Naszła nas refleksja, że właściwie nasze recenzowanie powinniśmy zacząć od naszego ulubionego miejsca w Poznaniu jakim jest skromna włoska knajpka o wdzięcznej nazwie Viva Pomodori!
Restauracja spod znaku pomidora zasłużyła na szczególne miejsce w sercu D. jako, że ul. Fredry jest ulubioną naszej pyrki. Dawno temu, gdy szukaliśmy włoskiego miejsca na obiad, M. spostrzegł właśnie Viva Pomodori. Oto kilka smaczków, które wskrzesiły naszą miłość do tego miejsca.
Naszą uwagę przykuła otwarta kuchnia, którą widzicie powyżej. Daje to uczucie bliskości z kucharzem i potrawami, na które czekamy. Bardo lubimy, gdy restauracja nie ma nic do ukrycia i w każdej chwili możemy podejść i zajrzeć kucharzowi za kołnierz. Warto dodać, że pomimo bliskości kuchni nie przytłaczają zapachy przygotowywanego jedzenia.
Unosi się w powietrzu apetyczny, nienarzucający się zapach.
D. urzekły półki z pustymi butelkami po osławionym włoskim winie Prosecco. Miejsce jest dzięki temu bardzo klimatyczne. Czekając na jedzenie, popijając lampkę wina, D. próbuje zapamiętać jak najwięcej etykiet, co okazuje się niewykonalne ze względu na tak dużą ich ilość, popijane wino i słaby wzrok D.
Viva Pomodori nie odznacza się super nowoczesnym wnętrzem, które spotkać można w większości nowo-powstałych knajp w Poznaniu. Skromność i lekkość tego miejsca oddaje prawdziwy włoski klimat. W szczególności zaintrygowały nas długie stoły przykryte obrusami w czerwono-białą kratę, które nosiły znamiona niejednej udanej pomidorowej uczty. W każdej innej restauracji plamy na obrusie byłyby szybko i bezlitośnie usuwane przez kelnera, co nie ma miejsca we Włoszech. Jak przeczytała D. nikt w tym kraju nie przejmuje się przesadną sterylnością.
D. by pisała i pisała o wystroju, ale M. przypomina że przyszliśmy coś zjeść i burczy mu w brzuchu! Jej się wszystko tam podoba.
Restauracja jest skromna, przy tym bardzo przytulna. Nasze ulubione miejsce jest przy oknie, skąd M. lubi obserwować ulicę Fredry.
Cała ta skromność pozwala skupić się na wspaniałych daniach serwowanych w restauracji.
M. skusił się na Tagliatele Pollo (szpinak, kurczak, gorgonzola, śmietanka, parmezan), a D. jak zawsze na Spaghetti Aglio Olio e Peperoncino, które składa się dokładnie z tego co znajduje się w nazwie dania, czyli oliwy z oliwek, zielonych pikantnych papryczek i dodatkowo parmezanu. Proste i genialne.
D. bardzo długo szykowała się mentalnie na to danie. Nie była pewna, czy naje się makaronem z tak małą ilością dodatków. Jednak stwierdziliśmy wspólnie, że przecież to makaron jest głównym składnikiem! Od tamtego momentu D. musi się powstrzymywać aby za każdym razem nie zamawiać tego samego dania. Czasami kiedy M. nie widzi, D. biegnie w przerwie między zajęciami by wciągnąć swój ulubiony makaron.
M. zdecydowanie woli zjeść ptaszydło ze szpinakiem w akompaniamencie gorgonzoli. Szpinak zdecydowanie nie jest mdły, za jaki jest powszechnie uważany (no dobra, jak M. zawsze uważał). Kurczak mięciutki i dobrze przyprawiony. Sera w sam raz, nie dominuje nad potrawą. Po prostu nic dodać, nic ująć. Arcydzieło.
Wspomnieć należy o tym, że ceny są bardzo niskie i knajpa jest przykładem na to, że nie opłaca się zamawiać wody, gdyż lampka wina kosztuje niewiele więcej, a wiadomo - walory smakowe nieporównywalne. Wino mają zawsze przyjemnie schłodzone, pasuje ono idealnie do żaru lejącego się ostatnio z nieba.
Wracając do klimatu restauracji, uwagę zwraca na siebie muzyka. Według M. kiczowata włoska muzyka, a według D. romantyczna włoska muzyka. Wygląda na to, że wszystko gra. Właściciele lokalu są bardzo konsekwentni, gdyż nie spotkaliśmy się z inną nutą niż włoską.
Szacunek i zaufanie budzi również fakt, że Panią właścicielkę można spotkać w lokalu za każdym razem jak tam jesteśmy. Aktywnie uczestniczy w życiu knajpy. Serdecznie pozdrawiamy!
Za nasz obiad składający się z wyżej opisanych dań i dwóch lampek białego wina (5zł lampka) zapłaciliśmy niespełna 45zł. Majątku nie da się stracić w tym miejscu, co jest bardzo dobrą wiadomością dla osób studiujących i rodzin. Knajpka jest przyjazna małym i dużym żarłokom.