-ejt
#beer #whisky #jackdaniels #watch #drum #drumkit #drumset #drummer #drummergirl #metal #metaldrummer #metalband #metalhead #metalgirl #rockgirl #cymbals
Najważniejsze zasady ćwiczenia gry na perkusji
Z góry zakładam, że możesz się z tym zgadzać lub nie. Rutyna jaką sobie przyjąłeś ćwicząc nie musi być taka jak moja i może działać. Są to jedynie pewne wnioski, które po paru latach gry przyszły mi do głowy.
1. Ćwicz z metronomem
Pewnie stwierdzisz, że Ameryki nie odkryłam, ale są momenty w których zapominamy o tym denerwującym kliku i gramy “na czuja”. Po ukończeniu szkoły muzycznej i katowaniu “rudimentów” z metronomem zachciało mi się wolności od niego skoro nikt nade mną nie stał i nie kazał mi go używać. Przez prawie rok grałam na zestawie (dodatkowo porzuciłam granie na samym werblu jako iż po 4 latach miałam go dość) bez metronomu głównie wraz z czyimiś utworami lub z innym muzykiem. Jak granie do czyjegoś kawałka nie jest najgorsze bo w końcu oni grają do metronomu tak granie z kimś “dżemując” dla zabawy było jedynie dobre dla poprawy współpracy z innym instrumentem a nie poprawy mojej gry. Powróciłam do tego irytującego kliku kiedy musiałam nagrać demo mojej pierwszej kapeli. Niewyobrażalnie trudny powrót i katowanie dobrze znanej partii na nowo. Jeśli nie jesteście w stanie wykorzystywać go na próbach zespołu (nie potrafiłam bardzo długo grać z metronomem i moimi gitarzystami ale teraz wiem, że to był ich problem bo aktualnie zniknął) to ćwicz te partie sam z metronomem po próbie. Poprawisz je jednocześnie bo usłyszysz wiele kwasów, które na próbie bez klika przeszły.
2. Nie graj pojedynczo danymi kończynami
Gdy swego czasu byłam zmuszona do nauki gry na pianinie w trakcie mojego ćwiczenia do salki wszedł mój profesor perkusji i nieco mi pomógł. Nauczyłam się grać prawą rękę melodię i lewą ręką akordy, ale nie umiałam tego połączyć. Straciłam wiele czasu na naukę etiudy jedną i drugą ręką, a nie umiałam jej zagrać. Dla dziesięciolatki to może dość nieoczywiste i być może dla Ciebie to nie tajemnic, że ćwiczenie tego bardzo bardzo bardzooooo powoli ale obiema rękoma naraz szybciej doprowadziłoby mnie do sukcesu. Tak też jest w przypadku perkusji, a przede wszystkim nóg co jest moim problemem. Ćwiczyłam podwójną stopę grając najprostsze ćwiczenia, które kiedyś grałam na werblu i zaczęło to dawać efekty. Nie wiedzieć czemu gdy próbowałam połaczyć dość wolne szesnastki z prostym bitem hi-hat>werbel nagle ręce grały swoje a nogi swoje. Nic bardziej frustrującego kiedy nie potrafisz zrozumieć dlaczego tak się coś pie*doli. Prosta rada cokolwiek grasz nogami dorzuć proste uderzenia w werbel i obręcz aby nie zagłuszać bębna basowego. Również ćwicząc werbel dodaj pulsowanie którąś nogą.
3. Nie zachwycaj się sobą
Hmmmm... To czasem trudne dla perkusisty, ale trzeba się postarać i to ominąć. Chodzi mi o granie w kółko czegoś co już umiesz i lubisz. Ja wiem, że fajnie jest się wyluzować i pójść pograć dla przyjemności. Nie twierdzę, że tak nie należy robić. To konieczne, aby dalej kochać ten instrument i mieć czasem odrobinę przyjemności. Nie rób jednak tego zbyt często bo przecież zależy Ci na progresie a nie na staniu w miejscu i brzmieniu jak Phil Rudd do końca życia.
