pisk. coraz ostrzejszy, pisk, mocniej za uchem, wewnatrz czaszki, poprzez kregoslup zoladek zwiniety, przyspieszony oddech. jest mi zimno, wiecie ? wokolo pieprzona banda analfabetow, usmiechnietych, na czele wodz podskakujacy paradoksalnie.smiesznie. pacynka. sprawiam, ze czuje sie jak pacynka. mnostwo mrowek pod oczyma, miedz na jezyku. lubie wyrywac sie w nienawisc. postrzelilem kiedys pewna istote wewnatrz mnie. slaba. krucha. czasem nalezy ja dzgnac. czasem pare razy uderzyc. pozwolic by pognila. chcesz byc pieprzonym ? pieprz. spogladacie na siebie - tak naprawde co czujecie wewnatrz ? jest tam jeszcze cos ? ... boze... pieniadz ? smiech ? literatura ? moj umysl utknal na zepsutym zegarze, powroce z usmiechem krokodyla - rozumiesz ? czasem nadchodzi czas by nienawidziec, do tego musniecia chwila bedzie mi jeszcze zimniej. sprawie twa wiare. tak naprawde musimy stworzyc pewne zalozenie. 1. jestesmy klamstwami. 2. wierzymy w siebie. wiec jestesmy religia ? moze pieprzona rzeczywistoscia. za pewien czas nienawisc wokolo wzrosnie, ludzie chwyca za choroby. beda sie wypruwac wzajemnie. bedziemy srac ze strachu. mialem takie male cos. takie cos czemu obiecalem, ze nie uczynie wbrew temu nic. malenstwo zaufalo. a teraz kiedy wbilem zadlo nie moge sie zdecydowac co spiewac.. wiesz... zacialem sie.. spieprzylem... zacialem sie... cholernie sie zacialem... gowno cie to obchodzi, wiem.. zacialem sie... zacialem...















