Ludzie, którzy się ubierają i piszą (albo co gorsza-mówią) o tym.
Jakiś czas temu popełniłam zamknięcie mojego konta na fejsbusiu. Od tego dnia oddycha mi się jakoś luźniej (nawet pomimo anginy powoli ewoluującej w zapalenie-wszystkiego-czym-oddycham), mam więcej czasu na utrzymanie czystości nie tylko myśli (serio serio, z bluzgowego perpetuum mobile zmieniam się w kwiat lotosu na tafli jeziora) , ale i mieszkania! Co za tym idzie pokój dla mojego syna jest prawie gotowy, kawałek przeznaczony na home office stoi i czeka aż usiądę do pracy i chętnie bym usiadła, ale zapalenie-wszystkiego-blablabla powoduje u mnie chwilową niechęć do wysiłków intelektualnych. Ba, jedynym wysiłkiem na jaki by mnie było stać to przerzucanie kanałów za pomocą pilota do telewizora, ale telewizora nie mam, więc zostaje mi tylko zgłębianie odmętów darmowych platform na których można bezcelowo zająć czymś oczy.
Ja naprawdę wcześniej wiedziałam, że są blogi, vlogi, nawet kiedyś połakomiłam się o zagłębienie się w ich kategorie typu lifestyle, q&a itp itp, ale...
PRZERAŻA MNIE TO.Pokazanie się nago było by dla mnie mniej żenujące niż opowiadanie ze szczegółami przez czasem nawet 45 minut, o tym co robiłam w ciągu dnia. Sama struktura takiego vloga jest zjawiskiem dla mnie dość egzotycznym, na wstępie budzącym emocje niczym teleekspres*. Vloga koniecznie trzeba zacząć od słów “Cześć kochani!” (w życiu nie powiedziałam do nikogo kochana, kochany, kochani, uważam to za jeden z większych rodzai wiochy którym witają się z fanami na dożynkach lokalne zespoły grające hity pod wódeczkę i kotleta). Później następuje krótkie streszczenie o pogodzie za oknem, pierdu pierdu, aż następuję: dlatego dzisiaj ubrałam kalosze firmy dupa, spodnie z kolekcji niemampomyslunachujowanazwe i tu następuje wymiana całej reszty- kosmetyków użytych do makijażu, margaryny do smarowania, lodówki marki beko w której ta margaryna bezpiecznie sobie mieszka i całej reszty której kurwa nie ogarniam. W sensie nie widzę sensu pokazywania jaką mam wannę, jaką mam lokówkę, nawet jakiego mam kota i mówienia wszystkim dookoła, że tyłek przed zimnem chroni mi dres marki Abiedas. Nie zaczepiam ludzi na ulicy i nie mówię im “paczaj jakie mam galoty”, ale z jakiegoś powodu takie filmy mają więcej wyświetleń niż biblioteka książek. Socjologia jest dla mnie jedną z najbardziej przerażających dziedzin nauki, a format jej dzisiejszych zjawisk kompletnie nie jest obsługiwany przez mój aparat pojęciowy.
I w sumie niech tak zostanie.
*telekspres oglądam czasami online z pewną dozą podekscytowania. Moim świadomym wyborem jest nieoglądanie/słuchanie/czytanie wiadomości, więc kiedy już mi się zdarzy w ramach demonicznej rozrywki zasiąść z mężem do telekspresu nigdy nie wiem czego mogę się spodziewać, co czyni to zjawisko wyjątkowym ;)












