Ta nowa przestrzeń była taka obca, taka nie moja. Tłumaczyłam sobie, że to normalne, że to osadzenie w nowej rzeczywistości musi trochę potrwać.
Anna Klimczewska, "Masz nową parę!"
Stranger Things

JVL

oozey mess
No title available
hello vonnie

Kiana Khansmith

No title available

Love Begins

No title available

JBB: An Artblog!
taylor price

Discoholic 🪩

roma★
RMH

⁂
I'd rather be in outer space 🛸

❣ Chile in a Photography ❣
Cosimo Galluzzi
sheepfilms
dirt enthusiast

seen from China

seen from Australia
seen from Brazil
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States

seen from Bangladesh

seen from United States

seen from Australia
seen from United States

seen from United States

seen from Japan
seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
@x--x----x
Ta nowa przestrzeń była taka obca, taka nie moja. Tłumaczyłam sobie, że to normalne, że to osadzenie w nowej rzeczywistości musi trochę potrwać.
Anna Klimczewska, "Masz nową parę!"
“Samotność, która jest we mnie, nie polega tylko na tym, że jestem sam. Chodzi też o to, z czym zostaję sam, kiedy zostaję sam.”
— — Jon Bauer (via thousand-slowly-dying-sunsets)
edit 🌶
coraz rzadziej sie usmiecham, mamo.
Piekielny (via u-mieram)
Wiesz jak się teraz czuje? Cholernie odrzucona i nieszczęśliwa. Ale kogo to obchodzi? Nikogo
Na pogrzebie samobójców pojawia się mnóstwo ludzi i płacze, Ale gdzie oni byli, gdy samobójcy płakali i chcieli się zabić?
(via sadgirls976)
@sentymentaliz-m edit
Kiedy związek na odległość może się udać?
Związek na odległość, to trudna decyzja, ale czasami konieczna. Ekonomiczna sfera życia jest ważna i to zazwyczaj dla niej decydujemy się na dłuższe lub krótsze rozstanie. Czy rozstanie takie ma sens z punktu widzenia samego związku? Jak je przetrwać? Na co zwracać uwagę? Wszystko o związkach na odległość przeczytacie w najnowszym tekście eksperckim w naszym serwisie. Zapraszamy do lektury!
-Lubię być sam. -I tu jest problem. Nie jesteś sam. Nigdy więcej.
“If I stay” (via lunardreamer)
..i zdałam sobie sprawę, że potrzebuję kogoś kim byłeś, nie kogoś kim jesteś.. że kocham wspomnienia, jakie się z Tobą wiążą, a nie Ciebie.
(via minuta-szczescia)
Nie chcę Cię zawieść.
(via perypeti-e)
Szczerze to przez większość czasu naprawdę czuję się pewna siebie, mam wyjebane na wszystko, ale każdego dnia przychodzi moment, kiedy czuję się beznadziejna, kiedy niczego nie jestem pewna i potrzebuję, tak bardzo potrzebuję drugiej osoby obok..
(via little-big-cookie)
Rozdział 6: Nowa moc
♥Dea♥ Leżałam na łóżku odpoczywając. Ból był do niesienia ale to nie zmieniało faktu że był wnerwiający. Mimo że minęło 24 godziny od porwania nadal czułam się okropnie. Nadal czułam ten ból w żyłach.. igły rozsadzające mnie od środka. Niezbyt miłe wspomnienie. Przed oczami nadal miałam tą twarz. Czarne oczy… demona. Cole Morgenstern, syn Sebastiana, wnuczek Valentina i Jocelyn, mój kuzyn… nasz kuzyn. To było okropne że w jego żyłach płynęła taka sama krew jak moja. I w tej chwili sobie coś uświadomiłam. Skoro my uzyskaliśmy nadprzyrodzone, anielskie zdolności po