Sade Olutola
wallacepolsom
almost home

PR's Tumblrdome
Keni
we're not kids anymore.
he wasn't even looking at me and he found me
Monterey Bay Aquarium

@theartofmadeline

pixel skylines
Cosimo Galluzzi
𓃗
d e v o n

izzy's playlists!
No title available
🪼

roma★
EXPECTATIONS

if i look back, i am lost
No title available

seen from Australia
seen from United States

seen from Thailand

seen from United States
seen from Japan
seen from Malaysia

seen from Türkiye

seen from United States

seen from Pakistan

seen from Malaysia

seen from Saudi Arabia
seen from Switzerland

seen from United States
seen from Finland
seen from India
seen from T1

seen from Germany

seen from United States
seen from United States
seen from Japan
@absurdalnynocnik
Polecam wszystkim ćwiczenie wysławiania się w formie nocnika (dziennika snów), w którym wywiesisz swoją własną listę słów zakazanych, takich jak “jakiś”, “potem”, “chyba”, “ten” i innych, które sądzisz że nadużywasz, albo które sprawiają, że opowiadając swoje senne historie brzmisz jak majaczące dziecko we mgle.
Nie żebym ja była w tym dobra, ale skutecznie łapię się na złych nawykach pisząc tutaj i nawet z pewnym stopniem skuteczności przenoszę to na codzienne wypowiedzi. Tutaj efekt jest absurdalny, bo ucinam wszelkie zbędne opisy scen, bo w moim odczuciu tylko nudzą i mieszają w głowie odbiorcy. Wolę od razu powiedzieć, że “bazyliszek wgramolił się na wieżę po jajecznicę” niż opisywać, że “był sobie stwór, wyglądał trochę jak bazyliszek ale nie jestem pewna, za to wiedziałam, że ktoś robił jajecznicę na szczycie wieży bo tak pachniało, bazyliszek to poczuł i zaczął iść w stronę wieży. Potem zaczął się wspinać po schodach bo chciał ją zjeść, a tam leżał jakiś talerz. Potem wchodzi jakiś człowiek ...” itd!
Tak naprawdę nie jest powiedziane, że któryś sposób opowiadania jest lepszy. Po prostu chciałam poeksperymentować z formą zakładając ten blog i poprawić to, czego w sobie nie lubię - rozlazłości. Skupiam się na faktach i jestem z siebie zadowolona! Zachęcam więc do stawiania sobie wyzwań, a opisywanie snów jest moim zdaniem fajną do tego okazją.
Z innych ciekawostek, dzisiaj śniłam o rzucaniu czarów teleportacji. Niestety wypowiedziałam słowa zaklęcia bez skupienia, wskutek czego moje klucze zniknęły, a ja nie wiedziałam gdzie. Miotając się po okolicy opowiedziałam co zrobiłam, tym razem w dodatku bez różdżki wypowiadając inkantację i jeszcze myląc pierwsze słowo. W efekcie magicznie podpaliłam kartkę, która leżała obok. Magicznie, bo nie mogłam zgasić ognia - kartka po prostu jaśniała i zwęglała się stopniowo, a ja nie mogłam na to nic poradzić. Drugie słowo inkantacji brzmiało “senpai”.
more on my instagram @matialonsor
Miasto do rozbiórki
Od kilku dni w moim komputerze otwarty jest notatnik z taką treścią:
Dzisiaj śniło mi się o złych ludziach, którzy porwwali mnie i kilka innych osobbb, choć najpierw po prostu byłam w nieprzyjemnym miejscu / mieście, w którym nie powinnam być i z którego chcieli abym wyszła. Był tam sklep ze starymi rzeczami, który jednak nie był sklepem ze starymi rzeczami, a jedynym miejscem w całym mieście, gdzie można było kupić tampony i inne zwykłe, potrzebne rzeczy. W tej części snu gdzie byłam porwana, utknęłam na terenie budowy, a raczej kopalni? Chcieli nawet zburzyć niektóre budynki, postawili więc sporo zdalnie detonowanych ładunków wybuchowych, a ja uciekłam od nich jak najdalej, mimo że na początku uważałam, że wystarczy stanąć pod najdalszą ścianą i przy samym ogrodzeniu terenu, bo tam mamy najmniejszą szansę, że coś na nas spadnie lub spadnie z najmniejszą siłą. Pani nieopodal instruowała tłum, żeby chronić swoje nerki, bo nie są otoczone żadną kością, a ponadto mamy tylko dwie i nie da się ich przeszczepić (???), a o ile z jedną można żyć, to bez żadnej już nie, więc mieliśmy uważać na nerki.
