全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多火星约炮

roma★
Today's Document
ojovivo

Origami Around

Kaledo Art
Stranger Things

No title available

@theartofmadeline
AnasAbdin

Discoholic 🪩

No title available

titsay
he wasn't even looking at me and he found me
d e v o n
sheepfilms
occasionally subtle
noise dept.
No title available

No title available
TVSTRANGERTHINGS

seen from Canada
seen from United Arab Emirates

seen from France
seen from Malaysia
seen from Brazil
seen from United States

seen from United States

seen from United Kingdom

seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia

seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from Brazil

seen from Netherlands
@wymyslony
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多火星约炮
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多火星约炮
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
全球高端华人约炮俱乐部上千妹子 等君宠幸男生入会V信:482882763(备注:TB)女生入会V信:599870595(备注:TB)官网:www.s3322.cc寂静的夜 冰冷的城市UP守护你每一个寂寞的夜无论你身在何何处只要有我们会员的地方即刻可约肾 心 皆 可五年老平台 口碑保障!全球覆盖率广 妹子多
Epizod 13.0.0.1 Będzie pyszna kolacja.
Ukrzyżowany wytarł się w ręcznik. Ubrał w idealnie wyprasowany garnitur, który przyniósł mu jakiś młody chłopak z jakieś firmy, która zajmuje się wynajmem młodych chłopaków do noszenia innym ludziom garniturów. Kazał nam poczekać równe 365 minut. Kiedy zwróciliśmy mu uwagę, że to ponad sześć godziny. Uznał, że niech zostanie 3 godziny i 65 minut. Tyle mogliśmy poczekać. Mój najukochańszy przyjaciel opuścił naszą skromną sale. Blask słońca oświetlił go w framudze. Pokazał środkowy palec za lewym ramieniem. Oczywiście prawą ręką. Zostałem sam z Botanikiem. Spędziłem wystarczająco dużo czasu z nim i z ukrzyżowanym. Jednak stanowczo za mało sam na sam z Botanikiem. Każda minuta w jednym pomieszczeniu to pierdolone piekło na ziemi. Ten człowiek ciągle wymyśla nową miksturę dzięki, której uleczy cię z każdej możliwej przypadłości. Wystarczy spojrzeć na niego. Nic mu nie dolega. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chuj, że siedzi ponad miesiąc w szpitalu, a żaden lekarz nie wie co leczyć u niego pierwsze. Płuca, wątroba, nerki, jelita, serce, trzustkę, krtań, zęby, oczy, mózg. Dolega mu wszystko naraz. Nie widzi w tym nic dziwnego. W ten sposób korzysta z życia. Spędza czas z przyjaciółmi, których kocha i uwielbia spędzać z nimi czas. Wszystko na koszt państwa i wystarczy palić coś co nazwał „gebels”, dzięki czemu oszukał nowoczesne aparatury medyczne. Minęły trzy godziny. Uszy krwawiły od ciągłego gadania Botanika. Postanowiłem wstać i zacząć się szykować na kolację wigilijną w tym ponurym szpitalu. Ponury bo spaliło się ponad połowa świetlówek i nikt jeszcze nie zamontował nowych. Umyłem się. Wyszedłem zapalić papierosa i odpocząć od bełkotu mojego dotychczasowego towarzysza. Na półpiętrze klatki schodowej było małe okienko i popielniczka. Tutaj można było na wpół legalnie palić. Ledwo odpaliłem, a z piętra wyżej schodził pan Henryk. Leży na onkologii i ma raka płuc. Pali jak palił i nikt nie może mu powiedzieć, że robi coś źle. Zawsze kaszlący obrzydliwie. Wiecznie wygadany. Odpala papierosa, kaszle i odpierdala michnika. Zaczyna mówić. - Doszły mnie słuchy, że Twój przyjaciel