Boże, jak mi smutno! A jak człowiekowi smutno, to i wszystko takie smutne się zdaje! Pomarszczyłam się pod cycami, a pod pachą odkryłam pierwszy siwy włos. Koszmary senne nawiedzają mnie jeden po drugim. Dzisiaj obudziłam się z krzykiem, bo śniłam, iż wyrósł mi ptaszek. Normalnie - że ordynarnie chuj mi się wykształcił w majtach. Zawsze jak się budzę z wrzaskiem to najpierw macam się po dupie - czy się aby nie posrałam. Tym razem nie. Macam więc po pantalonach - no i masz, penis! Te dwie sekundy, zanim ściągnęłam majty dla pewności, trwały jak wieczność... Wyobrażałam sobie, co będzie, jak będę żyła z siurdakiem, co powiedzą wszyscy, jak powiem matce, jak przyznam się Marianowi? Zaakceptuje? Jak będę teraz zarabiać na życie? Co jeść? Czy uda mi się zarzucić mojego nowego chuja w wodę jak wędkę? Być może! Ale czy starczy cierpliwości by stać nad wodą, jak te dziadki w kamizelkach z milionem kieszeni? Wątpię! Czy to prawda, że chuj od mrozu maleje? Dlaczego, skoro sutki twardnieją? Czy lepiej mieć chuj mały ale twardy, czy duży ale wiotki jak kożuch z mleka? Czy odpadną mi cyce? Czy zarośnie picz? Czy wyrósł mi tylko siurdak, czy w komplecie z moszną? Powinno być w komplecie. A jeśli moszna jest jak opony zimowe? Chryste panie, przepraszam za wszystko, żem była podła dla tego downa z parteru, żem Michałowi, temu co sra twarzą i je odbytem, ubliżała że rucha karpie, żem Marianowi kapsko pchała do nosa, uwodząc go siłą acz bez skutku. Spociłam się od tych myśli jak jeden taki kędzierzawy Grzesiek i przyklękłam na jedno kolano szemrząc, Obiecuję ci Jezu, że jak naprawisz mi sroma, to skasuję choćby tego bloga i zacznę żyć poczciwie. Mówiąc to przeżegnałam się siarczyście i kucnęłam nad lustrem.
No i masz, zupełnie zapomniałam, że tak się wczoraj najebałam, że wsadziłam srom w zalotkę.
Żartowałam, Jezu, nic nie kasuję. Turlaj beret.