Wykonało się - może, że nie samo, bo z olbrzymią pomocą rewelacyjnych ludzi (DZIĘKUJĘ :* )-, ostatecznie przeniosłam się do Katowic. Przeprowadzka odwlekana była przynajmniej od lutego, po drodze wiele różnych, dziwnych rzeczy się wydarzyło. Na szczęście "znalazł się" (okazało się, że był pod ręką ;p) fajny współlokator, razem trafiliśmy na fajne mieszkanie...no i już.
Przeprowadzek nie znoszę (pomimo tego, że przez ostatnie 6 lat było ich 7!!!) ale ta ostatnia miała wyjątkowy urok. 2 dni rozkręcania/skręcania/pakowania/rozpakowywania. Ale i wielu śmiesznych sytuacji: tuzina zdechłych much w lampie, rozwalających się kartonów, problemów technicznych samochodu itd...
Namiastka na zdjęciach (autorem wszystkich jest Łukasz B. Człowiek, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych!
Pierwsze spotkanie towarzyskie już za nami. Jestem jednak przekonana, że podobne będą miały miejsce przynajmniej raz w tygodniu :) Na razie ... czas "parapetówki". Okazało się, że chyba trzeba ją obchodzić przynajmniej ze 3 razy ;p









