Zapraszamy TUTAJ !
Misplaced Lens Cap

No title available
🩵 avery cochrane 🩵
𓃗

pixel skylines

Jar Jar Binks Fan Club
No title available
Game of Thrones Daily

if i look back, i am lost
noise dept.

gracie abrams
h
taylor price
occasionally subtle

izzy's playlists!
I'd rather be in outer space 🛸

❣ Chile in a Photography ❣

No title available

Discoholic 🪩
Claire Keane
seen from Germany
seen from Malaysia

seen from United States

seen from Vietnam
seen from T1

seen from Indonesia
seen from Malaysia

seen from United States

seen from United States
seen from Iraq

seen from Malaysia
seen from Italy

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from Mexico

seen from France
seen from Germany
seen from Vietnam
@generaljaruzel
Zapraszamy TUTAJ !
Złombolada !
Generał v1 niestety misji nie podołał, Generał v2 aka Sauna Super Lux pomogła nam dotrzeć do Szkocji, ale nie jest ona zbytnio regulaminowa, więc nadszedł czas na Generała v3 aka Złombolada, czyli
ŁADA 2107 !
Pojemność 1500, rocznik 1989, przebieg 75.000 km, kolor: krwista czerwień !
Jesteśmy 3cim właścicielem, auto do tej pory wciąż jeździło na czarnych blachach.
Jest w o niebo lepszym stanie niż Generał v1 - nie jest zgnita, blachy zdrowe - no coś pięknego ;)
Silnik pracuje równo i gładko - oczywiście coś tam trzeba zrobić (uszczelka pod głowicą choćby) ale to detale i na razie się nimi nie przejmujemy ;)
Jako, że jest to wersja eksportowa mamy bardzo bogate wyposażenie.
Wycieraczki reflektorów (tzn wycieraczka, druga jest urwana)
Podłokietnik !
Mamy hiper wygodne fotele
Lampki w drzwiach:
Wielki bagażnik wyłożony pięknymi plastikami:
Zegarek analogowy na środkowej kolumnie niczym w Fordzie Mondeo :)
No i przede wszystkim stacyjka po lewej stronie jak w Porsche !
Wszystko w cyrylicy
A tu już zdjęta maska i grill.
A na koniec szczęśliwy Miazga ;]
Z tego miejsca chcielibyśmy jeszcze podziękować Krzyśkowi i Jackowi za pomoc w ogarnianiu Ladacznicy! Dzięki chlopaki !
To tyle na razie, trzymajcie kciuki !
2012!
Jedziemy do Grecji ! NA OLIMP!
O tu!
2400 km! Upały! Już nie możemy się doczekać :)
Pytanie tylko czym jedziemy - ale o tym niebawem ! :)
Powróciwszy!
No i po Złombolu! Się działo się! Ale po kolei! DAY 0 W piątek, 22 lipca spotkaliśmy się, żeby spakować Generała i wyruszyć do Katowic na poranny start złobolu. Naklejki naklejone. Graty załadowane.
Nasz główny darczyńca, czyli John Pitcher.
No i pojechaliśmy. Po pierwszych kilometrach okazało się, że Vmax naszego bolidu to 90 km/h. Cóż.. mogło być gorzej... ;) Po 4,5h jazdy dotarliśmy do Częstochowy - nie polecamy Katowickiej. W końcu udało się dotrzeć na late night check-in. Odebraliśmy numery startowe i poszliśmy spać.
DAY 1 Z samego rana ponaklejaliśmy numery startowe... ... krótka rozkminka gdzie mamy jechać...
... i już byliśmy na starcie !
Start był jednym z fajniejszych momentów całego rajdu. Kupa wariatów w kupie złomu, klaksony, smród spalin. Fun!
Nasza kabina:
No i jeszcze kilka obrazków ze startu:
Grunt to dobrze dobrany target :)
