Colors of autumn
seen from Netherlands
seen from Malaysia

seen from United States

seen from Malaysia
seen from Germany
seen from China
seen from Türkiye
seen from Argentina
seen from France
seen from United Kingdom
seen from China
seen from Italy
seen from China
seen from Hong Kong SAR China
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from Germany

seen from United States

seen from United Kingdom
Colors of autumn
11.01.2022
Wieje, duje, szumi, gwiżdże i… dźwięcząco stuka. Ostatni sztorm poradził sobie z kilkoma wkrętami (albo gwoźdźmi) mocującymi blachę falistą dachu jednego z garaży sąsiadów i tak od północy mamy koncert z mocnymi akcentami perkusyjnymi. Jeszcze wczoraj nie miałem zielonego pojęcia o skali dźwięków jakie taka poluzowana blacha może wydać. Bo stukanie i dźwięczenie to każdy z nas zna. Ale zawodzenie znane z grania na pile? Albo jednoczesne wygwizdywanie kilku nut, różnych i z każdym podmuchem, z każdym ruchem tego jedynego w swoim rodzaju instrumentu - innych, które powstają w poszarpanych, pordzewiałych i wystrzępionych zapewne też, dziurach po gwoździach. Albo wielotonowy metaliczny pogłos podmuchu przesuwającego się wzdłuż żebrowania. Przywołujący gdzieś tam głęboko wspomnienie organów, ale anemicznych (na szczęście) i atonalnych (jak lubię) trochę. I czasem to wszystko przyprawione deszczowym staccato, o różnej wysokości, zależnej od wielkości kropel, kierunku ich spadania (a za oknem wietrzne wiry to akurat normalka) i kąta ułożenia blachy w danej chwili. Zatem wtorek zaczęty z orkiestrą na wiatr i półsamotną i nie do końca samodzielną blachę falistą. Solistą jest wiatr wiejący w porywach do 60 km/h, wspomagają go przelotne urozmaicone opady (bo nie deszcze) różnej intensywności i te kilka stopni powyżej zera (na razie trzy pokazuje termometr umieszczony jakiś metr powyżej dzisiejszej bohaterki), choć pewnie przymrozek rozpostarł się na trawie, chodniku rodzimym czarnym piaskiem posypanym i jezdni, z której wczorajsze deszcze ze śniegiem rozpuściły i zmyły już zapewne większą część soli do jej posypania wydzielonej. Ja robię za wdzięczną publiczność, na pewno mniej wykształconą muzycznie od każdego z mieszkańców tego lotniska gdzieś pośrodku Atlantyku, który z wdzięcznością daje się tej muzyce porwać. Bo wiatr, na szczęście, ma wiele oblicz. A reszta dzieje się w naszych głowach.
PS słońce dzisiaj to możemy sobie namalować.
7.01.2022
Półtora dnia ze stukilometrowym wiaterkiem na razie mamy z głowy. To przy okazji była też niezła huśtawka temperaturowa (o barycznej nawet nie wspominam) gdyż z minus ośmiu zrobiło się tyleż samo - na plusie. Wczoraj pod wieczór.
