25 Lipca 2144
Następnego dnia wstaliśmy wcześnie. Na śniadanie zostało trochę wczorajszej kolacji. Podjedliśmy i wzięliśmy się za planowanie remontu. Maya miała jeszcze tydzień wolnego nim musiała stawić się w nowej pracy.
Zanim rozwinęliśmy arkusz papieru i dokładnie przebadaliśmy ściany domu, Jeff oprowadził nas po włościach należących jeszcze do jego dziadków. Pokazał ogród z dziurą w ziemi, zjedzoną przez korniki altankę, górne piętro i jego pokój kiedy był małym brzdącem. Jeszcze wtedy na poddaszu wyryte były inicjały jego i szajki ze szkoły, z którą się kolegował. Kuchnie i salon zwiedziliśmy przy okazji poprzedniego dnia, ale najciekawsze Jeff zostawił na koniec. W kuchni pod blatem, obdrapanej wyspy ukryte były drzwi w podłodze i tajemne schody, o których wiedziała tylko rodzina Atkinsonów. Okazało się, że dziadkowie Jeffa zbudowali podziemny schron. Ponoć w końcówce XXI wieku wynaleziono potworną broń masowego rażenia. Przezorność Atkinsonów chroniła rodzinę od wszelkiego zła. Większość rodzin jeśli mogły sobie na to pozwolić budowały podziemne bunkry. Całe pomieszczenie wydawało się ponure i odcięte od świata zewnętrznego. Panował niezwykły spokój.
Filtry powietrza i wody były lekko nadszarpnięte przez ząb czasu, ale od czego byłem ja. Po za tymi dwoma rzeczami pomieszczenie zagracono starym, niedziałającym sprzętem. Przenośne dyski pamięci, płyty, zniszczone, lepiące się od kurzu radio, telewizor płaski jak kartka, mikrokomputery, głośniki, dwa rowery, którymi aby można było jeździć trzeba było naciskać na pedały. Istna graciarnia. Mayi przypadło do gustu stare radio, a oczy zaświeciły jej jak nigdy. No może tylko na mnie tak patrzyła… a przynajmniej lubiłem tak to sobie wyobrażać.
Było tam jeszcze trochę książek, zdjęć, narzędzi, krzesło bez nogi i skrzynia. Jeff dobrze mnie znał i wiedział, że najciekawszym było nieodgadnione, a w tym przypadku była to tamta skrzynia. Uśmiechnął się i rzucił mały klucz. W środku znajdowały się kombinezony ochronne, zestawy tlenowe, naręczne komputery monitorujące promieniowanie, kilka pistoletów i pudełko z amunicją. Gospodarz zaskoczył mnie jeszcze jednym ukrytym schowkiem, z którego wypadły trzy sztuki broni palnej. Jedna strzelba z dwiema lufami, którą kiedyś widziałem w muzeum i dwa karabiny pulsacyjne. Jeff nie powiedział dokładnie skąd u niego w domu znalazł się sprzęt, ale za posiadanie tego typu zabawek groziła dożywotnia odsiadka. Tylko kto z rządzących zaglądałby do kuchni pod blat na osiedlach starych domków biedaków i żebraków? Takie zdanie o nas miały wielkie korporacje i rządzący.
Byłem pełen podziwu dla wybudowanego pod domem schronu. Po zachwytach, wzięliśmy się do pracy. Zrobiliśmy listę potrzebnych narzędzi, których nie znaleźliśmy u Jeffa w piwnicy i razem z Mayą wyszliśmy na zakupy do najbliższego molochu handlowego. Musieliśmy pojechać do centrum oddalonego o parę kilometrów. Przy okazji miałem nadzieję znaleźć jakąś pracę. Jasne, przez jakiś czas nie musieliśmy się martwić pieniędzmi, ale źródełko szybko wysychało.
Wieczorem dotarliśmy w końcu do domu Jeffa. Prawie cały dzień spędziliśmy na zakupach i szukaniu dla mnie ogłoszeń przyjęcia do jakiegoś fachu. Byliśmy brudni, spoceni i zmęczeni. W autobusie przepełnionym ludźmi było tak duszno, że prawdopodobnie zatrułem się wydychanym przez pasażerów dwutlenkiem węgla. Lataliśmy już w kosmos, a nie potrafiliśmy dobudować do autobusów miejskich klimatyzacji albo wentylatorów. Na szczęście Jeff potrafił przekonać nas do Eau Claire wspaniałą obiadokolacją, którą pichcił cały dzień. Dzięki braciom Rodriguez znów mieliśmy pełne żołądki, a z pomocą kilku dolarów więcej (tak nazywała się waluta obowiązująca w dawnych stanach zjednoczonych) załatwili kilka porcji posiłków pracowników korporacyjnych. Nie wiem jak to robili, ale szło im naprawdę świetnie. Trochę mnie to zmartwiło kiedy dowiedziałem się, że dwóch z nich miało w przyszłym roku trafić na przymusową służbę do armii.
Gdy tak rozmyślałem zaczęły dręczyć mnie wspomnienia z frontu. Z nieudanej akcji za granicą. W końcu nadeszły wstrzymywane koszmary.
Obraz:
ElasticComputeFarm z Pixabay
Muzyka:
Keffy.Stay
https://freesound.org/people/Keffy.Stay/sounds/253966/
https://freesound.org/people/Keffy.Stay/sounds/324865/