mamie to Sebastian numer dwa odziedziczył demoniczną krew po Sebastianie i też ma jakieś zdolności. Wow, że ja sama na to wpadłam. Nie ma co należy mi się stu procentowy oscar. Była noc, księżyc w pełni. Nie mogłam spać przez jego światło. A nawet nie mogłam się pokręcić. Nie chciałam zadać sobie jeszcze większego bólu niż jest teraz. . Nagle firanka w oknie zaczęła sięporuszać. Gwałtownie się podniosłam czego odrazu pożałowałam ze związku z bólem. Nagle zauważyłam czyjś cień. Chyba bzikowałam. Przelękłam się kiedy przypomniałam sobie że mój bicz został mi odebrany przez Cola. Zaklęłam pod nosem. Ale miałam broń. Potrafiłam sparaliżować człowieka jednym palcem. Lecz nie mogłam wykorzystać tamtego manewru na Colu. Nie miałam z nim bezpośredniego kontaktu. Odetchnęłam z ulgą kiedy przez okno wszedł ni kto inny niż Ethan. Ale czy powinnam? W sumnie przy Colu mniej się…. bałam…. wstydziłam? Sama nie wiem. - Boże, człowieku! Czy ty nie masz drzwi do cholery?! - “wrzasnęłam” szeptem żeby nikogo nie obudzić. - Co ci w ogóle przyszło do głowy i po co w ogóle tu przychodzisz, jeszcze przez okno?! Ty na serio masz coś z głową!! - Tak się odzywasz do gościa który dwa razy uratował ci życie? - spytał unosząc brwi. - I zrobie to poraz trzeci jeśli będę musiał. - Przestań mnie ratować sama dam sobie radę, okey? A poza tym co ja cię obchodzę? Zaszło coś między nami i tyle, koniec tematu. A ty chodzisz za mną jak jakiś zabłąkany szczeniak. Nie potrzebuje twojej pomocy a już napewno odwiedzin w środku nocy! - powiedziałam lecz kiedy zobaczyłam jego wyraz twarzy pożałowałam swoich własnych słów. - Trzymaj, odwiedziłem Cola i ukradłem coś co nie należało do niego. Ale pewnie to cie nie obchodzi że się narażałem. - oddał mi… mój bicz. On to zrobił… dla mnie? - I wiesz co? Jesteś strasznie obłudna. Najpierw wyskakujesz z takimi tekstami jak w tedy w fabryce a teraz… teraz mówisz całkiem co innego. Radze ci się ogarnąć dziewczyno bo daleko nie zajdziesz. - warknął i momentalnie wyskoczył przez okno nie zamykając je. - Ethan! Zaczekaj… - zaczełam iść w tamtą stone lecz nie zdążyłam. Jego już tam nie było. Złapałam się za głowe osuwając sie po ścianie. - Przepraszam… ***
Następnego dnia, moje żebra już nie bolały. Wręcz przeciwnie, czułam się znakomicie. No… może pomijając fakt kłótni z Ethanem. A w ogóle po co ja sie martwie? Zawsze się kłócimy. Tylko teraz wydawał sie bardziej zły niż zazwyczaj… Nie ważne. Więc na czym skończyłam… a tak. Byłam już ubrana i zeszłam na dół. Postanowiłam wybrać sie do centrum handolowego. Przed wyjściem za uwarzyłam Elise. - Przestań mnie ratować sama dam sobie radę, okey? A poza tym co ja cię obchodzę? Zaszło coś między nami i tyle, koniec tematu. A ty chodzisz za mną jak jakiś zabłąkany szczeniak. Nie potrzebuje twojej pomocy a już napewno odwiedzin w środku nocy! - powiedziałam lecz kiedy zobaczyłam jego wyraz twarzy pożałowałam swoich własnych słów. - Trzymaj, odwiedziłem Cola i ukradłem coś co nie należało do niego. Ale pewnie to cie nie obchodzi że się narażałem. - oddał mi… mój bicz. On to zrobił… dla