Oto moje najważniejsze zasady. Oczywiście jest ich mnóstwo i jeszcze więcej, które jeszcze się tu znajdą. A jakie są wasze złote zasady?
Fragment solo w najnowszym utworze Black Sun Crown. Pierwsze solo, pierwsze legalne piwo. Koncert osiemnastkowy zaliczony.
Moje eksperymenty z włosami doprowadziły mnie do koloru moich oczu co odkryła jedna z moich koleżanek. Jasno miedziane w połączeniu z niebiesko zielonymi końcami. Utrzymajmy tej efekt i udawajmy, że tak miało być.
Poza tym mam kolczyk w wardze, o którym nie omieszkam nie wspomnieć w niedalekiej przyszłości.
Pomiędzy perkusistką a perkusją
Jest środa i jakimś cudem jedyne co muszę zrobić to pranie, a nie rozchód materiałów w przedsiębiorstwie “x”, strukturę sprzedaży w przedsiębiorstwie “y”, poprzekształcać parę wykresów funkcji logarytmicznej i zapamiętać po co były opisy przyrody w “Panu Tadeuszu” (ekonomik pozdrawia). Wstawiłam pranie i z kawusią opływającą moje serduszko opowiem wam o jednej z lepszych, choć małych, inwestycji w moją pasję.
W moje rączki wpadły pałki Promark Firegrain w wersji ukochanej przeze mnie czyli 5A. Zakupiłam je spontanicznie w DrumCenter, a główny cel tamtych zakupów niedługo również tu się pojawi. Jako iż sprawdzam stronę DC regularnie od czasu przegapienia warsztatów z Aniką Niles to moim oczom często się ukazywała reklama tego produktu. Musiał być więc istotny.
Bardzo rzadko łamię pałki (średnio raz na pół roku) chyba, że to Vic Firth, których o ironio dostałam naklejki od DC, to wydanie większej sumki na te dwa kawałeczki drewna mnie nie boli bo wiem, że będą mi towarzyszyć dość długo. Konwersacja przy kasie była dość krótka acz treściwa. Sprzedawca: “Chcesz kupić jedną parę pałek za 69 zł ze świadomością iż grasz metal?”. Ja: “Kosztują 68 zł.”. Sprzedawca: “No tak to duża różnica. Ok. Dorzucam do rachunku.”
Od razu zagrałam nimi koncert 30 września, który odbył się z okazji moich urodzin. Pokochałam je od pierwszego uderzenia. Po pałkach wypalanych w ogniu spodziewałam się że będą sztywne i suche, natomiast w trakcie gry odczuwałam jakby były giętkie. Zważywszy na fakt że są dość cienki są również ciężkie co mi zazwyczaj dodaje kopa. Środek ciężkości znajduje się nieco poniżej białego paska czyli po środku. Może to ciężar i środek ciężkośsi sprawiły iluzję sprężystości. Dodatkowo są ciemne jak moja dusza. Zdjęcie powyżej pokazuje je po koncercie i paru próbach. Trudno nadać im jakichś większych uszkodzeń pomimo grania dużej ilości rimshotów.
Skoro wspominałam już, że rzadko łamie pałki to oto jak prezentuje się moja kolekcja używanych od ponad roku pałek. Już zrobiłam odświeżenie a aktualną bratnią duszą stały się wyżej zachwalane Promarki.
W jednym z najnowszych nagrań ukochanego przez wszystkich Cobusa, tworzy on sztukę właśnie opisanymi Firegrainami.
Sto lat! Gratuluję. Nie umieraj.
Mój współlokator
A kogo my to spotkaliśmy na Materiafest.
The Sixpounder ladies and gentlemen ! ! !
MateriaFest - Behemoth
Najwyższa pora opisać to co było w centrum zainteresowania. Występ polskiej death metalowej kapeli pomimo wielu protestów i modlitw doszedł do skutku.
Z góry zaznaczę, że nie jestem fanką Behemotha głównie z powodu mojej awersji do skandali i niepotrzebnego szumu. Miałam parę podejść do słuchania ich, ale nie dosłuchałam "The Satanist" do końca i zaprzestałam tych prób. Oczywiście dałam nim czysta kartę aby usłyszeć ich po raz pierwszy na żywo i przekonać się co sobą zaprezentują.
