Daddy's boy jutro?
seen from Bangladesh
seen from China
seen from United States
seen from Germany
seen from India

seen from China

seen from Denmark
seen from India
seen from Denmark
seen from Latvia
seen from United States
seen from Taiwan
seen from United Kingdom
seen from Ukraine
seen from Denmark
seen from Bulgaria
seen from China
seen from Türkiye
seen from Netherlands
seen from Mexico
Daddy's boy jutro?
Daddy’s boy - rozdział 2
Opis w skrócie: Harry wzniósł ojcostwo na nowy, mroczny poziom, uzależniając swojego syna od siebie. Nie zamierza się nim dzielić, Louis jest jego i jego pozostanie, nikt mu go nie odbierze. Nie widzi w tym nic złego, to po prostu miłość.
Skutki uboczne: Śmierć z nadmiaru miłości. Naprawdę, może prolog tego nie pokazuje, ale rozdziały będą wręcz przepełnione lukrem. Wyobraźcie sobie Harry’ego jako ojca i potulnego Louisa, zakochanego w swoim tacie tak cholernie bardzo, a potem powiedzcie mi, że przesadzam.
Ode mnie: to najgorsze, co napisałam od dłuższego czasu. Mówię teraz poważnie, dajcie mi znać, czy da się to znieść, jeśli nie- napiszę ten rozdział od nowa. Rozdział jest moją porażką, a mimo to zajął mi tak dużo czasu, tak bardzo się z tym męczyłam... Dalej będzie już lepiej, obiecuję.
Wstawiłabym to wcześniej, jednak jeszcze przed chwilą to pisałam... A wszystko dlatego, że trafiłam na transmisję i retransmisję przemowy pożegnalnej Baracka Obamy i naprawdę długo nie mogłam się po tym pozbierać. Prawdopodobnie dlatego też rozdział mi się nie podoba, ale oceńcie sami :) będę bardzo wdzięczna za jakąkolwiek opinię :)
MASTERPOST
ROZDZIAŁ 1
Tańczący z Lwami- prolog
Ode mnie: Nie jestem z tego zupełnie zadowolona, jednak zawsze jest to jakiś początek. Później będzie lepiej. Jedna scena zapożyczona została z mojego ostatniego shota, bo wyjątkowo nie miałam na to pomysłu, tam rozpisałam to całkiem nieźle, a opublikowałam to tak dawno temu, że raczej i tak nikt tego nie pamięta, więc...
brak bety, wstawione zaraz po postawieniu ostatniej kropki w wordzie.
ilość słów: 3 938
Looking for love- część 4
to nie ma większego sensu, jak cała ta seria. ;) ale o to chodzi, prawda? Lekkie i przyjemne, zanim wprowadzę Was w mroczny świat Różanych Listów. :)
__________________________________
-Nie powinniśmy się razem pokazywać. Dlaczego ja się zgodziłem, dlaczego..?
-Nie marudź, Boże.-Louis westchnął ciężko, nie racząc przyjaciela nawet przelotnym spojrzeniem. Wydawał się być niezwykle pochłonięty widokiem przed sobą, stukając palcem o lekko zarośniętą brodę i tocząc prywatną bitwę o swoją przyszłość. Kolejka przesunęła się i na twarzy szatyna pojawił się uśmiech, który Harry chciał uwiecznić na zdjęciu, zdjęcie ustawić na prywatnym ołtarzyku wśród świec i kwiatów, i bić mu pokłony w zaciszu swojego pokoju.
-Sałatkę z kurczakiem poproszę.
-Jakie dodatki?
-Kurczak.
Dziewczyna za ladą chyba nie zauważyła zdecydowanej miny Louisa, bo jedynie zachichotała.
-Oliwki?
