Ostatnie pożegnanie.
Do T.
Żałuję, że nigdy nie dostałam szansy aby móc się z tobą pożegnać, chociaż prawdę mówiąc nawet nie wiem jakich słów bym do tego użyła. Minęło tyle czasu a ja nadal nie potrafię opisać tego co czuję i być może nigdy nie będę umiała. Jest tyle rzeczy, które chciałabym ci wyznać a nawet nie wiem jak zacząć, a tym bardziej skończyć.
Na początek powinnam chyba napisać coś o naszym związku. Patrząc na to z prepsktywy czasu byliśmy mieszanką wybuchową; oboje beznadziejnie zakochani i zazdrośni. Czy byliśmy toksyczni? Może trochę, jednak oboje nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Pamiętasz nasze kłótnie i zerwania? To jak piłeś i płakałeś żebym wróciła, mimo że to Ty zerwałeś? Nigdy nie byłeś silny, chociaż takiego udawałeś. Kochałam to w Tobie, to że tylko przy mnie nie bałeś się okazywać słabości, jednak widok twoich łez łamał mi serce. Byłeś taki bezbronny a ja tak cholernie chciałam się tobą opiekować. Być twoim bezpiecznym miejscem tak jak ty byłeś moim.
Nie raz byłeś powodem moich łez, nie tylko tych ze smutku czy złości. Potrafiłeś mnie rozśmieszyć tak, że wszystkie problemy znikały. Byłeś gdy miałam problem, gdy potrzebowałam się przytulić, wypłakać, pośmiać razem, czy po prostu pomilczeć. Zawsze mówiłam, że nie nie chce mieć dzieci bo boje się że je spieprzę, ale kiedy powiedziałeś że marzysz o naszych miniaturkach moim jedynym celem było spełnienie twoich marzeń. Kochałam to jak się przy tobie czuję; byłeś starszy a niekiedy zachowywałeś się jak dziecko, oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Miałeś gdzieś to kto na nas patrzy, nie wstydziłeś sie przyjść ze mną na plac zabaw bo chciałam się pobujać na huśtawce. Nawet te idiotyczne ksywki jakie ci dawałam wywoływały iskierki radości w twoich oczach. Byłeś tak cholernie czuły i jednocześnie zaborczy. Bałeś się, że kiedyś Cię zostawię dla innego a jednak to ja zostałam sama. Stęskniona za twoim ciepłem i miłością. Minęło tyle czasu, a ja nie usunęłam żadnej naszej rozmowy. Nadal je czytam wieczorami, wyobrażam sobie, że prowadzimy te rozmowy w czasie rzeczywistym i w ten sposób zasypiam z sercem pokruszonym na milion kawałeczków. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się pogodzić z tym, że cię już nie ma ani czy będę w stanie kogoś kochać równie mocno co ciebie. Wiem, że może brzmieć to śmiesznie bo jeszcze całe życie przede mną, ale w ciągu tych 5 lat nie potrafiłam nikogo obdarzyć takim uczuciem jak ciebie. Naprawdę próbowałam, jednak czułam się jakbym cię zdradzała. Mogłabym tak pisać całą noc; mówić o tym jak silne były twoje ramiona gdy ogarniał mnie strach, jak kojący był twój głos gdy czytałeś mi książki przed snem, jak szczęśliwe były twoje oczy gdy przytulałam cię po kłótniach mówiąc ,,jestem twoja, matołku" albo jak miękkie były twoje usta gdy składałeś pocałunek na moim czole, jednak najważniejsze co chciałabym ci powiedzieć to to, że Cię kocham. Cholernie mocno, mimo że cię już nie ma moje ,,Kocham Cię" jest tak samo szczerze jak tamtej październikowej niedzieli, gdy mówiłam to po raz pierwszy. Mam nadzieję, że kiedyś gdy spotkamy się po drugiej stronie będę mogła ci jeszcze powiedzieć, że byłeś powodem dla którego każdego dnia chciałam się budzić.
Przyszła pora, aby napisać ostatnie słowa kończące to pożegnanie.
Póki oddycham będziesz w moim sercu jako moja pierwsza i prawdziwa miłość.
Kocham Cię, Pchełko
Twoja D.
00:57 30.05