W bardzo dobrym humorze po świetnym koncercie Riverside ruszyłam wraz z Hubertem pod scenę. Po doświadczeniach z Woodstocku, które były bardzo pozytywne sądziłam, że miejsce pod sceną zagwarantuje nam obecność największych fanów, a nie pijanych pozerów. Oczywiście ta tendencyjna już wypowiedź sugeruje, iż było dokładnie odwrotnie. Stałam w drugim rzędzie od barierek przede mną bodajże para, obok mnie również. Obserwowałam sobie kulturalnie rozstawianie sprzętu i zaczęła się schodzić dzicz. Przede mnie nagle władowała się dziewczyna ponieważ znała się z parą po mojej lewej, skazana zostałam na wąchanie jej tłustych włosów przez resztę wydarzenia bo udawała głuchą gdy prosiłam o zmianę miejsca. Po mojej prawej znaleźli się nagle bardzo, bardzo pijani i/lub coś więcej panowie po pięćdziesiątce. Jedna z najlepszych ich wypowiedzi: "Jak zobaczę w końcu zaraz Behemotha to już tylko mi się marzy zobaczyć Morbid Angel". Ze względu na to jak się rozpychali mój chłopak musiał przejść i stać z mną.
Zaczął się koncert. Pod scenę zaczęli się pchać pijani ludzie. W połowie pierwszego kawałka było masakrycznie ciasno, a za nami ciągle ktoś się rozpychał. Miałam wrażenie, że próbują rozkręcić pogo tuż pod sceną. Bez sensu, wiem. Pogo na Behemocie to jak...
Panowie za nami zaczęci się mocno popychać i to głownie na nas. Jakoś dałam radę zrobić jedno dobre zdjęcie zanim dostałam pięścią w głowę z wylgarnymi krzykami o zabraniu telefonu. Wszyscy w okół też kręcili a ja robiąc jedno zdjęcie dostałam po łbie. Mój chłopak tego nie zauważył jak ustaliliśmy potem. Stał za mną mając na plecach worek otrzymany jako gadżet przy zakupie biletów. Jeden mężczyzna rozpychał się co raz gorzej i w końcu Hubert się zdenerwował i cofną się raptownie krzycząc, żeby się uspokoili. Uznali to chyba z początek dobrej zabawy bo zaczęli się gorzej rozpychać. Dziewczyna, której mój telefon tak przeszkadzał wyparowała a mężczyzna, którego mój chłoptak odepchnął wyraźnie się go wystraszył bo zaczął się chować za innym jeszcze bardziej pijanym facetem i to jego popychał teraz na nas. W trakcie kolejnej próby odepchnięcia ich podarli ulubioną kurtkę Huberta. Wściekliśmy się niesamowicie i postanowiliśmy odejść na tył publiki.
Odeszliśmy może dziesięć metrów i nagle zrobiło się luźno. Wszyscy stali i kulturalnie słuchali muzyki. Jakbyśmy nagle przenieśli się w inny wymiar. Oczywiście w tym miejscu gdzie staliśmy dalej był kocioł. Wystaliśmy resztę koncertu gdzieś w odległości podobnej do miejsca technicznego. Powoli się uspakajaliśmy po tych zdarzeniach. Przeszedł obok nas jeden chłopak i coś powiedział do Huberta. Wiecie co powiedział? “Trzeba było mu przyj*bać. Będzie się taki cwel pod sceną rozpi*rdalał”.
Co zauważyłam pod sceną to, że Orion ma niesamowicie grube palce. Cytując Huberta “Bałbym się dostać tą łapą”. Naprawdę ludzie te łapy są gigantyczne jakby pracował na roli od siódmego roku życia. Z pozytywnych rzeczy muszę przyznać, że ostatni numer był świetny. Może dlatego, że w końcu mogłam się wsłuchać w tą muzykę.
Podsumowując ten arcydługi wywód. Koncert pełna klasa a publiczność, którą przyciągnął ten zespół była co najmniej żałosna.
