Papetura i czułe zaproszenie do wyjątkowego świata z papieru
Papetura to jedna z najładniejszych i najbardziej wyjątkowych gier. W cenie tej produkcji mieści się siedem lat ręcznej pracy nad jedynym w swoim rodzaju światem. Jego twórca, Tomasz Ostafin, wszystkie elementy występujące w Papeturze rysował, wycinał z papieru, składał, łączył ze sobą i sklejał. Scenerie następnie fotografował, przenosił do cyfrowej formy i obrabiał, natomiast animacje oraz mechaniki rozgrywki powstawały w Unity. Sam proces twórczy jest w tym wypadku czymś, co niesamowicie fascynuje i, co tu dużo mówić, niezwykle oczarowuje. Pewne ciepło i miłość do tego małego dzieła można odczuwać już za sprawą samych detali w postaci drobnych zagięć widocznych na papierowych obiektach.
Pape, główny bohater gry, zostaje uwięziony w kielichu kwiatu. To właśnie w tym odosobnionym miejscu, nietypowej celi, poznajemy postać przypominającą lekko pozwijany skrawek papirusu. Nie wiadomo, dlaczego Pape przebywa w zamknięciu, ale wydaje się bardzo przygnębiony, a dogląda go mało sympatyczny jegomość wyglądający jak przerośnięta pchła. Strach przed osobnikiem jest widoczny już w pierwszej minucie rozgrywki, ponieważ w momencie jego nadejścia Pape ukrywa się za jednym z pączków obrastających ściany kielicha. Szansą na ucieczkę okazuje się ćma ze świetlistym odwłokiem. Dzięki owadowi Pape odnajduje kokon wypełniony mniejszymi ćmami i stanowi to pierwszą rzecz, z jaką można wejść w interakcję. Nocne motyle, wystrzelone niczym z procy przy użyciu LPM, mogą posłużyć do uruchamiania niektórych mechanizmów albo za przynętę.
Oczywiście ta ucieczka z więzienia to pierwszy etap podróży papierowego protagonisty, który na nowo musi się zorientować w wydarzeniach z krainy zamieszkiwanej przez przeróżne dziwne stworzenia. Pape dowiaduje się, że to, co pozbawiło go wolności, pragnie zniszczyć wszystko za pomocą ognia. Historia jest bardzo prosta i nie potrzebuje słów - losy postaci drugoplanowych, tudzież nadzieje wiązane z Pape, są przedstawiane w formie drobnych szkiców i animacji poklatkowych ujętych w białą bańkę zawieszoną ponad głowami postaci.
Jeszcze na wczesnym etapie gry pod opiekę Pape trafia istota o imieniu Tura. To czarne, podłużne stworzenie o szpiczastych uszach, krótkich łapach i zakręconym ogonie. Tura jest jednocześnie uroczym dzieciątkiem noszonym na rękach, kijem baseballowym, wiosłem oraz przechowalnią na rozmaite przedmioty zbierane w trakcie rozwiązywania łamigłówek. Między Pape a wielofunkcyjną Turą szybko rodzi się przyjaźń, choć trzeba też zaznaczyć, że jest to relacja oparta na symbiozie.
Skupiona wokół zagadek środowiskowych rozgrywka dostatecznie wciąga i momentami trzyma w napięciu. W części point & click przeszkadzało mi jedynie to, że bohater czasem pokonywał zbyt duży dystans, podczas gdy zależało mi na zrobieniu małego kroku i starannie zaznaczałam obszar, do jakiego Pape powinien dotrzeć. Natomiast ogromnym plusem jest różnorodność łamigłówek. Każda jedna jest unikatowa, co pozbawia gracza wrażenia, że robił już coś podobnego. Nie są one wyjątkowo trudne, bo i nie było to celem Papetury, ale nad niektórymi rzeczami rzeczywiście trzeba się dłużej zastanowić. Niezwykle podobało mi się łowienie ryb i sterowanie przynętą pod wodą w taki sposób, aby została zjedzona przez tę właściwą rybę. Kolejne próby były co prawda lekko irytujące, ale jak myślę o grze po paru dniach od ukończenia jej, to właśnie tę scenę widzę przed oczyma. Część zadań to drobne przysługi wykonywane dla postaci pobocznych w zamian za coś. Dodam, że w razie problemów ze znalezieniem rozwiązania można uzyskać podpowiedź, ale jest to poprzedzone zręcznościową minigrą, którą, rzecz jasna, trzeba ukończyć. Wydaje mi się, że jest to trafione rozwiązanie i dodaje czas na namyślenie się, czy na pewno nie jesteśmy w stanie samodzielnie przejść danego poziomu.
Papetura to bardzo dobra gra z gatunku wskaż i kliknij. Jest przepiękna oprawa audiowizualna, jest historia z miarowo budowanym napięciem, są ciekawe łamigłówki. Odbiorcy stale towarzyszy ciekawość, co wydarzy się dalej i co ujrzy w kolejnej scenie (ze względu na różnorodność świata). Tak naprawdę jedyną rzeczą, do jakiej można (nie trzeba) się przyczepić, jest krótki czas rozgrywki. Jednak i to znajduje swoje usprawiedliwienie w czymś, co określiłabym jako warunki szczególne - wieloletnia i czasochłonna praca z papierem w wykonaniu jednego człowieka. Biorąc to pod uwagę, w moim odczuciu te niecałe dwie godziny poświęcone Papeturze są w zupełności wystarczające. Od zawsze zresztą twierdzę, że gra może trwać nawet pół godziny i na pewno ocenię ją pozytywnie, jeśli niesie za sobą jakieś przesłanie albo jest wykonana w taki sposób, że szczęka opada.
Papetura nie byłaby taka sama, gdyby nie trafiona współpraca w kwestii udźwiękowienia. Muzykę skomponował Tomáš Dvořák - czeski klarnecista, kompozytor, artysta multimedialny. Kilkukrotnie współpracował ze studiem Amanita Design, czego efektem są ścieżki dźwiękowe do gier Samorost 2 (2006), Machinarium (2009 i Samorost 3 (2016). Niezwykle uzdolniony i wielokrotnie nagrodzony muzyk zdecydowanie dopełnił klimat Papetury swoimi kompozycjami. Są takie... rozmarzone, relaksujące, zawierają partie różnych instrumentów, a momentami zahaczają o dark ambient. Standardowo całości możecie przesłuchać na YouTube. Rolę operatora dźwięku wypełnił Juraj Mravec, który także pochodzi z Czech i ma na koncie współtworzenie wielu znanych filmów oraz seriali (lista jest długa, więc odsyłam do IMDb.
Kupujcie, grajcie i nacieszcie oczy złotem w czystej postaci.
PS Jeżeli jesteście ciekawi, jak dokładnie wyglądał proces tworzenia Papetury, przesłuchajcie wywiadu z Tomaszem Ostafinem przeprowadzonym w 2019 roku przez twórcę kanału vicek83. Pooglądać też można, bo pan Ostafin nagrywał swoją pracę i jest to niesłychanie ciekawy materiał. Ponadto jestem urzeczona jego ciepłą i skromną osobą. Serdecznie polecam.