odpierdala jakąś kolację dla całego szpitala w kaplicy. - Nic mi o tym nie wiadomo. Nawet jeżeli to nie chce pan tego widzieć. Zapewniam. - Chłopcze. Przeżyłem Stalina. Żaden ateista nie zrobi na mnie wrażenia. Nawet robiąc kolacje w kaplicy. - Zapowiada się pyszna kolacja. Ukrzyżowany ma zazwyczaj duży gest. - Pożyjemy zobaczymy. Kaszlną obrzydliwie. Odpierdolił michnika. Zaciągnął się papierosem. - Panie Henryku. Pierdol się pan. Chciałem tutaj postać w spokoju i zapalić papierosa w ciszy. Bądź pan uprzejmy i zamknij się na te pięć minut. - Młodzieńcze. Życie jeszcze Cię nauczy, że głos ma znaczenie. - Do zobaczenia na kolacji. Nie byłem w humorze rozmawiać z panem Henrykiem. Pan Henryk przeżył Stalina. Nie można być po czymś takim normalnym człowiekiem. Rozmowa z nim na jakikolwiek temat zawsze kończyła się na in vitro w kontekście śmierci Stalina i późniejszemu rozpadowi związku radzieckiego. Zajrzałem do naszej sali. Botanik ubrał się w wyjście z łóżka. W sensie jak wstał tak wyszedł. W po miętolonej pidżamie. Stwierdził, że już czas udać się do kaplicy spożyć świętą kolacje wszystkich katolików. Musieliśmy zejść piętro niżej. Tam była kaplica. Po drodze mijaliśmy mały sklepik. Sklepikarz często przemycał nam alkohol. Sprzedawał z marżą 30zł do każdej butelki z woltarzem rzędu 40%, a z marżą w wysokości 3 zł od całej reszty. Zahaczyliśmy o niego. Wziąłem butelkę Jack'a Daniels'a. Botanik wziął butelkę Jim'a. Lubiliśmy tych skurwieli. Staliśmy jeszcze chwilę przed kaplicą. Zastanawiałem się co wymyślił mój przyjaciel. Botanika trapiło zapewne coś zupełnie innego. - Sądzisz, że Boga obchodzi to w jaki sposób świętujesz narodziny jego jedynego syna? - A Ciebie obchodzi w jaki sposób świętuje urodziny twój pies w simsach? - Czyli można pić za jego pozwoleniem. - Aprobata. Weszliśmy do kaplicy. Na samym środku wszystkie stoły i ławki były ułożone w wielki krzyż. Na złączeniu leżał Ukrzyżowany. Zupełnie jak Jezus. Ksiądz stał na ołtarzu. Przy mównicy. Na niektórych ławkach siedzieli goście, którzy przybyli wcześniej. Dołączyliśmy do nich znajdując karteczkę na stole z naszymi imionami i nazwiskami. Siedzieliśmy na wysokości penisa Ukrzyżowanego. Co uznałem, że było wyborem perfekcyjnie zaplanowanym. Ksiądz zaczął mówić. W międzyczasie schodzili się następni. - Witajcie kochani. Dziś jesteśmy świadkami narodzenia zbawiciela. Nie jest to jezus jak było to dwa tysiące lat temu. Tym razem Jezus, w postaci naszego przyjaciela i zbawcy Ukrzyżowanego zejdzie z krzyża i wskaże nam odpowiednią drogę. Zabierze nas w podróż do zbawienia. Mówił tak dobre pół godziny. Do kaplicy zszedł się cały personel, wszyscy zdolni do tego pacjenci, sklepikarze, a nawet ludzie z karetek. Plus niektórzy goście odwiedzający swoich bliskich. Ukrzyżowany nagle wstał.
Epizod 12.1.01 Rekonwalescencja