Kiedy basista wymyśli beat a ty przez 3h to rozkminiasz i w końcu ogarniasz.
MateriaFest 2017 cz. 2.
Teraz czas na nieco bardziej udaną część tego festiwalu. Mam wrażenie, że jestem zbyt krytyczna momentami, więc zaznaczam, że bawiłam się świetnie przez cały prawie czas.
Jak już można było się domyślić powoli staję się fanką Materii. Zaczęło się na Woodstock’u tak na poważnie. Zespół po raz pierwszy zobaczyłam w “Szansie na Sukces”, a potem w “Must Be The Music”. Co do tego drugiego: muszę przyznać, że wybrali świetne kawałki aby się dobrze pokazać. Jednak wróćmy do festiwalu. Chłopaki weszli na scenę i nawet słońce się w końcu pokazało. Dali świetny koncert. Mam wrażenie, że setlista była identyczna jak na Woodstock’u, a przynajmniej w większości taka sama. Usłyszałam wszystkie kawałki, które lubię, czyli m.in “Air”, “B17″, “Shayba”, “Vandals”, “Give Me Some Free”. Zmieniłam w trakcie koncertu położenie. Muszę teraz pomarudzić bo nienawidzę barierek o środku. To tak usypia publikę, którzy boją się w nie wpaść i dzieli ludzi na sektory. Mogło być większe pogo gdyby nie to, ale jak to mówią nie można mieć wszystkiego. Wracając do występu to chłopaki chyba mają już w zwyczaju nie mówić nic poza dziękowaniem znajomym, taki znak markowy.
Na scenę wkroczyła ekipa ILLUSION. Co tu dużo mówić. Chyba każdy wie co grają i wiedzą, że to dobre. Na mnie taka muzyka działa oczyszczająco. Żadnych zmartwień tylko bardzo przyjemne bujające riffy. Konferansjerka Lipy za każdym razem nie rozwalała. Humor mi się tak poprawił pomimo tej smutnej pogody.
Riverside pojawiło już prawie w ciemnościach. Podjęłam bardzo ciekawą decyzję idąc na ich koncert. Nie słyszałam wcześniej żadnego utworu i wytrwałam w tym aż to ich występu. Wiedziałam z barwnych opowieści mojego chłopaka i innych znajomych, że grają oni progresywnie, że trochę jak Purcupine Tree. Zapowiadało się dobrze. Przez pierwszych 20 minut biłam się sama ze sobą czy mi się to podoba czy nie. Abym pokochała zespół musi być dobry perkusista, charyzmatyczny i nietuzinkowy wokal, a reszta ma trzymać poziom. Problem miałam z wokalem. Nie wiem czy to kwestia ilości słuchanej przeze mnie muzy czy rzeczywiście tak jest, ale powoli wydaje mi się wszystko brzmieć tak samo. Wokal był dobry, ale nie urzekł mnie. Po pewnym numerze stwierdziłam, że on śpiewa chyba w złej dla siebie skali. Lepiej jego głos się prezentuje przy wyższych dźwiękach, a jednak uparcie śpiewał ciągle dość nisko. Mogę się mylić. Moje serca skradła podświetlana na różne piękne kolory perkusja. Ogólnie Riverside nadało tak błogiego klimatu. Na Illusion poprawił mi się humor tak na nich totalnie odpłynęłam.
To na tyle teraz a już za chwilę relacja z występu Behemotha.
Ach ten bicek!
MateriaFest 2017 cz. 1.
Tyle protestów, tyle sprzeciwów, tyle bezsensownej paplaniny... Oczywiście nie na temat całego wydarzenia a jednego zespołu, który moim skromnym zdaniem myślałam, że już cebulaków nie podnieca swą obecnością a jednak, ale o tym później.
Bilety na ten jednodniowy festiwal zakupiłam na zlocie w Bornym ( https://tinyurl.com/yde9pkty ). Promocja tego wydarzenia była całkiem spora. Mieszkam w Bydgoszczy a plakatów było multum. Bilety, pomimo tego były całkiem tanie czyli 60 zł oraz ze względu na miejsce zakupu dostałam woreczki/plecaczki. Całkiem gustowne, ale niestety jeden zakończył swój żywot w Szczecinku (spróbujemy go reanimować bo ładny jest).
