((A jednak wrzucę. Sorry for those who do not understand Polish. I hope I’ll find motivation to tranlate it soon~ ))
Kiedy telefon zaczął dzwonić, Vuk siedział właśnie, wygodnie rozwalony na kanapie, oglądając wieczorne wiadomości. Westchnął cicho i nachylił się do stołu po pilota, by ściszyć telewizor, tak, by dało się przeprowadzić normalną rozmowę. Następnie sięgnął po komórkę. Zmarszczył lekko brwi, podnosząc urządzenie. Wciąż jeszcze nie zdąży do niego przywyknąć. Do niedawna miał jeszcze jedną z tych starych, niezniszczalnych cegieł, które może i do niczego poza dzwonieniem się nie nadają, ale wykazują się zadziwiającą żywotnością. Pewnie posłużyłaby mu jeszcze parę lat, gdyby nie to, że zaginęła. Pierwszym podejrzanym był oczywiście Virgil, ale kiedy się okazało, że Rumun o niczym pojęcia nie miał i po gruntownym przetrząśnięciu całego domu, Vuk był zmuszony zainwestować w nową komórkę. Znaczyło to mniej więcej tyle, że przez następnych parę miesięcy będzie musiał na papierosach przyoszczędzić, co wcale nie poprawiało mu humoru. Spojrzał na wyświetlacz i zamrugał zdziwiony, widząc kto dzwonił. Jedną ze śmiesznych opcji smartfona było to, że można było sobie poustawiać zdjęcia kontaktowe, co też Vuk i robił, zapewne nie mając nic lepszego do roboty i próbując ogarnąć liczne zastosowania nowego urządzenia.
To zdjęcie było tak na dobrą sprawę zdjęciem fotografii. Raczej nie miał okazji nowego zdobyć, ale to mu nie przeszkadzało, lubił tę fotografię. Jedna z tych czarno-białych, jeszcze z poprzedniego stulecia. A na wycinku widocznym na zdjęciu kontaktowym, widniał nie kto inny, jak Ratko we własnej osobie. Z kimś rozmawiał, ale zdjęcie zostało przycięte tak, że nie było widać z kim, chociaż Vuk doskonale wiedział, kim ta osoba była. Wciąż jeszcze pamiętał tę rozmowę. Czarnogórzec nie patrzył w stronę fotografa, jakby zupełnie nie zdając sobie sprawy z jego obecności i opowiadał coś z nietypowym dla siebie zaangażowaniem. Serb uśmiechnął się krzywo pod nosem. To było wtedy, kiedy Janez sobie aparat sprawił. Przez parę tygodni chodził i wszędzie zdjęcia robił, ciesząc się przy tym jak małe dziecko. Serb zaraz jednak przestał myśleć o Słoweńcu, a jego myśli ponownie zaczęły krążyć wokół fotografii. Przyjrzał się twarzy Ratko. Dało się na niej rozpoznać rozbawienie, a przynajmniej Serb potrafił, przez te wszystkie lata nauczył się odczytywać emocje Czarnogórca. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale w tym wypadku wątpliwości nie miał. Ile by dał, żeby jeszcze kiedyś taką rozmowę przeprowadzić. Żeby zobaczyć na tej twarzy coś poza irytacją, czy znudzeniem. Westchnął ciężko, ale zaraz sam się przyłapał na tych nazbyt tkliwych myślach. Skrzywił się, próbując to jakoś z głowy wyrzucić. Przecież Czarnogórzec to zdrajca, przecież odszedł. Prawdę powiedziawszy jednak, ostatnimi czasy zaczynało być to męczące i złość Serba zdawała się powoli słabnąć, sam Vuk nie wiedział, z czego to wynikało. Czyżby czas faktycznie leczył rany? Ale nie, bolało tak, jak i wcześniej. Dochodziło wręcz do tego, że był na siebie zły za to, że nie był zły na Crnojevicia. Łatwiej było się wściekać, nienawidzić. Kiedy złość opadała, na wierzch wypływały inne emocje i Serb nie do końca umiał to sobie poukładać, albo po prostu nie chciał. Lepiej przecież udawać, że było - minęło, że już nic między nimi nie ma. Ale w głębi serca, czegoś mu brakowało. Brakowało mu towarzystwa Ratko, nawet jeśli było to towarzystwo z reguły milczące i niezbyt gadatliwe, nawet jeśli czasem go denerwował. Teraz było tak… cicho i, chociaż oczywiście w życiu by się nie przyznał, czuł się trochę samotnie. Zdążył się przyzwyczaić, że zawsze ktoś jeszcze się po domu kręcił, że było do kogo się odezwać, z kim się posprzeczać, czy po prostu z kim kawę wypić. Teraz zwykle po prostu zostawiał włączony telewizor, taka całkowita cisza go dobijała, nie lubił zostawać sam na sam ze swoimi myślami, ale oczywiście dalej uparcie twierdził, że nikogo nie potrzebował, że na co mu inni? Nagle wpadło mu do głowy, że może by tak dać temu jeszcze jedną szansę? Może by tak spróbować normalnie porozmawiać, wytłumaczyć sobie pewne sprawy. Jednakże już prawie w tej samej chwili stwierdził, że to wyjątkowo głupi pomysł, że on przecież wcale tego nie chce. Nie, duma by mu na to nie pozwoliła. Bo co jeśli by się okazało, że to tylko jednostronne? Jeśli by go Czarnogórzec wyśmiał? Nie ma mowy. Życie płynie dalej, a on powinien wraz z nim. Powinien zapomnieć. Tak byłoby dla wszystkich najlepiej, dla niego też. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a i tak wciąż nie potrafił. I to było chyba w tym wszystkim najgorsze. To, że na kimś dalej mu zależało, że był od kogoś poniekąd zależny, że czasem jednak go te wspomnienia dopadały.
Zacisnął usta i potrząsnął głową, wracając do rzeczywistości. No i po jaką cholerę sobie to zdjęcie ustawiał? Nieco stracił poczucie czasu, miał wrażenie, że minęły już długie minuty, ale najwyraźniej nie, bo telefon dalej dzwonił i chyba wypadałoby go w końcu odebrać. Potarł dłonią skroń, dając sobie jeszcze parę sekund na ogarnięcie się. Podniósł się z kanapy i odebrał telefon, jednocześnie idąc do kuchni.
- Halo? – Po tonie jego głosu nic poznać się nie dało. Brzmiał dokładnie tak, jakby ktoś, dzwoniąc, przerwał mu wolny wieczór przed telewizorem. Tyle i nic więcej.