Wyrzuciłem swoje ubrania za okno. Zostawiłem tylko telefon, portfel, klucze, paczkę papierosów, rutinoscorbin i zapalniczkę. Oglądaliśmy wydarzenia na polsacie. Telewizja już nawet nie stara się udawać, że jest gównem. Robi gówno z gówna i szczerze mówi, że to gówno. Oglądając ją wpadasz w dziwaczny trans, karmisz mózg tą papką i ciągle czujesz, że potrzebujesz więcej. Telewizja jest nałogiem, który karmi Cię gównem. Uzależnia cię, wciąga, zabiera do innego świata. Pozwala odpocząć nie tylko mózgowi ale ciału i duszy, pozwala odpocząć od myślenia, odczuwania pragnień. Ona staje się jedynym pragnieniem. Każdy jeden narkotyk, każde jedno uzależnienie robi Ci to samo. Pozbawia cie samego siebie. Staje się jedynym pragnieniem. Dzięki swoim pragnieniom znalazłem się w szpitalu. Nic mi teoretycznie nie dolegało prócz tego, że czułem się jak gówno. Telewizja na dwu złotów, zawieszona w rogu pod sufitem ciągle przypominała, że znalazłem się w wielkiej okrężnicy. Zauważyłem siostrę. Myła podłogę. Moczyła mopa we wiadrze, do którego rzygałem kilkanaście minut wcześniej. Zastanawiało mnie czy się zorientowała i wymieniła wodę. Zauważyła mnie. Uśmiechnęła się, a ja jej odwzajemniłem uśmiech. Weszła do naszej sali, wcześniej odkładając mopa do wiadra. - Dzień dobry panom. Przywitała się z uśmiechem pełnym perłowych, zdrowych zębów. - Cześć, gogo power rengers!, dzień dobry. Przywitaliśmy się. - Pan tutaj chyba nowiuteńki? Zapytała spoglądając na mnie. - Tak położyli mnie przed chwilą. Tak jak mnie siostra teraz widzi. Nic specjalnego, wiem,. Jednak w danym momencie zastano mnie właśnie tak. Przywieziono tutaj i kazano zostać, aż ktoś się mną zajmie. Nie ukrywam, mam cichą nadzieję, że będzie to właśnie siostra. - Ja pierdole. Skomentował krótko Ukrzyżowany. - Co panu dolega? Zapytała z troską siostra. - Czuję się jak gówno. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Tak, to częsta przypadłość w naszym szpitalu. Uśmiechnęła się. Odwróciła i wyszła z sali. Dalej myjąc podłogę tym mopem. Wspomnienie tego wiadra spowodowało, że wyrzygałem się na podłogę. Siostra wróciła do sali, wymyła wymiociny, wróciła i wykręciła mopa do wiadra. Tajemnica rozwiązana. Witajcie w służbie zdrowia.
Mijały noce. Głównie na paleniu specyfików Botanika. Nigdzie się stąd nie ruszał, a miał ich jakby co raz więcej. Torebka za torebką, worek za workiem, zawiniątko za zawiniątkiem, samarka za samarką. Wstawaliśmy paliliśmy i kładliśmy się z powrotem. Co jakiś czas wpadała do nas siostra eutanazja. Nazywaliśmy ją tak bo jako jedyna przebywała z nami. Ludźmi bardziej martwymi niż żywymi. Dziwnym trafem nadal oddychającymi, choć Botanikowi zdarzało się zamierać. Wpadł wciągu kilku tygodni trzy razy w śmierć kliniczną. Robił to specjalnie. Nikt nie wiedział jak ale każdy wiedział, że potrafił wywołać śmierć. Siostra to urocza osoba. Pełna radości i uśmiechu. Wprowadza trochę kolorytu do biało-zielonych ścian naszej sali. Każdorazowo upominając Botanika, że jak jeszcze raz umrze to dokona na nim eutanazji. Postara się przy tym nie popełnić najmniejszego błędu i posłać go do diabła. Ukrzyżowany prawie nic nie mówi. Mówi jeszcze mniej niż zwykle. Nie milczy ale też nie mówi. Co jakiś Tylko wstaje i robi pompki. Seriami po dziesięć z przerwą na leżenie. Nigdy go nie pytałem dlaczego to robi. To i tak nie miało by sensu. Nadeszła zima. Wyjątkowo słoneczna tego roku i bez śniegu. O tym, że jest zima dowiedzieliśmy się z zaproszenia na szpitalną wigilie. Tego dnia Ukrzyżowany wstał wyjątkowo wcześnie. Wypił kawę i zjadł gotowane jajko. Położył się krzyżem na