Samotny, starzejący się człowiek spogląda na świat zza oszronionych okien swojego małego mieszkania. Kiedyś pełen planów, marzeń i niewyczerpanej wiary w przyszłość, dziś widzi świat jako chaos nienawiści, złości, frustracji i przemocy. Każdy dzień przynosi nowe wiadomości o morderstwach, wojnach i tragediach, które wydają się bez końca. Jest jak małe ziarenko, porwane przez czarny wiatr, który wiruje nad światem bez ładu i składu. Nie ma siły, by walczyć z tym wiatrem, nie ma gdzie się przed nim schować.
Zastanawia się, dlaczego ludzie się nienawidzą. Dlaczego, zamiast budować, tak chętnie niszczą? Gdzie zniknęła nadzieja, która jeszcze w młodości wydawała się być wieczna? Każdego dnia stawia sobie pytania, na które nie zna odpowiedzi. "Czy to wszystko ma sens?" - pyta w myślach, wpatrując się w migoczące światła miasta, które przypominają mu płomienie gasnących świec.
Czuje się zagubiony w tym świecie, który tak szybko się zmienia. Technologia pędzi naprzód, ale ludzkie serca wydają się coraz bardziej puste. Pragnie zrozumieć, dlaczego życie jest tak kruche, dlaczego ludzie przychodzą na świat tylko po to, by odejść w końcu w ciemność. "Dlaczego musimy umrzeć? Dlaczego nie możemy istnieć wiecznie?" - to pytanie powraca do niego jak echo. Odpowiedzią, którą sobie czasem daje, jest idea, że wieczność byłaby dla człowieka przekleństwem. Bez końca nie ma początku. Bez śmierci nie ma życia. Być może właśnie w tej ulotności tkwi piękno egzystencji.
A jednak, nawet w tym przekonaniu kryje się gorycz. Życie, które jest tak krótkie, często mija w bólu i strachu. Człowiek szuka sensu, pragnie pozostawić po sobie coś trwałego, a jednocześnie wie, że wszystko, co zbuduje, kiedyś obróci się w proch. Historia uczy, że największe imperia upadają, a największe dzieła sztuki bledną w obliczu czasu.
Może sens istnienia nie leży w wielkich czynach, ale w drobnych chwilach? W spojrzeniu pełnym zrozumienia, w uścisku dłoni, w śmiechu dziecka? Może człowiek jest tutaj po to, by choć przez chwilę rozjaśnić ciemność, która nas otacza?
Patrząc na swoje życie, człowiek ten widzi, że największe znaczenie miały dla niego te małe momenty: rozmowy z przyjaciółmi, zachody słońca oglądane w ciszy, książki, które go poruszały. Być może to właśnie jest odpowiedź na jego pytania. Człowiek jest jak płomień świecy - chwilowy, migoczący, ale zdolny rozjaśnić mrok. I choć wiatr może go zdmuchnąć, to światło, które rzucił, pozostaje w pamięci innych.
Musimy umrzeć, ponieważ wszystko na tym świecie jest cykliczne. Śmierć jest początkiem nowego życia. Człowiek umiera, ale jego energia, jego czyny, jego wspomnienia w innych - to trwa dalej. A sens egzystencji? Być może sens tkwi w samej wędrówce, w stawianiu pytań, w próbie zrozumienia, choćby częściowej. Może sens tkwi w próbie kochania, nawet w świecie pełnym nienawiści.
Zasypiając, człowiek ten wciąż nie zna wszystkich odpowiedzi. Ale jedno wie na pewno: jest ziarenkiem porwanym przez czarny wiatr, ale to ziarenko, choć małe i kruche, ma w sobie nieskończony potencjał, by wzbudzić życie, by przynieść zmianę, choćby najmniejszą.