todays bird
AnasAbdin
hello vonnie
TVSTRANGERTHINGS
KIROKAZE
occasionally subtle
ojovivo
trying on a metaphor
Stranger Things
styofa doing anything
Sweet Seals For You, Always

⁂
Misplaced Lens Cap
d e v o n
Jules of Nature
wallacepolsom
DEAR READER
Game of Thrones Daily
Show & Tell
No title available
seen from United Kingdom
seen from Canada
seen from Chile
seen from Italy
seen from Spain
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Australia
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States

seen from United States
seen from United States

seen from Egypt
seen from United Kingdom

seen from United States
@absolutnie-bis
Boss premium ale nie luksusowy
Serwis “Marketing przy kawie” ogłosił, że Boss opuszcza krainę luksusu:
http://www.marketing-news.pl/article.php?art=2898&f=1157&utm_source=freshmail&utm_medium=email&utm_campaign=161123-newsletter
Moim zdaniem aby coś opuścić trzeba tam najpierw być. Boss nigdy nie był. Nigdy nie były luksusowe ubrania i akcesoria Boss a tym bardziej ich zapachy.
Dlaczego? Dlatego, że luksus tylko z zewnątrz ma sprawiać wrażenie magii i przypadku, od kuchni to jest solidne marketingowe rzemiosło rządzące się mocno inną logika niż marketing masowy. Najważniejszy w luksusie jest “heritage”, najczęście w postaci mitu założycielskiego wraz z towarzyszącą mu wyjątkową symboliką. I tu Boss ma maluteńki problemik, bo jak budować na historii projektów mundurów dla III Rzeszy, choć były one pod kątem projektu i krawiecka znakomite.
Hugo Ferdinand Boss (ur. 8 lipca 1885 w Metzingen w Królestwie Wirtembergii, zm. 9 sierpnia 1948) – niemiecki kapral, krawiec. W I wojnie światowej służył w armii niemieckiej, a po jej zakończeniu wrócił do rodzinnego miasta, w którym otworzył szwalnię. W 1931 roku wstąpił do NSDAP. Heck Walter wraz z Karlem Diebitsch'em opracowali projekt jednolitego, całkowicie czarnego munduru SS, firma Hugo Boss rozpoczęła produkcję na rzecz niemieckiej armii, produkowała również mundury SA, Wermachtu oraz Hitlerjugend.
Ponadto do luksusu konieczne jest “un peu de je ne sais quoi” - artystycznej fantazji i kreatywności - czyli pojecia mocno efemeryczno niemierzalnego - raczej nie domena niemieckich umysłów ścisłych.
jak widać można! od stóp do głów ubrać się w GUCCI i być absolutnym luksusowym KOSZMAREM.
Gdyby ta Pani miała z 20 mniej wiosenek na kącie, gdyby była mulatką lub kobietą choć trochę południowej urody, gdyby choć trochę się opaliła... to może może może byłby cień szansy na OK...
‘cos great brands don’t sell, they tell stories.
papierowa torba na honorowym miejscu - czyli lux garderoba lux szafiarki
Luksusowe dylematy luksusowych WAGs
W hierarchi WAGs (czyli żon i dziewczyn piłkarzy) najwyższej stoją te, których partnerzy są na intratnych zachodnich kontraktach.
Ile zarabia piłkarz wiadomo bo zarówno ich zarobki klubowe jak i reklamowe są publikowane. Ile wart jest piłkarz? Tyle ile jego ostatni mecz! Chłopaki lekko nie mają... a ich kobiety? Te to się dopiero muszą postarać aby udowodnić ile są warte.
Nie wiadomo (niestety) ile z zarobków piłkarza ma do dyspozycji jego partnerka. Chcąc udowodnić na “oficjalnym” słupie ogłoszeń majątkowych i matymonialnych czyli na Pudelku, że jest się poważną partią i skutecznie skubie się faceta, należy czym prędzej nabyć i demostrować przy każdej możliwej okazji torebkę Hermes Birkin. Nabycie tych torebek nie jest łatwe ale WAG twardą zawodniczką jest i dziewczyny jak widać dają radę i hurtowo je noszą.
Niestetety “sklonowana” psychika WAGs powoduje, że lubią i wybierają to samo w tym samym czasie. Okazuje się więc, że nawet kupując torebki za 100 tys. zł narażone są na śmieszną niezręczność gdy na lunch PRowy (czyli na taki na który “stylizuje” się przez 3 dni aby poinformować o nim wszystkich paparazi w mięście) koleżanka przyjdzie ... ups...z DOKŁADNIE taką samą torebką. Jakże się trzeba wtedy nagimnastykować aby cały czas zachować taki dystans między Birkinami aby nie weszły w jeden kadr. Jednocześnie nieustannie eksponować torebkę w aktualnie modnym chwycie, koniecznie stroną z kłódeczką do przodu... MORDĘGA!
