Akt 1
Scena 2 Przybytek inkwizycji, biskup instruuje inkwizytorie Biskup Moi drodzy tu zebrani Kto艣 nam rucha na plebani I to 偶adn膮 zakonnice Tylko dwie bia艂e kozice Antoni Sam nam biskup nie zaprzeczy 呕e to tak uroczo beczy Albert Milcz ty wsiurze zakichany W trzodzie g艂upio zakochany Sam 偶e艣 pewnie te kozice Wzi膮艂 nabi艂 na sw膮 iglice Biskup Ale偶 mo偶ni mo艣ci pani Ku mnie 偶e艣cie si臋 zebrali Wi臋c miast rzuca膰 oskar偶enia Czas wys艂ucha膰 orzeczenia Rucha艂 M艣cis艂aw czarcie dzieci臋 Syn rozpusty na tym 艣wiecie Antoni To fanfaron zadufany Ju偶 raz z kraju by艂 wygnany Polak z niego nie prawdziwy Wi臋c miast polki rucha dziwy Albert Wielka z tego jest dziwota Kiedy艣 z niego by艂 bigota Biskup Teraz z niego zbok prawdziwy Plami zbrodni膮 boskie niwy Wstyd rodzinie ha艅b臋 niesie Dla M艣cis艂awa ga艂膮藕 w lesie Samob贸jstwo doradzimy Sznurem kark mu okr臋cimy! 呕yd Jeremiasz pods艂uchuje pod drzwiami Jeremiasz Oh m贸j bo偶e co za trwoga Zar偶n膮 woja w imi臋 boga To偶 to M艣cis艂aw Sprawiedliwy Rycerz dzielny, dziw nad dziwy Cho膰 zagubi艂 si臋 na drodze Kiedy艣 艣wiat mia艂 w zapomodze M臋偶贸w broni艂, dzieci karmi艂 Niewiast honor ch臋tnie plami艂 A ten biskup niegodziwy Od pocz膮tku by艂 k艂贸tliwy Wci膮偶 on rucha inkwizycje Tak wyrobi艂 sw膮 pozycje Pewnie sam on kozy dyma艂 A M艣cis艂awa z艂ym nazywa艂 Hrabi o tym wnet donios臋 Dobrze p艂aci za donose