Był przejazd z policją przez pół Katowic, były syreny, była jazda na czerwonych światłach. Epicko normalnie.
Udało nam się nawet rozpędzić Generała do 110 km/h. Potem sie przegrzał i stracił moc. Nauczka - nie rozpędzać sie do 110 ;)
Stawianie diagnozy wyglądało tak: otworzyliśmy maskę, popatrzyliśmy, "wygląda spoko", Budzik kupił sobie hotdoga, pojechaliśmy dalej.
Po przejechaniu kilkuset kilometrów, jakieś 400m od pierwszego kempingu, na ograniczeniu do 30km/h radar zrobił nam zdjęcie... ponoć mandaty nie dochodzą - jakby co Miazga dowie się pierwszy :) No ale udało się! Pierwszy check point zaliczony!
Pierwsza fasolka:
No i pierwsza impreza. Grubo było, oj grubo. Pozdrawiamy kolegów z Kaszub. Jo.
DAY 2
Drugi dzień Złombolu był dla nas dniem kluczowym. Wszystko zaczęło się dobrze, wstaliśmy, wsiedliśmy, pojechaliśmy.
Tego dnia prowadził Budzik, ja sobie siedziałem z tyłu. Jechaliśmy, jechaliśmy, w końcu sobie kimnąłem. Po 5 minutach snu slysze Miazge "coś się chyba zjebało". Okazało się, że skończył się gaz. Na wszelki wypadek mała inspekcja:
Szybka naprawa lusterka
I dalej w drogę. Na benzynie Genierał jak przy włączonej turbinie - szedł jak zły! Ekhm.. przez 10 min. Nagle zaczął się spod maski wydobywać dźwięk niczym z Ursusa pojemność 2400. Szybka rozkmina - to pewnie przez benzyne! No to jedziemy na najbliższą stacje LPG. Nie dojechaliśmy. Nadaliśmy mayday przez CB. Odezwali się chłopaki ze Skody 120 - Michał i Patryk (dzięki chłopaki! Bez Was byśmy zgineli! ;) ) Przyjechali, pokombinowaliśmy i jakoś udało się dojechać na 2 cylindrach na stację. Zalalismy gazu za całe 44 euro i... nic to nie dało. Po 2 godzinach rozminania doszliśmy do wniosku, że nie wiemy wtf, iskra była, zapłon wyglądał na sprawny a silnik pracował tylko na 2 garach wydając okropne dźwięki i strzelając z gaźnika.
Okazało się, że na stacji na której staliśmy jest warsztat czynny od 8 rano następnego dnia. Nie pozostało nam nic innego jak zabrać najważniejsze klamoty i przenieść się do hotelu.
Miasteczko w, którym się rozkraczyliśmy nazywało się Witzenhausen. Ładne całkiem, ale co z tego :(
DAY 3
Dzień trzeci też był w sumie jeszcze bardziej kluczowy ;) Od 8 rano niemiecki mechanik próbował zreanimować Generała, nie wyglądało to dobrze bo co jakiś czas wyciągał coś spod maski i mówił tylko "Shaisse!". Przynajmniej nie potrzebowaliśmy tłumacza... ;) Po godzinie pracy powiedział jedno krótkie, smutne zdanie "Auto kaputt" :(
Był żal i przygnębienie. Musieliśmy zerwać naklejki Złombolowe. To już było naprawdę, kurwa, smutne.
Po prostu:
I na tym mogłaby zakończyć się nasza wyprawa, ale stał się CUD! W czasie kiedy ja dzwoniłem do ubezpieczalni, żeby skasować nasz wehikuł i załatwiałem DHL'a, żeby wysłać wszystkie bambetle do Polski Miazga i Budzik poszli do najbliższego sklepu po worki na śmieci, żeby rzeczone bambetle zapakować przed wysłaniem. Po kilkunastu minutach dostaje od Miazgi smsa "Czekaj, mamy nieoczekiwany zwrot akcji". Oho. Okazało się, że chłopaki spotkali w sklepie Polaka, który zajmuję się sprowadzaniem samochodów... Jaka jest na to szansa? W jakims Sznycelhausen? Jak wygrać w Totka. Przyznajcie sami. Sebastian, bo tak się nasz wybawiciel nazywał (i tu ukłony i podziękowania!), zabrał ich na szrot gdzie udało się znaleźć auto za 250 € i jeszcze zezłomować Generała. Cud? Cud. Mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Jak zwykle :) Na szrocie było trochę śmiechu, bo pan Niemiec - właściciel szrotu - zapytany czy weźmie w rozliczeniu naszego fiata spytał - A jaki to fiat? - Stary. Niemiec myśli, myśli. Wiadomo, że na Niemca stary samochód to co innego niż dla nas. W końcu po chwili: - Punto? - Niee, trochę starszy. - Ok. Żebyście ludzie widzieli jego minę jak zobaczył co mu przyciągnęliśmy :D Była bezncenna ! ;)
A oto i miejsce spoczynku Generała. Rest in peace.
Szkoda go. Ale nie ma co płakać, oto nasz nowy Złombolowy bolid!
Renault Megan, rocznik 1996 - bez jednej śruby w kole, z rozwalonym przegubem i popsutym termostatem przez połowe trasy (ale nigdy nas o to nie pytajcie;] ). Ale jechał, a to było w tym momencie najważniejsze. Najbardziej zdziwiony rozwojem sytuacji był nasz pokładowy pies:
Mieliśmy 24h straty, ale na szczęście udało nam się dogonić peleton w Dunkierce, przy wjeździe na prom do UK.
Po dopłynięciu na wyspę oczom ukazują się skały.
Jako, że check point numer 3 (na drugi nie dotarliśmy przez awarie) był ponoć strasznie drogi stwierdziliśmy, że go omijamy i tniemy od razu do Hoddom Castle, gdzie był 4ty kemping. Jakoś w środku nocy nie mieliśmy już sił jechać, więc zjechaliśmy spać na parkingu. To był długi dzień, bez kitu.
DAY 4
Wypoczęci ;] po 3h snu. Numer startowy namazaliśmy pożyczonym sprejem od chłopaków z Nysy jeszcze na promie. Złotym! Na bogato.
Po paru godzinach jazdy dogoniliśmy kolejne Złombole.
Późnym popołudniem dojechaliśmy do kempingu Hoddom Castle nieopodal Lockerbie. Trochę zdziwiło nas biuro, które mieściło sie w...
No cóż - Szkocja - tu jest chyba więcej zamków niż czegokolwiek innego ;) Niestety miły pan pięknym, szkockim angielskim jak tylko usłyszał, że jesteśmy z rajdu powiedział "we are fully booked" ;) Po drodze na kemping awaryjny trafiliśmy na fajne ruiny. Tam wszystko jest takie totalnie starożytne. Nawet jak nie jest ;)
Na drugim kempingu okazało się, że nie można być głośno. Bez sensu, to co spać mamy iść? Okazało się, że znajomi Budzika z Glasgow chętnie nas przygarną na noc. Przy okazji Duży Fiat chłopaków z Łodzi - to jest prawdziwy złombolowy duch:
Glasgow jakieś przepiękne nie jest. Czuć w nim za to klimat z filmów Guy'a Ritchie'go.
Z tego miejsca dziękujemy za gościne Kaśce i Benetowi!
DAY 5
Ostatni oficjalny dzień Złombolu! Dopiero jakieś 15 mil za Glasgow zaczęło się robić ciekawie bo skończyły sie autostrady a zaczęły przekozackie drogi położone wśród gór Highlandów.
Zrobiliśmy sobie nawet zdjęcie. I w końcu ja jestem na jakimś zdjęciu. Ciężki los fotografa ;)
Kupiliśmy sobie debilne czapki z rudymi włosami ;)
Po drodze było sporo naprawdę fajnych widoczków