Na szczęście jest sposób by uniknac kompromitacji! Kupić oryginalną torebkę, która Ci się na prawdę podoba? Absolutnie nie! WAGinka niegdy nie idzie na łatwiznę a jej kreatywność i zaradność w osiąganiu celu jest legendarna.
Okazuje się, że aby się odróżnić najlepiej bardzo drogą torebkę udekorować równie kosztowną (i elitarną) apaszką HERMESa:
I co można? Można! A przy okazji udało się z karty ukochanego ściągnąć jeszcze parę stówek (EURO oczywiście).
P.S. Dzięki wizycie na plotku, udało mi się zidentyfikować 3cią WAGinkę. Najnowszą dumną posiadaczką Birkina jest to Dominika Grosicka.
Więcej jej fotek w otoczeniu koleżanek z sekty bożka Hermesa:
http://www.plotek.pl/plotek/7,78649,20829886,dominika-grosicka-z-marina-i-sara-boruc-internauci-jednomyslni.html
luksus vs średnia półka
UWAGA! Dobre wiadomości, tym razem na prawdę można sporo zaoszczędzić!
Dziś wypowiem się nie tylko jako samozwańczy ekspert od luksusu ale też “szafiarka - włosiarka” czy jak tam się nazywa ta odmiana celebryctwa.
W temacie czuję się silnie umocowana, biorąc pod uwagę prawie 40 lat użerania się z długimi włosami. Jakie mam włosy wie każdy kto mnie widział.
Poza bardzo wczesnym dzieciństwem, którego ja sama nie pamiętam i ciążą, której sama wolę nie pamiętać, zawsze miałam długie włosy. Dodam też nieskromnie (wyłącznie na potrzeby tego posta), że moja długa, prosta i bujna czupryna jest objektem powszechnych ochów i achów, podziwu, zazdrości, miłości ;-) Oczywiście 90% sukcesu zawdzięczam genom - ten typ tak ma. Jednak od kiedy, za sprawą comiesięcznej tortury, kolor moich włosów stał się “identyczny z naturalnym” musiałam przyłożyć się do ich pielęgnacji.
Po wielu próbach odżywek i masek znalazłam tą idealną:
Maskę Kerastase Elixir Ultime teoretycznie stosuje się okazjonalnie. Jednak moje długie, regularnie farbowane na blond włosy potrzebują maksymalnego wsparcia tak więc stosuję ją na co dzień jako odżywkę. Produkt ten jest doskonały i ma tylko jeden minus: cenę. Nie wiem nawet ile kosztuje taki “mały” 200 ml słoiczek w salonie fryzjerskim, pewnie ok. 200-300 zł. Przy codziennym stosowaniu do długich włosów ten produkt dosłownie znika więc wychodzi mało ekonomicznie.
Wszystkie profesjonalne kosmetyki do włosów kupuję przez allegro w pojemnościach salonowych, więc także tą maskę długo kupowałam w “okazyjnej cenie ok. 180 zł za 500 ml. Do czasu, gdy dałam się skusić na super promocję L’Oreal Paris Elseve Magiczna Moc Olejków Maska w Rossmanie:
Nie pamiętam ile dokładnie kosztowała. Pewnie więcej niż 7,99 zł (jak “luksusowy” krem z Lidla) ale w porównaniu z Kerastase była śmiesznie tania.Teraz w Internecie na szybko znalazłam za ok 18 zł.
Czy tym razem tańszy produkt dał radę?
I co? Tym razem mam bardzo dobre wiadomości. Maska ma może ciut rzadszą konsystencję ale działa tak samo. Możliwe, że w teorii Kerastase jest bardziej wydajna i można by nabierać jej mniej ale ja od prysznicem nie mam wagi i nabieram kosmetyki jak bądź. Elseve wypada mi zdecydowanie korzystniej. Na prawdę w tym przypadku nie warto przepłacać. Maska Elseve jest świetna - stosuje już drugie opakowanie, które niestety ;-( musiałam już kupić w cenie regularnej, jednak nadal oszczędzam krocie.
Luskusowy krem za 7,99 dzień drugi
Po dniu testowania na rękach i łokciach oraz nocnej “próbie alergicznej” na szyji, dzisiaj rano przełamałam się i nałożyłam na twarz...