podłodze. Powiedział coś w niezrozumiałym języku i zaczął robić pompki. Botanik zaczął je głośno liczyć. Raz dwa trzy cztery sto stodwadzieściaczerty dwieścieileść tam, zatrzymał się na trzystu sześćdziesięciu pięciu. Ukrzyź wstał rześki jak dzisiejszy poranek. - Dlaczego to zrobiłeś? W końcu zapytałem. - 2015 pompek odkąd tutaj leże plus 365 dziś. - Super, powiedz coś czego nie wiem. - Zrobiłem to żeby czymś się zająć i dojść do siebie. - Idziemy na tą wszamę? Zapytał Botanik. - Oczywiście, że pójdziemy. Odpowiedział Ukrzyżowany, myjąc się w małej umywalce, którą mieliśmy szczęście posiadać w pokoju. - Powiem wam więcej. To ja ją organizuje! To moje urodziny...poniekąd.
Epizod 12. Rekonwalescencja.
Szpitale to straszliwe miejsca. Wszędzie pełno łóżek, do których siła grawitacji poprzybijała chorych ludzi. Jakby choroba nie była wystarczającą męczarnią. Specyficzny zapach szpitalnych korytarzy przyprawia mnie o ciarki. Przemierzam biało-zielone korytarze. Wpatruję się pustym wzrokiem w kafelki, słucham jak szeleszczą worki, które kazano mi założyć na buty. Bywałem w tej trupiarni już przedtem. Odwiedzałem tu matkę, która zdążyła tutaj się przekręcić. Odwiedzałem ojca, którego pokrojono i wymieniono bebechy jak w starej furze. Byle nadal był na chodzie i ewentualnie do dalszego odsprzedania. Odwiedzałem znajomych i innych członków rodziny. Tym razem jednak jest inaczej. Zmierzam odwiedzić mojego wiecznie zdrowego, nieśmiertelnego, popierdolonego i ochujałego przyjaciela Ukrzyżowanego. Stawiam krok za krokiem uważając aby nie nadepnąć na żadną fugę. To przynosi pecha. Nienawidzę tego kutasa. Aktualnie za to, że tutaj trafił. Nienawidzę chuja za wiele innych rzeczy. Najważniejsze jednak jest tu i teraz. Fugi zaczynają się zlewać w siatkę, która faluje jak pajęczyna, którą trzęsie wiatr. Chce mi się rzygać. Pierdole, rzygam w pierwsze lepsze wiadro.
Zatrzymuje się i rozglądam dookoła. Sala nr 20, sala nr 21, sala nr 34, sala nr 65, sala nr Ukrzyżowany. Wchodzę. Nie muszę nawet otwierać drzwi. Są otwarte. Ukrzyżowany leży z założoną nogą na nogę. Trzyma pilota i zmienia programy w zawieszonym pod sufitem telewizorze. Ubrany jest w fioletowy, welurowy szlafrok i złote kapcie. Chuj wie czy złote ale mają taki kolor. Łóżko obok niego leży starszy pan. W identycznej pozie ale ubrany w coś co ma imitować pidżamę. Przerywam im dyskusję. - Cześć, Wymyślony. Co tu robisz? Zapytał mnie starszy pan. - Cześć, wpadłem was odwiedzić. Nie wiedziałem, że ty też jesteś w szpitalu. - Starość pełna jest podwieszanych pod sufitem telewizorów. - Widziałeś co ten idiota zrobił mądrego? Zapytałem kiwając głową w stronę Ukrzyżowanego. - Cóż każdy kowalem swojego losu.
Kowalem to i może Ukrzyżowany był ale własnej głupoty. Ten ochujały zboczeniec postanowił mi udowodnić, że jest nieśmiertelny i zaczął wciągać na moje oko tonę koksu. Ruchając się w międzyczasie z trzema lub czterema dziwkami. Dostał zapaści i prawie mi szedł. Zorientowała się jedna z kurew. Siedziałem wtedy w kuchni rozmawiając z jakąś dziwną dziwką, która była zafascynowana twórczością Prachetta. Spokojnym głosem oznajmiła „Kolega Ci umarł. Chyba, że się mylę, a mogę się mylić. Lepiej zadzwoń po karetkę. Oni się na tym