Stefa gastro była na dość wysokim poziomie. Mój brzuszek się cieszył. I pełna kultura jeśli chodzi o “toalety”. Również satysfakcjonujące. Jedyne co oceniam na minus organizacyjny to zbyt duża strefa pod sceną bo ludzi nie było dość dużo aby zapełnić ją całą, więc w najlepszym momencie było zapełnione może 1/3 tej przestrzeni.
Pogoda podzieliła festiwal na sekcję supportów i gwiazd w bardzo ironiczny sposób. Deszcz i smutek vs. całkiem przyjemne słonecznko. W wydarzeniu na Facebooku została opublikowana kolejność zespołów wraz z dokładnymi ramami czasu. Cztery pierwsze zespoły dostały po 40 minut, trzy kolejne po 1,5 godziny, a Behemoth oczywiście bez większego limitu czasowego.
Przyjrzyjmy się teraz supportom.
Jako pierwszy wskoczył na scenę z około dwudziestominutowym opóźnieniem Spatial. Zespół całkowicie przeciętny grający szeroko pojęty metal jak to się ładnie mówi. Grają dobrze, równo, ale bardzo tuzinkowo. Typowy zespół na rozkręcenie koncertu. Wspomniałam, że mieli poślizg. To co się przez to wydarzyło na scenie było skandaliczne i co gorsze zbagatelizowane przez wszystkich pod sceną. Zespół został wulgarnie wygoniony ze sceny po jakichś 15 minutach. Mikrofony perkusyjne złapały ten krzyk na nich. Nawet nie przytoczę tych słów. Smutne i przykre zwłaszcza, że się rozkręcali i może mogli się okazać lepsi niż zdążyli pokazać.
Następnie już z mniejszym poślizgiem pokazał się zespół Shinigami. Oficjalnie ogłaszam, iż był to najlepszy zespół z puli wspierających. Pogoda nie dopisywała, więc zajęliśmy miejsce pod parasolem nieopodal namiotów z jedzeniem i cały ten koncert nie mogłam przestać się bujać. Panowie z Holandii grający death/trash zdobyli mój szacunek. Przyjemne w odbiorze i bardzo zawodowe granie. Niestety tak jak chyba każdy zespół przed Materią byli bardzo tuzinkowi (to chyba będzie moje nowe ulubione słowo).
Jedyne co mogę powiedzieć o zespole Koronal to tyle, że w moim odczuciu brzmieli jak okrojone Decapitated. Nie usłyszałam większości ich koncertu (szukaliśmy bankomatu), ale ten fragment, który słyszałam nie powalił mnie.
No i na koniec zespół Retrospective. Nie widziałam występu, ale bardzo dobrze go słyszałam. Padało cały czas słabiej lub mocniej, a wtedy padało najmocniej. Schowaliśmy się pod jedyny wolny parasol, a był ona za namiotami z jedzeniem toteż nic nie widzieliśmy. Na ich krótkim soundchecku usłyszałam heavy metalowy męski “pisk”/”krzyk” co bardzo mnie zniechęciło. Kiedyś już wspomniałam, że nie lubię heavy metalu. Zespół grał coś jednak bardziej rockowego. Nic odkrywczego. Dziewczyna na klawiszach i wspierającym wokalu. Kiedy przestało już tak mocno lać podeszliśmy pod scenę. I to co zobaczyłam... Zacytuję jeden tekst zasłyszany na jakimś rodzinnym obiadku. “Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.” Zespół wyglądał jak grupka obcych sobie ludzi grających trochę w GOK’u została skrzyknięta przez dyrektorkę żeby zagrali koncert. Sweterki w paski, jakieś kolorowe spodnie, pani za klawiszami miała jakieś dziwne bolerko i białe balerinki. No błagam o litość. Na koniec co załamało mojego chłopaka najbardziej i gadał o tym jeszcze przez dwa dni. <koniec koncertu> brawa> zbieranie sprzętu> wokalista sobie poszedł w pizdu> dziewczyna sama dźwiga klawisze. Umarłam, nie wstaję, zabierzcie mnie stąd. A co mnie rozbawiło. Jak znosiła sprzęt miała na ramieniu zawieszoną mała torebusię jak na wesele. Kolejny cytat, tym razem z kogoś innego. “Shame on you.”