... ale po koleji, jedziemy od początku czyli od góry opakowania:
1. Bez olejków mineralnych (czyli robionych z ropy naftowej), nie wiem do końca jakie to ma znaczenie dla skóry - pewnie to jakiś odłam eko fantatyzmu wegańskiego ale faktycznie krem oparty jest na glicerynie, którą pozyskuje się z roślin. Dla zainteresowanych Wiki wyczerpująco o tym: https://en.wikipedia.org/wiki/Glycerol ; zawiera też pantenol czyli witaminę B5 dobrze znaną z niemowlęcych kremów do pupy np.
Właściwości pantenelu też wiki: https://en.wikipedia.org/wiki/Panthenol
Tak więc “aktywne składniki” tego cuda nie powinny nas zabić ;-)
2. Zapewne te właśnie substancje składają sie na “innowacyjny” Liftan HYDRO z fantazyjnym, lecz mocno maślo maślanym opisem:
designed to help regulate and improve moisture level of your skin. Liftan HYDRO moisturises your skin etc.
Ale żeby nie było, że to “ściema” liftan hydro ma TM czyli jeszcze nie zarejestrowany ale już zgłoszony znak towarowy ;-)
3. Z ochroną UV - tu poszaleli bo jest to oszałamiające UV 4 czyli mniej więcej tyle ile daje posmarowanie skóry jakimkolwiek tłuszczem. Dla mnie to akurat plus bo nie cierpię kremów do twarzy z filtrem ale jeśli ktoś kupi ten krem z nadzieją na ochronę przeciwsłoneczną to raczej się rozczaruje
4. A skoro jesteśmy przy składnikach. Oto one:
Nie podejmę się ich wnikliwej analizy ale na pierwszy rzut oka widać, że jest ich dużo za dużo.
5. Na powyższym zdjęciu zwróciło moją uwagę coś jeszcze. Na kremie nie ma oznaczenia PAO (period after opening) np.
Zastępuje go klepsydra z datą przydatności do użycia. Rozwiązanie stosowane na specyfikach aptecznych, wg. mnie zdecydowanie lepsze. Ile krem można stosować po otwarciu raczej każdy wie za to ile przeleżał w magazynach i na półkach sklepowych od produkcji to już zagadka.
6. Widać też, że krem produkowany jest w Niemczech (to dla Germanofili kupujących niemiecką chemię) w nic mi nie mówiącej fabryce WIN COSMETIC.
7. Co wg. producenta “robi ten krem” poczytać można:
8. Ja zaś podzielę się moimi odczuciami:
zapach: jest dla mnie dużym problemem. Co prawda “Panią Walewską” zalatuje najmocniej przy pierwszym użyciu danego dnia. To nawet później odczuwany zapach “ogórkowy” także jest dla mnie zbyt upierdliwy.
kolor: widać poniżej
konsystencja: dość lekka, aksamitna, lekko tłusta
na skórze: rąk - najpierw miłe wrażenie potem trochę ściąga - zdecydowanie nie jest to krem do rąk. Na łokciach (tylko bez śmiechu moje łokcie są baaardzo wymagające i rozpuszczone na EUCERINE urea 10) bez szału, to już nivejka w plastiku by więcej zdziałała. I w końcu na twarzy, jako że to krem do twarzy:
- stosując komunistyczną nomenklaturę jest to krem pół tłusty, zdecydowanie nie nawilżający. Pisząc technicznie efekt nawilżania uzyskano przez okluzję, czyli taki woreczek nieprzepuszczający na wierzchu, który zabezpiecza przed odparowaniem wody z naskórka. Jest to raczej stara technologia. Jej główny plus to taniość. Wady: pozostawia na skórze cały dzień tłusty film, w moim odczuciu zapycha pory i zwiększa pocenie i przetłuszczanie strefy T.
- w stosunku do zapowiadanego przeze mnie punktu odniesienia czyli La Roche Posay Hydraphase po prostu nie ma porównania. Hydraphase to prawdziwy krem nawilżający czyli zatrzymujący wilgość skórze. Efekt ten w dobrych uzyskuje się przez napakowanie ich hialuronianem - tak dobrze czytacie tym samym składnikiem, który stosuje się w nawilżających kropach do oczu czy nosa oraz w zastrzykach z wypełniaczem. Substancja ta jest w pełni naturalna (taka sama jest w naszej skórze) ma same plusy i zero wad. Chyba że za wadę uzna się jej wysoki koszt wykluczający wykorzystanie jej w kremie za 7,99 zł, z czego same opakowanie pachłania ok. 5 zł.
