Nie mam
Sony ZV-1
Nie mam czasu. Nie mam ochoty. Nie mam zdrowia. Nie mam chęci.
seen from United States
seen from Angola

seen from United States
seen from United States
seen from Saudi Arabia
seen from France
seen from Norway

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Bangladesh
seen from China

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
seen from China
seen from United States

seen from United States
seen from Singapore
seen from United States

seen from Canada
Nie mam
Sony ZV-1
Nie mam czasu. Nie mam ochoty. Nie mam zdrowia. Nie mam chęci.
Nat i Art. 💕
Kolonia Rybacka
DJI Mini 3
[EN] I need to replace the propellers on my drone because I had a little encounter with a branch. I only remember that I have a drone when I come across a photo taken with it. That's how it goes with this kind of gear—you're super excited at first, then it just sits there. I need some motivation to take more aerial shots because it's actually a lot of fun. Above is the main road through the villages of Kolonia Rybacka and Ogonki. Ogonki is more in the background, around the bend. On the right is Lake Święcajty. On the left is Stręgiel.
[PL] Muszę wymienić śmigiełka w dronie bo miałem małe spotkanie z gałęzią. I przypominam sobie o tym, że mam drona dopiero jak trafie na swoje zdjęcie z drona. Tak to już jest z tym sprzętem, że najpierw jest wielkie zajaranie a potem on leży. Potrzebuje motywacji, żeby robić więcej zdjęć lotniczych bo to w sumie spoko zabawa. Powyżej główna droga przez wsie Kolonia Rybacka i Ogonki. Ogonki to tam bardziej w tle za zakrętem. Po prawej jezioro Święcajty. Po lewej Stręgiel.
Prom
Canon EOS R6, 35mm F1.4 DG HSM | Art 012
[EN] It's hot, but you have to dance. A night like this won't come again. Prom happens only once in a lifetime. At least, your own does. ;)
[PL] Jest gorąco ale tańczyć trzeba. Taka noc się nie powtórzy. Studniówka jest raz w życiu. Przynajmniej własna. ;)
WIĘCEJ INFORMACJI
Na koniec obiecana lista stron i książek, które polecam w celu dalszego kształcenia się:
· http://myszy.net/
· http://www.myszy.info
· http://www.myszsite.glt.pl/
· Agnieszka Radulska, Mirosław Gromek „Mysz i szczur w hodowli domowej”
· Agnieszka Zas „Myszy”
JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ NA POSIADANIE MYSZY?
1. Warto zawczasu znaleźć w okolicy kompetentnego weterynarza. W tym celu polecam przeszukanie mysich blogów oraz najróżniejszych grup i forów – można tam znaleźć masę przydatnych informacji związanych nie tylko z polecanymi bądź odradzanymi weterynarzami, lecz także rad dotyczących hodowli ogonków.
2. Należy wyznaczyć sobie codziennie przynajmniej 15 minut na kontakt z gryzoniami. Jeszcze raz powtórzę - mysz nie mająca kontaktu z człowiekiem, dziczeje. Co więcej, warto przynajmniej raz w tygodniu wziąć klatkę z myszami, wstawić ją do wanny (najlepiej też samemu do niej wejść) i otworzyć drzwiczki klatki. Myszy w ten sposób zaczną się przekonywać do nowego zapachu, dłoni i obecności człowieka.\