mnie? - I wiesz co? Jesteś strasznie obłudna. Najpierw wyskakujesz z takimi tekstami jak w tedy w fabryce a teraz… teraz mówisz całkiem co innego. Radze ci się ogarnąć dziewczyno bo daleko nie zajdziesz. - warknął i momentalnie wyskoczył przez okno nie zamykając je. - Ethan! Zaczekaj… - zaczełam iść w tamtą stone lecz nie zdążyłam. Jego już tam nie było. Złapałam się za głowe osuwając sie po ścianie. - Przepraszam… *** Następnego dnia, moje rzebra już nie bolały. Wręcz przeciwnie, czułam się znakomicie. No… może pomijając fakt kłótni z Ethanem. A w ogóle po co ja sie martwie? Zawsze się kłócimy. Tylko teraz wydawał sie bardziej zły niż zazwyczaj… Nie ważne. Więc na czym skończyłam… a tak. Byłam już ubrana i zeszłam na dół. Postanowiłam wybrać sie do centrum handolowego. Przed wyjściem zauwarzyłam Elise. - Hey… - przywitałam się i wpadłam na pewien pomysł. - Poszłabyś ze mną do centrum, co? Ktoś musi mi mówić w czym wyglądam dobrze a w czym… no cóż, nie. - O nie! Napewno nie! Z tobą iść na zakupy to być tragażem do końca dnia. A ty będziesz mnie brać za wielbłąda co potrafi wszystko unieść. - powiedziała stanowczo na co ja zrobiłam oczka szczeniaczka. - Obiecuję, że nie. Będziesz mi tylko towarzyszyć, okey? - spytałam na co ona z nie chęcią, zgodziła się. Potrzebowałam jej również dlatego, że nie miałam prawka a ona tak. A przez brame nie przejde bo jakby to wyglądało gdyby na środku centrum handlowego pojawiła się niebieska dzióra z której wyskakują dwie dziewczyny? Napewno, oczywiście dla przyziemnych, dziwnie. Po pietnastu minutach byłyśmy już na miejscu. Elise wysiadła z samochodu naciskając przycisk na pilocie co spowodowało zamknięcie samochodu. Również wyszłam i podekscytowana poszłam piersza a dziewczyna, jak zwykle z nie chęcią, za mną. Pewnie teraz wolała siedzieć przed telewizorem grając w gry video na konsoli. Może nie potrzebnie ją brałam? Ee tam przecież nie umrze od łażenia po sklepach. W pewnym momencie zaciekawił mnie jeden z nich. Weszłam tam ciągnąc Elise za sobą. Podeszłam do stoiska z ubraniami i zaczęłam wyciągać co mi się podobało. Oczywiście ubrania trzymała Elise. W końcu nie było widać twarzy dziewczyny bo wielka gura ubrań na jej rękach to uniemożliwiała. W końcu po kolei zaczęłam wszystko dokładnie przymierzać. Elise na tyle na ile mogła mówiła mi czy dobrze wyglądam. W sumie to ją nie interesowało poprostu mówiła “Tak” już poraz tysięczny. - Tak, czyli biorę tylko to. - powiedziałam na większość rzeczy które przymierzyłam. Dziewczyna przewróciła oczami. - TYLKO to?! - spytała z niedowierzeniem na co ja zdziwiona przytaknęłam. Dla niej to było dużo? Chyba powinnyśmy częściej na zakupy wychodzić. Podeszłam do kasy i zapłaciłam wyznaczoną sumę po czym z torbami obie wyszłyśmy ze sklepu. Mówiąc “torbami” mam na myśli jedną torbę. Zreazlizowały się przypuszczenia Elise. Że będzie tragażem. Ale w końcu ja też coś niosę. - To gdzie teraz? - spytałam na co ta zrobiła przerażoną minę. -Do domu. - jęknęła. I w tej chwili w głośnikach rozbiegł się czyjś głos. Kobiecy głos. - Proszę o szybkie opuszcznie