𝖹𝗆𝗂𝖺ż𝖽ż𝗒ł𝖾ś 𝗆𝗇𝗂𝖾, 𝗓𝖺𝗇𝗂𝗆 𝗆𝗂𝖺ł𝖺𝗆 𝗌𝗓𝖺𝗇𝗌ę 𝗌𝗍𝖺ć 𝗌𝗂ę 𝗄𝗂𝗆𝗄𝗈𝗅𝗐𝗂𝖾𝗄.
𝖹𝗆𝗂𝖺ż𝖽ż𝗒ł𝖾ś 𝗆𝗇𝗂𝖾.
𝖠𝗅𝖾 𝗇𝗂𝖾 𝗓𝗇𝗂𝗌𝗓𝖼𝗓𝗒ł𝖾ś.
𝖴𝗆𝖺𝗋ł𝖺𝗆 𝗂 𝗐𝗋ó𝖼𝗂ł𝖺𝗆 𝖽𝗈 ż𝗒𝖼𝗂𝖺 𝗓 𝖼𝗓𝗒𝗆ś, 𝖼𝗓𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝗀𝖽𝗒 𝗇𝗂𝖾 𝖻ę𝖽𝗓𝗂𝖾𝗌𝗓 𝗆𝗂𝖺ł.
RMH
🪼
occasionally subtle

⁂

Product Placement
Jules of Nature

blake kathryn
he wasn't even looking at me and he found me
taylor price
Three Goblin Art
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
Claire Keane

#extradirty

Andulka

Origami Around
Misplaced Lens Cap
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ

tannertan36

Kaledo Art

PR's Tumblrdome
seen from Germany
seen from Türkiye

seen from Türkiye

seen from United States

seen from Germany

seen from Malaysia

seen from Germany

seen from Greece
seen from Germany
seen from Türkiye

seen from Germany

seen from Germany

seen from United Kingdom

seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Germany
seen from Argentina