I W KÓNCU! META!
No a potem była impreza. Dobra impreza...
Było gruubo !
DAY 6-7
Wstaliśmy z samego rana (Chryste Panie, całe szczęście, że w UK można mieć 0,8 promila...) i dłuuuga do Polski. Mieliśmy tylko 5 dniowe tablice rejestracyjne na Megance, więc musieliśmy być w PL w piątek o 23:59. Niestety na Skye i do Edynburga nie pojechaliśmy, ale na pewno będzie jeszcze okazja.
Szkocja zmieniła klimat na pochmurno - mglisty.
A tu ciekawostka, w Szkocji poza angielskim na znakach informacyjnych widnieje też język szkocki gaelicki, czyli celtycki. Nie podobny do niczego.
A potem już długa autostradowa droga. 40h jazdy, godzina spania na parkingu gdzieś u Niemców, generalnie trochę hardcore, ale do przeżycia.
Reasumując: BYŁO ZAJEBIŚĆIE! Na pewno jedziemy za rok. Mamy nadzieje, że Wy z nami. Dzięki za kibicowanie.
Pawełek, Miazga i Budzik.
A i jeszcze na podsumowanie mapka co gdzie i jak
start juz jutro !
Jutro jedziemy! Auto w miare gotowe, trasa w miare przemyślana. Jakby ktoś chciał poogladać z bliska: KLIK! Jadąc do UK chcemy wpaść do Brugge, a wracając Isle of Skye i Edynburg. Oby się udało ! OFICJALNY START w sobotę o 9 rano - oglądajcie TVNy! :) Będziemy postować z trasy tu i na FB. Fotorelacja jakoś w sierpniu mam nadzieje :)
The Ultimate Spare Part
Dziś rano wybraliśmy się na Żerań na poszukiwanie Ostatecznej Części Zapasowej ! Po przeprowadzeniu wnikliwej analizy ("-Sąsiedzie, co się może zepsuć? -Zapłon") wiedzieliśmy co musimy kupić. Udało się! Teraz na pewno dojedziemy! PS. To jest jedyna część zapasowa jaką mamy, ale to się pewnie domyśleliście...
Naprawy i awarie
W sobotę spotkaliśmy się, żeby ogarnąć już ostatnie rzeczy przed wyjazdem. Założyliśmy stare radio i boxa głośnikowego, który gra już w czwartym samochodzie - choć każdy kolejny gorszy od poprzedniego - karierę zaczął w Hondzie Civic (1995), potem były Polonez Atu i Tico a teraz Generał. Niezła kariera, musicie przyznać ;) W 34% udało nam się założyc pasy (długa historia). Założyliśmy bagażnik dachowy (oryginał z prl'u). Założyliśmy panoramiczne lusterko (jest arcygenialne!) i Wunder-Baum'a o zapachu wanilii. Generał zaliczył też pierwszą w tym sezonie kąpiel. Aha! Założyliśmy też oryginalne kapsle chromowane (dostaliśmy od sąsiada, nówki! Pozdro!), ale po 300m jeden odpadł, więc na razie jeżdżą w bagażniku ;) Można powiedzieć, że w sobotę mieliśmy Dzień Sukcesów - niestety - potem przyszła niedziela... W niedziele mieliśmy jechać na Kawę&Samochody, miało być słońce, klasyczne auta i pyszny Ciechan Miodowy z PKP Powiśle - zamiast tego padał deszcz, samochodów przyjechało mało a piwa nie było :/ Po drodze spotkaliśmy innego Dużego F. Niestety zaczęły wyłazić pierwsze fuckupy, na facebooku Miazga napisał: Od naprawy fiat przejechal - wg.licznika, cos w granicach 200km. Przez ten czas poddaly sie wieszaki tlumika, klakson, polamal pedal gazu, linka sprzegla dogorywa, a akumulator osiagnal sprawnosc baterii w zegarku :) 2 tygodnie do wyjazdu, 5800km przed nami. What could possibly go wrong? :D Chyba nic dodawać nie trzeba ;)
