Wielka, zabudowana polana
Kontynuacja rozmowy z Aleksandrem Uszokiem
AM: Ale ta obcość się już przedawniła…?
AU: Tak, i w odniesieniu do Murcek używa się określenia „enklawa”, na co miało wpływ wiele spraw i wiele zjawisk to warunkuje. Weźmy usytuowanie przestrzenne – od dowolnego miejsca Murcek las znajduje się w odległości od pięciuset do tysiąca metrów, jest z każdej strony. Murcki to takie maleństwo pośród lasu.
AM: Wielka zabudowana polana…
AU: Coś w tym rodzaju. Gdyby nie wieża kościelna to patrząc z hołdy w Kostuchnie pewnie byś ją przegapił. Tak więc Murcki zawsze były w pewien sposób odizolowane. Z kolei ze względu na intensywną eksploatację węgla Murcki na bardzo długi czas były niejako „zamrożone” w rozwoju w kontekście rozbudowy. Również z racji tego nie pojawiali się nowi mieszkańcy. W tym sensie Murcki zawsze pływały we własnym sosie.
AM: A czy ta enklawa przypadkiem nie gotuje się teraz w tym sosie? Czy nie jest zdana na siebie? Z jednej strony jest ten mit patrona, o którym wspominałeś – księcia, kopalni, którzy wyręczali Murckowian w budowaniu tożsamości, zarządzaniu dzielnicą, braniu spraw we własne ręce. Gdzie się teraz zawiązują te relacje, po dokonaniu się ostatniego aktu starego porządku symbolizowanego przez kopalnię, z której zamknięciem wszyscy się już pogodzili? Czy Murcki nie mają syndromu porzucenia, dosłownie porzucenia w lesie, na peryferiach Katowic, odstawienia od uczestnictwa w budowaniu nowej tożsamości miasta?
AU: Wydaje mi się, że pod wieloma względami sytuacja Murcek w tym kontekście jest dość schizofreniczna, ale pozwól, że jeszcze na chwilę cofnę się wstecz. Ta enklawowość, własny sos nie jest sprawą nową…
AM: Tego nie powiedziałem, ale twierdzę, że wcześniej był jednak ktoś, kto ten sos mieszał trzymając chochlę.
AU: Niby tak, ale nie do końca. Na różnych etapach decydowały o tym różne aspekty. W latach trzydziestych, profesor Chałasiński chciał pisać swoją rozprawę socjologiczną o Górnym Śląsku. O rozpoznaniu tematu wybrał jeden aspekt, czyli antagonizm polsko-niemiecki po okresie powstańczo-plebiscytowym i wybrał do tego celu właśnie Murcki stwierdzając, że to miejsce jest Górnym Śląskiem w pigułce. Ta separacja sprawiła, że w Murckach na małej przestrzeni zogniskowały się zjawiska i problemy, które można było odnieść do całego regionu. To samo wydarzyło się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy profesor Nawrocki wziął na warsztat problem zmian w społecznościach górniczych, inny aspekt życia społecznego na Górnym Śląsku. I znowu, mimo być może pewnych inspiracji Chałasińskim doszedł do podobnego wniosku, że Murcki dla socjologa są wymarzoną sytuacją, taką próbówką…
AM: …na ściankach, której skrapla się rzeczywistość regionu w danym momencie historii…
AU: Właśnie. Jest, zatem jakieś przenikanie- coś tam paruje, coś z zewnątrz skapnie. Skład tej substancji jest w dawce idealnie nadającej się do badania. I tu właśnie decydował element enklawowości.
AM: A co w tej enklawie można by zbadać dziś?