Teraz panuje bloga cisza. Prawie, gdyż któryś z sąsiadów postanowił pobawić się kompresorem spalinowym i co kilka minut odpala się jego silnik. Zamordować - głupio, zignorować i przeżyć tę niedogodność - zdecydowanie mądrzej. Ot, poranne espresso zaparzyć i jedną linijkę czekoladowych kostek do niej zjeść - zdecydowanie mądrzejsze posunięcie. I przyjemniejsze, przynajmniej dla mnie. Dziś leniuchuję, wiec temperatura za oknem mało mnie interesuje, w domu idealne 19 stopni, przez szybę widzę trochę chmur i srebrzyste punkciki. Znaczy, że będzie szansa na błękitne niebo, delikatnie różowe światło słoneczne, całkiem przyjemne i wyraźne obrazki nad zatoką. Tyle, że pod wieczór, na szczęście już po zachodzie słońca (a już jest tak jasno, że w sprzyjających warunkach widać inny niż granatowy kolor nieba po siedemnastej) znowu powieje. Ale że to już będzie początek drugiego weekendu, to sobie może nawet wichurzyć i sztormować. W nosie to miał będę pochylony z lutownicą nad prototypem wzmacniacza lampowego. W końcu każdy z nas na swój sposób bawi się w karnawale 😉
6.01.2022
Pomarańczowy alert. Znaczy to, że zostajemy w domach, wychodzimy tylko na moment a nie dla zabawy. Wiatr wieje z prędkością 100 km/h, z nieba na zmianę sypie mokry śnieg lub zimne i duże krople deszczu. Na jezdniach i chodnikach cienka warstwa zdradliwej brei, pod którą schowałą się dosłownie mikroskopijna warstwa lodu. Ale to w zupełności wystarczy, żeby w najlepszym wypadku wylądować na rzopie, w tym gorszym - coś sobie połamać (najczęściej leci nadgarstek). Niby dwa stopnie powyżej zera na termometrze, ale to jawne oszustwo z naszych receptorów i pamięci genetycznej. Tak ciepło jest tylko w miejscach od wiatru osłoniętych, wszędzie indziej odczuwalna to minimum pięć stopni pod zerem. Wiatr daje do wiwatu, a obydwie kotki mają z tego powodu wielką radochę i szaleją po całym parapecie ścigając te wszystkie ruszające się przedmioty, które przez szybę widzą. Ale wyjście z domu zupełnie je nie interesuje. To ewidentnie nie jest pogoda na kocie spacery.
28.12.2021
Pomarańczowe (a w zasadzie mandarynkowe) święta za nami, latające po niebie ognie, fajerwerkami w synczyźnie zwane, przed nami i jeszcze zielone noce - nad nami. Podwójnie zielone: bo zorza rządzi a jak powszechnie wiadomo zorza świeci na zielono (czasem z dodatkami), po drugie zaś - to już końcówka roku z oczkiem w zapisie, a przecież ostatnia noc różnych wyjazdów nazywana jest nocą zieloną, to chyba tę zieleń można przenieść na ten ostatni tydzień. Pełen tydzień - gdyż pierwszym dniem islandzkiego tygodnia jest niedziela, zatem nasze bóstwa zaczynają i kończą kalendarz odpoczynkiem. Niedziela - wiadomo, a sobota to przecież weekend. Aż chciałoby się w Valhalli zamieszkać ;)
Ale, ale - miało być o pogodzie, która prócz zorzy zielonej, zielonej trawy i takichże świerków (trochę ich tu rośnie) pokazuje nam minus cztery na termometrze, mało chmur, blask księżyca, już przebudzone poranne szpaki (za dnia trelami wariujące), które za nic sobie mają rządzące zimowymi przestworzami kruki i trochę zimnego wiatru z północnego wschodu (bardzo zimnego nawet). Tylko śnieg w Reykjaviku na starych widokówkach i na zboczu Esji. Na białe ulice musimy sobie jeszcze poczekać (może odrobinę sypnie dziś pod wieczór). Za to od piątku słońca przybyło aż pięć minut. Całe pięć minut. I daje pięknie różowe światło.
PS Ponad 16 tys. trzęsień a lawa jeszcze nie wypływa. Ale jest dobra wiadomość - wypłynie. I z małymi przerwami będzie płynąć przez następne 150 lat - zatem każdy chętny naprawdę zdąży ją zobaczyć.
24.12.2021
Jeśli tylko lód na kałużach się trzyma to gdzie jest ta słynna islandzka zima? Zapewne turyści (choć niezbyt liczni mimo tradycyjnego mikro szczytu odwiedzin Reykjaviku przypadającego właśnie teraz) stawiają sobie takie pytanie czując tylko lekkie szczypanie w nos, policzki i uciekające spod czapek uszy. Pewnie też w niemałe zdumienie popadają widząc w sklepach i na ulicach wyspiarzy w krótkich spodenkach i takichże koszulkach popularnie t-shirtami zwanych. Ale naprawdę to nie jest tak strasznie zimno i nie zamarza się na tych kilkudziesięciu metrach od samochodu do dowolnych czterech ścian. Na szczęście nasz słynny wiatr codzienny coraz rzadziej przypomina nam o swojej upierdliwości. Ostatnio najczęściej wieje (jeśli te podmuchy wogóle można wiatrem nazwać) z prędkością do 10 km/h, tak jak dzisiaj na ten przykład. Ale że to podmuchy ze wschodu to i ciut mroźniejsze (ale ciut, ciut tylko). Na termometrze teraz minus trzy, stabilne do pory obiadowej, potem odrobinę więcej chmur przysłoni niebo i trochę cieplej będzie - tak na jedną kreskę ponad zero. Słońce pojawi się się nad linią horyzontu tradycyjnie czyli o 11:20, ale zajdzie dopiero o 15:33 - dwie minuty później niż w dniu tegorocznego zimowego przesileniu. Już dwie minuty dłużej będzie dziś nad nami - następna szansa na zobaczenie słońca czeka nas najwcześniej w poniedziałek. Padać nie będzie, widoczność więcej niż przyzwoita. Dziś jeszcze czeka nas ostatnie przedpołudnie zakorkowanych ulic i tłumów w sklepach i potem już błogie lenistwo.