seen from United States

seen from Poland
@dekadencko
𝖹𝗆𝗂𝖺ż𝖽ż𝗒ł𝖾ś 𝗆𝗇𝗂𝖾, 𝗓𝖺𝗇𝗂𝗆 𝗆𝗂𝖺ł𝖺𝗆 𝗌𝗓𝖺𝗇𝗌ę 𝗌𝗍𝖺ć 𝗌𝗂ę 𝗄𝗂𝗆𝗄𝗈𝗅𝗐𝗂𝖾𝗄.
𝖹𝗆𝗂𝖺ż𝖽ż𝗒ł𝖾ś 𝗆𝗇𝗂𝖾.
𝖠𝗅𝖾 𝗇𝗂𝖾 𝗓𝗇𝗂𝗌𝗓𝖼𝗓𝗒ł𝖾ś.
𝖴𝗆𝖺𝗋ł𝖺𝗆 𝗂 𝗐𝗋ó𝖼𝗂ł𝖺𝗆 𝖽𝗈 ż𝗒𝖼𝗂𝖺 𝗓 𝖼𝗓𝗒𝗆ś, 𝖼𝗓𝖾𝗀𝗈 𝗇𝗂𝗀𝖽𝗒 𝗇𝗂𝖾 𝖻ę𝖽𝗓𝗂𝖾𝗌𝗓 𝗆𝗂𝖺ł.
“Stop letting people who do so little for you control so much of your mind and emotions.”
— Will Smith
Cześć wszystkim :) Zapraszam do wypełnienia krótkiej ankiety w ramach mojego projektu na psychologię społeczną. Ankieta jest w pełni anonimowa, a jej wypełnienie potrwa max pół minuty!
Z góry dzięki za pomoc :D
Światło
Przez prawie całe swe życie mieszkałam z diabłem, który mój dom przemienił w lodowate piekło.
Za ojca mam psychopatę, który od samego początku miał plan, by nas zniewolić.
Przez lata żyłam w iluzji, którą nam stworzył. Poruszałam się w rzeczywistości zbudowanej na jego kłamstwach i manipulacjach.
Na zewnątrz wychowywałam się w normalnej rodzinie. Za zamkniętymi drzwiami egzystowałam w niewidzialnej ruinie.
W wieku 12 lat byłam ofiarą przemocy psychicznej. Miałam myśli samobójcze. Zaczęłam się okaleczać. Nienawidziłam siebie. Nie widziałam dla siebie przyszłości. Płakałam w poduszkę nad sobą i swoją sytuacją. I nad tym, że nikt nie widzi mojego bólu. Wzorowa uczennica, na zewnątrz rodzina jak z obrazka... A wewnątrz rozpierdol robiony przez ojca. Regularne awantury, całkowita kontrola i zależność, której całokształt ujrzeliśmy dopiero, gdy dobiegła końca.
W wieku lat 13 dom nie był już bezpiecznym miejscem. Ojciec odłączył nam wszystkim internet, bo na niego nie zasługiwaliśmy. Wkrótce odciął też dostęp do pieniędzy. Na nic się zdawały prośby, a nawet błagania. Śmiał się, że przecież ich nam nie zabrał. On ich po prostu nie dał. Nigdy nie miał litości. Zamykał się w swoim pokoju, a gdy w końcu z niego wyszedł, nikt nie wiedział czego można się spodziewać. Mamę bił po głowie różnymi przedmiotami. Kiedy słyszałam jej krzyk, sama krzyczałam najgłośniej, jak tylko potrafiłam w nadziei, że go tym powstrzymam. Gdy brała silne leki, nie dawał jej spać. Zrobił z niej swoją niewolnicę, a za każde jej nieposłuszeństwo karał nas wszystkich. Bałam się, że kiedyś ją zabije i zostaniemy z nim sami. Robił wszystko, by doprowadzić do jej śmierci lub by popełniła samobójstwo. Nie bez powodu ubezpieczył ją na ogromne sumy. Regularnie ją poniżał, wyzywał, mówił że skończy pod mostem, że jak pójdzie do pracy nie wpuści jej do domu i pożałuje. Kiedy nie wytrzymywała psychicznie i wpadała w szał, zaczynał nagrywać jej reakcję. Mówił, że to będą dowody do sądu i jeżeli na niego doniesie i będzie chciała rozwodu, zrobi z niej wariatkę i nikt jej nie uwierzy. Wiedzieliśmy, że to prawda. Baliśmy się komukolwiek powiedzieć o tym, co dzieje się w domu. Nikt nie uwierzyłby, że tak wykształcony, spokojny i ułożony człowiek, informatyk na wysokim stanowisku może w ten sposób traktować swoją rodzinę. Nigdy nie podnosił głosu. Nie palił, nie pił, nie przeklinał. Kiedy nas poniżał, zawsze robił to z lodowatym spokojem. Usprawiedliwialiśmy jego zachowanie tym, że jest chory na głowę i ma depresję. Dlatego ciągle się zamyka, leży, nic nie robi i jest taki „złośliwy” (z perspektywy czasu jego zachowania nie można nawet nazwać złośliwym. To, jak nas traktował było po prostu nieludzkie i podłe). Ale to nie była żadna depresja. To nie była żadna choroba psychiczna. On po prostu był psychopatą. Już dawno bardzo starannie wszystko sobie zaplanował. Zniewalał nas stopniowo, zajęło mu to lata. To dlatego żyliśmy w tej iluzji i nawet jej nie zauważaliśmy.
Kiedy zaczął mówić wprost o zbieraniu dowodów, ja też zaczęłam je zbierać. On nagrywał nas, a ja jego. Ale przed kamerą zawsze się kontrolował. Tylko raz, gdy filmowałam go z ukrycia powiedział całą prawdę. Do teraz, gdy widzę jak ktoś trzyma telefon i mnie nagrywa, robi mi się niedobrze.
W momencie, gdy jego zachowanie stało się na tyle niepokojące, że bałam się przebywać z nim sama w domu, czułam że trzeba coś z tym zrobić. Wiedziałam, że w przeciwnym razie to wszystko skończy się bardzo źle. Telefon zaufania odpadał definitywnie. Wszystkie numery były jego. Wiedział, do kogo dzwonimy i z kim piszemy. Nie można było wzbudzać żadnych podejrzeń.
Przełamałam się i powiedziałam o wszystkim wychowawcy w szkole. Niedługo po moich 14 urodzinach skończyło się na policji. A właściwie to dopiero się zaczęło.