AU: I tu wracamy do schizofrenii. Z jednej strony mamy to poczucie wykluczenia, „pozostania w lesie” w sensie oczywiście negatywnym, bo dziś zostawanie w lesie może też kojarzyć się przyjemnie (śmiech). To dotyczy raczej młodego pokolenia i festiwal Muszlownik, który skupił grupę młodych organizatorów może być dobrym przykładem lokalnego, kulturowego wentylu bezpieczeństwa. To jedna strona medalu. Z drugiej mamy Murcki, jako pioniera Katowic, jeżeli mówimy o samorządności. Murcki były jedną z pierwszych dzielnic, w których powstała Rada Dzielnicy, bardzo aktywna, funkcjonująca nieprzerwanie, z tym, że mówimy tu dziś o pokoleniu 65+. Więc założycielami tej nowej samorządności byli emeryci górniczy, czyli w jakimś sensie beneficjenci porządku, który wcześniej Murcki utrzymywał. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że przez te dwadzieścia parę lat skład rady niewiele się zmienił. Są więc aktywni udzie, którzy próbują jakoś na Murcki wpływać i młodzi, żyjący w przekonaniu, że nic nie da się zrobić. Jest marazm. Muszę im przyznać trochę racji, bo widać, że choć dzielnica próbuje coś robić, to miasto nie jest w tym kontekście dobrym gospodarzem. Wystarczy pójść chociażby w okolice murckowskiego rynku, żeby się przekonać, że od czasów zamknięcia kopalni infrastruktura tego miejsca niewiele się zmieniła. To jeden z ostatnich obszarów Katowic, w którym znajdziesz jeszcze stare, duże płyty chodnikowe itd. Jakość tej przestrzeni, również zabytkowych budynków, które wyglądają, jak wyglądają także wpływa na emocje i odczucia. Gdzie dziś upatrywać światełka w tunelu? To sprawa dość złożona…
AM: Wróćmy jeszcze do muzyki, od której zaczęliśmy. Dużo mówiliśmy o naturze, synergii z przyrodą, ale wątek natury, jako motywu dźwiękowego jakoś nam nie wybrzmiał. Były za to orkiestry górnicze.
AU: Wspomniałem Sylwka Szwedę tworzącego również w nurcie ekologiczno-przyrodniczym, ale wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z szerszym zjawiskiem nie tylko z muzyką. Bowiem Murckowioki to społeczność bardzo twórcza. Kiedy kilkanaście lat temu w Domu Kultury pojawił się pomysł na wydarzenie pod hasłem „twórcy murckowscy” to ludzie klupali się w głowy. Bo niby jak przy około pięciu tysiącach ludzi na tzw. krzyż znaleźć tylu, żeby uzbierało się na wystawę? Okazało się, że już piętnasty rok z rzędu pojawiają się nowe osoby, które malują i wystawiają swoje obrazy. W tej chwili to już kilkadziesiąt osób tworzących na przyzwoitym poziomie. Można by to nawet porównać z Grupą Janowską, gdyby nie to, że się nie sformalizowali. Wydaje mi się, że Murckowioki są większymi indywidualistami, niż mieszkańcy Nikiszowca (śmiech). A może po prostu nie pojawił się jeden lider…Jest też muzykowanie. Tradycje muzyczne są tu dłuuugie. Kiedyś działały tu różne zespoły np. Kapela Murckowioki i do dziś też tych muzyków trochę na Murckach jest. Część to osoby starsze związane niegdyś z orkiestrami górniczymi, a teraz muzykujące na własną rękę. Mamy też muzyków grających w zespołach nagrywających płyty. Jak na tak mała dzielnicę to muzyka naprawdę tu żyje. Biorąc pod uwagę proporcje, można by zaryzykować tezę, że Murcki są pod tym względem wybitne.
AM: Pomyślałem sobie, że moje rozmowy o Murckach będą skonstruowane na zasadzie takiego łańcuszka szczęścia, gdzie każdy rozmówca będzie mi polecał kolejnego. Kogo ty byś wskazał?
AU: Z wiekiem robię się wyznawcą dialektyki, więc zaproponowałbym Sylwka Szwedę, z którym jednak różnimy się spojrzeniem na pewne sprawy.
AM: Również tym, żeś ty nie jest Murckowiok, o czym nie powiedzieliśmy…
AU: No nie. Jeżeli chodzi o mnie to historia z Murckami jest dość dziwna. Dla mnie, jako mieszkańca Kostuchny do pewnego momentu Murcki były krainą za lasem, o której niewiele się wiedziało. Jako bajtel nie miałem zbyt wielu powodów, żeby tam jeździć. Natomiast nazwa „Emanuelssegen” była obecna, od kiedy pamiętam. Mój opa był blisko związany z kopalnią i w jego opowieściach ta nazwa zawsze się pojawiała. Nie miałem wtedy pojęcia, że opowiada mi właśnie o tej położonej o trzy kilometry dalej miejscowości. Potem, w latach późnej podstawówki byłem już na Murckach stałym gościem załapując się jeszcze na lata świetności kopalni. Tak te nasze związki stawały się co raz mocniejsze, a potem doszły sprawy zawodowe i działalność społeczna. Murcki to dla mnie miejsce zupełnie wyjątkowe i mimo, że tam nie mieszkam, czuję się z nim bardziej związany niż z miejscem zamieszkania.