Kawa, samochody i darczyńcy
Po pierwsze w niedziele wybieramy się na impreze Kawa & Samochody. Mamy nadzieje, że się tam spotkamy! A po drugie! Wciąż szukamy darczyńców !!
Wklejajcie ten obrazek gdzie się da! Na facebooka, nk ;) i drzwi swojej klatki schodowej !
Powoli ...
...zbliża się Start. A my mamy jeszcze masę rzeczy do zrobienia - choć muszę przyznać, że najważniejsze rzeczy za nami. Generał wrócił od mechanika - mamy nową pompę paliwa, kawałek nowego wydechu, nowe klocki, zespawane zawiasy od maski (zamyka się!) i parę innych pierdół.
Dzisiaj rano byłem u gazownika - powiedział, że damy rade, choć wszystko jest tak nieszczelne, że nie da sie wyregulować mieszanki... przynajmniej mamy czysty filterek ;) A teraz - biedak stoi i moknie - mam nadzieję, że pogoda pod Loch Ness będzie lepsza.. W sobote ogarniamy pasy, radio + mase pierdół. Chyba damy rade ! No i wciąż szukamy darczyńców ! Come on mamy dopiero trzech ! LUDZIE ! Z tego miejsca chcielibyśmy pozdrowić dwie ekipy: Sokoła Millenium i 44Kuce !
Priorytety
Chyba każda osoba, która stara się odremontować cokolwiek musi sobie postawić priorytety - co muszę zrobić najpierw, co można zrobić później bo jest mniej istotne.
W naszym przypadku wydawałoby się, że naszym priorytetem będzie zrobienie pompy paliwa, wyregulowanie gazu itd.. ale... my jednak jesteśmy trochę inni. :D
W sobotę spotkaliśmy się, żeby ogarnąć auto przed oddaniem go do mechanika.
Zaczęliśmy ostro - od wymiany gałki zmiany biegów. Na taką, hmm... ciekawszą.
Później przyszła kolej na pieska kiwającego głową. Piesek kiwający głową to mus, prawda?
W tak zwanym międzyczasie robiliśmy różne nudne rzeczy - czyściliśmy środek, naprawialiśmy kierunki, przykręcaliśmy nowe tablice itd. Nagle - olśnienie! Czarny pas!
Okazało się, że Miazga ma w garażu czarny, matowy lakier w sprayu!
Hell yeah ! Niech ktoś powie, że to wygląda źle ! ;)
A na koniec możecie zobaczyć jak ta maska lata:
Sorry za jakość, ale kręcone komórką :)
:/
I przyszedł kolejny dzień zabawy z Generałem.
Ambitny plan - wyciągnąć fotele i wykładzinę - fotele do naprawy a wykładzina do prania.
Robiliśmy robiliśmy i.. gówno zrobiliśmy ;)
Ktoś tak poprzykręcał fotele, że lekkim garażowym sprzętem nie byliśmy w stanie się ich pozbyć, a co za tym idzie nie mogliśmy wyjąć foteli, czego znowu konsekwencją był brak możliwośći wyjęcia wykładziny. Mogliśmy tylko pod nią zajrzeć.
Aha i jeszcze po drodze zepsuliśmy kierunkowskazy (chyba padł przerywacz) i lewe awaryjne, a i przez chwilę nie działały w ogóle światła ;)
Jedyny plus, że była ładna pogoda i sobie posiedzieliśmy na zewnątrz, ale generalnie - kolejny dzień, kolejna porażka :p
No ale nie ma co jęczęć, nagraliśmy film ! (lepiej oberzjeć na jutiubie w HD)
Żeby zdjąć wykładzinę trzeba na początku odkręcić listwy progowe, które trzymają wykładzinę
Trzeba było wyciągnąć ciężki sprzęt - stare śruby, mimo spędzenia 2 tygodni w WD40 nie miały ochoty zmieniać miejsca zamieszkania