To tyle na tą chwilę. Już niedługo reszta relacji.
Borne Sulinowo 2017 : Trzynasta w Samo Południe
Pojawiłam się na zlocie pojazdów militarnych zaproszona przez wcześniej wspomnianą Olę wraz z jej bratem Mateuszem i jej tatą. Wyjazd drugi raz w życiu pod namiot tuz po Woodstock'u. Czemu nie?
Pojechalismy tam UAZ'em milicyjnym z Ola i Mateuszem za kółkiem. Oczywiście taki pojazd przyciąga uwagę. Miny starszych ludzi gdy przejeżdżaliśmy obok - bezcenne. Trasa była całkiem przyjemna i bezproblemowa pomimo mojej choroby lokomocyjnej. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić producentów Aviomarinu.
Namiot wojskowy, w ktrórym można normalnie stać uważam za niezwykle luksusowy w porównaniu do tego z Woodstock'u. Udac się na taki zlot ze "starymi wyjadaczmi" było tak samo jak w przypadku w/w festiwalu roztropnym posunięciem. Oragnizacja i znajomość miejsca ułatwiła życie.
Mam jednak pewne "ale" do organizacji samego zlotu. Za korzystanie z obozowiska z samochodem militarnym płaciło się 50 zł od osoby a z reszty atrakcji takich jak chociażby koncerty czy strefa gastronomi mógł korzystać każdy. Przez to momentami wyglądało to jak wioskowy festyn, a pożądany klimat był jedynie na obozowisku i przy stoiskach z militarnymi "gadżetami" i odzieżą.
Atrakcje, w których wzięliśmy udział to m. in. parada pojazdów militarnych oraz jazda UAZ'em po czołgowisku w trakcie której oczywiście nie umiałam się trzymać więc nabiłam sobie guza i stłukłam kość ogonową, którą jeszcze dobiłam na koncercie ostatniego wieczoru. Nie miałam odwagi na jazdę czołgiem, ale może jeszcze będzie okazja.
Koncert Trzynastej w Samo Południe odbył się w sobotę wieczorem. Za największy plus uważam zachowanie publiczności oraz zabawną konferansjerkę. Heavy metal rock’n’roll i inne stare gatunki muzyczne nie są bliskie memu sercu aczkolwiek bawiłam się zacnie. Ba! Nawet próbowałam pogować, co jak na osobę, która raczej stoi jak kołek i rozkoszuje się muzą jest jest wyjątkowym komplementem dla zespołu. Pogowałam się może ze 2x w życiu. Zespół brzmiał zajebiście a setlista była bardzo przyjemna i nastawiona na taneczne kawałki. Usłyszeć można m. in. oczywiście “Hell Yeah”, “Biegnę”; cover “TNT”, “Sweet Home Alabama” i jakieś starej disco piosenki, której już nie pamiętam. Ganianie się po scenie “Pięknego” i “Krótkiego” oraz wciągnięcie na scenę dziewczyny, która rzuciła biustonoszem nadało bardzo rodzinnego klimatu. Chłopaki po koncercie bardzo długo byli do dyspozycji słuchaczy, a ich mega przyjazne nastawienie poprawiało chyba wszystkim humor. Ja jako bliżej zainteresowana jednym z najlepszych polskich perkusistów miałam okazję chwilkę pogadać z tym genialnym muzykiem a poniżej fotka. Wyglądam jak wystraszony ziemniak, ale i tak ją wam pokażę.
Ja i Bandaż a Trzynastej w Samo Południe
Zlot Pojazdów Militarnych i kocert Trzynastej w Samo Południe zaliczony dzięki tej świeżo upieczonej osiemnastce :)
dzięki Ola :*
PS: Muszę się oduczyć robienia dzióbka w najdziwniejszych momentach xD
Woodstock’owy Polski Metal cz. 3.
