Noćnik, first used in a historical song to describe a person who was traveling at night to avoid being seen by an enemy army.
(submitted by alumaus)

#dc comics#batman#dc#bruce wayne#tim drake#dc universe#batfamily#dick grayson#batfam#dc fanart



seen from United States

seen from Malaysia
seen from Bulgaria

seen from Malaysia
seen from France
seen from Russia

seen from Malaysia
seen from China
seen from Indonesia

seen from Canada

seen from United States

seen from Germany
seen from Indonesia
seen from Canada

seen from Malaysia
seen from Indonesia
seen from Sweden

seen from Russia
seen from United Kingdom
seen from Russia
Noćnik, first used in a historical song to describe a person who was traveling at night to avoid being seen by an enemy army.
(submitted by alumaus)
Nocnik w Egipcie
Nocnik leżakuje
Nocnik superbohater
Nocnik często myślał o tym, jaki to on jest mały...
Sorbet z gówna
Olala! Robiłam sobie, jak zwykle, bułę z topionym, słuchając sobie w radio, co nowego kto odjebał, aż tu nagle słyszę reklamę, gdzie jakiś tato, że niby u doktora, dostał dla bachora lizaki na kaszel i udaje, że czyta skład, zdziwiony, że nie ma cukru.
I tak sobie przypomniałam o Grzegorzu. U niego bowiem by się dziwili, że w składzie nie ma gówna. A tak, słyszałam o tym nie raz. Grzegorz, jak już mnie wyruchał, zobaczył że było tak sobie, i zaczął mną gardzić, to często patrzył na mnie z wyższością, jak jadłam coś, albo oglądałam telewizor. Ciągle pierdolił o tym, że u niego jak był mały, to jadło się tylko żwir z łzami, a zamiast telewizora, zaglądali do studni i rozmawiali z echem. Mówiłam mu, że w mieście są raczej takie studzienki, że trudno podnieść ten właz, zresztą zaraz ktoś się dojebie, że próbuję to opędzlować na złom. Ten nic nie rozumiał, mówił, że telewizja ryje mi mózg i wychodził wieczorami, niby posłuchać co w kanale szepcze, ale potem się i tak okazało, że stał pod drzwiami tej Eli, tej niby modelki, co tu mieszkała przez pół roku i niby pozowała do zdjęć, ale bardziej brała do ryja pęta jakichś okularników z aparatami na szyi.
No i Grzegorz kiedyś mówi, że studnia, że żwir i nagle jakby nigdy nic zaczyna nawijkę, że lizaki z gówna u nich we wsi się robi. SIĘ ROBI, zaznaczam, zaznaczam i podkreślam, bo nie użył czasu przeszłego, znaczy się w XXI wieku tam pod Kielcami ludzie liżą gówno na patyku! Ja tylko mrugałam nerwowo, licząc w myślach ile razy się skurwiłam i dałam się pocałować typowi, który jadł całe życie kał, ale potem przestałam, bo zaczął opowiadać, że te lizaki to wręcz raz poróżniły rodzinę. Ponoć jeden dziecek od nich chodził do podstawówki, jadł tam obiady na stołówce i karmili go lepiej niż w domu, więc i stolec miał lepszy, to się bili na drugi dzień o jego nocnik, żeby z tego te lody kręcić.
Nieprawdopodobne, co? Być może, ale przecież by mnie nie okłamał, a i ja mówię wam jak jest, jak na spowiedzi. Chciałam coś dodać od siebie, pokazać, że prowadzę dialog, więc podrapałam się po odrostach i zanim się zorientowałam co mówię, to było za późno. "Ale Grzechu, przecież wy tam sracie w dziurę w ziemi, nie trzeszczy w zębach to?" - usłyszałam swój głos. Grzesiek wstał tylko i wyszedł.
Trochę mi głupio było, bo sobie zaraz zdałam sprawę, że co im piach, jak żwir jedli?
Ja to zawsze coś pierdolnę. Ech.
ŻEGNAJ PIELUSZKO