Looking for love- część 2
Po wyczerpującym koncercie Harry potrzebuje solidnego odpoczynku i nic nie działa na niego lepiej, niż wanna z gorącą wodą i aromatycznymi olejkami, serio. Energia, jaką fani przekazują im na scenie, jest niesamowita, działa jak potężna dawka adrenaliny i jest powodem tego cudownego ciepła w serduszku. Harry'ego wprowadza w obłęd świadomość, że tysiące ludzi poświęcają pieniądze i czas, którego już nigdy nie odzyskają, na te półtora godziny koncertu; na to, by być, śpiewać, przeżyć to razem z nim i resztą zespołu. Na samą myśl o tym wszystkim szeroki uśmiech wkradł się na twarz 21-latka i poczuł, jak zmęczenie znika pod naporem relaksująco gorącej wody, zostawiając jedynie zapach wanilii. Westchnął cicho, układając głowę wygodnie na ściance wanny, zamknął oczy i całe zło odeszło w dal, a on zamknął się w bańce, do której nie ma dostępu nikt i nic, prócz niego. Jego umysł wypełniły wspomnienia spotkań z fankami, tych spokojnych, kiedy nieśmiałe nastolatki opuszczały wzrok na ziemię, nagle znajdując tam rzeczy ciekawsze, niż cokolwiek na świecie. Kiedy on sięgał palcami do ich podbródków, by unieść zarumienione twarze na wysokość swojej. Kiedy odwzajemniały delikatny uśmiech, okraszony dołeczkami, które każda z nich komplementowała. Kiedy przyciągał je w swoje ramiona, bo wiedział, że one nie miały na to odwagi, za bardzo zdenerwowane spotkaniem idola. Kiedy rozmawiali oczami*, bo one nie były zdolne do wypowiedzenia poprawnego zdania bez nieustannego jąkania się, a on nie chciał speszyć ich jeszcze bardziej. Kiedy składał delikatny, czuły całus na czerwonych policzkach, czując na szyi ich nerwowy oddech, urwany z chwilą zetknięcia pulchnych warg z jedwabną, rozgrzaną skórą. Kiedy uśmiechał się szeroko do zdjęcia, a jego uśmiech sięgał oczu i one iskrzyły szczęściem, bo kochał te momenty.
Cenił każdą sekundę spędzoną z fanami, jednak…
Ta cisza zamiast ogłuszających krzyków i pisków,
niepewne ruchy zamiast miażdżenia kości w stalowym uścisku,
luźna rozmowa zamiast próśb o pozdrowienie mamy, babci, stryjka czy siostry ciotecznej szwagra bratowej dziadka.
To właśnie nazywał magią.
Fani są sporą częścią jego serca, choć nie zna nawet połowy z nich.
Są jedną z najjaśniejszych gwiazd na jego niebie, choć potrafią ranić i zranili go już nie raz.
Ale to nieważne, bo zawsze im wybacza.
Są jego opoką i dla nich budzi się codziennie, by udawać, że nie kocha swojego przyjaciela w sposób, w jaki zapewne nie powinien. A to jest jak kamień przywiązany do jego kostki supłem nietolerancji, uniemożliwiający mu lot w przestworza spełnienia i wiecznego szczęścia.
Pozostały mu jedynie tęskne spojrzenia, dyskretnie skierowane do najpiękniejszej istoty w całym wszechświecie, i troska o to, by miłość jego życia znalazła sobie kogoś, kto będzie wart uczucia, o które Harry tak zabiega.
Brunet zacisnął oczy, odpędzając niechciane łzy i warczy na siebie, bo jego myśli nie miały zjechać na ten tor. Ogarniając bałagan, jakim stał się jego umysł, wyszedł z wanny, wytarł ciało puchatym ręcznikiem i opuścił łazienkę. Brzuch zaburczał w głośnym proteście na myśl o wskoczeniu teraz do łóżka, więc Styles wciągnął na nogi czarne spodnie, nagi tors okrył kraciastą koszulą i westchnął żałośnie, gdy zdał sobie sprawę, że już nie zrobi swobodnego kitka, bo ściął te cholerne włosy tydzień temu i nadal nie odrosły. Wolnym krokiem zszedł na dół, po prostu zaczesując niesforne kosmyki do tyłu.
-Lou, nie!
Szatyn przechylił butelkę, przeźroczysty płyn zderzył się z gorącą patelnią, która zaraz zapłonęła żywym ogniem i 23-latek wziął głęboki wdech, a następnie wypuścił z siebie pisk o takiej skali, że on sam nawet tego nie usłyszał, ale Harry aż skręcił nienaturalnie głowę, próbując pozbyć się tego dźwięku z uszu. Zanim młodszy odzyskał słuch, Tommo już tkwił w jego ramionach niczym panna młoda, którą trzeba wnieść przez próg domu. Harry odgonił od siebie myśl o małżeństwie, bo nawet wojskowy,pancerny bunkier wyleciałby w powietrze za sprawą zdolności kulinarnych tego skrzata, który wytrzeszczał właśnie na niego oczy. I to byłby komiczny widok, gdyby nie fakt, że mają ognisko na środku kuchni.