Zatrzymali go, przeszukali pokój, nakazali opuścić mieszkanie i dali zakaz zbliżania się do nas. I wtedy to wszystko się zaczęło. Przesłuchania, badania psychologiczne. Sprawy sądowe, które trwają do dziś. Wszystkie dowody, które miał na własnym komputerze tajemniczo zniknęły. Gdyby nie to, już dawno by siedział. Moje zeznania, dowody które zdobyłam zostały zignorowane. Później zorientowaliśmy się, że sędzia który mnie przesłuchiwał był podstawiony.
Liczyły się tylko jego nagrania. Wszyscy musieliśmy się ze wszystkiego tłumaczyć, a on, oskarżony siedział i się śmiał. Wszystkie sprawy przeciwko niemu zostały umorzone z powodu braku dowodów. Niestety na tym się nie skończyło. Sądy i zniszczenie mojej rodziny stało się sensem jego życia. Ja zostałam ofiarą uboczną. Ciągłe pozwy, oskarżenia. Do gnębienia nas zaczął wykorzystywać aparat sądowniczy. Zrobił z siebie ofiarę i tak długo ją odgrywał, że sam uwierzył, że nią jest. Nie dosięgła go sprawiedliwość. Od 5 lat - chociaż już z nami nie mieszka - musimy się przed nim bronić.
Pierwsze lata były najgorsze. Miałam poważne problemy z psychiką. Odcinałam się od swoich emocji, wypierałam je - to był mój mechanizm obronny. Aż w końcu wybuchałam. Miewałam ataki agresji, podczas których wyżywałam się na samej sobie. Cięłam się lub drapałam. Przywoływałam traumatyczne wspomnienia i wybuchałam płaczem patrząc w lustro, słuchając głosów w swojej głowie mówiących mi, że jestem nikim. Tylko wtedy cokolwiek czułam. Nienawidziłam tego, jak wyglądam. Nienawidziłam tego, jak mówię (miałam wadę wymowy). Nienawidziłam tego, kim jestem.
Planowałam samobójstwo. Chciałam umrzeć, ale nawet tego nie mogłam. Bo prawdopodobnie pociągnęłabym ze sobą własną matkę. Chcąc, nie chcąc, musiałam przejąć dużą część obowiązków domowych. Musiałam zajmować się młodszym bratem, gotować obiady, przygotowywać dowody do sądu, słuchać o sądach, zajmować się sprawami, którymi żadne dziecko martwić się nie powinno. Mój stan psychiczny wymagał leczenia, którego nigdy nie otrzymałam. Nie było czasu. Nie było pieniędzy. Nie było warunków. Siedziałam w tym bagnie mając nadzieję, że w końcu ktoś mnie uratuje. Ale pomoc nigdy nie nadeszła. Przez długi czas sama stawiałam się w pozycji ofiary. Chciałam, żeby inni mi współczuli, aby wiedzieli jak bardzo mam przejebane, aby zobaczyli moje blizny i wiedzieli, jak bardzo cierpię. Ale nikogo to nie interesowało.
Przyszedł taki moment, gdy zrozumiałam, że bycie ofiarą wcale nie jest fajne i nigdzie mnie nie zaprowadzi i albo wezmę się w garść, albo sama się zniszczę i tym samym dam mojemu ojcu to, czego chciał. Czasami dla mojego umysłu wizja szpitala psychiatrycznego wydawała się kusząca - była to jedna z łatwiejszych dróg do wyboru. Jednak wybrałam tą pierwszą i trudniejszą. Postanowiłam zawalczyć o siebie. Od tamtego momentu poskładanie się do kupy zajęło mi około 3 lata. Odbudowanie samooceny i pozbycie się syndromu ofiary było cholernie trudne. Regularnie dręczyły mnie wspomnienia oraz mój wewnętrzny krytyk. W końcu nauczyłam się je zagłuszać. Byłam przekonana, iż ten problem zniknął. Dopiero pół roku temu zdałam sobie sprawę, że wcale nie rozwiązałam problemu, a jedynie wyparłam go z umysłu. Zepchnęłam poza obszar świadomości większość złych wspomnień. Tak samo wypierałam większość emocji. Nie potrafiłam okazywać innym swoich uczuć. Budowałam mur i odtrącałam ludzi, żeby to oni nie odtrącili mnie. Kiedy uświadomiłam sobie ten fakt, skupiłam się na tym problemie. Nauczyłam się znów okazywać uczucia oraz emocje. Odblokowałam je, jednak nie przewidziałam jednego - odcinając emocje, odcinałam również stres. W tamtym momencie znów potrafiłam płakać. Ale nie potrafiłam kontrolować płaczu. Emocje zaczęły mnie zalewać. Powróciły wypierane dotychczas traumy oraz lęki. Wpadałam w stany lękowe. Miewałam załamania nerwowe. Powrócił tyraniczny wewnętrzny krytyk, szepczący mi do ucha okropne rzeczy. Prawie codziennie płakałam, a z nerwów bolały mnie wszystkie kości. Stres zaczął dawać objawy somatyczne. Myślałam, że tym razem nie wyjdę z tego bez czyjejś pomocy. Wiedziałam, że powinnam iść do psychiatry, ale bałam się. Bałam się, że zwariuję. Bałam się, że będę musiała brać leki, po których będzie jeszcze gorzej i nie będę mogła się po nich uczyć. Dopiero wizja zbliżającej się matury mnie zmotywowała i powoli wygrzebałam się z tego dołu. Posiadałam cele i ambicje, dzięki którym znów samodzielnie pozbierałam się do kupy. Zajęło mi to około 4 miesiące.