Nie poluj na dik diki
Oglądałam z mamą The Room, zaskoczona że w ogóle słyszała o tym filmie. Strych był zapchany rzeczami. Na skraju stał stłuczony szklany talerz, który pewnie spadł komuś, kto chciał sięgnąć na strychu po coś stojącego dalej. Te wszystkie rzeczy ustąpiły miejsca sporej scenerii, jakby w mieszkaniu wyrósł las. Właściwie to nie było żadnego mieszkania - były zielone polany zalewające system pomieszczeń. Wyglądało to jak mapa w grze komputerowej. Właściwie to odbywało się tam coś w rodzaju gry, a ja byłam ostatnią żywą osobą. Ludzie wołali do mnie, żebym biegła po cieniach, bo tylko w ten sposób mam szansę uciec przed mordercą, bo na tym ta gra polegała. Miałam upolować określoną ilość dik dików zanim dopadnie mnie morderca. Te sprytne sarenki, które były jednak większe i wyglądałby bardziej jak gazele, miały bardzo dobry słuch. Co chwilę stawały na tylnych nogach i nasłuchiwały odgłosów. Zręcznie ustrzeliłam jednego z łuku, ale to zaalarmowało pozostałe. Nie uciekły od razu, ciągle przystawały żeby nasłuchiwać. Wtedy właśnie ustrzeliłam następnego, tym razem nieco poza terenem pierwszego pomieszczenia. Niestety zauważył to stwór stojący daleko stąd, którego celem była ochrona bezbronnych stworzeń. Wyglądał jak napakowany, antropomorficzny dik dik. Zamiast strzelić z krzewów, w których się ukrywałam i zaryzykować, postanowiłam cofnąć się i poczekać na czysty strzał gdy tylko stwór wejdzie do pomieszczenia. Ale byłam słaba, nie chciałam już grać, chciałam tylko uciec mordercy. Osunięta bez sił po ścianie, siedząc okrakiem wystrzeliłam w kierunku stwora krzywą strzałę bez lotek. Przeleciała nad jego prawym ramieniem i zakręciła gdzieś z tyłu, a ja zrezygnowana zawołałam do niego “odejdź”. Przecież nie chciałam go skrzywdzić, tylko odstraszyć. On jednak szedł prosto na mnie, wściekły za śmierć zwierząt. Nie mając pod ręką nic innego, zamachnęłam się na niego samym łukiem. Byłam pewna, że chociaż na sekundę się odsunie, albo zdołam odsunąć ode mnie jego ręce, ale on zwinnie wyminął mój łuk i ku mojemu największemu zdumieniu skierowanemu w stronę mojej własnej głowy, stwór sprawnie wbił sztylet w moje lewe udo. Powiedział przy tym coś w rodzaju “...a to żebyś tak szybko nie odeszła”. Chyba chciał zostawić brudną robotę mordercy, któremu teraz nie mogłabym już uciec, ale do tego nigdy nie doszło. Obudziłam się z bólem w nodze.
Trollem być
Zdecydowanie najciekawszy sen ostatnich dni, biorąc pod uwagę, że ciągle budzę się w nocy po bezcelowych fragmentach rozerwanych fabuł niemających sensu. Byłam trollem z uniwersum Warcrafta (facetem, jeśli robi to jakąś różnicę). Razem z grupką innych warcraftowych postaci chcieliśmy schwytać dowódcę dzikich pandareńskich małp. Planem było zwabienie go w pułapkę, a ja byłem przynętą. Udawałem związanego jeńca, choć nie byłem ani jeńcem, ani związany (i musiałem z tego powodu trzymać ręce schowane z