Sprzedawca strachu
Jeden z najbogatszych pisarzy świata. Rzemieślnik i artysta. Autor powieści, które natychmiast zaraz po premierze trafiają na szczyty list bestsellerów. Stephen King nie bez powodu nazywany jest Mistrzem grozy.
Carrie Briana de Palmy, Lśnienie Stanleya Kubricka z genialną rolą Jacka Nicholsona, Skazani na Shawshank z Timem Robbinsem czy Zielona mila z Tomem Hanksem. Są to filmy wybitne, które weszły do kanonu światowej kinematografii, dlatego większość z nas powinno znać nazwisko Stephena Kinga. Jest to bowiem autor wszystkich powieści, których wyżej wymienione filmy są ekranizacjami. Nie bez powodu King jest nazywany mistrzem horroru, jego książki sprzedają się w takich ilościach na całym świecie, że w liczeniu zer można się pomylić. Jest autorem ponad 60 powieści, i za każdym razem wytwórnie filmowe biły się o prawa do ich ekranizacji. W czym tkwi sekret jego sukcesu? Horrory Kinga uświadamiają ponurą prawdę – to człowiek jest źródłem autentycznej grozy. Większość powieści nie przedstawia typowego dla znanych nam horrorów motywu wampirów, wilkołaków, zjaw i demonów. Autor porusza tematykę, w której zło emanuje z wnętrza człowieka. Autor sięga daleko w głąb ludzkiej natury i wydobywa z niej to co najciemniejsze. Spośród wszystkich powieści Kinga, z którymi miałam do czynienia postarałam się wybrać 3, które moim zdaniem są najlepsze.
Pierwszą książką, która zasługuje na uwagę jest Cmętarz zwieżąt. Błąd nie jest kwestią mojej pomyłki. Powieściowy cmętarz stworzyły dzieci, które wiadomo zawsze miały problem z ortografią. Jest to mroczna i posępna opowieść o ojcu, który decyduje się wskrzesić swojego tragicznie zmarłego syna. Dziecko powraca, ale nie jest już tym miłym chłopcem. Nawet zdaniem Stephena Kinga jest to powieść tak przerażająca, że miała się nigdy nie ukazać. Po pierwsze nie ma w niej Happy endu, po drugie to dzieci staja się czymś złym i podłym, wreszcie po trzecie, każdy pozytywny bohater ginie albo popada w obłęd. Powieśc zekranizowano w 1989 roku. Film, którego tytuł brzmi Smętarz dla zwierzaków (Pet sematary) nie przeraża tak jak powieść. Winę ponosi ciężka reżyserska ręka Mary Lambert, która opowieść o śmierci dziecka i jego potwornym powrocie naszpikowała tanimi „strasznymi” chwytami, czyli trochę mgły, dużo posępnej muzyki i stukanie łańcuchami. Książka jest genialna, niestety nie można powiedzieć tego samego o filmie.
Ci, którzy nie znają przeszłości, zwykle ją powtarzają… i nie chcą słuchać ostrzeżeń.
Na moim drugim miejscu jest napisana w 1986 roku powieść Misery. Skąd pomysł na tą powieść? W tym roku King był już literackim bogiem i miał miliony swoich wyznawców, którzy niestety coraz bardziej utrudniali mu życie. Zaczepiali go w sklepach, wystawali pod jego oknami, chodzili do tych samych knajp. Powoli, ale skutecznie King poznawał ciemną stronę sławy. Wtedy stworzył powieść, która odzwierciedlała to, co sam przeżywał. Tak właśnie powstał Paul Sheldon – autor bestsellerowych romansów, który postanawia uśmiercić swoją główną bohaterkę imieniem Misery i stworzyć całkowicie nową powieść. Wypadek to nie jedyny kłopot, z którym musi zmierzyć się pisarz. Uwięziony w domu swojej fanki, zostaje uznany za zaginionego. Fanki, która ogarnięta obsesyjną miłością i fascynacją do książek o Misery, zdolna jest do wszystkiego. Książka jest o wiele bardziej brutalna od filmu, który został nakręcony w 1990 roku przez Roba Reiner’a. A co ciekawe miała być jeszcze bardziej okrutna, ponieważ opiekunka Annie miała zabić pisarza, a z jego skóry zrobić okładkę książki napisanej na jej cześć. Tak na szczęście się nie stało. W zasadzie zbyt wiele się tu nie dzieje. Mamy tylko parę zamkniętą w domu na pustkowiu, ale to wystarczyło do stworzenia jednego z najbardziej klaustrofobicznych horrorów. Reżyser od razu zaznaczył, że film ma być pozbawiony wszelkich elementów przemocy i w sposób bardzo subtelny jeszcze mocniej uwypuklił opowieść o pojedynku, jaki rozgrywają między sobą kat i ofiara. Perfekcyjnie ukazuje bezsilność człowieka całkowicie uzależnionego od drugiej osoby. Jest to tytuł, z którym zdecydowanie warto się zapoznać, przynajmniej dla fenomenalnego aktorstwa. Dodatkowo aktorka Kathy Bates, dzięki kreacji Annie Wilkes, z nikomu nie znanej aktorki stała się ikoną i wielką gwiazdą. Za swoją rolę otrzymała Oscara.
No i w końcu trzecie miejsce zajął Worek kości. Opowieść o cierpiącym na niemoc twórczą pisarzu, który zmaga się z demonami przeszłości. Poruszająca opowieść o rozpaczy i uczuciach, które są w stanie przetrwać wszystko - nawet śmierć. Trzynaście lat po wydaniu książki Mick Garris zaadaptował literacki triumf Kinga i zamienił go w tanią opowieść o duchach. To zaskakujące zwłaszcza, że filmowy Worek kości ma świetnego głównego bohatera – Pierce Brosnan grający Mike’a Noonana. O ile zmienione wątki powieści dałoby się jeszcze wybaczyć, to prostackich uproszczeń już nie. Nastrój zastąpiony zostaje dosłownością, a bohaterzy zaczynają wygłaszać coraz większe banały „o życiu”. Naturalna charyzma Pierce’a Brosnana nie były w stanie uratować tej produkcji. Jeśli mogę coś doradzić, to zdecydowanie polecam powieść. Jest absolutnie mistrzowska.
King w każdej książce zawiera cząstkę siebie, opisuje świat, który dobrze zna. Choć każde jego dzieło zawiera w sobie motywy bardzo do siebie podobne, standardowo akcja rozgrywa się w stanie Maine, musi być pisarz i alkoholik (najlepiej żeby to była jedna i ta sama osoba), człowiek psychopata, wątek zjawisk nadprzyrodzonych, no i dosyć uproszczone rozwiązanie na koniec. Jednak każda historia ma swój osobisty potencjał. Liczba ekranizacji i adaptacji dorobku tego autora jest na prawdę imponująca i żaden inny pisarz nie może się pochwalić takim szczęściem. Szkoda tylko, że znaczna część ekranizacji to produkcje po prostu niedopieszczone.
olsjo












