Czasem chcę się poddać, już przestać, odpuścić, nie starać się, ulec przekonaniu o własnej nijakości i że przecież to wszystko na pewno będzie też gdzie indziej. Że ja nie mam nic z oryginalności i moje starania rozniosą się w takosamość. Że już tyle lat, co ja mogę jeszcze wnieść? A potem myślę o tych wszystkich cudach. O tych wszystkich ludziach, których los mi zesłał, o tych wiadomościach. O serdeczności i ich poczuciu pewnej przynależności do miejsca, które tworzę. I myślę sobie: "Oni we mnie wierzą". Nie mogę im tego zabrać. Więc otrząsam się i robię swoje. Bo to coś więcej niż anonimowe cyferki. To znacznie, znacznie więcej.












