Zobaczyłam post dziewczyny. Miała poranione uda.
Odmawiała sobie posiłku. Marzyła o tym, by być chuda.
Każda linia na jej skórze szeptała jakieś zdanie.
Jedna wyrażała lęk, druga jakby pożegnanie.
Piżamę miała uroczą. Była ona sporym kontrastem,
bo porównanie tego do bajki byłoby znacznym nietaktem.
Nie jadła, jakby szczupłość była jedynym ratunkiem.
Jakby widoczne kości stały się szczęścia warunkiem.
W trudnych chwilach pisała o tym, że chciałaby już odejść,
otulić ciało chłodem i uspokoić myśli głodem.
Nikt jej nigdy nie powiedział, że wcale nie musi znikać,
że powinna długo żyć i o pięknych rzeczach pisać.
Lecz życie, jak zwykle, pisze własne scenariusze.
Mam jedynie nadzieję, że tym wierszem ją poruszę.
Poruszę i ukoję, choćby na tę krótką chwilę,
zamienię ból jej serca w słowa i lekkie motyle.
~teary-weary~