centrum w trybie natychmiastowym… nie prosze, nie!! Nie rób tego! Aaa!!! - usłyszałyśmy przerażliwy krzyk kobiety z głośników. Momentalnie, przerażeni ludzie zaczęli dosłownie z tamtąd wybiegać. Ja i Elise zostałyśmy, musiałyśmy sprawdzić co jest nie tak. W końcu wszystkie światła zgasły, a w środku nie było żywej duszy. Przynajmniej mniałam taką nadzieję. - Rozdzielmy się. Ja pójdę tam ty tam. - rozkazała Elise wyciągając sztylet ze swojego pasa na biodrach. Posłusznie poszłam w wskazane miejsce. Jak zwykle, kiedy czułam zagrożenie, z mojego tatuażu wydobył się mój ukochany bicz… którego bym straciła na zawsze gdyby nie… W końcu zauwarzyłam uchylone drzwi. Z pomieszcznia wydobywały się dzwięki rozmowy. A raczej kłótni. - Jak to go nie ma?! On tu gdzieś musi do cholery być! Tylko jest ukryty. W końcu całe centrum jest chronione. To musi być to miejsce. - usłyszałam znienawidzony głos i aż mnie zamdliło. Cole. Skończony kretyn… odpłaci mi się za te złamane żebra pomyślałam. - To dlatego musiałeś wszystkich ewakułować? Bo nie mogłeś stać się poprostu niewidzialny dla przyziemnych i go szukać? - spytał nieznajomy mi głos. - Tak, tutaj runy nie działają. - wyjaśnił zrzucając papiery z biurka. Weszłam troche bliżej żeby ich lepiej podsłuchać kiedy czyjaś ręka pociągnęła mnie za półkę z książkami. Chciałam krzyknąć lecz ten ktoś zakrył mi buzię swoją dłonią. Przyłożył palec do ust z których wydobuło się cichę “Shh”. To był Ethan, we własnej osobie. Kiwnęłam głową na znak że nie będę krzyczeć a ten opuścił rękę z moich ust. Spojrzałam się na niego pytająco. On mnie zignorował i stelą zaczął rysować w powietrzu coś w stylu lustra weneckiego ale my ich widzeiliśmy a oni tylko ksiązki. ♥Elise♥ Szłam przed siebie pod czujnym okiem ze sztyletami w rękach. Byłam ostrożna… w każdej chwili mógł mnie ktoś zaatakować a dzięki mojemu darowi widziałam wiele różnych wersji jakie się zdarzą. Moją mocą było przywidywanie przyszłości. Jednak działał tylko wtedy kiedy uwarzał czas za słuszny. Czasem widziałam kilka wersji a czasami nawet jedną. Więc zawsze uważam w tym co robię W pewnym momencie dwa obrzydliwe i wielke demony zaczęły iść w moją stronę. Zaklęłam i rzuciłam sztylety celnym trafem w serca obudwu. Byłam z siebie dumna. Już po chwili na podłodze leżały jedynie zwłoki a wokół nich rozlewała się czarna, demoniczna krew. W pewnym momencie usłyszałam czyjś głos wypowiadający moje pełne imię. Obróciłam się gwałtownie w tamtą stronę. I nic. Po chwili znowu ten kojący, spokojny głos. Wzywał mnie. Zaczęłam iść w stronę dzwięku. W końcu przede mną pojawiło się światło, a dokładniej wybuchło. Zakryłam ręką oczy bo mnie oślepiało. Nadal zawzięcie szłam w strone światła. W końcu zgasło a zamiast niego pojawił się miecz który palił się niebieskim ogniem. - Elisabeth Katherino Horendale, ukryj go, Cole Morgenstern za żadne skarby nie może go znaleźć za wszelką cenę. Niebiosa wierzą w ciebie, wierzą w twoją rodzinę. - ten sam głos…. zrobiłam to co mi kazał. Wzięłam go w ręcę. Czułam jak dziwna energia przepływa przez moje ciało. W pewnym momencie