Przez całe gimnazjum oraz liceum byłam wycofana. Główną przyczyną była moja wada wymowy. Bałam się mówić. Każde zdanie wiązało się z ogromnym wstydem. Myślałam, że tak będzie już zawsze i będę musiała pogodzić się z tym faktem. Na szczęście przyszedł moment, kiedy się jej pozbyłam. To była chyba pierwsza rzecz, którą zmanifestowałam. W 2 liceum nareszcie mówiłam poprawnie. To było jak rozpoczęcie nowego życia. Ale moje wycofanie oraz strach przed mówieniem wcale nie zniknęły. Wówczas przypomniały mi się słowa mojego ojca. Nikt cię o zdanie nie pytał, ja z tobą nie rozmawiam, ty się nie odzywaj, bo studiów nie skończyłaś. To wszystko nadal rozbrzmiewało w mojej głowie za każdym razem, gdy chciałam coś powiedzieć. Każde podniesienie ręki w szkole wiązało się z napadem lęku i nieuzasadnionym przeświadczeniem, że na pewno się mylę i tylko się ośmieszę. Samo uświadomienie sobie tych faktów było połową sukcesu. Zaczęłam na nowo budować swoją pewność siebie, buduję ją nadal i jest już coraz lepiej. Nie dręczą mnie wspomnienia, pokonałam lęki (przynajmniej na chwilę obecną), od 3 lat nie wykazuję zachowań autodestrukcyjnych. Sama pozbyłam się syndromu DDD. Od 4 miesięcy nie mam już zaburzeń lękowych ani objawów cPTSD.
I pomimo, że ojciec nadal usiłuje nas zniszczyć, odwracając role i stawiając siebie w roli ofiary, mimo że sprawy sądowe trwają nadal, czuję się dobrze i potrafię cieszyć się ze swojego życia. We wszystkich trudnych przeżyciach i doświadczeniach znalazłam wewnętrzną siłę. To one zostały moją siłą napędową. Odrodziłam się niczym feniks z popiołów. Odbudowałam się i teraz jestem jeszcze silniejsza.
Decydującą rzeczą w moim życiu był i jest rozwój duchowy. Poszerzanie świadomości właściwie stanowiło fundament mojej wewnętrznej odbudowy. Zmiana myślenia była ciężkim i długim procesem, ale to ona pozwoliła mi zaakceptować oraz zrozumieć moją przeszłość i to uzdrowiło mnie wewnętrznie.
Kiedy zrozumiałam, że nic nie zdarzyło się bez przyczyny i jakkolwiek brzmi to absurdalnie, to ja sama wybrałam sobie taką rodzinę i tak trudne doświadczenia do przerobienia, wszystko stało się lżejsze oraz łatwiejsze do zaakceptowania. Wtedy poczułam swoją siłę płynącą z tych doświadczeń. Zrozumiałam, że to wszystko mnie czegoś nauczyło. I ostatecznie wszystko mnie tylko umocniło.
Wierzę, iż najgorsze jest już za mną. Nie jest lekko, kiedy własny ojciec chce ci rozpierdolić życie, ale ja cierpliwie czekam, aż chcąc zniszczyć wszystkich dookoła, w końcu zniszczy sam siebie.
Bo taki moment musi kiedyś nadejść.
Prawie całe życie próbowano mnie zgasić, ale ostatecznie lśnię jeszcze mocniej. Bo nic nie może przytłumić światła, które świeci od wewnątrz...
Profil główny:
Po ciemności przychodzi światłość
Nic nie może przytłumić światła, które świeci od wewnątrz.
– Maya Angelou
Jedyna nadzieja leży w działaniu i jedyną rzeczą, która pozwala człowiekowi żyć – jest czyn.
– Jean Paul Sartre
Impasse Saint-Eustache, Paris, France
Człowiek jest skazany na wolność.
– Jean Paul Sartre
Człowiek jest ostatecznie sensem dla swojego własnego istnienia, jego własnej przyszłości, wszelkim celem jego całej aktywności. Dlatego odnajdujemy jako dobra wszystko, co służy interesowi, szczęściu oraz rozwojowi człowieka, a złem jest wszystko co jest im przeciwne.
– Simone de Beauvoir
Moje życie będzie piękną historią, która będzie się stawała prawdziwa, w miarę jak ją będę sobie opowiadała.
– Simone de Beauvoir, „Pamiętnik statecznej panienki”
Twoje odejście nie jest tragedią: jestem jak wierzba, która zawsze umiera stojąc.
~Nizar Qabbani
W rzeczywistości chorobą, na jaką cierpiałam, było to, że wygnano mnie z raju dzieciństwa i nie znalazłam dla siebie miejsca między ludźmi.
Umieściłam się w absolucie, żeby móc patrzyć z góry na świat, który mnie odrzucał; teraz, jeśli chciałam działać, dokonać czegoś, wyrazić się - musiałam zejść do świata: ale moja pogarda unicestwiła go, dookoła siebie widziałam tylko pustkę.
– Simone de Beauvoir, „Pamiętnik statecznej panienki”