Elephant choker soon to be on our etsy page!
seen from Kazakhstan

seen from United States

seen from Ukraine
seen from Canada

seen from United States
seen from United States

seen from Switzerland
seen from China
seen from United States
seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Bulgaria
seen from Spain
seen from Spain

seen from Spain

seen from United States
seen from Türkiye
seen from United States
Elephant choker soon to be on our etsy page!
PZKosz-owska nowomowa
Podczas meczu Polek z Portugalkami zaprezentowano nowy znak graficzny i nazwę ligi koszykarek. PZKosz wymyślił sobie, że ekstraklasa koszykarek będzie nazywała się BASKET LIGA KOBIET, a graficznie będzie reprezentowana fioletowo-biało-szarym znakiem, który wygląda jak darmowy obiekt z ubogiego oprogramowania. To wszystko nie wygląda i nie brzmi ani atrakcyjnie ani intrygująco. Jest bezkrytycznym naśladownictwem błędu popełnionego w koszykówce kilka lat temu (gdy po raz pierwszy użyto słowa BASKET zamiast KOSZYKÓWKA).
[bezpłciowy znak graficzny, który bardziej pasuje do Bielskiej Ligi Koszykówki niż do Ekstraklasy Koszykarek - całkowity brak elementów kobiecych]
Gdy słyszę te wszystkie Torrell Basket, Tauron Basket, Dominet Basket, czy wreszcie Basket Liga Kobiet albo Mini Basket Liga to odczuwam zniesmaczenie a wręcz obrzydzenie anglicyzmami stosowanymi w PZKoszu. Ślepe wrzucanie do nazw słowa „basket” niczemu nie służy. Nie podnosi prestiżu ligi, nie brzmi lepiej niż koszykówka. Wizerunkowo jest słabe, a do tego jest zwyczajnie głupie. Tendencja sprzed lat jest bezmyślnie naśladowana przez kolejne władze... Polski Związek psuje polski język....Jeszcze chwila i związek zmieni nazwę na POLSKI BASKET ZWIĄZEK (ewentualnie POLSKI ZWIĄZEK BASKETOWY). Idąc śladem naszych południowych sąsiadów mogli przynajmniej ligę nazwać albo Basketbolową Ligą Kobiet, albo Koszykową Ligą Żeńską. Wyszłoby na to samo, a byłoby przynajmniej zabawniejsze.
Ciekawe jakie są opinie koszykarek na temat zastosowanej nazwy i zaprezentowanego oznaczenia graficznego. Czy Wam się to podoba?
Półfinały PLAY OFF w Ford Germaz Ekstraklasie
Rozgrywki PLKK powoli zmierzają ku końcowi. Wkrótce poznamy nowe mistrzynie Polski. Na tym etapie fazy play-off najbliżej finału jest drużyna CCC Polkowice, która w rywalizacji prowadzi już 2:0 z Energą Toruń. Kolejne spotkania tych zespołów odbędą się 5.04 o godz. 19.00 oraz 6.04 o godz. 15.00 także w Toruniu.
W drugiej parze rywalizują ze sobą Artego Bydgoszcz oraz Wisła Can Pack Kraków. Artego to rewelacja rundy zasadniczej. Wiele wskazuje na to, że dziewczyny z Bydgoszczy mogą utrzeć nosa faworyzowanej Wiśle. Artego to drużyna, której niewielu dawało szanse na zajęcie tak wysokiego miejsca w tej części sezonu. A tu nagle okazuje się, że Artego niemal na pewno będzie miało medal. Być może będzie to nawet krążek złotego lub srebrnego koloru.
[skład Artego Bydgoszcz]
[skład Wisły Can Pack Kraków]
Choć Wisła nafaszerowana gwiazdami światowego formatu jest faworytem na papierze, to pokazana w tym roku wola walki i ambicja przemawia za zwycięstwem Artego. Obecnie w rywalizacji tych drużyn jest 1:1. Kolejne spotkania odbędą się 6 i 7 kwietnia w Krakowie oraz 10 kwietnia w Bydgoszczy. Jestem pewien, że wielu kibiców typuje, że końcowa tabela PLKK będzie wyglądała identycznie jak ta w sezonie zasadniczym. Czyżby z Wisły schodziło powietrze? Na pewno nie z Kaśki Krężel, która notuje co raz to lepsze występy. Ku mojej uciesze.
