fragment przepowiedni Nostradamusa
"Wtem wielki ptak metalowy upadnie, a na nim znajdować się będą osoby ważne kraju niezwyciężonego, a na kraj ogarnięty chaosem i żałobą, wrogi najeźdźca ze wschodu uderzy."
"mam tego dość. rodzina chce mnie wysłać do psychiatryka, twierdzą, że ćpam, a ja nie potafię zatrzymać tego, co się wydarzy! zacznę od tego, że dwa dni temu miałam dziwny sen. śniło mi się to wszystko, co się wydarzyło do 2012 roku. cholera, takie to było realne! teraz to wszystko się sprawdza! wiem, kto będzie moim chłopakiem, wiem, że mój dziadek dostanie zawał w marcu tego roku i umrze, ale nikt mi nie chce uwierzyć! cholera błagam powiedzcie mi to co jest bo do głowy dostaje!! wszystko sie zgadza, każda informacja, którą sprawdziłam, okazała sie prawidłowa ( we śnie przyjaciółka powiedziała mi, że jej tata jest alkoholikiem- dzisiaj jej o to zapytałam,żeby potwierdzić to byla zdziwiona i pytała skąd to wiem) Po prostu wiem, co się wydarzy i tych złych momentów nie mogę powstrzymać bo nikt mi nie wierzy!..." - ktoś... na pierwszy rzut oka - nic takiego.
"...Jeżeli mi nie wierzycie, to zapamiętajcie moje słowa, ŻE W KWIETNIU TEGO ROKU OGŁOSZONA BĘDZIE ŻAŁOBA NARODOWA.
W LIPCU ZNOWU, a WE WRZEŚNIU UMRZE KTOŚ BARDZO ZNANY i CENIONY!" - Ten sam ktoś
"Rosja będzie pod bombardowaniem ze strony Japonii, ale to za dwa lata i to chyba oni rozpoczną wojnę miedzy sobą. Nie wiem jak to sie skończy dla Polski, wiem tylko że będziemy mieli wybór czy być za Rosją czy zjednoczyć się przeciw niej."
W sumie.. teoretycznie nic. Bo przecież mamy do czynienia z wieloma głupotami wypisywanymi w internecie. W sumie to nawet teoretycznie nie trzeba zwracać na to uwagi, ale z drugiej strony.. jeżeli w lipcu naprawdę coś się wydarzy, jeżeli będziemy mieli do czynienia z jakąś kolejną katastrofą, to czy można przejść koło czegoś takiego obojętnie?
Co prawda ciarki mnie przeszły, ale po chwili namysłu przecież nie można dać się zwariować. Trzeba poczekać co się stanie...
Po prostu w pamięci mam jak moja mama stawiała przez jakiś czas tarota, pamiętam jak nagle przestała. Pamiętam też dlaczego przestała go stawiać... pamiętam bo dowiedziałam się niedawno, pomimo tego, że zakończyła działalność "domowej wróżki" już dobrych kilka lat temu. Śmierć. To ją przepowiedziała... a potem chwila i... BACH! telefon... płacz i zgrzytanie zębów...w końcu pogrzeb. Od tamtej pory nie chce mówić co jeszcze widziała, a karty leżą w tej samej szufladzie, w tym samym miejscu, porastając kurzem. Potrafię uwierzyć, że istnieją rzeczy, które nie są wytłumaczalne, które nie zawsze idzie pojąć i wytłumaczyć. Wierzę w to, bo przecież uczy mnie tego choćby moja wiara chrześcijańska. Szatan, Bóg, niebo... w końcu i prorocy. Przecież jeżeli istnieli gdy miał się narodzić Chrystus, dlaczego nie mogą istnieć w XXI wieku? Dlaczego miałabym nie wierzyć, że dziewczyna faktycznie widziała co się stanie? Oczywiście trzeba pamiętać, że w dobie tak rozwiniętej technologii nie byłoby aż tak trudnym podszycie się pod nią - idiotów nie brakuje. Jednak, pozostaje we mnie to ziarno zwątpienia. Chyba faktycznie trzeba nam czekać do lipca... czekać na kolejną tragedię, której nie idzie powstrzymać, a raczej czekać na to by się nie wydarzyła.
No, a teraz.. Jeżeli już się spełni i w lipcu stanie się tragedia, potem we wrześniu... To.. to co dalej? 3 wojna światowa? To już gdybanie... teoretyczne dywagacje na temat czegoś co nie jest nawet w 10% pewne. Jednak, potrafię uwierzyć w to, że sami się w końcu powybijamy.
Pojawiła się nie tak wcale dawno w mojej głowie pewna myśl, o której rozmawiałam z ojcem. O pozbyciu się wojsk... o zaprzestaniu takiej masowej produkcji broni. Chodzi tu o broń, którą używa się na wojnach, ciężka artyleria... W sumie to taka optymistyczna wersja świata, pasująca trochę do tych plastikowych miss, których jedynym marzeniem jest pokój na świecie, ale.. ale jednak przy rozmowie, o kolejnych wyprawach do Iraku coś takiego się pojawiło. Ludzie co prawda zawsze znaleźliby sposób by jakoś wojować, ale nie ułatwiłoby to im zadania. Rozmawiając doszliśmy do wniosku, że byłoby to jednak niemożliwe. W tym jest za dużo pieniędzy. Przemysł zbrojny... wszystkie maszyny kupowane przez wojska na całym świecie, nie zapominając o szarych jednostkach kupujących broń. Właśnie tak to się wszystko kręci... ludzkość sama zaciska sobie pętlę na szyi. W sumie nie ważne kiedy... czy za dwa lata czy za 150, ale kiedyś przyjdzie taki moment, że jakiś wariat naciśnie guzik i wszystko pójdzie w pizdu. Nie sądzę co prawda by za dwa lata ten koniec świata nastąpił, ale... wojna? Wojna tak naprawdę może wybuchnąć nawet jutro.