Echa minionego gigu: Niech Cisza Milczy 2017
Ależ to jest świetna impreza! Dobrze, że w końcu udało się dotrzeć :)
Od razu uprzedzam, że złego słowa nie usłyszycie. Będę ino chwalił i chwalił.
Trudno zresztą nie chwalić, jeśli widzi się, jak to wszystko fajnie zorganizowane, jak elegancko pomyślane, jaka atmosfera zajebista... a przecież wjazd jest za friko!!! Niejeden uznany biletowany fest mógłby się uczyć, serio.
Dbałość o detale widać już chociażby po “firmowym” merczu, gdzie poza sprzedawanymi za śmieszne pieniądze naprawdę fajnymi koszulkami, czyli towarem dość powszechnym, można też nabyć, np. kuchenne fartuchy z logotypem NCM :) Do smażenia satanistycznych racuchów bdb.
Deszcz okazał się umiarkowanie upierdliwy, bo popadało konkretniej tylko na początku, a potem już był luzik. I w sumie całe szczęście, że popadało, bo opóźnił się pierwszy występ, a inaczej bym przegapił...
Echo 1: Shodan
...jeden z dwóch najlepszych gigów tej edycji. Nawet mimo przejściowo odmawiającej posłuszeństwa gitary.
O ile z klasycznym death metalem mi totalnie nie po drodze, to w takim wydaniu... kupuję na pniu. Riffy kruszą i miażdżą, ale całość spajają bardzo niegłupie melodie. Wokalnie też bdb. No i generalnie całość podana w bardzo nowoczesnej oprawie. Poważam max.
Cieszę się niezmiernie, że nareszcie udało mi się sprawdzić, czy ten Shodan faktycznie taki fajny, jak to znajomi twierdzą.
Wiem, że już to wrzucałem, ale ten kawałek chyba nigdy mi się nie znudzi ;)
Echo 2: Spatial
Tych panów też bardzo chciałem zobaczyć, bo do tej pory nie miałem okazji, a debiutancki album bardzo mi przypadł do gustu. I nawet pisałem o nim miłe rzeczy ;) A poza tym za bębnami szaleje tu Szanowny Pan Organizator, więc tym bardziej trzeba było :P
Poszło trochę starych kawałków i też trochę nowych, więc miałem przedsmak tego, jak może prezentować się drugi krążek o póki co niesprecyzowanej dacie premiery. Muzycznie bez zarzutu, świetny kontakt z publicznością, no i Strzyga to faktycznie kawał dobrego wokalisty.
A jeszcze dodatkowy plusik za cover Scorpion Flower takiego jednego portugalskiego hordu. Kobiecego wokalu użyczyła widoczna poniżej Anneke von Achtelik Anna z As Night Falls.
Ze starszych piosenek poleciało, na przykład, takie coś.
SPATIAL "Silence" /CD/ by Metal Scrap Records
Echo 3: Nuclear Vomit
Bałem się max. Niepotrzebnie. Kupa śmiechu, dość dosłownie :D
Dżentelmeni mają z tego wszystkiego niezłą bekę i w takiej konwencji absolutnie to propsuję. Zresztą jak można brać grind na serio? :D
Szybkie bezkompromisowe strzały, świńskie kwiki mieszane z gulgotem wprost z trzewi naszej planety, wzorcowo rozkręcony młyn oraz fruwające śnieżnobiałe zwoje o przeznaczeniu toaletowo-higienicznym. To tak w pigułce :)
I wiecie co? Chyba bym ich jeszcze zobaczył :D
Sztandarowy przebój, który w wersji live wykonywał gościnnie także pan Szczepan, piosenkarz z otwierającego tę edycję Shodan :)
Echo 4: Heaving Earth
Jedyny koncert zagraniczny i jedyny, który totalnie mi nie siadł. No ale też raczej nie bardzo mógł.
Brutalny, oldschoolowy death, odegrany z należytą pasją i agresją. Dla koneserów gatunku pewnie spora gratka, ale nie ma w tym niestety nic dla mnie... I chyba raczej nigdy nie będzie. Ot, ciekawostka, którą sfocę i której chwilę posłucham.
Zagrali, na przykład, takie coś. Może Wam spodoba się bardziej :)
Echo 5: Materia
Petarda, co tu dużo gadać :)
Było dokładnie tak, jak miało być, czyli szaleństwo na scenie i szaleństwo pod sceną. Ciężar gonił ciężar, brzmienie bdb, wokalom może i zdarzyło się parę razy lekko rozjechać, ale też siedziały bardzo ładnie.
Super koncert, co cieszy mnie podwójnie, bo naopowiadałem Pewnej Uroczej Blondynce, jaka to ta Materia fajna i strasznie chciałem, żeby ta opinia znalazła potwierdzenie w stanie faktycznym. Chyba znalazła :)
A tu kawałek zagrany z urodzinową dedykacją dla pana Karola, który tak brzydko pokazuje palcem na zdjęciu otwierającym niniejszą relację.
Echo 6: Percival Schuttenbach
Czysty profesjonalizm, jak na headlinera przystało.
Część mogła kręcić nosem, że główna gwiazda tak totalnie odstaje stylistycznie od pozostałych kapel, ale dla mnie to żaden problem. Można za Percivalem Sch. nie przepadać, ale uznanej marki im odmówić nie sposób - a to ino podnosi rangę festiwalu. Tak więc propsy dla Bociana za ściągnięcie naszych czołowych rodzimowierczych łobuzów ;)
A jak sam gig? Fajne brzmienie, klimatyczny imydż, ogromna swoboda sceniczna - dokładnie to, czego można oczekiwać od zespołów z tej półki. Choć nie da się ukryć, że Katarzynie przydałoby się wsparcie wokalne, bo jednak ta różnorodność była jednym ze znaków rozpoznawczych kapeli... no ale na to chyba jeszcze przyjdzie chwilkę poczekać.
A poza tym oni są fajni, bo potrafią docenić starania człowieka z aparatem :D
Jeden ze sztandarowych numerów, jakie zabrzmiały tej sierpniowej nocy w Pyskowicach. I zarazem jeden z moich ulubionych kawałków tegoż hordu.
To co, widzimy się za rok? ;)
Wszystkie foteczki oczywiście tutaj.
