tyłu). Małpa podszedł do mnie i uważnie mnie obejrzał, chwytając boleśnie moją twarz i obracając ją pod różnymi kątami. Stwierdził z odrazą, że jesteśmy jeszcze większymi barbarzyńcami niż jego ludzie, po czym zrozumiał, że wcale nie zaprosiliśmy go by się z nimi układać. Moja grupka, z krwawą elfką na czele, wyciągnęła broń i zaczęła walczyć z małpim dowódcą. W walce, próbując wszystkich ich zamordować, zwrócił się też w moją stronę by ukrócić mych mąk. Wstałem, nieskrępowany żadnymi więzami, zawołałem o broń i dostałem dwie długie szable. Odbiłem atak dowódcy i z nieznaną sobie wcześniej wprawą zacząłem ciąć przed siebie i odbijać każdy jego cios do momentu, kiedy zgrabnie wytrąciłem miecz z jego rąk. Stanął w osłupieniu i wydyszał, że teraz pewnie go zabiję. Ostatnim wprawnym ruchem obie moje szable znalazły się przy jego gardle. Po słodko długiej chwili oczekiwania stwierdziłem, że “nie potrzebuję tego”. Opuściłem szable. Koniec snu.
Pająk i Maria Mumia
Okoliczności były wystarczająco dziwne. Rzecz w tym, że byłam otoczona osobami rzekomo mi znajomymi i spędzaliśmy sympatycznie czas w wielkim mieszkaniu, a może i systemie kilku mieszkań. Pamiętam kreskówki na ekranie. Wtem do pokoju wpełzł gigantyczny pająk. Nie przypominał tarantuli ani ptasznika, był brzydszy, jasnobrązowy, z niejednolitym ufutrzeniem. No i był NAPRAWDĘ wielki. Siedząc sobie w typowej pozie, spokojnie zająłby długość ludzkiego ramienia. Wszyscy śmiertelnie się przestraszyli. Dopiero po chwili ktoś wpadł na to, by złapać go w odwrócony karton czy inny pojemnik. Niestety z kartonu szybko się wydostał. Użyliśmy więc wieeeelkiego akwarium, pod które następnie podłożyliśmy metalową blachę i zagięliśmy tak, żeby działała jak pokrywka. Ku mojemu przerażeniu (albo bardziej zawiedzeniu), znalazłam w internecie ogłoszenie o zaginięciu pająka - ponoć przegryzł się przez ceramikę w łazience i uciekł. Pułapka, którą mu zafundowaliśmy, nie powinna więc stanowić dla niego większego problemu...
Otworzyłam drzwi w dość pustym pokoju, a na końcu następnego pomieszczenia zaczęły pojawiać się mumie. Niestety jak już jedna szła, to nie mogłam zamknąć drzwi na powrót, bo były silniejsze ode mnie a gdzieś wypadł mi kołek do zamknięcia. Trzeba więc je było uderzać prosto w czubek głowy, żeby je pokonać. Najpierw robiliśmy to wyrwanymi z drzwi zawiasami. Otoczona, spróbowałam pacnąć je ręką, ale nic to nie dawało. Uciekłam kawałek i znalazłam spory młot, który nie dość że powinien zadziałać, to pewnie jeszcze będzie bolał. Jedną z mumii była młoda kobieta, którą chyba lubiłam, więc odwlekałam uderzenie jej jak mogłam. W jednej z ostatnich chwili wyznałam jej, że wygląda jak Curie-Skłodowska, po czym ktoś chyba zamknął w końcu te cholerne drzwi, bo wszystkie mumie zniknęły.
Kwestia pająków jest taka, że przeraża ludzi sam ich widok. Kiedy ten gigant mnie gonił, miałam w głowie czyjeś słowa, że on boi się mnie bardziej niż ja jego, i że jeśli nie okażę mu strachu, to mnie nie skrzywdzi. Niestety nie mogłam złapać okazji by w trakcie panicznego skakania po pokojach zrelaksować się i oddalić ten strach. Co innego po zabawie z mumiami. Siedziałam w jednym z pokojów, na podłodze, po turecku, kiedy pająk zaczął do mnie podchodzić. Wszystko było mi już jedno. Wpełzł na moje kolana i okazało się, że chciał być tylko pogłaskany. Całe to zamieszanie sprowadziło się do tego, że zwierzęciu było po prostu bardzo smutno i szukał czułości.
