He's in the same category as Scar from Lion King for me - lovably evil, likes men, but does something that's just a bit too coldhearted for me to like them that much (both moments involve someone falling to their [assumed] death too...)
That one time he brainwashed a bunch of lemurs into being assassins to kill his own nephew and also killed their families. Average Uncle King Julien W!
whatever he just did looks like it felt good
damn how long was he holding that in?? (sorry)
King Julien's "dad" is not actually his dad. There's no way Julien's sass came from that Bri'ish ass mf. But "Uncle" Julien is 100% his real father. The handflips, the bossiness, the booty etc.
Is he a freemason or something?
He's actually kinda cute sometimes uwu (has killed millions)
Julien’s parents and uncle Julien as teenagers ~~ ^^
Long time ago (Story below)
Julianna przetarła powierzchnię lusterka i zamyślona zerknęła na swoje odbicie. Piękna i atrakcyjna jak zawsze, ale nie da się ukryć, że czas odcisnął piętno na jej delikatnym, szlachetnym królewskim ciele. Miała na to wpływ nie tyle ciężka praca fizyczna, czy umysłowa, bo jak można było się domyślić, jak księżniczka, a potem nie rządząca królowa, czas spędzała w wygodach komnaty. Obecny styl życie nie przysparzał jej niemal żadnych zmartwień, zatem jej ciało zachowało świeży wygląd i świetną kondycję. Nie znaczy to jednak, że czas się dla niej zatrzymał. W ostatnich dniach, zwłaszcza w chwilach samotności głowa niedoszłej królowej przepełniona była wspomnieniami. Zapewne ciężko w to uwierzyć, ale lata jej dzieciństwa oraz wczesnej młodości był dla niej najpiękniejszym czasem jej życia, pomimo panowania jej wuja - Króla Juliana Przeokropnego, przypadającego na ten właśnie okres. Bez wątpienia królestwo oraz poddani cierpieli katusze, bo nie sposób było nazwać wuja - tyrana, dobrym i łaskawym władcą. Jednak zarówno ona jak jej brat nie odczuwali tego w ten sposób. Podczas gdy poddani ciężko charowali, by zapewnić sobie każde niezbędne do życia dobro, bojąc się o los swój i swojej rodziny, rodzinie królewskiej niczego nie brakowało. Jej brat mógł zawsze liczyć na specjalne względy, a wuj zawsze dbał o to by podążał jedyną właściwą, wątpliwie słuszną drogą władcy okrutnika, budzącego strach wśród poddanych. Julianna westchnęła ciężko. Beztroskie lata jej młodości już nie wrócą. Lata, gdy Julianowi nie zależało na koronie i nie bawiło wyrzucanie swoich poddanych z królestwa. Obaj byli wtedy najnormalniejszymi w świecie dziećmi. Byli zwykłym rodzeństwem, które sobie dokuczało. Gdy była młodą dziewczyną jej wuja oznajmił jej, że pora się ustatkować Nie rozumiała wtedy zupełnie o co może mu chodzić. Czuła się stateczna. Matka wyjaśniła jej, że panna jak ona, nie może spędzać czasu z lemurami “niższego szczebla”. “Niższym szczeblem” nazywała wszystko to co znajdowało się poniżej Wielkiego Baobabu. Z czasem Julianna zauważyła, że nawet domki należące do rodziny królewskiej umiejscowione są nieco wyżej niż reszta chatek, które i tak w większości budowane były na ziemi. Julian śmiał się szczerze słysząc wyjaśnienia mamy i dokuczał siostrze, że teraz resztę życia spędzi w swoim pokoju, bo przecież nie ma tu innych lemurów z wyższej półki, prócz nich samych. Wtedy właśnie przedstawiony jej został Barty. Bardzo nieśmiały, nieco przy kości chłopak z obsesją czystości. Pochodził ze szlacheckiej rodziny. Wobec Julianny uprzejmy, traktował ją jak prawdziwą damę. Jednak jego wygląd oraz zachowanie wyraźnie śmieszył Juliana i nie szczędził on nie miłych komentarzy czy perfidnych zachowań. Z początku śmieszyły one również młodą lemurzycę, jednak z czasem robiło jej się żal uroczego grubaska, który starał się jak tylko mógł. Oczywiście nie okazywała tego, gdyż podobne zachowanie w oczach wuja uchodziło za słabość. Lecz gdy widziała go siedzącego przy misce owoców i zajadającego swoje problemy, musiała sama to przyznać. Było w nim coś rozczulającego i słodkiego. Zwłaszcza tego dnia, gdy zupełnie nieoczekiwanie podszedł do niej i z nerwowym uśmiechem wręczył talerzyk, na którym znajdowała się apetycznie wyglądająca różowa babeczka. Zachowanie Bartiego bardzo ją zdziwiło.
