Zagranicznej mąż zrobił mi dzień.
To była po prostu TERAPIA. Dla niego i dla mnie.
Zawsze czułam z nim więź, taką irracjonalną, gdzieś niewytłumaczalną. Myślałam wtedy, że może ta sympatia wynika z tego, że jesteśmy tymi 'obcymi' w tej rodzinie i zawsze wszystko to nasza wina. I że razem łatwiej. Łatwiej być ciężko.
Zagraniczna (siostra rodzona męża) nigdy nie pracowała. Zajmowała się domem i dziećmi. Kiedy dzieci podrosły zajmowała się sobą. Tylko, że przy tym zajmowaniu się sobą znikały wszystkie pieniądze z kont. Bo niby życie takie drogie. Mąż Zagranicznej nie nadążał zarabiać, były pytania, kłótnie, w końcu wpadł w depresję. Zmusił Zagraniczną do pójścia do pracy. Jakże ją unieszczęśliwił! Wydawało mu się wtedy, że najgorsze za nim. Nic bardziej mylnego.
Pewnego dnia (dokładnie rok temu) do drzwi jego domu zapukał komornik. Okazało się, że żonka przepierdoliła pół miliona Euro w kasynach i komornik położył łapę na ich domu.
Oczywiście co Zagraniczna mówiła teściowej? Że się z nim rozwiedzie, bo on nie chce pracować.
Co powiedział on - przyjechałem się wytłumaczyć i opowiedzieć o swoim małżeństwie, bo czuję niechęć teściowej do siebie i byście wiedzieli jak jest mi ciężko. Jestem bankrutem, nie mam nic, a ona wciąż się odgraża, że będzie żyć tak jak ona chce.