Gdy okręt tonął
Platforma Obywatelska doświadcza chyba największego tąpnięcia tej kadencji. Od ponad miesiąca Jarosław Gowin, John Godson i Jacek Żalek toczą nierówną (?) batalię z Donaldem Tuskiem i establishmentem PO.
Ten tydzień jest jednak wyjątkowy z kilku względów.
Odejście Johna Godsona z Platformy
Rzecz była do przewidzenia od dawna. Godson jawnie dryfował daleko od głównej wyspy w każdym wywiadzie podkreślając swoje konserwatywne przekonania. W końcu we wtorek, 27 września, poseł opuścił PO. Dla jego wizerunku raczej nie będzie to zbytnia strata. Wykształtował elektorat, który dobrze identyfikuje go z jego poglądami. Jak zareagowali politycy? Kilka przykładów:
Zawieszenie w prawach członka Jacka Żalka
To już sprawa świeża, z dziś. Żalek od początku afery wykazywał się powściągliwością i jasno pokazywał, że jest "pod" Gowinem. Dzisiaj Donald Tusk zawiesił go w prawach członka PO. I znowu twitterowcy:
Nałożenie kary na Jarosława Gowina
Tu nie było niespodzianki. Gowin z Tuskiem od dawna ma na pieńku. Po uzyskaniu przez głównego człowieka platformerskiej opozycji 20% w wyborach wewnątrzpartyjnych, premier miał związane ręce i wyrzucić buntownika nie mógł. Jednocześnie z zawieszeniem Żalka nałożył więc nań karę finansową
I teraz dochodzimy do meritum: maestrii rozgrywania całej sprawy przez Jarosława Gowina. Kilka godzin po decyzji Tuska SAM zawiesił się w prawach członka Platformy. Co to oznacza?
Po pierwsze- Gowin jasno dał do zrozumienia, że swoich sprzymierzeńców nie opuści (przynajmniej na razie). Był to akt solidarności z Żalkiem, ale również porozumiewawczy gest względem Godsona. Po drugie- groźba dla Tuska. Koalicja ma teraz 231 głosów. Wystarczy jeden poseł, który opuści okręt i rząd się posypie. Premier ma w odwodach oczywiście spin-off swojej partii: Janusza Palikota. Pomyślcie co by się jednak stało gdyby ten jeden poseł jednak odszedł z Platformy.