- Pomyślałam, że może zgłodniałaś. - nieśmiało wyznał Barty, lekko plącząc się w słowach. - Zauważyłem, że to twoje ulubione.
Julianna darowała sobie komentarz, iż cukier powoduje u niej potworne mdłości i z tego właśnie względu unika słodyczy, ponieważ gest Bartiego był naprawdę miły. Nie miała zamiaru robić mu przykrości.
- Dziękuję. - powiedziała wciąż zaskoczona. - To bardzo miło z twojej strony. Właśnie zjadłam posiłek, ale za jakiś czas, czemu nie, chętnie zjem coś słodkiego. - wyciągnęła ręce, by chwycić talerzyk, gdy w jednej chwili lukier znalazł się na jej twarzy i dekolcie. Rozprysł się na wszystkie strony. Julianna jęknęła z obrzydzeniem, a w tle dało się słyszeć charakterystyczny śmiech Juliana.
- Julian!!! - krzyknęła wściekła lemurzyca.
Książę z procą w ręku wyskoczył z krzaków i pognał w stronę królestwa.
- O wszystkim powiem mamie!! Nie ujdzie ci to na sucho!! - zawołała jeszcze za nim. Była wściekła i cała aż się trzęsła. Tym razem jej brat posunął się za daleko, a dodatkowo ośmieszył ją na oczach Bartiego. Z trudem zdjęła z siebie lepki lukier, a jej kompan ze smutkiem w oczach zgarnął resztę ciastka na talerzyk.
- Nie przejmuj się. - powiedziała Julianna, a w jej głosie wciąż słychać było wściekłość. - I tak muszę dbać o formę. - wyprostowała się dumnie. - Dama nie powinna się objadać.
- To może... - Barty zarumienił się. - Miałabyś ochotę pójść ze mną na plażę? Obmyjemy się i popatrzymy na zachód słońca.
Julianna miała wielką ochotę wrócić i wpakować Juliana w kłopoty, ale zarówno matka jak i wuja pochwaliliby czas spędzony z tym młodzieńcem, więc...
- Niech będzie, znaczy... Oczywiście. Z przyjemnością. - uśmiechnęła się delikatnie.
As some know i’m working on a story based on AHKJ and Madagascar which takes place just after KJ XIII left with the Zoosters. In that story i want to connect some ends of the canon and add my HC to it.
And while i was writing on it, a question popped into my mind, which i’m not sure i can answer. Maybe one of you guys could help me out?
Who is older: Hector or Uncle Julien?
I cannot remember if the show flashed this out at some point. Both characters appear similary old, but who’s older?
SCREENSHOTS OF THE DAY! I have over 25,000 screenshots on my PC. I need to delete them. So I'm uploading them on Discord BUT I also thought y'all might appreciate them, so I'll also upload them by category on here everyday for probably the rest of my life! These ones are for you @simply-tsuperb 💪
Young (Uncle) Julien and his uncle - Julien the Terrible.