Ostatnim koncertem na małej scenie był występ The Sixpounder. Chłopaki obiecali zrobić piekło i słowa dotrzymali. Do tego stopnia rozgrzali scenę, że nawet mój chłopak poszedł w pogo. Wskoczył tak z nienacka, że ludzie w popłochu ratowali się przed jego atakiem XD. A co do występu... bardzo mocne metalowe granie, które pasowało każdemu niezależnie od wieku i płci zapewne. Nogi same odrywały się od ziemi przy "Burn", a łezka zakręciła się w oku przy "Deadman Walking". Efekty specjalne czyli płomienie i dym były prawie jak na koncercie Amon Amarth (just kidding ale fajnie to wygładało).
I tak zakończył się dla mnie Woodstock.
Woodstock’owy Polski Metal cz. 2.
Co do Materii to z całą pewnością koncert zaliczam do najlepszych na Woodstock'u. Usłyszeć można było kawałki takie jak Shayba czy B17. Cały występ był praktycznie bez konferansjerki co absolutnie mi nie przeszkadzało. Pojawiło się jedynie krótkie podziekowanie dla mamy braci oraz pare okrzyków do pogo oraz "zbiorowego przytulasa" czyli ściany śmierci. Co mnie urzekło to bardzo miłe nastawienie chłopaków na backstagu. Mój chłopak miał okazją porozmawiać z nimi o gitarach a następnego dnia udało nam się równiez z nimi cyknąć zdjęcie i dostać autografy. Ich występ na tyle mnie przekonał, że zakupilismy bilety na MateriaFest, o którym równiez tu napiszę.
Nocny Kochanek... Cóż... Jak już wspominałam nie lubię heavy metalu a dodam, że moje poczucie humoru się nieco różni od Zdrajców Metalu. Pobiegliśmy razem z tłumem ludzi pod scenę (zdjeli wtedy barierki) i szybko tego pożałowałam. Tłum czternastolatek (tak prznajmniej wyglądały) w t-shitach "Heavy Metal Pany" znający wszytkie teksty i skaczący bez opamiętania jak na imprezie z ciężkimi narkotykami.... Nie, to nie dla mnie. Stwierdziłam, że dam im szansę z balkonu. Still nope. Przepraszam wszystkich fanów ale jeśli mam wybrać coś o podobnie zabawnym polskim motywie to wolę Kabanosa. Nie rozwodzę się dalej i tak dość duży hejt pewnie zbiorę.
Woodstock’owy Polski Metal cz. 1.
Nie mogłam pominąć występów metalowych poskich kapel. Pojawilismy się na koncertach Exlibris, Materii, The Sixpounder, Nocnego Kochanka oraz widzielismy fragmenty występów Hey i Jelonka.
Pierwszykoncert na Woodstocku, który zobaczyliśmy był to koncert Exlibris. Nie przepadam za heavy metalem a panom nie udało się mojego nastawienia zmienić aczkolwiek koncert był dobry do tego stopnia, że jedna słuchaczka pokazała swoje kształty. I cytując wokalistę "Boobies!!!".
Występ Jelonka ominęłam z własnej woli pomimo mojej wielkiej sympatii do jego twórczości. Powodem był deszcz. Po koncercie Exlibris wielki tłum ludzi zaczął się pchać do namiotu w Pokojowej Wiosce Kryszny nie po to aby usłyszeć genialnego szkrzypka, a po to aby schować się przed deszczem. Nie wiem czemu ale mam pewien lęk przed takim ściskiem (każdy jest jakoś zepsuty xD), więc wyszliśmy aby posłuchać muzyki stojąc poza tym jakże małym namiotem. Nie wiem kto to nagłaśniał ale (muszę użyć tego słowa) zje*ał. Jedna wielka studnia, skrzypce było słychać tylko przy wysokich dżwiękach a reszta zlewała sie z gitarami tworząc jeden wielki hałas. Stwierdziłam, że niestety czas spac a na Jelonka wybiorę się gry będzie grał w jakimś dobrym klubie z porządnym nagłosnieniem.