Poprzedni post był o kreatywności realizowanej poprzez prace manualne. Prosty schemat - pomysł, praca, efekt. I to efekt jak najbardziej namacalny, do powieszenia w domu, nad kominkiem, na drzwiach, nad łóżkiem.
Nieco inaczej jest z muzyką - taką spontaniczną, przygrywaną przy wieczornych gawędach rozgrzewanych ciepłem kominka i łykiem wody ognistej, albo dla urozmaicenia porannej kawy po nocy na plaży.
Istnieje termin - produkcja muzyki. Oznacza ogół procesów dążących do nagrania gotowego utworu, a w następstwie wydania albumu. Ale nie o tym chcę teraz pisać, bo tutaj schemat mamy taki sam jak przy robótkach ręcznych.
Pomysł, praca, efekt.
Chcę się skupić właśnie na tej spontanicznej formie muzyki. Na improwizacji, lub też po prostu realizacji tego, co zostało już wcześniej stworzone na swój własny sposób. Tutaj schemat wygląda nieco inaczej, gdyż wszystkie trzy wyżej wymienione elementy zbijają nam się w jeden - to po prostu płynie.
W momencie gdy chwytamy instrument i ku naszym receptorom słuchowym zaczyna podążać pierwszy dźwięk - schemat scala się w jedno. W jednym momencie mamy pomysł, który zaczyna nam się układać na gryfie instrumentu strunowego, klawiaturze pianina, klapach saksofonu niczym wizja następnych ruchów na szachownicy. W tej samej chwili musimy te ruchy zrealizować po kolei, jednocześnie obmyślając kolejne, zatem pojawia nam się praca. Na efekt natomiast musimy czekać tyle ile wynosi droga fal dźwiękowych z instrumentu do naszych uszu, fal, które poruszają się z prędkościa - jak sama nazwa wskazuje - dźwięku. Uznajmy zatem, że efekt też następuje od razu.