znają”. Jak powiedziała tak zrobiłem. Pierwsza wpadła pani z karetki. Z miejsca obrzygała nam wszystkim buty, kurtki i lustro. Śmierdziało obrzydliwie kilkunastoma dniami absolutnej sodomy i gomory. Pokazałem jej ręką gdzie leży Ukrzyżowany. Za nią wpadli panowie z karetki. Z miejsca obrzygali kurtki, buty i lustro. W ich zawodzie powinni im dawać jakieś środki na nie rzyganie. Im również pokazałem gdzie leży to ścierwo. Nie byłem w stanie nic innego zrobić. Byłem totalnie porobiony i musiałem ogarniać na wpół żywego przyjaciela i ludzi z karetki mając za towarzyszki dziwki, które chciały wyruchać panów z karetki. Panią z karetki też. Wywieźli go na noszach. Chwilę potem wpadła policja. Kiedy dowiedzieli się kogo wywieziono, powiedzieli, że do widzenia. Poszli i więcej ich nie widziałem. Kilka dni później znalazłem się w tym zjebanym szpitalu. Usiadłem niewygodnie na małym taboreciku. Botanik kazał przełączyć na polsat bo leci pierwsza miłość. Ukrzyżowany przełączył na polsat. Botanik wychylił się z łóżka, otworzył szufladę, wyciągnął bletki i zioła tylko jemu znane. Skręcił z nich jak on to mówi „rootsowego” blanta. Podpalił i podał dalej. Okazało się, że bartek jednak nie zejdzie się z emilką. Wielka szkoda liczyłem na nich.
- Chłopaki jak się czujecie?. Spytałem samemu czując się jak gówno. - Czuje się jak czerwony power rengers. Powiedział Botanik. - Spoko. Powiedział Ukrzyżowany. - Aha. Ja czuję się jak gówno, mimo że to nie ja tutaj leżę. - To się połóż. Masz wolne łóżko. Ukrzyżowany wskazał kciukiem to, które stało za jego plecami. - Dobra. A jak się pokapują, że tutaj leże nielegalnie to co mam im powiedzieć? - Że czujesz się jak gówno. Codziennie im tak mówię i nadal tu leżę. - Biorę to. Co tutaj dają jeść? - Zamówimy pizzę. Powiedział śmiertelnie poważnie Botanik.
I. Czas.
Czas jak kat leczy wszystkie rany- po prostu umieramy. Niepoznany, choć zawsze obecny- bez początku i końca Nieugięty w swoim pędzie, wzlatuje ponad wszelkie ramy. Zimny jak blask księżyca by palić jak promienie słońca.
Dzieli się tylko chwilą choć sam trwa wiecznie Ślepo rzuca los - bez słów opowiada miliardy historii jednym daje na jej kartach miejsce- inni giną w jego odmęcie Stoi na straży początku i końca. Płodzi bez członka zabija bez broni.
My, jesteśmy Wszystkim i niczym. Żyjemy i po prostu umieramy.
II. Musisz.
Chociaż wokół nie węszy pies i gad nie pilnuję Nie wznoszą się na horyzoncie żadne mury Nie słychać żadnych krzyków, tutaj cisza panuję zanosi się na deszcz przyszły już ciemne chmury
Nie ma wokół żadnych krat ale nie ma też szans Jak blady więzień rzeczywistości- skreślam dni. Cierpliwie czekam aż nadejdzie wolności czas czekam aż pękną ściany tej koszmarnej niewoli
Pisz, pisz, pisz, pisz musisz tutaj jest wolność Nie ma cenzury, pisz choćby największe bzdury kłam lub wznoś się na pełną szczerość rozgoń ciemne chmury lub wieszaj śmierci sznury
Rozbij ściany niewidzialnego więzienia Pokaż, że możesz lub zwiń się w kłębek Stchórz lub pokaż, że masz coś do udowodnienia pisz jak olbrzym lub pisz jak karzełek
Pisz, musisz.
III. Za Ciebie.
Umieraliśmy za ciebie i z ciebie pełnymi garści braliśmy co tylko chcieliśmy, bo ty byłaś wszystkim dla nas i tworzyłaś nas samych, tak ja my byliśmy tobą gdy tworzyliśmy piękno świata
