“Kup pan chiński szajs!” - czyli jak sprzedać swoją moralność na AliExpress
AliExpress, znana i kochana strona, gdzie za grosze możemy kupić chiński szajs, który w Polsce kosztuje 4 razy tyle. Każdy, kto tam kupuje raczej wie, że zegarek kupiony za 3 dolary nie będzie Rolexem, a te buty Nike widziały fabrykę Nike tylko na zdjęciu. Ale właśnie, każdy kto tam kupuje.
Nasze (i nie tylko nasze) społeczeństwo nadal jest dość... przestarzałe. Nadal dla niektórych osób (a nawet ośmielę się zaryzykować, że dla większości) zakupy internetowe to czarna magia, a internet to źródło pewnej i niepodważalnej wiedzy, no bo jak ktoś napisał coś w internetach to na pewno jest prawda. I na takich ludziach, zwanych “waflami” (określenie zasłyszane od człowieka zajmującego się “szajs resellem”, o którym za chwilę) żerują młodzi, sprytni i przebiegli, którzy moralność sprzedali już dawno, za kilka dolców na Ali.
Do czego piję? Od jakiegoś czasu na facebooku pojawia się coraz więcej i więcej grup i stron reklamujących się jako “100% legit, no scam, jedyna prawdziwa, legitna strona, na której znajdziecie ORYGINALNE produkty znanych marek za grosze na AliExpress!”, które wzbogacają się na potrzebie prestiżu, tak mocno wykształconej w naszym narodzie, wśród którego nadal panuje przekonanie, że Polak to biedak i murzyn Europy.
Z grubsza wygląda to tak. W kraju ryżu i małych rączek nie ma czegoś takiego jak prawo autorskie. Każdy kopiuje od każdego, zdarzają się podróbki podróbek. Nie ukrywajmy, na tym wiele la temu Chiny budowały swój przemysł. Z tego też powodu w Chinach producenci mogą bez żadnych restrykcji prawnych, w pełni legalnie tworzyć kopie 1:1 znanych marek. Ba, dostają na to dofinansowania od państwa.
Problem jednak pojawia się przy eksporcie tych dóbr na świat. Pod wpływem nacisków świata mody i nie tylko zakazano w Chinach eksportu podróbek, co bardzo skomplikowało życie wielu przedsiębiorstw. Dlatego powstały ukryte aukcje np. na AliExpress.
Jak to działa? W telegraficznym skrócie, kupujesz na aukcji ołówek za 20 dolarów, a w paczce przychodzi podróbka bluzy Supreme. Tak, podróbka. Jeśli ktoś myśli, że kupi w Chinach ciuch szyty np. w Europie to jest naprawdę głupi. W ten sposób Chińczycy obchodzą zakazy, w końcu sprzedał ci bardzo drogi ołówek. A bluza to pewnie pomyłka przy pakowaniu.
Z oczywistych względów o takich aukcjach mało kto wie, bo skąd można wiedzieć, że akurat ten bardzo drogi ołówek to akurat podróbka bluzy której szukasz? W konsekwencji takie aukcje przynoszą małe zyski. Co więc robi Chińczyk?
Kontaktuje się z osobą z danego kraju (niezależnie, czy to Polska, Niemcy czy USA) i mówi "Słuchaj. Masz tu moje ukryte aukcje, pokazuj je ludziom żeby zamawiali i mów im, że to oryginały najwyższej jakości. W zamian masz prowizję za każdy sprzedany produkt. A no i kupony, żeby ludzie chętniej kupowali".
Taka osoba skuszona banalnie łatwym (choć niezgodnym z prawem) zarobkiem zakłada stronę/grupę, która informuje o takich aukcjach, zapewniając, że to oryginały. Oczywiście handel podróbkami w Polsce jest surowo zabroniony i karalny, dlatego najczęściej nie widzimy "Supreme" a "Sup*eme", nie "Gucci" a "Guc*i". To banalny trik, mający na celu ewentualne wybronienie się, na zasadzie "Ale nie mówiłem, że to Supreme". Takie coś ma także zapobiec znajdowaniu takich postów przez algorytmy Facebooka.