3. Decydując się na zwierzaka powinniśmy od razu rozejrzeć się za kimś, kto będzie gotów zaopiekować się ogonkami w sytuacji awaryjnej. I nie wolno tu zakładać, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi! Nawet jeśli nie planuje się żadnych wyjazdów, a plan dnia umożliwia wystarczająco dużo czasu, by zapewnić myszom opiekę, zawsze może nastąpić jakaś sytuacja losowa, zmuszająca nas do oddania gryzoni pod czyjąś opiekę na jakiś czas. Parodniowa opieka nad myszami jest na tyle prosta, że znalezienie kompetentnej osoby nie powinno być szczególnie trudne – warto rozejrzeć się wśród osób, do których mamy zaufanie – dziadkowie, kuzynostwo czy też znajomi posiadający inne zwierzęta klatkowe. Jednak należy uważać na osoby, które posiadają psy lub koty! Trzeba pamiętać, że gryzonie nie będą się zapewne czuły dobrze w towarzystwie większych zwierząt obwąchujących z ciekawością ich klatkę. Musimy mieć to na względzie.
4. Im więcej przeczytanych poradników i wskazówek z blogów i for, tym lepiej. Zbierajmy przydatną wiedzę i uczmy się od innych, bo dzięki temu możemy zapewnić naszym ogonkom lepszy żywot. Blogi i fora są o tyle ważne, że popularność myszy jako zwierzęcia domowego jest niezwykle niewielka. W związku z tym nie łatwo znaleźć wiele informacji na temat hodowli tych maleństw.
going into the deep
#Ogonki #lake #nature #water #igersgdansk #igerspoland #artystycznapodroz (w: Ogonki, Pomeranian Voivodeship)
Ogonki, nosówki i inne zwierzątka
W zeszłym roku w lutym mówiło się (krótko) o kampanii Język polski jest ą–ę,zwanej też kampanią „w obronie ogonków”. W dobie klawiatur dotykowych coraz więcej osób nie zawraca sobie bowiem głowy używaniem znaków diakrytycznych charakterystycznych dla polszczyzny. Problem poruszył również Stanisław Barańczak w przegenialnej książce Pegaz zdębiał [dygresja – sięgnęłam do niej, żeby znaleźć ten przykład i na radosnym czytaniu upłynęły mi 2 godziny; polecam, polecam, polecam całym sercem], gdzie zamieścił m.in. utwór Jak wyglądałby „Pan Tadeusz” gdyby w Paryżu w latach 1830 nie było jeszcze w sprzedaż programów komputerowych z polskimi czcionkami[1]. Dziś skupię się na posiadaczkach ogonków: ą i ę.
W szkole podstawowej uczy się nas, że są to samogłoski nosowe (bo przy ich wypowiadaniu powietrze przepływa nie tylko, jak w przypadku innych głosek, przez usta, lecz także przez nos; przy zatkanym nosie bardzo trudno wypowiedzieć zarówno spółgłoski, jak i samogłoski nosowe). Mogłoby się wydawać, że jest to nosowe a i nosowe e, jednak mamy do czynienia z nosowym o (!) i nosowym e. Zapisywanie nosowego o (w słowiańskim alfabecie fonetycznym oznaczanego [ǫ][2]) za pomocą litery ą jest archaizmem ortograficznym[3], który wynikał z tego, że w pewnym momencie rozwoju polszczyzny samogłoski te przestały się różnić barwą; odróżniały się od siebie tylko długością (iloczasem). Obie brzmiały jak nosowe a, które w niektórych zabytkach (np. w Kazaniach świętokrzyskich[4]i w Kazaniach gnieźnieńskich[5]) oznaczane było specjalną literą Ø (tzw. „o rogate”). Chciałam znaleźć w Kazaniach świętokrzyskich przykład tej litery, żebyście mogli ją zobaczyć zapisaną ręką średniowiecznego kopisty, ale może poszukajcie sami: rękopis można obejrzeć na Polonie (tak, to jest napisane po polsku! Tutaj możecie się zapoznać z transkrypcją, która nieco uwspółcześnia ortografię, żeby była czytelna – to właśnie robią autorzy podręczników, żeby uczniowie mogli się zapoznać Bogurodzicą – natomiast jeśli chcecie zobaczyć transliterację, czyli zapis oddający właściwości grafii rękopisu, sięgnijcie do papierowego wydania Chrestomatii staropolskiej). Śladem, że [ǫ] i [ę] miały barwę [ą] jest właśnie używanie do dziś litery ą (samogłoski nosowe ponownie zróżnicowały się barwą w momencie, kiedy zaczął zanikać iloczas, tzn. kiedy długość głoski przestała być cechą fonologiczną – różnicującą znaczenie).