- Skoro odkryliśmy już sekret taniości tego kremu a zarazem źródło jego wad, to zastanówmy się czy ma on jednak jakieś zalety??? Coś musiało w końcu sprawić, że wybrały go Hiszpanki! Długo dumałam i jedyne co przychodzi mi do głowy to stosowanie tego kremu pod podkład silnie kryjący. Podkłady typu kultowy Double Wear Estee Lauder przeznaczone są raczej do tłustej skóry z “niedoskonałościami”. Czasami jednak taka maska przydaje się też na suchym pyszczku np. całonocna impreza czy ślub. Wtedy trzeba oszukać naturę i suchą jak papier skórę pokryć sztucznym sebum czyli tłustym kremem. Ja osobiście zamiast glicerynowej ciapaji wolałabym naturalny olejek np. mój ukochany olejek z pestek śliwki z http://www.ministerstwodobregomydla.pl/
który ma niebieński subtelny zapach i jedwabną konsystencję. Choć zasadniczo, każdy olejek nawilża także przez okluzję to jednak absolutnie nie jest to odczucie twarzy zawiniętej folią do żywności.
No i na tym koniec mojej relacji. Ogólna ocena, krem nie dla mnie. Wydam go komuś... i kto wie może za jakiś czas zdam odmienną reklację innego użytkownika ;-). Ja jednak nie polecam.
Tak jak bardzo ich lubię i wielki szacun dla Roberta za EURO tak ta stylówka poraża.
On - jednym słowem cinkciarz
Ona - worek, na worku z workiem i podarte kolana. O co chodzi z tymi podartymi kolanamy wśrod polskich WAGs czy one hurtowo jakiś kontener z Chin z tymi podartymi portkami ściągnęły. Butki oczywiście cudne ale też nie zbyt oryginalne. Ładna dziewczyna, super figura a taką ciocię-klocię z siebie zrobiła. Kolor włosów też jakoś za bardzo w granat wpada.
Ocena końcowa - kupa kasy w błoto!
Luksus za grosze... a dokładnie za 7,99 zł
Czy przyznacie się do tego czy nie, wiem że kochacie luksus. Bo luksus jest ... luksusowy.
Oczywiście marża na produktach luksusowych jest ogromna i słono się przepłaca. Dlatego mając ograniczone zasoby, rozsądek podpowiada wybory o korzytniejszej proporcji jakości do ceny. Choć serce się z piersi wyrywa, trzeba się zadowolić zakupami z niższej półki. Marzenie o luksusie pozostaje dlatego tak kuszą obietnice luksusowych doznań za grosze!
Pracując w NIVEA wielokrotnie obserwowałam zza lustra weneckiego grupy fokusowe, na których kobiety zachwycały się kosmetykami Ziaji czy Eris. Siła ich persfazji była tak wielka, że nawet znając strukturę COGsów (koszt wytworzenia produktu) i wiedząc że nie da się zrobić dobrego kosmetyku za parę zł, wielokrotnie próbowałam te cuda ”za grosze”. Niestety, zawsze spotykał mnie DUŻY zawód. Tanie kosmetyki miały się nijak nawet do średniej półki drogeryjnej (np. NIVEA).
Dlaczego uczestniczki grup fokusowych miały inne odczucia? To temat na osobną rozprawkę, w skrócie “efekt placebo”, autosugestia i niewelowanie dysonansu pomiędzy aspiracjami a zasobnością portfela.
Tym razem jednak mamy mocne argumenty. Blind test kremów nawilżających do twarzy. Od marek włanych dyskontów przez marki drogeryjne i apteczne po lux de lux czyli LaMer. Okazuje się, że wg. hiszpańskiej organizacji OCU (Organizacja Konsumentów i Użytkowników), wygrał krem z Lidla.
Podczas dzisiejszych zakupów postanowiłam więc zaszaleć i nabyłam to cudo. Ryzyko niewielkie, najwyżej do stóp się zużyje ;-)
W tym poście, pierwsze impresje, za parę dni więcej doświadczeń. Na wstępie dodam, że moim punktem odniesienia jest La Roche Posay HYDRAPHASE Intense Legere - kosmetyk wszechczasów do którego wracam od 20 lat!