Warto tu wspomnieć, że to ostatni sezon rozgrywek FGE pod szyldem PLKK. W kolejnych latach koszykarki będą grały w lidze pod szyldem PZKosz. Nie chcę tego krytykować, ale jeśli budżet ligi będzie wyglądał tak jak portfel Polskiego Związku Koszykówki to wkrótce polskie koszykarki będą musiały szukać zatrudnienia w zagranicznych klubach. Tylko w zagranicznych, bo polskie rozgrywki przejdą do lamusa. Nie pozwólmy na to.
Kilka dni temu byłem przekonany, że wiosna jest tuż za rogiem. Jednak ona postanowiła się schować ustępując miejsca zimowej koleżance. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po przebudzeniu oślepiły mnie promienie słońca odbijające się od śniegu pokrywającego okoliczne jodły. Uśmiechnąłem się do siebie na myśl, że za kilka dni znów wybieram się do Zakopanego, a takie warunki sprzyjają przedsięwzięciu, którego się podjąłem.
Do tego wrócę za chwilę. Tymczasem przedstawię kilka moich subiektywnych i uproszczonych przemyśleń związanych ze sportami, z którymi jestem ostatnio bardziej lub mniej związany.
Punktujemy.
I. Koszykówka kobiet
Przed sezonem 2012/2013 miałem nadzieję, że to będzie nowy etap PLKK. Lepszy, dążący do stworzenia ligi na mocnych filarach. Ligi, w której kandydatki do reprezentacji Polski rozwiną skrzydła, by we Francji powalczyć, o coś więcej niż tylko wyjście z eurobasketowej grupy. Naiwnie uwierzyłem, że włodarze polskiej koszykówki mają plan rozwoju dyscypliny i zaczynają myśleć perspektywicznie, że w dobie wszechpanującego kryzysu gospodarczego zajmą się globalną i przemyślaną promocją. A było jak zwykle. W związkowej kasie od dłuższego czasu brakuje pieniędzy nawet na bieżącą działalność, a odpowiedzialni za pieniądze w PZKosz ,zamiast skupić się na przekonaniu do siebie sponsora, pożyczają–proszą-liczą na daniny. W ten sposób nie odbuduje się dyscypliny. I to wiedzą wszyscy. Wracając do ukochanych przeze mnie koszykarek muszę przyznać, że z początkiem sezonu obserwując roszady personalne w klubach PLKK byłem pewien, że Wisła Can Pack nie będzie miała sobie równych na polskim i europejskim podwórku, a po piętach będzie jej deptała drużyna CCC Polkowice. Nie wyobrażałem sobie innego scenariusza. Po kilku meczach zauważyłem, że te kluby, mimo iż naszpikowane gwiazdami światowego formatu, potykają się o źdźbło trawy. Jakże inaczej nazwać sensacyjne porażki i ogromne wahania formy sportowej. Czym dalej w las, tym jednak lepiej grały…prawie. Na pewno możemy to powiedzieć o drużynie Lai Palau, ale już koleżanki Tiny Charles z Wisły Can Pack zawiodły na całej linii. CCC pewnie bowiem awansowało do Final Eight Euroligi, gdzie mogą powalczyć o coś więcej niż tylko medal z ziemniaka. Wisła po przegraniu z Bourges straciła szansę na euroligowy sukces, a na własnym podwórku przegrała jeszcze z rywalkami z Polkowic finał Pucharu Polski. Nie pisałbym o tym, ale styl w jakim krakowianki rozpoczęły mecz finałowy woła o pomstę do nieba. Można tu wychwalać podkoszową CCC i obronę „Pomarańczowych”, ale trzeba także ganić skuteczność wiślaczek. W tej sytuacji nie sposób wskazać faworyta do tytułu mistrzyń Polski. Moim jest … Artego Bydgoszcz. Bardzo tego chcę. Artego jest największą niespodzianką tego sezonu. Grają w genialny sposób – z taką motywacją, że zaczynam się zastanawiać ilu psychologów sportowych pracuje w tym klubie. W każdym razie ekipa z Bydgoszczy gra koncertowo. Oby tak dalej. Pozostałe drużyny PLKK wyglądają słabo. Ich budżety to domki z kart postawione przy otwartym oknie. Nie wiadomo, w którym momencie zawieje, by sprawić, że całkowicie się rozlecą. Już się rozlatują. Apokalipsa jest blisko, coraz bliżej. Mam tylko nadzieję, że ominie polskie kluby. Nadzieję.