czułam jak mnie rozrywa od środka lecz po chwili ból minął. - Elise! Cole suka… - usłyszałam krzyk Deii . - Miecza… - dokończyła kiedy zauważyła co trzymam w ręku. - Boże, Elise! Znalazłaś miecz! - powiedziała zafascynowana. Wyjęłam stele i zaczęłam rysować w powietrzu znak otwarcia bramy. Już pochwili przed nami pojawiła się niebieska odchłań. - Choć, trzeba uciekać. - powiedziałam i obie wbiełyśmy przez bramę. July W pewnym momecie, kiedy wszyscy byliśmy w salonie, przed nami pojawiła się brama. Z niej wyszły Dea i Elise…. z mieczem anioła. Popatrzyłam się na nią zdziwiona. Mama, tata. Lukas i Rose również. - Ale… ale na Boga, dziecko, skąd ty wytrzasnęłaś miecz anioła?- spytała mama nadal w szoku. - No idę sobie opuszczonym centrum a tu bam!! Pojawia się przede mną swiatło i niebiosa karzą mi go chronić. Nic specjalnego. - powiedziała nie zmieniając wogóle wyrazu twarzy - Coś mówili jeszcze że nadchodzi ciemność czy coś takiego. Mogę go odłożyć? Jest ciężki a na dodatek trzymanie go strasznie boli. - jękneła na co mama skinęła głową. Dziewczyna odłożyła go na stół. - Jest jeszcze coś…. - powiedziała Dea a wzrok wszystkich powędrował w jej stronę. Westchnęła głośno. - Widziałam dziś Cola… tam, w centrum. Rozmwiał ze swoim sługą czy jak to tam można nazwać ich relacje.. no dobra mniejsza o to. Cole chce wykraść kielich dlatego żeby stworzyć jego demoniczną kopie. Jest spoufany z Lilith która ma użyczyć swoją krew i stworzyć… jak on to nazwał… Mrocznych Nocnych Łowców… coś w tym stylu. - dokończyła a mama i tata wymienili się spojrzeniami. - On naprawde chce dokończyć dzieło Sebastiana…. - powiedział tata. - Kolejny szaleniec… Najpierw Valentine, potem Sebastian, teraz Cole… Clary, jak ty możesz być z nimi spokrewniona? I wy… - spojrzał na swoje dzieci. - A czy to moja wina? Gdyby nie Valentine, Sebastian, mój brat byłby dobry. Nie miałby w sobie krwi demona… tak jak i Cole… - Przecież cię nie obwibiam… to nie twoja wina, że masz szaloną rodzine. - Nie jestem Morgernstern, jeatem Firechild. A teraz Horendale. Chłopcze o czterech nazwiskach - popatrzyła na niego lekko się uśmiechając. - Odezwała się… - prychnął przewracając oczami. - A wy na co czekacie? Zaraz macie trening z Isabell i z tatą. - pogoniła nas. - Umiesz psóć dramatyczne scenki… - mruknęł tata ale posłysznie poszedł a my zaraz za nim. Sala treningowa w Nowojorskim Instytucie była wyjątkowo wyposażona. Różne wspinanki, liny, tory przeszkód, mechaniczne manekiny które umożliwiały nam udoskonalenie w sztuce władania mieczem, biczem… różnego rodzaju bronią. Trzebabyło je pokonać choć to nie było takie prostę. - No nareszcie. - westchnęła Isabell kiedy zjawiliśmy się na miejscu. - Dzieciaki to rozumiem ale żebyś ty się spóźniał… nie no w sumie. - dodała po chwili namysłu. - Nie gadaj tylko tylko do roboty. - uśmiechnął się. - Damy tym nieumiejętnym dzieciom popalić. Takiego treningu to jeszcze w życiu nie mieli. Elise Tata miał rację… takiego treningu to jeszcze nie mieliśmy. Wszystko mnie bolało jak nie wiem. Weszłam do swojego pokoju z zamiarem położenia się na