Dzięki tobie byliśmy żywi i ty byłaś żywa dzięki nam to ty pozwoliłaś stworzyć świat który nie zrodził się z miłości boga lecz z boskiej pasji zaklętej w naszym ludzkim ciele
To z tobą przywitaliśmy śmierć i choć wiemy doskonale, że bez ciebie bylibyśmy niczym to czym ty byłabyś bez nas?
IV. Alkoholik.
Mętne spojrzenie kołyszę światem kurtyną dymu zasłaniając szczęście wszystko staję się fałszywym obrazem ponętnie kuszącym cię czymś więcej
Otępiały umysł rozmazuje wspomnienia rządzi twoim ciałem w oszalałym tańcu ogniem rozbudza mroczne pragnienia byś spełniał je w świecie pełnym fałszu
W nocy przychodzi niewidzialny wróg przerywając spokojne bicie twojego serca krzykiem wyrywając świadomość ze snu Spokojnie patrząc w oczy wszystko ci obieca
Świadomość jego istnienia nie pomaga ciągle łapczywie sięgasz po jego truciznę na jego rozkaz wlewasz ją do swojego gardła a każdy łyk zostawia na duszy pustą bliznę
V. Dwie kochanki na biurku.
Brązowa szklanka czarnej herbaty a gdzieś za nią stoi ukryty zielony kubek z którego uśmiecha się zielona postać groteskowa kobieta zrobiona z ememensa ze spojrzeniem gotowym do nocnego flirtu skrywa w sobie resztki porannej kawy a przed nią brązowa szklanka czarnej herbaty wciąż pełna gorącego wywaru z torebki o smaku pomarańczy budzi zazdrość czekoladowej kochanki ze spojrzeniem wciąż gotowym do romansu groteskowa kobieta zrobiona z ememensa czeka zalotnie na poranek i jej zmianę kiedy będzie pachnieć świeżo zaparzoną kawą a gdzieś za nią ukryje się brązowa szklanka po czarnej herbacie.
VI. Zaangażowany.
Minister g nie mylić z punktem bo to nic przyjemnego cenzurę wziął sobie za cel jakkolwiek głupim by to nie było nie ważne że każdego jest na to zgoda to zło i świętokradztwo szczeka w szklanym ekranie on zakaże on wymaże on wycofa tak ważna jest jego osoba za kraty pójdą wszystkie menty zdrajcy złej sztuki wyznawcy plugawe chamy wyznawcy muz i najgorsze dranie żadnemu nie odpuści każdego złapie ministrem jest i prawdę ci zawsze powie twoje ciało nie jest twoje jest państwowe.
VII. Bezczelnie.
Siedzę, sobie bezczynnie, bezczelnie się bycze, w wiecznym czynie. Wieczne, nic nie robienie.
Ale, ciii, to zabija. Tak mówi gazeta- powtarza telewizja. Po ich stronie leży racja, tak powiedziała- matka ! Bazgram- i tak sobie siedzę w tej sytuacji- niepojętej I szkoda mi tej mamy, wiem jak to jest- być oszalałym.
Bycze się bezczelnie, piszę wiersze, bardzo miła chwila. Ale, ciii, to zabija.
VIII. Pozdrowienia.
Istnieją rzeczy poważne. Naprawdę, trudno je nazwać życiem rozdzielone jak kolory Rubika, mozolnie przez lata składane martwe chwile, tak pełne życia.
Pierw był plecak, potem bagaż ciężkich doświadczeń. Tamtą lekkość wyraża zmęczony uśmiech, powiew starość, który odświeża jeszcze młode wcielania,
w ciągłej zmianie z przymusy oszalałych atomów. By to co było, stanowiło o tym co jest, ślepo wierząc, że uda się ułożyć sześcian kolorów.
Wiecznie poważana, martwa treść życia
IX. Obraz.
Byłem pasją talentu Stałem się świata malarzem. Stałem się obrazem-zamkniętym w ramę.
Odrzuciłem człowieka, wyrzuciłem ramę. Stałem się obrazem- rozlałem się. Jestem świata obrazem !