Ps. Zastanawialiście kto zostanie trenerem polskiej reprezentacji koszykarek? Kto może sprawić, że Polki powalczą o medale?
II. Siatkówka kobiet
Większość z Was wie doskonale jak ważną rolę w moim życiu zajmuje siatkówka. A zwłaszcza siatkówka kobiet i „plażówka”. W związku z tym wielce ucieszyłem się, gdy Legionovia awansowała do Orlen Ligi. Dlaczego? Ponieważ z Warszawy do Sopotu czy Muszyny mam dość daleko, a Legionowo to praktycznie część stolicy. Niemalże od razu umówiłem się z zarządem klubu, by zaproponować im współpracę. I tak się stało. Siódemka Legionovia to nowy podmiot w ekstraklasie, ale z takim potencjałem, że wielką stratą byłoby zakończenie jej przygody w Orlen Lidze. Niestety w trakcie sezonu okazało się, że „Lalki” psychicznie nie wytrzymywały obciążenia meczowego. Ileż to razy przegrywały sety mimo znacznej przewagi. Obecnie, gdy sezon dobiega już końca, można śmiało powiedzieć, że Legionovia dzielnie stawiała czoła najsilniejszym ulegając przeciętnym. Teraz nadchodzi najtrudniejszy moment sezonu: walka o utrzymanie. O ile nie obawiam się o mecze z AZS Białymstokiem (który w mojej ocenie w tym sezonie był niechlubnym elementem układanki nazywanej ekstraklasą – to, co działo się w ostatnich czasach wokół tego klubu nie powinno mieć już miejsca) to na tym nie kończy się walka o byt w ekstraklasie. Uda się.
Siódemka Legionovia zasługuje na uwagę także z innego powodu. Pomimo niewielkiego sztabu ludzi potrafiła stworzyć rozpoznawalną w Polsce markę, wskoczyła na języki dziennikarzy i dała się polubić. Musimy pamiętać, że klub nie dysponuje pieniędzmi Atomu, Tauronu czy Muszynianki, a klub prowadzą pasjonaci, a nie „korpoludki”.
Pierwszą burzę medialną klub spowodował kontraktując niesamowitą Magdę Saad, która zrezygnowała z siatkarskiej mekki (Azerbejdżanu) na rzecz małego beniaminka spod Warszawy. Zrezygnowała także z wielkich pieniędzy, by tworzyć historię legionowskiej siatkówki. Kolejnym sukcesem medialnym jest wyraźna obecność w social mediach. Umiejętność wykorzystania nowych mediów do promocji i komunikacji klubu musi budzić szacunek środowiska. I budzi. Po raz trzeci wywołano medialną burzę, gdy mała Siódemka Legionovia nawiązała współpracę z UNICEF-em i wspólnie zrealizowała kampanię „Wszystkie kolory świata” czy jak kto woli: „Szycie lalek w Strefie Lalek”. Ten pierwszy krok ku partnerstwu sportowemu z organizacją ONZ-u jest promocją całej siatkówki żeńskiej w Polsce. Tym bardziej, że teraz zmierzamy do zorganizowania meczu charytatywnego z siatkarską Barceloną, która także współpracuje z UNICEF. A któż w Polsce nie chciałby takiego meczu?
