Czarownic w moim życiu było wiele. Ten film o Babie Jadze też był moim zdaniem dobry, chociaż ostatnio oglądam różne produkcje i jedyne co czuję to dysonans poobejrzeniowy. Ostatnie filmowe zadowolenie spotkało mnie chyba dwa tygodnie temu w kinie, ale dzisiaj nie o tym. Coś przykrego mi się przypomniało i muszę to z siebie wyrzucić… Otóż, ze dwa lata temu siedzę przy kompie, jem śniadanie i chyba zbliżała się jakaś muzyczna gala, a ja to lubię takie show oglądać, bajery, lasery, fajne klimaty. Wtedy wszyscy zawsze spekulują kto to tam wystąpi, no i rozgorzała dyskusja czy będzie Madonna. Muzyka taka mhm no ok, mi się tam bardziej teledyski podobają. Z ciekawości wchodzę na fejsa i sobie ją w wyszukiwarkę wpisuję. Patrzę pierwsze zdjęcie od góry, a ona na tapczanie (nosacz language certificate) i bagietkę je, a ja duże oczy i hyyyyyyyyyy! Dziwny zbieg okoliczności chciał, że ja też wtedy jadłem identyczną bagietkę. To wchodzę w te komentarzę i myślę – zagadam, może do domu zaprosi. Jak pomyślałem, tak zrobiłem – napisałem “ohoho jakie to zabawne, ja też jem teraz taką bagietkę”. Czekałem. Byłem pełen nadziei. Nie odpisała. Od tamtej pory z nią nie gadam. Znaczy, już wcześniej nie gadaliśmy.






