Ostatnia część snu była najbardziej wyjątkowa i dziwna. Zaczęła się w tym samym ciemnym mieszkaniu, które przyśniło mi się ostatnio. Nie wyglądało to jak opowiadanie historii, choć tym właśnie dla mnie było. W jednej chwili dowiedziałam się wszystkiego, co było ważne dla fabuły: że istnieją w naszym świecie ludzie obdarzeni niezwykłą mocą, że się ukrywają, że są tępieni przez społeczeństwo, odpychani i ogólnie nie powinni istnieć, oraz że jednym z nich jest nasz główny bohater. Był to chłopak po dwudziestce, w czerwonej skórzanej kurtce i ciemnch włosach.
Nagle akcja przeniosła się do miejsca z mnóstwem siedzeń przypominających kościelne ławki. Przed ludźmi była ściana, na niej wysoko zaiweszony był balkon. Z balkonu zwisała gruba lina, a na linie wisiał człowiek. Był wyraźnie zagrożony upadkiem z dużej wysokości. Lina zaczepiona była gdzieś poza widokiem publiczności. Wokół jej drugiego końca zgromadziło się kilkoro tajemniczych osobników w uniformach i czapkach z maskami, a patrzyli przez zielone lekko emanujące światłem okulary. W ich intencji było przeciąć sznur narażając człowieka na utratę zdrowia lub życia tylko po to, by z tłumu wyłonił się wspomniany wcześniej chłopak o nadludzkich mocach, próbujący ratować niewinnego członka społeczeństwa. Tak też się stało, chłopiec skoczył w przód i przeleciał metr nad ziemią łapiąc upadającą osobę. Ludzie, ktorzy dawno już nie widzieli nikogo z jego rodzaju, podeszli bliżej, zaczęli szeptać i rozmawiać, a chłopiec spojrzał im w oczy i powiedział na głos kim jest. Powiedział też, że nie ma zamiaru dłużej się ukrywać i że ludzie podobni do niego nie są wcale straszni. Jedyne co chciał osiągnąć, to kogoś uratować i że nigdy w życiu nie próbowałby nikogo skrzywdzić swoimi mocami.
Akcja zorganizowana przez podejrzane typy w uniformach widocznie odpaliła w inną stronę niż zamierzali. Ludzie nie przeszli żadnej cudownej zmiany, ale niektórych urzekła przemowa chłopca i postanowili zainteresować się wspomnianymi mocami. Jak się okazało, każdy mógł je nabyć, choć większość osiągała je nieświadomie. Tu jednak sen zaczął robić się wyjątkowo... dziwny.
Osiągnięcie mocy wiązało się z przebywaniem w kosmicznym wymiarze. Wymiar ten mógł być otwierany w konkretnych miejscach, np. w szafie lub kawałku pokoju. Wszystko, co do niego należało, zdawało się szumieć niczym pusty kanał w telewizorze. Działało to wszystko na zasadzie podobnej do medytacji, lecz osoby najczęściej zamiast medytować po prostu siedziały tam, łowiły w szumiącym jeziorku szerokim na metr lub oglądały kosmiczną telewizję z całą rodziną. Zastanawiające było, że z jeziorka wychodziły czasem niewielkie zwierzątka, myszki, wydry i im podobne. Były zupełnie czarne, jak kontur wypełniony czarną farbą. Osoby łapały je leniwie do ręki i... zjadały. W tych czarnych kształtach również widać było szumy, czułam więc jakby Moc sprawiała, że człowiek nie musi nawet jeść, a przynajmniej przebywając w tym wyjątowym wymiarze i mając z szuammi styczność.
Zdecydowanie najabrdziej jednak zapadły mi w pamięć przelatujące kadry przedstawiające dzieci, które podjęły się tego kosmicznego "programu" (gdyż tylko dzieci mogły wspomniane moce osiągnąć). Kadry przedstawiały dzieci wraz z ich rodzinami, stojącymi z boku i zerkającymi na dzieci z mieszanymi uczuciami. Każda rodzina pojawiła się kilka razy pod rząd, w kilkuletnich odstępach, obrazując postęp w osiąganiu mocy. W pierwszych latach matki były zadowolone i dumne, potem ich miny ukazywały co raz większe zwątpienie w słuszność podjętych decyzji, a w końcu nawet odrazę. Każdy kadr nie miał tła, osoby dryfowały na tle kolorowych, ciemnych szumów. Czy nienawiść do tych wyjątkowych osobników była słuszna? Czy osoby "trenujące" kosmiczne moce zmieniały się na gorsze? Nie potrafiłam tego odkryć w czasie snu i raczej już tego nie zrobię. Zapamiętałam jeszcze tylko jedno: badzo silne przekonanie, że serial oparty na tych zdarzeniach nie będzie niczym wyjątkowym i będzie podobny do wszystkiego innego co już w internecie było.