III. Karting. Michał Grzyb. Fundacja Wierczuk Race Promotion.
Większość kibiców, w tym kibiców sportów motorowych nie potrafi odróżnić kartingów od gokartów. Prawie wszystkim wydaje się, że to to samo. Błąd. Gokarty to plac zabaw jakich wiele. Obecnie są niemal w każdym centrum handlowym. I bardzo dobrze, bo to lepsza zabawa niż tarzanie się w kulkach albo granie na konsoli. Ale karting to już profesjonalny sport. Niektórzy nazywają go przedszkolem Formuły 1. Karting wymaga wielkich umiejętności od kierowców, wypchanych portfeli zarządzających zespołami i opiekunów kierowców oraz treningów jak w każdej innej dyscyplinie sportu. Dla rozwoju tej dyscypliny konieczne jest zwiększenie jej atrakcyjności medialnej, a przede wszystkim „wrzucenie” jej do telewizji, by można było obejrzeć zmagania polskich kierowców na arenie międzynarodowej. Która z telewizji obecnych w Polsce jako pierwsza będzie relacjonowała te zawody? Sport Klub, Eurosport, nC+? Wśród tych kierowców jest przecież następca Roberta Kubicy – kierowca, który będzie reprezentował Polskę w Formule 1. Kto nim będzie? Karol Basz? Michał Grzyb? Aleks Bardas? Michał Kasiborski? A może cała czwórka? A może jeszcze ktoś inny? Nie znam odpowiedzi na tak zadane pytanie. W ogóle zdecydowanie za dużo pytań pozostaje tu bez odpowiedzi. Ale dopóki nie zmieni się postrzegania kartingu, dopóty większość odpowiedzi będzie hipotetyczna. W kartingu jest jednak światełko w tunelu. Pojawiły się organizacje gotowe angażować wielkie pieniądze w promocję sportu i polskich kierowców. Jedną z nich jest Fundacja Wierczuk Race Promotion. I bardzo dobrze, że powstają takie inicjatywy. Jej założyciel, Jarosław Wierczuk, uczestniczył w testach w Formule 1 na 10 lat przed startem Roberta Kubicy. Ale nie to jest tu najważniejsze. Niegdysiejszy menedżer Jarosława jest obecnie szefem jednego z zespołów Formuły 1. W związku z tym kierowcy wychowywani przez Fundację Wierczuk Race Promotion mają trochę więcej szans niż inni kartingowcy na znalezienie się na testach w F1. Scuderia Toro Rosso już interesuje się Michałem Grzybem, ale samo zainteresowanie nie wystarczy, by podpisać kontrakt. Musimy być obiektywni – zespół STR interesuje się dziesiątkami młodych kierowców, a za sterami bolidu zasiądzie maksymalnie dwóch. Może będzie to właśnie „Grzybek”. By tak się stało Michał musi się wiele nauczyć, a Fundacja WRP musi zadbać o medialną promocję kierowcy (to sprawia, że interesują się nim zespoły fabryczne, sponsorzy, promotorzy itp.). Potencjał kartingów dostrzegł także LOTOS włączając kartingowców do Lotos Rally Teamu.
IV. SPEED SKI – Jędrzej Dobrowolski
Jak już uprzednio napisałem – promocja i komunikacja kluczem do sukcesu marketingowego. Takim przykładem jest Jędrzej Dobrowolski. Dobrze opracowana strategia medialna poparta sukcesem sportowym sprawiła, że o zakopiańczyku powiedziały wszystkie media w Polsce począwszy od publicznej telewizji, przez TVN, a kończąc na pismach Playboy czy CKM. W pewnym momencie jego znajomi spotykani w COS-ach żartowali, że niedługo Jędrek wyskoczy z lodówki. Dzięki temu, że w czytelny sposób wyjaśniono, że SPEED SKI to zupełnie, co innego niż zjazd na krechę, a nazwisko Dobrowolski stało się wszechobecne medialnie, rozmowy ze sponsorami i partnerami finansowymi wkroczyły na inny etap. Efektem popularności medialnej Jędrzeja Dobrowolskiego jest zorganizowanie przez Polskie Koleje Linowe pokazowego zjazdu sportowca Trasą Goryczkową ku Kuźnicom. Wydarzenie dojdzie do skutku 23 marca 2013 roku w Zakopanem, a relację z niego będzie można obejrzeć na żywo między innymi w Dzień Dobry TVN. Warto podkreślić, że przez 34 lata nie udało się w Polsce zorganizować zawodów SPEED SKI, a obecnie nawet FIS rozważa zrobienie Pucharu Świata Speed Ski w Polsce w 2014 roku. Czy do tego dojdzie? Prawdopodobnie.