Język polski jest ostatnim językiem słowiańskim, w którym one występują[6]. A raczej – występowały. Użytkownicy polszczyzny (czyli wszechmocny uzus) nie wymawiają już samogłosek nosowych synchronicznie (czyli jako [ǫ] i [ę])[7]. Piszemy się, ale wymawiamy [sie], piszemy węzeł, ale wymawiamy [vẽũ̯zeu̯] itd. Co więcej, wymowa synchroniczna jest uznawana za hiperpoprawną (czyli błędną) – często pojawia się u naturszczyków grających w serialach (bo mają złe wyobrażenie o poprawnej fonetyce) albo u osób, które na co dzień mówią gwarą, w której funkcjonuje całkowita denazalizacja wygłosowej głoski zapisywanej literą ą, np. [ido]. Taka wymowa (zamiast [idõu̯]) jest błędem; chcąc go uniknąć, takie osoby przesadzają w drugą stronę. Ale już [ę] w wygłosie uległo całkowitej denazalizacji, więc mówienie [się] to także przejaw hiperpoprawności[8] (w kwestii błędów fonetycznych popełnianych dlatego, że użytkownik wie, że mówi polszczyzną nieliteracką, gwarową, por. np. przypis 374 do Przedwiośnia Żeromskiego na Wolnych lekturach).
Należy pamiętać, że pismo jest wtórne wobec mowy. Ortografia odwołuje się w dużej mierze do historii języka i jest sprawą konwencji – dużo łatwiej nakazać ludziom pisać w określony sposób, niż kazać im w określony sposób mówić. Stąd takie rozbieżności między pisownią a wymową m.in. w języku francuskim (ja nigdy nie nauczyłam się dobrze francuskiej ortografii) czy angielskim. W polszczyźnie jest podobnie (trochę pisałam o tym niemal rok temu). Jednak taka litera ę bardzo przydaje się w odróżnianiu 1 os. lp. czasu teraźniejszego od 3 os. lp. czasu teraźniejszego, szczególnie wtedy, gdy brakuje nam jakiegokolwiek kontekstu (np. Pieję oraz Pieje, w wymowie równoważne: [piei ̯e])[9].
Czy należy więc chronić „ogonki”? Zrobicie, jak uważacie, ja jednak sądzę, że ucinanie „ogonków”[10] to barbarzyństwo i apeluję: nie róbcie tego.
[1] S. Barańczak, Pegaz zdębiał. Poezja nonsensu a życie codzienne: wprowadzenie w prywatną teorię gatunków, Warszawa 2008, s. 49.
[2] K. Długosz-Kurczabowa, S. Dubisz, Gramatyka historyczna języka polskiego, Warszawa 2006, s. 116–123.
[3] Tamże, s. 123.
[4] W. Kupiszewski, Kazania świętokrzyskie [w:] Teksty staropolskie. Analizy i interpretacje, pod redakcją naukową W. Decyk-Zięby i S. Dubisza, s. 103
[5] J. Garczyńska, Kazania gnieźnieńskie [w:] Teksty staropolskie..., dz. cyt., s. 221.
[6] K. Długosz-Kurczabowa, S. Dubisz, Gramatyka historyczna..., dz. cyt., s. 73.
[7] D. Ostaszewska, J. Tambor, Fonetyka..., dz. cyt., s. 60.
[8] Tamże, s. 61.
[9] Nie jest to jednak najmocniejszy argument (zwykle kontekst jednak jest, poza tym w mowie jakoś sobie radzimy).
[10] Żarty żartami, ale myślę, że warto zaznaczyć, że np. ucinanie ogonów psom jest barbarzyństwem dużo gorszym (bo powodującym ból i cierpienie) i uważam, że powinno być bezwzględnie zabronione.