Czasem bardziej wierzymy własnym domysłom niż drugiemu człowiekowi. Budujemy w głowie scenariusze, zbieramy „dowody”, wyciągamy wnioski-bez jednej rozmowy. Brak zaufania rośnie po cichu, karmiony lękiem i doświadczeniami z przeszłości.
Osądzanie jest szybkie. Nie wymaga odwagi. Wystarczy spojrzenie, pół zdania, niedopowiedzenie. Podejrzenia wydają się bezpieczniejsze niż pytania, bo pytania mogą przynieść odpowiedź, na którą nie jesteśmy gotowi. A rozmowa… rozmowa obnaża. Wymaga otwartości, ryzyka i przyznania się do własnych wątpliwości.
Gdy przestajemy rozmawiać, zaczynamy się domyślać. A domysły rzadko bywają łaskawe. Niszczeją relacje, które mogłyby przetrwać zwykłe „porozmawiajmy”. Bo zaufanie nie rodzi się z ciszy i kontroli-rodzi się z dialogu. Nawet trudnego. Zwłaszcza trudnego.
Może zamiast kolejnego osądu warto zapytać. Zamiast podejrzeń-posłuchać. Czasem jedna rozmowa potrafi uratować więcej, niż tysiąc myśli wypowiedzianych tylko w głowie.