If you think about it, it is not hard to be surprised that his rule was not much better than his predecessor. Who would teach young prince how to be good, gentle, forgiving?
King Julien had Maurice. Who did uncle Julien have??
(lol, a bit too many Juliens! XD)
King Julien The Terrible (Story below)
Julian zawahał się nim wszedł o sali tronowej w której oczekiwał go wuja. Jako przyszły władca był w niej zawsze mile widziany, a obecny król gotów był udzielić mu cennych rad odnośnie rządzenia i trzymania poddanych w ryzach. “Władca musi być stanowczy, nieugięty, silny, a jego postura ma budzić respekt i strach.” Te słowa młody książę słyszał niemal za każdym razem, gdy wuja rozpoczynał swoją pouczającą mowę. Prawdę mówiąc, wuja generalnie lubił przemawiać. Do poddanych, do rodziny, do straży. I chociaż jego słowa pełne były grozy, nie brakowało w nich również polotu. Zatem, gdy młodzieniec ponownie stanął przed obliczem wuja - Króla Juliana Przeokropnego, uraczony został przemową w iście królewskim stylu. Jednak po raz pierwszy młody książę miał pewne wątpliwości co do słuszności słów władcy.
- “Władca polega tylko na sobie i nie liczy się ze zdaniem innych.” - Julian wyrecytował siostrze słowa wuja.
Po chwili milczenia Julianna odezwała się w końcu.
- Skoro wuja tak powiedział, to chyba znaczy. że tak jest.
- “Chyba”? - Dopytał Julian, ale lemurka wzdrygnęła jedynie ramionami i z uwagą przyglądnęła się bratu, który kontynuował.
- Sam nie wiem, czy chcę skazywać poddanych na śmierć. Wiem, że nikt nie ma prawa podważyć słów władcy, ale... - Julian zawahał się. - może... można by inaczej?
Julianna przewróciła oczami.
- Żal ci nieposłusznych poddanych?
- Nikogo mi nie żal!! - Zbulwersował się natychmiast.
- Po co chcesz cokolwiek zmieniać, braciszku? - Zaśmiała się. - Przecież dobrze jest tak jak jest! Wuja mówi, że dobry władca podtrzymuje tradycję. A jeśli zboczysz z tej ścieżki i zostaniesz obalony? Wuja mówi, że gdy poddani wyczują słabość... -
- Wiem co mówi wuja!! Nie musisz mi tego stale powtarzać! Wiem o tym lepiej niż ty. To ja będę królem!
- Jeśli wuja dowie się, że mataczysz, nigdy ci na to nie pozwoli. - Julianna szczerze się zaśmiała. Jednak szybko spoważniała widząc jak pochmurny jest jej brat. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie.
- Myślisz.. - zaczął przyciszonym głosem - że wuja czuje się samotny?
- Nie wiem. - Odpowiedziała obojętnie. - “Król nikomu nie może ufać, Każdy może go oszukać.” - Ponownie zacytowała słowa wuja.
- Sądzisz, że król mógłby mieć przyjaciela? - Zignorował jej słowa.
- Wuja mówi, że królom nie potrzebni są przyjaciele. Z resztą, gdy zostaniesz królem nie będziesz miał czasu na przyjaciół. - Uśmiechnęła się. - Co może być fajniejszego od bycia królem?
Jednak Julian milczał, a Julianna nie mogła wytrącić go z zamyślenia.
- Ale jeśli ma to takie wielkie znaczenie, zapytaj wuja czy wolno ci mieć przyjaciela. - Poradziła siostra.
Nieoczekiwanie książę uśmiechnął się.
- Lepiej nie. - Skomentował krótko jej myśl.