-J-ja… I chciał-łem… I w-wtedy to… I- i PUFF! Ogień! - Louis wyjąkał, desperacko trzymając się szyi współlokatora.
-Coś ty narobił?
-Robił-łem karmel! I chciałem dodać wody, bo przepis mówi, że trzeba dodać wody, więc dodałem wody, a to zapłonęło!
-Wlałeś tam spirytus, głąbie!
-Skąd miałem wiedzieć? - Rzucił w swojej obronie i Harry zrzucił go z siebie.
-Może stąd, że na butelce jak byk pisze SPIRYTUS?
-Och…
-Wyjdź stąd…
-Co?
-Wynocha z mojej kuchni!
Cały dzień zleciał brunetowi na skrobaniu spalenizny z okapu, musiał też kupić nową patelnię i cukier, bo Louis zmarnował dwa pieprzone kilogramy. Mieszkanie z tym facetem zaczynało być niebezpieczne i Harry nawet pomyślał o wyprowadzce, ale wieczorem usłyszał ciche pukanie do drzwi swojego pokoju i został zmuszony do zamknięcia laptopa, w którym przeglądał mieszkania w okolicy. Louis wszedł niepewnie do środka, ze spuszczoną głową przyczłapał do wielkiego łóżka, na którym siedział jego przyjaciel.
-Gniewasz się na mnie?
-Tak.
-To dlatego nie chciałeś, żebym pomógł ci sprzątać?
-Miałem pozwolić ci użyć silnie żrących detergentów, żebyś otarł sobie tym gównem oczy i wylądował na ostrym dyżurze? Lub dolał jeden z nich do zupy?
Louis milczał, ssąc dolną wargę i, cholera, wyglądał na uroczo skruszonego.
-Poparzyłem się.- Mówiąc to wyciągnął rękę i położył dłoń na udzie Lokatego, by ten mógł spojrzeć na mały pęcherz przy kostce środkowego palca.
-Przypomina serduszko. - Zagruchał Hazz, a czuły uśmiech odpędził całą złość z jego twarzy. Nieświadomie sięgnął po mniejszą dłoń i delikatnie przycisnął usta do miejsca oparzenia. I Louis był jak te nieśmiałe fanki w tamtej chwili; jego oddech uwiązł w gardle, zauroczony tym troskliwym gestem. Po chwili jakby przypomniał sobie o czymś, wyciągnął z kieszeni czekoladę i uśmiechnął się tym specyficznym uśmiechem, który Harry porównał do kwadratowego nawiasu, bo usta ułożyły się w prostą linię i tylko kąciki uniosły się ku górze. Harry jest pewny, że emotikona z kwadratowym uśmiechem została zainspirowana Louisem.
-Karmelove?
-Z wafelkami. - Tommo uniósł brwi i z zadowoleniem wcisnął się na kolana młodszego, już wiedział, że wygrał. Bo może i jest najgorszym kucharzem, jakiego widział świat, ale nadrabiał to urokiem osobistym, a Harry kocha go jak wariat i nic tego nie zmieni.
________________________________
* kiedy dwoje ludzi patrzy sobie w oczy i słowa nie są potrzebne, bo spojrzenia wyrażają znacznie więcej. ;)
Inspirowane moim wypadkiem z karmelem.
Wyszło dość ckliwie, a miało być zabawnie.
Cóż, do następnej części i demolki w wykonaniu zazdrosnego Stylesa? ;P
Napisz chociaż słówko, skrytykuj, wyraź swój zawód, cokolwiek… :)x.
Niby matura czeka...
... Ale mam ochotę na kąpiel, a potem może druga część LFL... W sumie i tak nie przeczytałam ani jednego szitu z trzech, o których będzie maturka... Hmm... Miniseria z Larrym...matura...miniseria z Larrym...matura...
looking for love- masterpost
Louis chce się zakochać i próbuje wszystkich sposobów, by znaleźć swoją drugą połówkę. Harry naprawdę jest cierpliwy i znosi wszystko, co serwuje mu szatyn, ale jak długo można czekać, aż ten osioł w końcu zrozumie, że mieszka ze swoją drugą połówką już od czterech lat?
część 1
część 2
część 3
część 4
część 5