Ale ad rem czyli do Cien AQUA Moisturising cream:
cena: 7,99 zł; pojemność: 50 ml: opakowanie: słoik szklany w kartoniku
Pierwsze wrażenia: słoiczek i nakrętka jakościowo OK, dobrze się trzyma, łatwo odkręca; folia zabezpieczająca ciut za łatwo zeszła - mam wątpliwości czy szczelnie zabezpieczała zawartość przed utlenianiem. Kolor seledynowo morski... eureka już wiem co mi przypomina z nazwy i koloru właśnie. Bankowo, “inspiracją” był: NIVEA Aqua Beauty lub potem Aqua Sensation. Łezka w oku! bo kosmetyk ten z 15 lat temu wprowadzałam w Polsce ;-)
Ale wracając... zapach: tu duży minus, bo zalatuje konwalią, kojarzy mi się ‘Pani Walewska”, zdecydowanie tanio i upierdliwie.
Na razie odwagi wystarczyło na posmarowanie rąk. Do twarzy z tym zapachem mam opory. Czy te Hiszpanki w Blind Teście nosy też miały zatkane?
Na rękach póki co wrażenie pozytywne. Jak się przemogę do twarzy to napiszę...
CDN...
LUKSUS zDYSKONTowany
Still on the move
Luksus olimpijski
”Ralf Lauren is proud to dress team USA” a 4F właśnie zmieniło kolor polskiej flagi a z całego bogactwa polskich strojów ludowych wybrało dla kobiet spódnice w Indian Shopie!
USA kraj z “ekspresową” historią. Właściwie pozbawiony symboliki narodowej poza flagą, statułą wolności i kapeluszem kowbojskim, zaprasza do zaprojektowania stojów ikonę amerykańskiego ubioru “causual” RL i efekt jest jak widać powyżej.
Polska kraj o ponad 1000 letniej historii mający przynajmniej 10 charakterystycznych i przebięknych stylistyk regionalnych zatrudnia 4F, czyli firmę sportową o kreacji w stylu “copy paste” z poniższym efektem:
Jak dla mnie, te dziewczyny mogły by być z jakieś nieznanej afrykańskiej republiki, w której przetwali biali holenderscy osadnicy lub turystkami właśnie wracającymi z Indii. Nie wspomnę już, że młode wysportowane piękne Polki wyglądają jak ciocie klocie na bazarze :-(
A jak wypadli panowie? Dla mnie jak klauni w cyrku ale zobaczcie sami:
Jak tu być dumnym... O ile stór RL w całości bym ubrała, to bazarowy 4F nawet na “te dni” się nie nadaje
Nawięsza zaduma dopadła mnie dopiero przy strojach, które zobaczymy (tak jak i cały świat) najczęściej, czyli sportowych:
I tu 4F oczywiście w swoim wypracowanym stylu “copy paste” bezkrytycznie wprowadził modny ostatnio trend neonowy. A że przy okazji trzeba było zmienić kolor polskiej flagi...
Zobacz na Instagramie zdjęcie użytkownika @_rl9 • Polubienia: 239.8 tys.
Luksusowy lans Pana Kapitana... tak jak lubię Roberta tak oczom nie wierzę... nie wierzę i nie rozumiem dlaczego tak, teraz i po co???
Po Euro popularność nr 9 leci w dół, bohaterem chwili jest Kuba. I fajnie, dobrze zagrał, równy gość, życie go nie oszczędziło i w końcu udało się facetowi
Oczywiście marka “Robert Lewandowski” próbuje pozycjonować się inaczej. Aspirując do reklamowania Rolexów lub Omeg chociaż a w ostecznosci BMKi czy Mesia, on zawsze będzie bardziej “zagramaniczny”, upmarketowy, fachowo-ekspercki, z nutką na prawdę dużych pieniędzy/luksusu a co za tym idzie wytwarzający dystans. Król ludzkich serc może być jeden, Robert nim nie zostanie choćby dlatego że jest introwertyczny... jednak tak bardzo olać oś “lubienia” wydaje się błędem. Bo póki co reklamowo kapustę trzepie na tmobile’ach, szamponach i tym podobnej drobnicy dla mas. A masy nie lubią “lepsiejszych” dla mas chłop musi być równy, macho i przykurzony.
Robert na tym zdjęciu jest taki bialutki, wypuconany i nówkasztuka jak Justin Bieber “gacie CK noszę tylko jeden raz”... Czyżby chciał przebić news tygodnia: Marina i Szczęsny w podróży do Japonii, New Zeland i Australii za sto tysi...
Ja jakoś tego nie kupuje. Miało być z klasą i ekstremalnie luksusowo, wyszło sztywno i napuszenie.
Now you can literally eat, sleep and breathe the iconic brand.
a ja głupia myślałam że drogie luksusowe torebki kupuje się po to żeby koleżnka pękła z zazdrości a nie żeby chodzić z takimi samymi a la bliźniaczki czy raczej klony