Po raz kolejny jakieś zwierze we śnie wybrało mnie na swojego opiekuna i pozwoliło mi się zbliżyć do niego jak nikomu innemu. Właściwie to czuję się, jakby to one były moimi stróżami, nie na odwrót. Za każdym razem uczucie jest tak wyraźne i silne we śnie, że nie wyobrażam sobie zapomnieć o nim kiedykolwiek. To samo było z pewnym orłem. Sympatyczni, senni ziomkowie.
Zaszczytny orzeł
Dawno nie miałam snu, który tak mocno zapadłby mi w pamięć.
Widziałam lecącego orła. Na początku martwiłam się, bez wyraźnego powodu, że ktoś może go skrzywdzić, ponieważ lata tak nisko wśród ludzi. Zanim cokolwiek się wydarzyło, orzeł wylądował na mojej ręce, zupełnie jakby znał mnie od lat. Pamiętam jego ostrożny, ale zdecydowany uścisk potężnych szponów oplatających moją rękę. Odruchowo spróbowałam go pogłaskać, ale bałam się, że mu się nie spodoba. Pamiętam dokładnie dotyk delikatnych piór na jego szyi. Wydał mi się przez chwilę niespokojny, ale okazało się że zwyczajnie postanowił zmienić pozycję - usiadł na moich kolanach i położył się. Czuł się bezpiecznie, i ja też. Przytulony do moich nóg położył skrzydła luźno i oczekiwał głaskania.
Oprócz symboliki orła, której łatwo się domyślić i należy wziąć pod uwagę podchodząc do interpretacji takiego snu, należy przeanalizować również sytuację we śnie, sytuację w życiu, a przede wszystkim uczucia, które takiemu snu towarzyszyły. To nie było łatwe. Orzeł jest zazwyczaj przypisywany dużym, ważnym sprawom. Ludzie widzą jego majestat w oddali. Taki ptak jest zazwyczaj symbolem samym w sobie, a w moim przypadku był czymś innym. Nie był wysoko na niebie, na czubku drzewa, nie był czarny i straszny, nikogo nie atakował, nikt nie atakował jego, nie był martwy... Owszem, czułam przed nim respekt, ale rozpłynął się, a raczej zmieszał z ciepłym uczuciem bliskości, wzajemnego zaufania i zaszczytu. Czułam się wybrana. Jakby coś wielkiego i ważnego nagle postanowiło samo mi się przydarzyć. To naprawdę dziwny sen do interpretacji.
Szukając informacji na ten temat znalazłam tekst przelotnie traktujący o tym, że orzeł w wierzeniach słowiańskich był nosicielem dusz. Oprócz symbolicznych znaczeń nawiązujących do wartości człowieka, zastanawiam się, czy nie pojawił się on z powodu mojego niedawnego uczestnictwa w pogrzebie bliskiej osoby i ciągłych myśli o tym, jak bardzo nie jestem już osobą wierzącą, a jednak tam byłam. W końcu orzeł bezpośrednio przedstawia również aniołów i jest związany z pragnieniami duszy.
Tak przykrego snu jeszcze nie miałam. Śniło mi się, że ustawiam wieczorem budzik na rano, poczym jego realna wersja od razu wyrwała mnie z tych majaczeń.
Dżdżownice w lodówce
Na ten moment to wszystko.
moon
Czasami zapamiętuję bardzo dokładnie niektóre szczegóły ze snów, takie jak imiona i inne nazwy własne. Facet w długim płaszczu i tajemniczym kapeluszu, który na moich oczach podciął sobie gardło i ze spływającymi czerwonymi stużkami odszedł jak gdyby nigdy nic, nazywał się Nixon. Duch, który porozumiewał się hałasowaniem, miał na imię... wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale okazało się ze to imię jakiegoś dawnego rockmana. Dzisiaj we śnie za to spotkałam rasę, która żyła obok ludzi. Byli lekko zmiennokształtni, a ich nazwa w ich języku oznaczała dokładnie "wongton key shadow people".
Mirah - Special Death