I (uwaga, uwaga, tadam, tadam) oczekiwanie na powtórne przebudzenie erupcji w Eunuszej dolinie, którą przed pięcioma zaledwie dniami uznano za ostatecznie zakończoną, a od trzech dni znów się tam trzęsie - już ponad sześć tysięcy razy - najsilniej prawie na piątkę: 4,9 stopnia w skali Richtera z epicentrum na głębokości circa sześciu kilometrów. Wulkanolodzy mówią, że to zbiera się magma i będziemy tam znowu grilować, tym razem na śniegu (o ile w końcu nas przysypie).
Zatem Szczodrych Godów albo Gleðilega hátíð po naszemu
21.12.2021
Oblepiające cały nasz świat mgła zapanowała wczoraj nad Reykjavikiem. Początkowo wilgotna i ciepła, na wieczorny spacer starczyło założyć na siebie tylko lopapejsę - czyli sweter z islandzki z charakterystycznymi, trochę rozmytymi przez długie wełniane włosy geometrycznymi wzorami - ale teraz mgłę już odrobinę przerzedziło, jest jaśniej zdecydowanie, widoczność z kilkudziesięciu kroków wzrosła do jakichś dwóch kilometrów - z domu widzę nie tylko Hallgrimskirkję, ale i spory kawałek Reykjaviku. Mgła powolutku opada zostawiając wszędzie pełno kropel wody. Trochę też przegania ją delikatny, na razie, wiatr ze Śródziemia, co w konsekwencji przyniesie nam lekkie ochłodzenie i wczorajsze osiem stopni na plusie wieczorem, dziś będzie już tylko marzeniem. Na razie ciut, ciut powyżej zera i wzrośnie do dwóch, może trzech Celsjuszy, ale przez wspomniany wiatr znad lodowców będzie nam się wydawało, że to mróz łapie. A tenże przyjdzie do nas dopiero na święta. Jednak śniegu i tak nie będzie. Ani dziś, ani jutro, ani tym bardziej w czwartek. Dziś jeszcze szaro, buro, mokro i bezsłonecznie, zatem wciąż idealna pogoda na zapełnianie lodówki. Tylko te dzikie tłumy w sklepach…
19.12.2021
Ciepło, cicho, spokojnie. Termometr pokazuje osiem stopni na plusie, stojący na krawężniku zaspany kos patrzy na mnie jak na zjawę z innego świata i nic sobie z mojej obecności nie robi. Ocierajàca się o moje nogi szylkretka z dzwoneczkiem na obroży też niespecjalnie na niego zwraca uwagę. Może to chwilowy rozejm a może już jakiś czas tak żyją obok siebie nieprzeszkadzając sobie wzajemnie: ona łasi się do ludzi, on zaś zbiera swoje robaki. Trochę mgły, kilka chmur na niebie, jasne plamki, które nie mogą być gwiazdami i delikatny szum kilku samochodów na zakolcowamych oponach. Niby zima acz wiosenna jakaś. Lubię takie poranki, po które obiecują nudny dzień. Spokojny, bez niespodzianek, z wiatrem z południowego wschodu, którego praktycznie nie ma (5 km/h), ze słońcem i dzwonami na msze wzywającymi o tych samych, co tydzień, godzinach. Ostatnia spokojna tegoroczna niedziela.