Król wuj Julian uwielbiał prawić morały i pouczać księcia, wpajając mu w ten sposób swoje, jedynie słuszne wartości, jednak nie znosił, gdy ten starał się wysuwać własne wnioski, a wyjątkowo drażniły go wszelkie niemądre pytania. Zapewne właśnie dlatego młody książę postanowił zachować swoje wątpliwości dla siebie. Nie miał jednak pojęcia, że władca przysłuchiwał się rozmowie przyszłego króla oraz księżniczki.
Dzień jak każdy. Król Julian spędzał go w sali tronowej. Rzadko zdarzały się tutaj jakieś niespodzianki, jeśli nie zaliczyć do nich ataków fos, które jednak ostatnio trochę ucichły. Te jednak nie spędzały snu z powiek króla. Taka jest kolej rzeczy i nic na to nie można poradzić. Szykował się kolejny nie atrakcyjny dzień i pozbawiony wrażeń dzień. Tka myśl przeszła przez myśl władcy. Jednak od jakiegoś czasu dni nie był takie przewidywalne jak kiedyś. Julian rozsiadł się na tronie, a błogi spokój szybko go znużył i już po chwili ciężkie powieki zaczęły opadać, gdy nagle usłyszał podejrzane szuranie gdzieś na podłodze. Czujny lemurzy instynkt nie pozwolił mu tego zignorować. Zerwał się na równe nogi i obadał teren. Nic jednak nie wzbudziło jego podejrzeń, do czasu gdy usłyszał cichy chichot w głębi sali tronowej. Nie miał wątpliwości co do tego, do kogo on należał. Starał się ignorować ten dźwięk do czasu, gdy mała puszysta główka o wielkich, błyszczących oczach wychyliła się zza tronu. Władca westchnął ciężko, co wywołało natychmiastową reakcję małego lemura.
- Jak mnie zauważyłeś? - zapytał zaskoczony.
- Gdzie jest Moris? - zbył go król. - Dlaczego stale nie dopełnia sowich obowiązków?
Malec położył palec na swoich ustach, dając tym samym znak by zachować ciszę.
Brak aprobaty ze strony członka rodziny zdecydowanie wskazywał na to, że w tym przypadku wymierzyć należy ciężką artylerię. Oczy księcia błysnęły, pełne nadziei, a uszy opadły, tworząc obraz któremu ciężko było się oprzeć. Morisowi nigdy to się nie udało. Król zerknął na niego i rzeczywiście, nie mógł zaprzeczyć, że lemurek o cielęcych oczach budził niesamowitą sympatię i jakby drgnęło coś w jego wnętrzu, jakby mimowolnie podciągnęło kąciki ust ku górze. Ale szybko uczucie ustąpiło miejsca twardej i stałej fasadzie dumnego władcy.
- Mniejsza. - machnął w końcu ręką. - Jestem władcą i głowę mam pełną zmartwień. Ale jeśli chcesz tu zostać to proszę bardzo. - starał się brzmieć sympatycznie. Niespodziewanie poczuł na plecach niezbyt mocny uścisk.
- Dziękuję! - Malec natychmiast się rozpromienił. - Jesteś najlepszy na świecie!
Władca nic nie zrobił sobie z tego wyznania. Jakże było ono naiwne i nietrafne. Tego, że władca nie darzył sympatią reszty swojej rodziny, mały lemurek nie mógł oczywiście wiedzieć. Tak samo jak nie miał pojęcia jak marny był z niego władca - samolubny i niełaskawy. Bliżej było mu do tyrana, niż najlepszego na świecie króla. A jednak słowa siostrzeńca obudziły w nim wspomnienia dawnego siebie. Gdy tak samo wierzył w swoich bliskich i upatrywał w wuju Julianie Przeokropnym wzór do naśladowania. Nawet, gdy w głębi duszy nie zgadzał się z jego tyranią. Czy gdyby wtedy mógł spojrzeć na niego tymi oczami co jego siostrzeniec to czy i w jego wnętrzu coś by drgnęło? Czy te oczy są w stanie coś zmienić w przyszłości królestwa?