łóżku. Lecz złapał mnie ogromny ból głowy. Momentalnie zesztywniałam a w oczach zrobiło mi się biało. Upadłam na kolana łapiąc się za pulsującą głowę. Zemdlałam bezwładnie upadając na podłogę. Kiedy się przebudziłam stwierdziłam że nie byłam w domu. Wszytko było czarno białe jak z jakiegoś starego filmu a sama ja byłam w lesie. Na krańcach horyzontu wyłaniało się światła. I to było jedyna jasność jaką widziałam. Poczułam na nagich ramionach zimny powiew wiatru. Szybko założyłam ręce na pierś drygając od zimna. Byłam sama… bałam sie, nie wiedziałam o co chodzi. Czy to był tylko sen? Może to wszystko nie było prawdziwe? Ale jednak wszystko wydawało się takie realistyczne… Nagle zauważyłam postać zmierzającą w moją stronę. Białe, niezkazitelne włosy niczym śnieg, ostre rysy twarzy, oczy czarne zachodzące zielenią jak u mojej matki. Mężczyzna był łudząco podobny do Cola ale to nie był… Jego imię nasilało mi się na język. Sebastian. Sebastian Morgenstern. Brat mojej matki, mój wuj, prawdziwy, nie przyszywany jak Alec, Magnus… - Elisabeth? - jego głos rozbrzmiał w moich uszach. - Dobrze mówie? Jesteś córką Jaca i Clary, tak? - Tak… ale co to za miejsce? Gdzie ja jestem? Czemu rozmawiam z tobą, przecież ty nie żyjesz… Czy to sen? - spytałam. - Nie, to nie jest sen. Witaj po drugiej stronie, w świecie umarłych Elisabeth Horendale. - powiedział a moje usta uformowały się w litere “o”. - Sebastianie, czy ja… nie żyję? - spytałam przerażona. - Nie, oczywiście, że nie. Nie jesteś duchen, czuję to. Tak, twoja dusza jest tutaj ale twoje ciało jest całe i zdrowe. Jest tylko jedno rozwiązanie tego co tutaj robisz. Masz w sobie wiecej krwi anioła niż ludzkiej co oznacza że jesteś wyjątkowa tak jak twoje rodzeństwo. Posiadasz moc kontaktowania się ze zmarłymi. - wyjaśnił. - Ale.. - nie zdążyła powiedzieć bo wiatr ponownie się zerwał. Ale potężniejszy od poprzedniego. Sebastiana porywał. - Nie moge tu dłużej zostć… ale powiedz że Lilith wróciła… jest na ziemi… aaa! - powiedział i zniknął z powiewem wiatru Usiadłam gwałtownie na łóżku (Ciekawe jak sie na nim znalazłam). - Sebastian!! - wykrzyknęłam odrazu. Po moim czole spłynęła stróżka potu. Zaczęłam się trząść. - Elise! Spokojnie. - usłyszałam troskliwy głos mamy która odrazu mnie przytuliła. Dopiero wtedy zauwarzyłam że wszyscy byli obok mnie. - To był tylko sen. - To nie był żaden sen!!! - krzyknęłam gwałtownie siadając na łóżku. - Byłam po drugiej stronie, rozmawiałam z Sebastianem… Lilith jest na ziemi!! To wszystko działo się naprawdę! - Chwila, że co? Lilith jest wśród nas? - spytał tata. - Tak. - ściszyłam ton głosu. - Rose potrafi rozmawiać ze zwierzętami a ja ze zmarłymi. Jestem tego pewna. - Wierzymy ci. - mama uśmiechnęła się ciepło co odrazu słabo, ale odwzajemniłam. - Moge zostać sama… jestem śpiąca. - poprosiłam. - Oczywiście. - odpowiedzieli jednogłośnie. Wszyscy wyszli z pomieszczenia zostawiając mnie samą z natłoczonymi myślami.
Co kto robi, to tylko jego sprawa
(via odszukanie)
Nie będę tracił słów na tłumaczenie czegoś, czego i tak nie zrozumiesz.
empiryk. (via empiryk)