V. Hokej. Hokeistki. PZHL.
Polski hokej od jakiegoś czasu wisi nad przepaścią recesji. Stagnacja i brak sponsorów to jego największe bolączki. Sytuację miał zmienić Piotr Hałasik wybrany na prezesa PZHL. Po kilku miesiącach jego urzędowania nie można powiedzieć, by w związkowej sakiewce znacząco przybyło srebrników. Przez lata pracy w marketingu sportowym nauczyłem się cierpliwości i wiem, że pozyskanie długofalowego sponsora wymaga wielu dziesiątek spotkań i kilku miesięcy „negocjacji”. Oczekiwania wobec nowego sternika PZHL-u są ogromne, a mistrzostwa świata już za miesiąc. Jeśli po mistrzostwach nie znajdzie się sponsora to z hokejem będzie krucho.
Za to Hałasik odniósł inny sukces. Wykazał się wielką intuicją promocyjną. W jego przypadku doświadczenia z siatkówki procentują również w hokeju. Wielką sprawą dla podniesienia poziomu polskich hokeistów/ek ma być włączenie polskiej drużyny do najprężniej rozwijającej się międzynarodowej ligi hokejowej, czyli do KHL. Jest to europejski odpowiednik NHL. Wartą uwagi sprawą jest minimalny budżet klubów przystępujących do tych rozgrywek, który wynosi bagatela 60 mln zł (w tym roku być może będzie niższy), czyli tyle ile budżet całej Polskiej Ligi Hokeja. Za miesiąc zapadną ostateczne decyzje odnośnie przystąpienia Olivii Gdańsk do KHL. To największy sukces naszych klubów hokejowych ostatnich lat. W ślad za tymi rozmowami toczą się jeszcze inne. Otóż związek białoruski i ukraiński chcą połączenia ich lig z PLH, ale o wiele atrakcyjniejszą propozycją jest utworzenie ligi polsko-słowackiej. Nasi sąsiedzi z południa są obecnymi wicemistrzami świata, więc możliwość rozwoju polskich hokeistów byłaby ogromna. To wielka sprawa dla polskiego hokeja. Okazja, której nie można zmarnować, bo za tym mogą pójść ogromne pieniądze dla niedocenionej przez MSiT dyscypliny. A w Korei możemy zagrać na IO o cele wyższe niż honorowy udział.
Ps. A to czego dokonały hokeistki Polonii Bytom w rewanżowym meczu z Unią Oświęcim w walce o mistrzostwo Polski – chapeu bas.
VI. Biathlon
Mówiąc o MSiT oraz kontrowersyjnych decyzjach ostatnich tygodni, miesięcy przed moimi oczami pojawiają się obecne sukcesy polskich biathlonistek. One jakby chciały udowodnić ministerstwu, że nie wolno przekreślać żadnej dyscypliny, a tym bardziej premiować jednych przed innymi. Przebudzenie może nastąpić w każdym momencie. A teraz okazuje się, że w sportach zimowych mamy więcej utalentowanych zawodników niż tylko Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. W sytuacji, gdy pół sportowej Polski emocjonuje się Stochem i spółką, biathlonistki w roku przedolimpijskim odnoszą największe sukcesy w historii. I to w sytuacji, gdy częściowo odcina się ich finansowanie. Musiałem o tym wspomnieć, ponieważ dopiero co Magdalena Gwizdoń wygrała sprint w Pucharze Świata, a kilka dni/tygodni temu na podium stawały jeszcze Krystyna Pałka i Monika Hojnisz. Okazuje się, że kilkunastoosobowa (może kilkudzięsięcioosobowa) reprezentacja Polski na zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Sochi w 2014 roku może zdobyć więcej medali niż 200-osobowa ekipa z letnich IO w Londynie.
Jaką krótkowzrocznością i brakiem rozsądku trzeba się wykazać, żeby na rok przed Igrzyskami zimowymi ograniczyć finansowanie sportowców, którzy mają na nich reprezentować nasz kraj? Zwłaszcza, że, z założenia, reforma ma doprowadzić do zdobywania większej ilości medali przez polskich sportowców. Jeśli sportowcy w Sochi zdobędą ich więcej niż ekipa olimpijska z Londynu to czy nastąpi reforma reformy?