Kiedy przyjechałam do Serbii był już wieczór, byliśmy zmęczeni, ponieważ droga zajęła nam ponad 12 godzin, więc dość szybko poszliśmy spać. Kiedy się obudziliśmy, usłyszałam zdanie, które dość mocno mnie zaskoczyło: ,,ok, to możemy iść trochę pozwiedzać, ale musimy też iść na policję, zanim upłyną 24 godziny". Chwilę zajęło mi przetrawienie tej informacji i zapytałam elokwentnie: "a po co?". Wtedy właśnie usłyszałam o obowiązku meldunkowym. Nie mam pojęcie jak wygląda to w innych krajach, osobiście spotkałam się z tym po raz pierwszy, dlatego wydało mi się to dość interesującym tematem.
Po przyjeździe do Serbii, obcokrajowiec ma 24 godziny, aby zameldować się na posterunku policji, gdzie otrzymuje specjalne pismo, upoważniające do pobytu w owym kraju. Zaświadczenie to jest ważne 90 dni. Po upływie tego terminu (jeśli nadal chce się przebywać w Serbii), trzeba po prostu wyjechać za granicę, chociaż na chwilę, wrócić i poprosić o nowe zaświadczenie. Ten fakt akurat bardzo mi się spodobał, gdyż aktualnie mieszkam 5 kilometrów od granicy z Bułgarią. Jedna rzecz natomiast w tej sytuacji jest dość uciążliwa- za każdym razem kiedy przekroczysz granicę i wrócisz, musisz zameldować się na posterunku, nawet jeśli Twoje zaświadczenie jest nadal ważne.
Tak czy inaczej papierek otrzymałam, więc jestem tu legalnie i nie muszę obawiać się spotkania z policja na ulicy :)
P.S.- Pan policjant, trzy razy prosił, żeby mu powiedziała, co to jest to dziwne "Ł" i jak to napisać. W końcu zapytał, czy nie mogę być po prostu Blaszak, zamiast Błaszak. Blaszak i tak jest lepsze niż to co zrobili z moim nazwiskiem w Grecji, tam bowiem byłam Agatą Btaszak :)