No i dobra, no i fajnie, wszyscy zadowoleni, Chińczyk sprzedał szajs, cwany Polak ma prowizję, a naiwny Polak ma, niech już będzie tę reprezentatywną, bluzę Supreme. Nic się przecież nie dzieje, prawda?
No nie do końca. Chińczyk jak to Chińczyk, jego trąca, że ktoś kupił podróbkę, a nie oryginał. W końcu wygląda tak samo, nie? To jest wschodnie myślenie. Jednak Wy, czytelnicy, zastanówcie się czy wasza moralność pozwoliłaby wam dać komuś za darmo bluzę i powiedzieć, że to najwyższej jakości oryginalny produkt, jednak wiedząc, że po dwóch praniach bluzę szlag trafi, a osoba napotykając kogoś, kto się zna na legit checku zostanie wyśmiana i obrzucona błotem? Podejrzewam, że niezbyt.
Ale gdybyście z tej bluzy mieli na przykład 10 dolarów zysku? Nooo już pewnie część z Was sobie pomyślała “W sumie czemu nie?”. A gdybyście tych bluz rozdali 1000 i z każdej mieli 10 dolarów? Aaaa to już inna rozmowa, to jasne, że bym ludziom wciskał kit!
No niestety, ja tak nie myślę, nie dopuszczam do siebie możliwości, że miałbym komuś wcisnąć szajs i zarabiać na tym. Jednak tacy ludzie istnieją. To tacy ludzie sprzedają swoją moralność na AliExpress.
Wcześniej też wspomniałem o szajs resellu, to już zupełnie odrębna kwestia. Przykładowo, kupujemy na AliExpress 100 żarówek samochodowych RGB, po 2 dolary sztuka (załóżmy roboczo, że to w przeliczeniu na nasze 8 zł). Wiemy, że żarówki te nie mają żadnych atestów, żadnych certyfikatów, żadnych poświadczeń, że są bezpieczne. Ponadto znane są przypadki, gdy takie żarówki spalały w samochodach instalacje, wybuchały w lampach, a nawet eksplodowały akumulatory. Do tego, wiemy doskonale, że ktoś, kto w Polsce założy sobie taką żarówkę i wyjedzie na ulicę w najlepszym razie złapie 1000 zł mandatu, w najgorszym zabiorą mu dowód. Mimo to wszystko jednak, sprzedajemy te żarówki w Polsce, jako wysokiej jakości, bezpieczny produkt premium, za 40 zł za sztukę. Przebitka jest kolosalna, zapłaciliśmy za nie 800 zł, sprzedaliśmy za 4000, zarobek na czysto 3200 zł. Tyle, ile niektórzy zarabiają w 2 miesiące, a my tylko siedzieliśmy na D przed klawiaturą.
Ale ponownie, czy Wasza moralność pozwoliłaby na to, żeby ludzie płacili ogromne mandaty, mieli ogromne problemy, niszczyli sobie samochody, tylko dla tych kilku tysięcy zysku? Część pewnie tak. Ale ja np. nie wybaczyłbym sobie, gdybym w telewizji zobaczył informację, że człowiek zginął, bo przez taką żarówkę nie zadziałał jakiś system w samochodzie. Niestety, istnieją ludzie, którym to by nie przeszkadzało. Ci ludzie nazywają nas, zwykłych obywateli właśnie “waflami”.
Co ma na celu ten post? W sumie nic konkretnego, wylewam swoje żale i pokazuje fakt od dawna znany - upadek moralności, pogoń za pieniądzem, nawet po trupach. Wydaje mi się to smutne, że tak wiele osób żeruje na niewiedzy i naiwności. Przeraża mnie też, że jeszcze więcej osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że dla takich cwaniaków są po prostu bankomatami.
Moja prośba na dziś, edukujcie. Edukujcie osoby starsze, edukujcie swoich rówieśników. Przekażcie im uniwersalną prawdę - naiwność to zguba.
A jeśli czyta to ktoś, kto zajmuje się właśnie czymś takim, zarabia na naiwności i głupocie... Mam nadzieję, że się nawróci, że jednak ta sprzedana na Ali moralność powróci, w glorii i chwale. Choć wszyscy wiemy, jak ciężko jest ze zwrotami na AliExpress.
Odmeldowuję się i do usłyszenia!